piątek, 9 maja 2014

Uczucia zmienne są- I Tylko początek

,,Miałam wtedy równiutko 6 lat. Był to dzień moich urodzin. Mama postanowiła, że pójdziemy na piknik. My miałyśmy iść przodem, a tata i brat mieli dojść potem. Jak chciałam przejść przez ulicę, mama zabroniła:
-Tu nie ma pasów.- powiedziała łagodnie i z uśmiechem.
Lecz ja wbiegłam na drogę. Mama widząc nadjeżdżający z dużą prędkością samochód, wbiegła na ulicę za mną, odepchnęła mnie i sama padła ofiarą wypadku.
Nigdy więcej nie widziałam jej żywej...
A to wszystko moja wina... ''

Zamknęłam pamiętnik. Jutro był ten dzień... Dzień moich urodzin. Najgorszy dzień w roku. Nie dość, że to rocznica śmierci mojej mamy, to rocznica dnia, w którym przestałam mieć tatę... Od tamtej pory nie zajmuje się mną. Mogłabym nic nie jeść, a on nie zwróci na to uwagi. Nienawidzi mnie... Bije mnie... Na szczęście, mam 5 lat starszego brata. Zawsze mnie broni. Przez to, on również nie ma taty... Ale on zawsze ma jedzenie. Nie idzie do szkoły jak ma 40 stopni gorączki. Ja muszę... Co prawda, nauczyciele zawsze dzwonią po tatę, ale przychodzi Jake. Mój starszy brat... 
-Cześć Julie, mogę wejść?- zapytał Jake. 
-Jasne...
-Jutro jest ten dzień... Ale się nie bój. Zawsze będę przy tobie.- odpowiedział i mnie przytulił. 
-Sześć lat... Gdyby nie ja... Mielibyśmy obojgu rodziców... Przepraszam...- powiedziałam i zaczęłam płakać. Jake zawsze mnie pocieszał, bo wiedział, że moja psychika jest bardzo... ''zryta''. Widziałam śmierć mamy. Spowodowałam ją. Jako sześcioletnie dziecko, widziałam śmierć najbliższej osoby w życiu. I jeszcze ojciec... 
-Ejj no nie płacz... Wszystko będzie dobrze. Jak chcesz, to możemy pójść do Jacka. Chcesz?- spytał. Jack to jego kolega, zawsze nas przyjmuje jak tata nas bije... Dziwi mnie jedno: dlaczego jeszcze z nim mieszkamy? Mimo tego, że widzą to nauczyciele, sąsiedzi, a nawet policjanci? 
-Chcę...- odpowiedziałam i popatrzyłam na niego smutnymi oczami pełnymi łez. 
-Nie płacz już... Obiecuje, za rok cię stąd zabiorę. Będziemy mieli pieniądze. Jedzenie. Będziesz mieć dużo ubrań i książki. Obiecuję ci to...
Jake jest młodym piłkarzem. Póki nie skończy osiemnastego roku życia, tata zabiera wszystkie pieniądze i przepija w barze, wydaje na papierosy i rzeczy dla siebie. Mamy bardzo duży dom. Ale my mamy pokoje na strychu. Mamy nawet pokojówkę, która nie wie o naszym istnieniu. Znaczy wie... ale myśli, że mamy lekcje do 17. 
Jake wstał, i poszedł do kuchni. Zawsze przynosi mi jedzenie ukradkiem, bo ojciec chyba by go zabił jakby się dowiedział, że daje mi jeść. Gdy wrócił, wypuścił z rąk kanapki i picie. Podbiegł do mnie, i zaczął krzyczeć. A ja... straciłam przytomność. Tak bez powodu. Gdy Jake krzyczał, nawet tata wbiegł na strych jakby się paliło. Gdy zobaczył Jake'a jak trzyma mnie nieprzytomną na rękach, zadzwonił po karetkę. Jakby nic się nie stało. Gdy tata zadzwonił po karetkę i mnie zabrali, nie chciał jechać, ale gdy Jake wsiadł do karetki, on też wsiadł... Jake przez całą drogę się nie odzywał, tylko patrzył na ojca.  Gdy dotarliśmy na miejsce, Jake wyleciał z karetki jak rakieta. Tata powoli... I usiadł na ławce. Spojrzał w górę, i zaczął ruszać ustami, ale nic nie mówił. Jake machnął ręką i poszedł.
Okazało się, że nie muszę mieć operacji. Zemdlałam ze zmęczenia. Gdy się obudziłam koło mojego łóżka siedział Jake. Zaczęłam z nim rozmawiać. Nagle do sali wszedł tata. Podszedł do mojego łóżka, podniósł rękę jakby chciał mnie uderzyć.
-Nie bij mnie!- krzyknęłam i schowałam się pod kołdrę. 
Tata zrobił bardzo dziwną minę... Jakby dopiero zobaczył, co zrobił. Zawahał się, i wyszedł. Poprosiłam Jaka, by został przy mnie. 
-Oczywiście, że zostanę.- odpowiedział. 
-Braciszku...?
-Słucham.
-Prawda, że mnie nigdy nie zostawisz? Nawet, jak będziesz miał żonę i dzieci? Nawet, jak będziesz miał 80 lat?
-Obiecuję ci to. 
-A cieszyłbyś się, gdybym umarła?- spytałam.
-Co ty wygadujesz?! Skąd ty masz takie pomysły?!
-No bo... tata by cię nie bił... nie krzyczałby na ciebie... i nie musiałbyś mieszkać na strychu...
Jego oczy posmutniały. Złapał mnie za rękę. Chyba coś ukrywał...
-Ja umrę?- spytałam
-Umrzesz. Jak będziesz miała 100 lat!- mówił przez łzy.
-To czemu płaczesz?- spytałam.
-No bo... ja... wyobraziłem sobie... co by było... gdybym... ja umarł...
-Ty umrzesz jak ja będę miała 100 lat. Umrzemy w tym samym dniu, żebym nie musiała być ani chwili bez ciebie... Dobrze?
Jake'owi poleciało jeszcze więcej łez, ale mimo to starał się uśmiechać.
-Dobrze.- potwierdził.
Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że za kilka dni mogę być z nim rozdzielona... 

1 komentarz: