Jestem Neova ,córka demona i anioła,upadły anioł.Moją historię zacznę jednak piętnaście lat wstecz.
- Szybciej Amevio!-rzekł ozięble,smukły mężczyzna stojący obok niej
Kobieta nie odpowiedziała,spojrzała jedynie na mężczyznę,martwym wzrokiem pełnym obaw i strachu.
- A co jak nas znajdą?- zapytała,kładąc rękę na brzuch- Co w tedy będzie z dzieckiem?!
- Nie pozwolę by coś mu się stało- oznajmił i ruszył w stronę lasu,ścieżką z chmur.
Blond włosa kobieta ruszyła za nim.Nagle kobieta uklękła.
- Już,to już teraz!- krzyknęła nerwowo
Mężczyzna podbiegł do kobiety.Objął ją w pasie i pomógł wstać.
- Nie martw się,jestem przy tobie- rzekł łagodnie
Mężczyzna odsuną się od kobiety,która zaczęła lśnić na złoto.Nagle całą kobietę otoczył krąg złotych
promieni.Po chwili jednak promienie ustąpiły ukazując złotowłosą anielice, trzymającą małą dziewczynkę
o czarnych włosach, na rękach.
- Czyż ona nie jest śliczna?-uśmiechnęła się do mężczyzny
- Owszem jest- odpowiedział podchodząc do kobiety-nagle słychać było, że ktoś się zbliża...To Anioły Sprawiedliwości! Stanął przed nimi ich wódz i spojrzał bez namiętnym wzrokiem na nich.
-Zostaliście oskarżeni o zdradę! Z rozkazu Pana mam was aresztować.
-A co będzie z nią?-popatrzyła na małą, śpiącą w jej rękach dziewczynkę.
-To nie ja będę o tym decydować. A teraz zamknąć ich w kajdanki-zwrócił się do pozostałych aniołów.
-Tak jest!-rozległo się chórem.
-Nie błagam! Nie!-dało się słyszeć rozpaczliwy krzyk Amevii niepozwalającej odebrać sobie małej...Jednak na próżno zdały się jej starania, zabrano jej dziewczynkę. Próbowała szukać pocieszenia w oczach jej towarzysza, ale nie zobaczyła tam nic poza bólem i udręką.
Pewnie też obwinia się o to co się stało.
-Idziemy!-padła komenda.
Szli tak przez 10 minut co jakiś czas, byliśmy pośpieszani przez anioły kłuciem w plecy kijem, aż doszli do Budynku Osądzenia.
To zabawne...Jako mała dziewczynka zarzekałam się, iż nigdy tu nie trafie, za żadne skarby świata. A dzisiaj proszę zmierzam w jego stronę. Gdybym tylko mogła uchronić ją od takiego losu...Jestem potworną matką!
-Owszem jesteś-usłyszała głos za sobą, gwałtownie się odwróciła w stronę głosu. Powiedział to Eksyriusz
-Ty sam nie okazałeś się zbytnią wyobraźnią kiedy mnie uwiodłeś!-syknęła.
-Ja?! To ty tymi swoimi sztuczkami mnie uwiodłaś! Ja ciebie, co za bzdury!
-Cisza-krzyknął jeden z aniołów.
Weszli do budynku i stanęli przed wielkim biurkiem, a za nim siedział Pan. Na jego twarzy nie widać było złości czy wyrzutów, a jedynie troskę.
-Moje dzieci co wyście znów narozrabiały?-zwrócił się do nich. Pochyliła jedynie głowę ku ziemi i utkwiła w niej spojrzenie.
-Nie bójcie się, jestem waszym sprzymierzeńcem i wasze grzechy zostaną przebaczone ale musicie mi o nich szczerze powiedzieć.
- Panie ich jedynym grzechem jest to - oznajmił jeden ze strażników,pokazując trzymające na rękach,czarnowłose niemowlę.
-To dziecko!-Powiedział z lękiem , najświętrzy-To ani anioł, ani demon
Strażnik podał dziecię Panu,a ten spojżał na nie łaskawym wzrokiem.
-Proszę nie zabijajcie jej!-Krzyknęła przestraszona Ameviia
-To dziecko nie powinno istnieć- Oznajmił najświętszy-Nie zabije go, bo każdy ma prawo korzystać
z najcenniejszego daru życia,ale też nie oddam go wam.To niemowlę na pierwszy rzut oka niewinne,
jest w rzeczywistości niebezpieczne.
-Błagam Panie!- Wykrzyczała błagalnie anielica.
-Nie dasz sobie z nią rady.Ta dziewczynka zostanie tutaj na zawsze.W ten sposób nie wyrządzi nikomu krzywdy-Oznajmił
I tak właśnie królestwo Pana stało się moim więzieniem.
Przez cały czas wszyscy mnie omijali szerokim łukiem,
a ja jako mała dziewczynka nic nie wiedziałam...
W wieku czternastu lat opanowałam do perfekcji władanie
mieczem dlatego przyjęli mnie do straży.
Tam poznałam Mata, który jako jedyny odzywał się do mnie.
Zagadką dla mnie jednak było czemu on nie miał skrzydeł?!
-No to co?Kolejna runda?- Zapytał beznamiętnie biało włosy
-Tak- Odpowiedziałam lekko znużona
-Jeszcze nie masz dosyć?-Zapytał zdziwiony-Spójrz na siebie, ledwo stoisz na tych nogach,
nie mówiąc już o tym jak trzymasz miecz...
-Co tam nogi, mam jeszcze skrzydła!-Oznajmiłam rozwijając białe skrzydła z czarnymi końcówkami.
-Zrobisz sobie krzywdę-Oznajmił beznamiętnie
-Nie,dam sobie rade! No chodź- Odpowiedziałam wzbijając się w górę na wysokość około dwóch
metrów.
Nagle poczułam się jak na karuzeli,oczy zaczęły mi się same zamykać.Gdy już całkiem zamknęłam
oczy znużona spadałam ku ziemi.

