-Ichiro, nie obijaj się!- krzyczała na niego siostra.
-Wiesz, nie za bardzo lubię chodzić na te wasze misje.
-Musisz. Przykro mi.
-Nie chcę.- powiedział sięgając po chipsy.- Chcesz trochę?
-Skąd ty to masz?!- wyrwała mu paczkę.
-Z ziemi, pożyczyłem trochę. Oddaj to.- zabrał co swoje.
-Nie możesz!
Do pokoju chłopaka wpadł zdyszany Isamu, kolega jego siostry.
-Tsuya!
-Isamu? Co jest?
-Mephew...
-Chole... Ichiro, ty zostajesz.
-Czemu?! Jestem przecież siln
-Nie jesteś! Zostajesz w domu! Sui!- zawołała służbę.
-Tak?
-Popilnuj go, żeby nie wyszedł.
-Tak.
-Isamu, idziemy.- wyszli.
-Phi, i tak pójdę.
Mephew- toczą wojnę z Geyiaj, którymi są nasi dotychczasowi bohaterowie. Charakteryzują się jasną karnacją. Jako broń posiadają miecze, które mają specjalne umiejętności. Posiadają wszystkie uczucia.
Geyiaj- Ich charakterystycznym punktem są kolory w różnych odcieniach i takiego samego koloru oczy. Posiadają tylko 'złe' uczucia, np. złość, smutek, wściekłość, ale nie zdają sobie z tego sprawy, tzn. myślą, że w ogóle nie mają żadnych, a nie posiadają 'dobrych', typu miłość, nie znają przyjaźni. Zamiast nich mają niesamowitą siłę. Za broń służą im różne rzeczy, między innymi sztylety, rewolwery, miecze, a nawet magia.
Tymczasem Tsuya i Isamu doszli już na pole walki. Dziewczyna miała walczyć z dzieckiem, a chłopak z nastolatkiem.
-No to są chyba jakieś żarty. Mam walczyć z dzieciakiem?!- oburzyła się.
-Nie jestem dzieckiem!
-Wiesz mała, wracaj do domu. Może jestem Geyiaj, ale z malutkimi dziewczynkami nie walczę.
-Mówię ci, że nie jestem dzieckiem!
-Ta, ta...
-Nie. Jestem. Dzieckiem!- krzyknęła, a z jej ciała rozbłysło białe światło. Oślepiło ją. Po kilku sekundach pojawiła się nad Tsuyą i jednym cięciem pozbawiła ją ręki.
-Chol...- krzyknęła.
-Poddajesz się?- spytała wyłaniając się z światła.
-Ty...
Teraz przeciwniczka nie wyglądała jak dziecko. Była wysoka, miała kobiece kształty i była skąpo ubrana.
-Pytam. Poddajesz się?
-Nigdy.
-Leć, Sierva!- 6 'noży' poleciało w stronę Tsuyi i przygwoździło ją do ściany.
-Co to?
-Czy ty pierwszy raz walczysz z Mephew? Każdy ma miecz, który ma imię i umiejętności. Moja Sierva przygważdża do ściany, a ja mogę bezpiecznie podejść i cię zabić.
-Tsuya!- krzyknął Ichigo i pobiegł pomóc siostrze.
-Ichiro, debilu!
-Co za szczyl?- spytała, po czym pojawiła się za bratem przeciwniczki i przebiła na wylot.
-Ichiro!
-Zamknij się!- krzyknęła, po czym rozcięła ją na pół. Gdy dwie połowy dziewczyny padły u jej stóp, dodała:
-Nie byłaś warta zabijania. No cóż... tak wygląda wojna.
Tsuya...- pomyślał Ichiro zanim stracił przytomność.
Tymczasem walka trwała dalej. Dużo ludzi zginęło, ale ostatecznie bitwę wygrali Geyiaj.
* * *
Dni mijały, a on dalej spał. Jednak kiedyś musiał się obudzić, i to właśnie ten dzień. Po otworzeniu oczu zobaczył sufit. Usiadł i podparł się rękami. Jego brzuch, ręce, nogi i czoło były w bandażach. Pamiętał tylko swoją siostrę rozciętą na pół, nic więcej. Nagle drzwi do jego pokoju otworzyły się. Weszła dziewczyna, ubrana w czarno-czerwoną spódnicę, krótki top i buty przypominające wyglądem glany. Miała długie, czarne włosy, które były rozpuszczone a u jej boku był miecz.
-W końcu się obudziłeś.
-Kim jesteś?!
-Raicho.
Słysząc jej spokojny głos, opanował się.
-Ichiro, Geyiaj.
-Geyiaj?!
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Akurat ja zabijam tylko Mephew.
-Aa... aha...
-Skąd masz ten miecz.
-T-Ten...? Był koło ciebie, gdy cię znalazłam...
-Weź go sobie, nie jest mój.
-Ah.. dzięki...
-Przejdziemy się? Już mi lepiej.
-Nie! To znaczy... jeszcze jesteś chory.. no i...
-Spokojnie, nic mi nie będzie.
-Hehe...- zaczęła się głupkowato śmiać.
-Co jest?
-Muszę wyjść... jak chcesz iść, to idź sam. Tylko nie otwieraj nigdy niebieskich drzwi.... nigdy.
-Ok, ok...
-Jutro mam zamiar zacząć remont, więc wieczorem się wynosimy.
-My?
-Chyba nie myślisz, że zostawię cię w takim stanie.- powiedziała i wyszła.
-Wieczorem spakowała się, i wyjechali do hotelu. Spędzili tam następne 2 miesiące, przez które ''zaprzyjaźnili się''. Nadszedł dzień, w którym Raicho chciała wyznać prawdę Ichiro.
-Ichiro... dlaczego nienawidzisz Mephew?
-Bo jestem Geyiaj... pozbawili mnie rodziny... i z zazdrości.
-Zazdrości?
-Tak. Oni mają uczucia, ja nie...
-Głupek! Zazdrość, nienawiść, to też uczucia! To, że mnie nie zostawiłeś, to też takiego rodzaju uczucie.
-Wtedy zostałem tylko po to, żebyś mnie uratowała... ale tera, gdy cię obok nie ma, czuję pustkę, a jak jesteś, to ciepło... to jest uczucie?
-To jest przywiązanie, Ichiro. Przywiązanie... Nie czujesz tęsknoty i smutku po stracie rodziny?
-Ale ja chcę czuć miłość, przyjaźń, radość... właśnie tych uczuć nie mamy! Jesteśmy pozbawieni tylko tych dobrych, żebyśmy popadali w depresję i zabijali więcej.
Czyli... on zdaje sobie z tego sprawę? Że... ma uczucia... tylko te złe...- myślała.
-Ichiro... jak wielka jest twoja nienawiść do Mephew?
-Bardzo wielka...
-Rozumiem...
I nic. Nie wyjawi mu prawdy. A tak bardzo tego chciała...
__________________________________________
No, pierwszy rozdział kończę tak ^_^ ;pp na razie nudno, wiem >.> ale się rozkręci, zobaczycie! XD
Rozdziały będą dodawane co tydzień, bo piszę to w zeszycie, i przepisuję tu z poprawkami xdd
W każdym rozdziale będą mogły być wulgaryzmy i przemoc... aczkolwiek nie muszą.
-W końcu się obudziłeś.
-Kim jesteś?!
-Raicho.
Słysząc jej spokojny głos, opanował się.
-Ichiro, Geyiaj.
-Geyiaj?!
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Akurat ja zabijam tylko Mephew.
-Aa... aha...
-Skąd masz ten miecz.
-T-Ten...? Był koło ciebie, gdy cię znalazłam...
-Weź go sobie, nie jest mój.
-Ah.. dzięki...
-Przejdziemy się? Już mi lepiej.
-Nie! To znaczy... jeszcze jesteś chory.. no i...
-Spokojnie, nic mi nie będzie.
-Hehe...- zaczęła się głupkowato śmiać.
-Co jest?
-Muszę wyjść... jak chcesz iść, to idź sam. Tylko nie otwieraj nigdy niebieskich drzwi.... nigdy.
-Ok, ok...
-Jutro mam zamiar zacząć remont, więc wieczorem się wynosimy.
-My?
-Chyba nie myślisz, że zostawię cię w takim stanie.- powiedziała i wyszła.
-Wieczorem spakowała się, i wyjechali do hotelu. Spędzili tam następne 2 miesiące, przez które ''zaprzyjaźnili się''. Nadszedł dzień, w którym Raicho chciała wyznać prawdę Ichiro.
-Ichiro... dlaczego nienawidzisz Mephew?
-Bo jestem Geyiaj... pozbawili mnie rodziny... i z zazdrości.
-Zazdrości?
-Tak. Oni mają uczucia, ja nie...
-Głupek! Zazdrość, nienawiść, to też uczucia! To, że mnie nie zostawiłeś, to też takiego rodzaju uczucie.
-Wtedy zostałem tylko po to, żebyś mnie uratowała... ale tera, gdy cię obok nie ma, czuję pustkę, a jak jesteś, to ciepło... to jest uczucie?
-To jest przywiązanie, Ichiro. Przywiązanie... Nie czujesz tęsknoty i smutku po stracie rodziny?
-Ale ja chcę czuć miłość, przyjaźń, radość... właśnie tych uczuć nie mamy! Jesteśmy pozbawieni tylko tych dobrych, żebyśmy popadali w depresję i zabijali więcej.
Czyli... on zdaje sobie z tego sprawę? Że... ma uczucia... tylko te złe...- myślała.
-Ichiro... jak wielka jest twoja nienawiść do Mephew?
-Bardzo wielka...
-Rozumiem...
I nic. Nie wyjawi mu prawdy. A tak bardzo tego chciała...
__________________________________________
No, pierwszy rozdział kończę tak ^_^ ;pp na razie nudno, wiem >.> ale się rozkręci, zobaczycie! XD
Rozdziały będą dodawane co tydzień, bo piszę to w zeszycie, i przepisuję tu z poprawkami xdd
W każdym rozdziale będą mogły być wulgaryzmy i przemoc... aczkolwiek nie muszą.