piątek, 29 sierpnia 2014

Piękna i Bestia I

(Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy i przemoc. Czytasz na własne ryzyko.)

-Ichiro, nie obijaj się!- krzyczała na niego siostra.
-Wiesz, nie za bardzo lubię chodzić na te wasze misje.
-Musisz. Przykro mi.
-Nie chcę.- powiedział sięgając po chipsy.- Chcesz trochę?
-Skąd ty to masz?!- wyrwała mu paczkę.
-Z ziemi, pożyczyłem trochę. Oddaj to.- zabrał co swoje.
-Nie możesz!
Do pokoju chłopaka wpadł zdyszany Isamu, kolega jego siostry.
-Tsuya!
-Isamu? Co jest?
-Mephew...
-Chole... Ichiro, ty zostajesz.
-Czemu?! Jestem przecież siln
-Nie jesteś! Zostajesz w domu! Sui!- zawołała służbę.
-Tak?
-Popilnuj go, żeby nie wyszedł.
-Tak.
-Isamu, idziemy.- wyszli.
-Phi, i tak pójdę.
Mephew- toczą wojnę z Geyiaj, którymi są nasi dotychczasowi bohaterowie. Charakteryzują się jasną karnacją. Jako broń posiadają miecze, które mają specjalne umiejętności. Posiadają wszystkie uczucia.
Geyiaj- Ich charakterystycznym punktem są kolory w różnych odcieniach i takiego samego koloru oczy. Posiadają tylko 'złe' uczucia, np. złość, smutek, wściekłość, ale nie zdają sobie z tego sprawy, tzn. myślą, że w ogóle nie mają żadnych, a nie posiadają 'dobrych', typu miłość, nie znają przyjaźni. Zamiast nich mają niesamowitą siłę. Za broń służą im różne rzeczy, między innymi sztylety, rewolwery, miecze, a nawet magia.
Tymczasem Tsuya i Isamu doszli już na pole walki. Dziewczyna miała walczyć z dzieckiem, a chłopak z nastolatkiem.
-No to są chyba jakieś żarty. Mam walczyć z dzieciakiem?!- oburzyła się.
-Nie jestem dzieckiem!
-Wiesz mała, wracaj do domu. Może jestem Geyiaj, ale z malutkimi dziewczynkami nie walczę.
-Mówię ci, że nie jestem dzieckiem!
-Ta, ta...
-Nie. Jestem. Dzieckiem!- krzyknęła, a z jej ciała rozbłysło białe światło. Oślepiło ją. Po kilku sekundach pojawiła się nad Tsuyą i jednym cięciem pozbawiła ją ręki.
-Chol...- krzyknęła.
-Poddajesz się?- spytała wyłaniając się z światła.
-Ty...
Teraz przeciwniczka nie wyglądała jak dziecko. Była wysoka, miała kobiece kształty i była skąpo ubrana.
-Pytam. Poddajesz się?
-Nigdy.
-Leć, Sierva!- 6 'noży' poleciało w stronę Tsuyi i przygwoździło ją do ściany.
-Co to?
-Czy ty pierwszy raz walczysz z Mephew? Każdy ma miecz, który ma imię i umiejętności. Moja Sierva przygważdża do ściany, a ja mogę bezpiecznie podejść i cię zabić.
-Tsuya!- krzyknął Ichigo i pobiegł pomóc siostrze.
-Ichiro, debilu!
-Co za szczyl?- spytała, po czym pojawiła się za bratem przeciwniczki i przebiła na wylot.
-Ichiro!
-Zamknij się!- krzyknęła, po czym rozcięła ją na pół. Gdy dwie połowy dziewczyny padły u jej stóp, dodała:
-Nie byłaś warta zabijania. No cóż... tak wygląda wojna.
Tsuya...- pomyślał Ichiro zanim stracił przytomność.
Tymczasem walka trwała dalej. Dużo ludzi zginęło, ale ostatecznie bitwę wygrali Geyiaj.

* * *

Dni mijały, a on dalej spał. Jednak kiedyś musiał się obudzić, i to właśnie ten dzień. Po otworzeniu oczu zobaczył sufit. Usiadł i podparł się rękami. Jego brzuch, ręce, nogi i czoło były w bandażach. Pamiętał tylko swoją siostrę rozciętą na pół, nic więcej. Nagle drzwi do jego pokoju otworzyły się. Weszła dziewczyna, ubrana w czarno-czerwoną spódnicę, krótki top i buty przypominające wyglądem glany. Miała długie, czarne włosy, które były rozpuszczone a u jej boku był miecz.
-W końcu się obudziłeś.
-Kim jesteś?!
-Raicho.
Słysząc jej spokojny głos, opanował się.
-Ichiro, Geyiaj.
-Geyiaj?!
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Akurat ja zabijam tylko Mephew.
-Aa... aha...
-Skąd masz ten miecz.
-T-Ten...? Był koło ciebie, gdy cię znalazłam...
-Weź go sobie, nie jest mój.
-Ah.. dzięki...
-Przejdziemy się? Już mi lepiej.
-Nie! To znaczy... jeszcze jesteś chory.. no i...
-Spokojnie, nic mi nie będzie.
-Hehe...- zaczęła się głupkowato śmiać.
-Co jest?
-Muszę wyjść... jak chcesz iść, to idź sam. Tylko nie otwieraj nigdy niebieskich drzwi.... nigdy.
-Ok, ok...
-Jutro mam zamiar zacząć remont, więc wieczorem się wynosimy.
-My?
-Chyba nie myślisz, że zostawię cię w takim stanie.- powiedziała i wyszła.
-Wieczorem spakowała się, i wyjechali do hotelu. Spędzili tam następne 2 miesiące, przez które ''zaprzyjaźnili się''. Nadszedł dzień, w którym Raicho chciała wyznać prawdę Ichiro.
-Ichiro... dlaczego nienawidzisz Mephew?
-Bo jestem Geyiaj... pozbawili mnie rodziny... i z zazdrości.
-Zazdrości?
-Tak. Oni mają uczucia, ja nie...
-Głupek! Zazdrość, nienawiść, to też uczucia! To, że mnie nie zostawiłeś, to też takiego rodzaju uczucie.
-Wtedy zostałem tylko po to, żebyś mnie uratowała... ale tera, gdy cię obok nie ma, czuję pustkę, a jak jesteś, to ciepło... to jest uczucie?
-To jest przywiązanie, Ichiro. Przywiązanie... Nie czujesz tęsknoty i smutku po stracie rodziny?
-Ale ja chcę czuć miłość, przyjaźń, radość... właśnie tych uczuć nie mamy! Jesteśmy pozbawieni tylko tych dobrych, żebyśmy popadali w depresję i zabijali więcej.
Czyli... on zdaje sobie z tego sprawę? Że... ma uczucia... tylko te złe...- myślała.
-Ichiro... jak wielka jest twoja nienawiść do Mephew?
-Bardzo wielka...
-Rozumiem...
I nic. Nie wyjawi mu prawdy. A tak bardzo tego chciała...
__________________________________________
No, pierwszy rozdział kończę tak ^_^ ;pp na razie nudno, wiem >.> ale się rozkręci, zobaczycie! XD
Rozdziały będą dodawane co tydzień, bo piszę to w zeszycie, i przepisuję tu z poprawkami xdd
W każdym rozdziale będą mogły być wulgaryzmy i przemoc... aczkolwiek nie muszą.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Przepraszaam ;___;

Hej ;c

Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale miałam gości, potem pojechałam na wakacje i znowu miałam gości >.>
Teraz znowu będę pisać ^*^
I.. usuwam swoje kolejne opowiadanie ._____.
Będę pisać nowe XD

No, to tyle c;
Bye bye ;**


czwartek, 21 sierpnia 2014

Legenda- Początek. (Nowa)

Wiodłam spokojne i monotonne życie w małej wiosce na wschodzie Elfiego Królestwa.
Aż do tego feralnego dnia...
Do naszej osady przyjechali żołnierze wraz z jakimiś tajemniczymi postaciami. Mieli długie peleryny z kapturami skrywającymi ich twarz.
Każde dziecko w wieku od 14 do 16 lat, dziewczynki i chłopcy mieli stawić się na pobliskiej łące.
Wszystkich bardzo zdziwiły te rozkazy, ale cóż musieliśmy to zrobić.
Spotkałam na miejscu sporą grupkę osób. Przysiadłam na trawie i wpatrywałam się w horyzont. Niebieskie niebo, pokryte niezliczoną ilością chmur górowało nad nami. W oddali stał stary i potężny las. Niedaleko iskrzyła się w promieniach słońca niebieska rzeczka. Widziałam gniade, kasztanowe i białe konie ścigające się ze sobą.
Nagle wszyscy zerwali się na równe nogi, a ja poszłam za ich przykładem.
-Ustawcie się w rzędzie!- rozkazał jeden z żołnierzy.
Zrobiliśmy to. Zakapturzone postacie przyglądały się nam.
Kazali kilkoma osobom odejść z szeregu. Po chwili nakazali nam iść za sobą. Zaprowadzili nas do kołczanów pełnych strzał, obok łuków. Naprzeciwko stały tarcze. Ucieszyłam się zawsze lubiłam strzelać z takiej broni.
Ustawiliśmy się. Każdy chwycił łuk, naciągną cięciwę ze strzałą, obliczył wszystko i wystrzelił. Moja strzała trafiła prawie w sam środek tarczy. Rozejrzałam się. Moim sąsiadom nie poszło tak dobrze, ale i nie najgorzej.
Bezimienni (tak ich nazywam) oglądali tarcze. Pokiwali głowami do siebie i wrócili na dawne miejsce.
-Za mną!- rozkazał jeden z nich i ruszył do przodu w stronę lasu.
Wykonaliśmy polecenie.
Zaprowadził nas na jego skraj.
-Ustawcie się jedno za drugim!
Zrobiliśmy to. Po chwili usłyszeliśmy dalsze instrukcje:
-Każde z was ma w jak najkrótszym czasie wejść na to drzewo!- wskazał palcem na stary, bardzo rozgałęziony dąb.
Po jakichś 15 minutach nadeszła moja kolej. Wzięłam głęboki wdech dla uspokojenia. Gdy zobaczyłam sygnał jak najszybciej jak potrafiłam podbiegłam do dębu. Chwyciłam solidną gałąź, podciągnęłam się i weszłam na nią. Potem chwyciłam kolejną, podpierając się stopą na innej wspięłam się wyżej. I tak kilka razy. Usłyszałam krzyk:
-Wystarczy!
Zerknęłam w tamtą stronę, kiwnęłam głową i zaczęłam schodzić.
Cały czas szukając solidnego oparcia schodziłam na dół. Kiedy od ziemi dzielił mnie jedynie metr zeskoczyłam zgrabnie lądując.
Niektórzy patrzyli na mnie z aprobatą, a ja na to podnosiłam tylko brew w niemym pytaniu.
+ O co im chodzi? +- myślałam. Nagle doznałam olśnienia.
+ Uznali, że się popisywałam tym skokiem! + pokręciłam smutno głową.
                                                                      ***
Takie testy trwały jeszcze przez 3 dni. Sprawdzali jak sobie radzimy z bronią, w lesie, jaką mamy kondycje.
Czwartego dnia kazali nam się zebrać na dziedzińcu. Jeden z żołnierzy trzymał pergamin. Kiedy wszyscy się już zebrali zaczął czytać nazwiska. Gdy skończył wszyscy wyczytani mięli stawić się pod ścianą świątyni.
Jednym z wybranych byłam ja i moja przyjaciółka, Nessa.
-Spakujcie najpotrzebniejsze rzeczy i jutro rano stawcie się tutaj. Więcej dowiecie się o wschodzi słońca.
Wszyscy pokiwali głowami przyjmując te słowa do wiadomości. Po chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić.
Ja też poszłam do domu. W chacie w której mieszkam paliła się świeczka na stole, a jej światło odbijało się  na szklanej powierzchni. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je najciszej jak tylko potrafiłam. W progu powitała mnie mama, wielkim uśmiechem. W jej spojrzeniu dostrzegłam troskę. Usiadłam do stołu, a moja rodzicielka postawiła prze de mną talerz z zupą. Ukroiła pajde chleba i już miała podać mi ją, a kiedy dostrzegła moje dłonie, czarne od gleby i innych rzeczy.
-Idź umyj ręce.
Zastosowałam się do jej polecenia.
Po chwili wróciłam i zjadłam ze smakiem posiłek.
Podziękowałam i poszłam do swojego pokoju spakować się.
Wyjęłam z pod łóżka walizkę i wyjęłam z szafy kila ubrań, mój ulubiony sztylet.
Spakowałam też jedzenie które przygotowała mi mama, a  potem wszystko położyłam koło szafy.
Umyłam się i położyłam spać.
Po chwili byłam już w krainie snów.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

♥Hey, look at me, I'm here!♥ [1]

_______________Sebastian__________
Jej piękne blond,włosy,które rozwiewa wiatr.Te prześliczne niebieskie oczy.I ta minióweczka!
-Och ty zboczuchu,znów podglądasz Sonie?-Zapytał głos zza mną.
Zdezorientowany,odwróciłem się i ujżałem...nikogo ważnego.Ponownie odwróciłem się by podglądać tą boginie,stojącą niczym Julia na balkonie i czekającą na swego Reme'a.
-Sebastian-Odezwała się dziewczyna-Sebastian!
Krzykneła tak głośno,że z przerażenia aż poskoczyłem.
-Czego!?-Krzyknołem , nieodrwyając wzroku od Soni.
-Jesteś dupkiem!-Oznajmiła i wybiegła z mojego pokoju.
Niech biegnie,gdyy się stęskni to wróci-Pomyślałem  dalej wpatrywałem się w sonie,przez okno.
___________Nikola____________
-Jesteś dupkiem!-Krzyknełam z łzami w oczach.
Nie wiedziałam co mam zrobić więc wybiegłam z jego pokoju,a potem z domu.
-Dlaczego?-Pytałam samą siebie-Dlaczego on mnie nie dostrzega!?
Mam na imię Nikola,chodze do pierwszej klasy liceum i przyjaźnie się z tym dupkiem...
Tak,może i jest hamską świnią ale.....kocham tego zboczonego prosiaka!Znamy się od przeczkola i to dosyć głupie...przez ten cały czas robiłam wszystko dla niego robiłam,tak jak każda przyjaciółka a on dla mnie nic....od bardzo dawna staram się wkońcu zerwać z nim znajomość,ale zawsze wracam do niego....echh przesto że znamy się od tak dawna , wiem o nim wszystko i ....musiałam akurat się zakochać!Pffffff....
____________Natan_____________
Wracałem do domu gdy ujżałem  Nikole pod domem tej szui Sebastiana.Och bidulka,nic nnie może zrobić...zakochhała się w tej świni.Tak bardzo chciałbym jej pomóc,ale nie moge...
Podeszłem do dziewczyny.Jak zwykle płakała.
-Nikol,daj sobie z nim spokój,dobrze?-Zwróciłem się do dziewczyny.
-Ja....nie...nie...nie moge!-Wyjąkała.
-No chodź-Oznajmiłem obejmując dziewczyne ramieniem.
Szatynnka wstuliła się wemnie a ja objołem ją drugim ramieniem.Gdy widze ją taką,normalnie....!
Czy ten cholerny dupek nie widzi że ja krzywdzi!?
-Dziękuje Nat-Wyszeptała.
-Zabije go....
-Przestań,to głupie.
-Nie,pujde tam i strzele go po tej jego gębie!
Odkleiłem się od dziewczyny i ruszyłem w strone domu Sebastiana.Szypko znalazłem się w jego pokoju,ma się te sposoby.Ten przygłup jak zwykle siedział przy oknie,wpatrując się w tą lalke barbie na balkonie.
Sonia zawsze była ładna,ale wredna i sztuczna.Podeszłem do chłopaka i klepnolem go po plecach by zwrócił na mnie uwagę.
-Czego!?-Zapytał widocznie znudzony.
-Nikola,pamiętasz ja jeszcze?!-Zapytałem sarkastycznie.
-Wybiegła z tąd,ale zaraz wróci...
-Serio?A co jak nie?
-Ona zawsze wraca!
-Dlatego traktujesz ją jak powietrze,tak?!-Krzyknołem oburzony.
-Przestań,to dziewczyna,zaraz jej przejdzie.
-Przegiołeś stary!-Oznajmiłem i z całym impetem przywaliłem brunetowi w twarz,z pięści.
________________________________
O,O nwm co powiedzieć O.O To opowiadanie opowiada o nastolatkach których łączy jedna rzecz:nie zauważają uczuć drugiej osoby.Z tąd ten tytuł ;>

Krótkie info od Nat...

Otuż zobaczyłam że  ostatnia(dostępna) część opowiadania Dotyk samotności i Zabić i przetrwać ma tylko jedno wyświetlenie dlatego usune te dwa opowidania gdyż tylko zaśmiecaja naszego bloga :/
Nikt nie chce ich czytać, to nie ma sensu ich dalej pisać.Narazie wstrzymuje pdalsze pisanie opowiadania Neova.Anioły i demony .To tyle bye :/

Info na temat Legendy.

Trochę zbyt to kolorowe, więc postanowiłam że pozmieniam to i owo.
Napisze wszystko od początku, ale nie będę usuwać postów.
Za każdym razem pojawi się nowa notka z informacjami.
Będę pisać o tym które są już zmienione. To tyle... Bay.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Historia Luthien cz.4

Nagle pojawiły mi się czarne plamki przed oczami. Straciłam siły. Zmiękły mi kolana. Upadłam, usłyszałam jeszcze czyjeś kroki.
-Nie krzywdźcie ich...-szepnęłam i zapadła ciemność.
Byłam w jakimś lesie. Na drzewach były zawieszone świeczniki. Stała przy nich jakaś postać.
Odwróciła głowę w moją stronę. To kobieta, miała czarne, lekko pofalowane, kruczoczarne włosy. Blada cera, a na niej pomalowane czarną szminką, pełne usta. Patrzyła na mnie oczami bez wyrazu.
-Gdzie ja jestem?
-Widzisz te świeczki?
Skinęłam głową.
-To są życia innych stworzeń. Ludzi, zwierząt i innych.
-A co ja tu robię?
-Nie wiem. W jakich okolicznościach się tu znalazłaś?- miała melodyjny głos, ale mówiła bez jakichkolwiek uczuć.
-Stworzyłam barierę, aby wilki nie zaatakowały ludzi. Po jakimś czasie zemdlałam i pojawiłam się tutaj.
-Zaskakujące... Myślę, że powinnaś już wrócić.
Powiedziała i zdmuchnęła z dłoni jakiś proszek w moją stronę. Przed moimi oczami znów pojawiły mi się czarne plamki.
Obudziłam się i rozejrzałam się w okół. Byłam na skraju lasu.
-Co się stało?- zapytałam.
-Zemdlałaś.-powiedział.
Zerwałam się na równe nogi i szybko pobiegłam do lasu. Nie było tam ich.
*Poprosiłam je, aby stąd uciekły.*
Westchnęłam z ulgą. Znów wyszłam z lasu i spojrzałam na nich wyzywająco.
-Zabraniam wam ścinać te drzewa!-wydarłam się- Nie macie najmniejszego prawa tego robić! To jest część naszej planety i ekosystemu, która jest bardzo ważna! Jeśli będzie trzeba to będę się o ten las bić!- wrzeszczałam z hardą miną.
Patrzyli na mnie w osłupieniu.
-No co?!- skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na ich reakcje.
Z lasu wyłoniła się Nirvana. Podeszła do mnie i musnęła mój policzek.
-Jeszcze chwilka. Idź do Meleris ja dołączę później.
Parsknęła niespokojnie. Zaśmiałam się i szepnęłam jej na ucho:
-To zostań ze mną, ale oni nie mogą się dowiedzieć, że cie rozumiem (zaczęłam ją rozumieć dziś rano).
Odwróciłam się w ich stronę i spojrzałam wyczekująco.
-Zdecydowaliście się już?- zapytałam.
Nadal stali w osłupieniu. Wzruszyłam ramionami i poszłam w stronę rzeki (płynie dokoła lasu).
Klacz ruszyła przodem, a ja za nią podziwiałam widoki. Byliśmy na łące pełnej polnych kwiatów.
-Jak masz na imię?- usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się. Szedł za mną tamten chłopak ,,szef dryblasów''.
-Nie muszę ci mówić. I nie zamierzam- odwróciłam się od niego- Zdecydowaliście się?
-Nie powiem dopóki nie wyjawisz mi swojego imienia.
Westchnęłam.
-I tak będziecie niszczyć ten las. Drzewa które pamiętają najstarsze dzieje. Rośliny, które są na wyginięciu... wszystko przepadnie. Nie powróci. Nasza historia, nasze legendy... wszystko pamiętają te drzewa, a wy chcecie je ściąć. Dlaczego? Papieru brakuje? Desek na dom?
Odwróciłam się w jego stronę oczekując odpowiedzi. Moje długie, czarne, proste włosy powiewały na wietrze.
Przyglądał mi się. Staliśmy tak jakieś 5 minut. Poczułam obecność Nirvany. Musnęła mój policzek, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
Odwróciłam się w jej stronę i wskoczyłam jej na grzbiet.
-Masz czas do zachodu słońca. Wtedy tu przybędę i będę oczekiwać odpowiedzi!- pochyliłam się do jej ucha i szepnęłam- Pędź do domu.
Usłuchała. Pędziłyśmy niczym wiatr.
*Zawiezie cię do wioski*- poinformowała mnie Meleris.
Dotarłyśmy tam w jakieś 10 minut.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem okropnie krótkie...Wybaczcie! Brak weny... :'(

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Historia Luthien cz. 3

-To źródło mojej mocy?- zgadywałam.
Skinęła potakująco głową. Nagle na jej twarzy pojawił się grymas, złapała się za głowę i upadła na trawę. Podeszłam do niej szybko i dotknęłam jej czoło. Było gorące.
-Co się stało?
Ułożyłam jej głowę na moich kolanach.
-Coś się dzieje z lasem. Coś złego...
-Gdzie?
-Na skraju po tamtej stronie. Nirvana cię zawiezie.
Skinęłam głową. Przy moim boku już stała klacz. Szybko na nią wsiadłam, a ona popędziła galopem w stronę wskazaną przez Meleris. Byłyśmy tam 5 minut później. Słychać było piły łańcuchowe. Zeskoczyłam z niej i pobiegłam w ich kierunku.
-STOP!!!- wrzasnęłam.
Przerwali prace i przyglądali mi się.
-Co wy wyprawiacie?!- przypatrywałam się im z wyrzutem.
-Pracujemy, a co nie wolno?- mówił z kpiną jeden z nich.
-Nie, nie wolno. Czemu tniecie ten las? Kto wam pozwolił?
-Tniemy, bo to nasza praca. A mamy pozwolenie od burmistrza.
-Chce je zobaczyć!
-Bo co?
-Bo nikomu nie pozwolę ciąć tego lasu!
-Co ty nam możesz zrobić?
-Wiele...-uśmiechnęłam się złowrogo.
-Co się tu dzieje?
Z tłumu wyszedł jakiś chłopak i przyglądał nam się badawczo.
-Nic. Ta mała nie pozwala nam ciąć tych drzew...
*Nie możesz im powiedzieć o naszym istnieniu*- usłyszałam w głowie słaby głos driady.
-Dlaczego?- popatrzył na mnie.
Miał ciemne oczy, niemal czarne.
-Nie mogę tego wyjaśnić. Po prostu tym sposobem krzywdzicie wiele osób i zwierząt. Te stworzenia nie będą miały gdzie się podziać! I to z jakiego powodu? Bo wybraliście sobie akurat ten las?
-W każdym innym lesie zwierzęta nie będą miały gdzie się podziać...-powiedział chłopak.
-Ale tutaj mieszkają wilki! Jeśli stracą terytorium będą szukały schronienia na polach. Mogą też kogoś skrzywdzić...
Usłyszałam szelest w krzakach.
*Wilki. Powstrzymaj je!*
-Stójcie! Nie wychodźcie ja to załatwię.-mówiłam spokojnym głosem w stronę odgłosów.
Usłuchały.
-Co to było?-zapytał jeden z mężczyzn.
-Nie chcesz wiedzieć...-odparłam.
*Chcą ich zaatakować. Utwórz ścianę. Zamknij oczy i skup się, wyobraź sobie barierę. Tylko trzymaj cały czas rękę w tej samej pozycji to pomoże ci ją utrzymać.*
Zrobiłam co kazała. Udało się.
-Co się stało z twoimi oczami?- zapytał mnie chłopak.
-A coś się stało?- zapytałam.
-Są fioletowe...
-Naprawdę?- nie dowierzałam.
Skinął głową.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałam napisać dłużej uwierzcie... ale nie było mi to dane :( No cóż. W każdym razie mam nadzieje, że jako tako jest w porządku...

środa, 6 sierpnia 2014

Historia Luthien cz.2 Opiekunka

Zastanawiałam się przez kilka minut nim wymyśliłam.
-Już wiem!- krzyknęłam uradowana- Będziesz się nazywała Nirvana! Co ty na to?- zwróciłam się do zwierzaka.
Parsknęła zadowolona. Uśmiechnęłam się do niej i pogładziłam jej sierść. Patrzył na mnie mądrymi oczami śledząc każdy mój ruch. 
-Chcesz kolejne jabłko?
Wyjęłam z torby zielono-czerwone jabłko. Podałam je zwierzęciu uważając aby nie odgryzł przypadkiem moich palców. Zjadła je ze smakiem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zawsze uwielbiałam konie, a teraz z jednym się zaprzyjaźniłam.
Spojrzałam na promiennie zachodzącego słońca prześwitującego przez gałęzie drzew. Wyjęłam z plecaka bluzę i otuliłam się nią. 
Mama zawsze mówiła, że jeśli kiedykolwiek będę spędzać noc w tym lesie nie mogę rozpalić ognia.
Westchnęłam. Wyjęłam z torby kanapkę i rozwinęłam papier. Wgryzłam się ze smakiem w chleb z masłem, salami, pomidorem, serem i cebulą. Wzięłam butelkę z wodą  i napiłam się. Klacz patrzyła na mnie wyczekująco.
-Penie ty też chcesz pić?
Pokazałam gestem aby szła za mną. Wiedziałam, że to zrozumie i zrozumiała.
Poszłyśmy poza las gdzie płynęła rzeka. Podeszła niepewnie i pochyliła łeb ku wodzie.  Cała sceneria wyglądała jak na obrazku!
Biały klacz pochylająca się nad rzeką błyszczącą w promieniach zachodzącego słońca. Za nią tajemniczy , ciemny las. Wokół łąka, a nad nią niebo pokryte pomarańczową mgiełką (zachód słońca).
Kiedy się napoiła poszłyśmy z powrotem do lasu. Westchnęłam zrezygnowana i zwróciłam się do przestrzeni przede mną. 
-A co jeśli źle zrobiłam? Uciekłam z domu pod wpływem jakiegoś impulsu...-poczułam muśnięcie chrap konia o mój policzek. Pogłaskałam ją- Nie wiem czy powinnam była odchodzić... Z jednej strony dobrze zrobiłam, bo ojciec w końcu mógł by mnie pobić śmiertelnie, a że chodzi bez przerwy pijany, to by tego nie zauważył. A z drugiej strony jak ja dam sobie rade sama w lesie? - klacz parsknęła niezadowolona- No dobrze z twoją pomocą. Nie mogę poprosić nikogo o pomoc bo najbliższe sąsiedztwo jest jakieś 5 km z tond! Nie mam dużo jedzenia.
Po moim policzku spłynęła łza. Doszliśmy już do miejsca gdzie zostawiłam plecak. Było już ciemno. Zmęczona emocjami całego dnia ziewnęłam przeciągle. Nirvana położyła się pod drzewem. Wyjęłam koc i położyłam na jej grzbiecie. Sama położyłam się na mchu obok niej i przykryłam się drugim kocem. Po chwili udałam się w objęcia Morfeusza. 

                                                                                                           ***

Obudziłam się. Nie pamiętam żadnego snu. Przetarłam zaspane oczy. Na pniu przewalonego drzewa na przeciw mnie siedziała jakaś kobieta. Zdziwiona ściągnęłam brwi  i potrząsnęłam głową. Postać nie zniknęła tylko teraz patrzała na mnie z rozbawieniem.
-Witaj-powiedziała uśmiechając się serdecznie.
Miała bardzo melodyjny głos. Mówiła jakby śpiewała.
-Kim jesteś?- spojrzałam na nią podejrzliwie.
-Jestem Meleris, a ty jak masz na imię?
-Nazywam się Luthien Nadzieja (wiem ,wiem oryginalne nazwisko xD)
-Miło cię poznać- uśmiechnęła się serdecznie co odwzajemniłam.
-Skąd się tu wzięłaś?- zapytałam.
-Mieszkam tutaj- pokazała ręką las. Zmarszczyłam brwi.
-Cały czas?- nie dowierzałam.
Zaśmiała się melodyjnie.
-Tak. A ty skąd się tu wzięłaś?
-Uciekłam od ojca...
-Pijaka- dokończyła.
-Skoro wiedziałaś to po co się mnie pytałaś? A w ogóle to skąd wiesz?
-Pytałam bo chciałam sprawdzić jak bardzo jesteś otwarta, a wiem bo słyszałam jak mówiłaś.
-Wiem, że to dziwnie zabrzmi... Czym jesteś?
-Jestem pół driadą, pół magiem.
Otworzyłam usta patrząc na nią z niedowierzaniem.
Nie wiem skąd takie pytanie przyszło mi do głowy, ale musiałam wiedzieć.
-Znałaś moją mamę?
Skinęła głową potakująco.
-Skąd?
-Często tu przychodziła.
-Wiesz dlaczego wyjechała?
Westchnęła.
-Wiem, ale na razie nie mogę ci powiedzieć.-spojrzała na trawę obok swoich stup.
-Eh, rozumiem. Od kiedy się znacie?
-Poznałyśmy się jak miała 5 lat. Przyprowadzała ją tu jej mama, kiedy dowiedziała się że mnie znalazła.- uśmiechnęła się do swoich wspomnień. 
-Dlaczego nigdy mi o tobie nie mówiła?
-Bo musiałaś sama mnie znaleźć. Przychodzą do mnie tylko ci którzy posiadają choć iskrę magi w sobie.
-To znaczy, że posiadam moc?
Skinęła znowu głową.
-Z moją pomocą nauczysz się korzystać z wewnętrznego źródła.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miało być dłuższe ale mama mnie z kompa wygoniła kiedy się w końcu dorwałam ;-; no cóż mam nadzieje, że się wam spodoba ;)