Zobaczyłam jak zza jednych z drzwi wyłania się służąca.Starsza kobieta spojżała na mnie i po chwili z przerażeniem powiedziała:
-Czy w czymś moge pomóc,pani Neovo?
-Nie...
-Czy mogłabym więc-Zapytała lecz jej przerwałam.
-Nie musisz się pytać,oczywiście że możesz iść-Oznajmiłam z uśmiechem.
-Dziękuję,pani Neovo-Odpowiedziała a na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Oparłam się o jedną ze ścian korytaża i wyjełam z kieszeni od moich dzinsów,czerwoną rune.
Uważnie jej się przyjżałam.Widniał na niej tylko jeden znak.Shikorun-Czyli znak ozaczający teleportacje w wybrane miejsce.Westhnełam i schowałam runę,ponownie do kieszeni.
Przypomniałam sobie że dziś miałam pomagać Amevi-bibliotekarce Wielkiej Biblioteki,w
porzątkowaniu tomów o starożytności.Szypkim krokiem wyszłam z pałacu i ruszyłam w strone
Bilioteki znajdującej się kilka kilometrów od Akarios.Podbiegłam do drzwi budynku i już miałam
je otworzyć gdy usłyszałam za sobą:
-Pani Neova?
-Kurcze dlaczego dzisija wszyscy się mnie o to pytają-Zapytałam samą siebie i odwróciłam się za siebie.
Ujżałam Mata z głupim uśmiechem na twarzy.Żuciłam mu jedno z "moich" spojżeń.
-Hej Neovo,już lepiej się czujesz?
-Nie....musisz mi odpowiedzieć na pewne pytanie...
-A jakie?
-Powiem ci ale nie tutaj-Oznajmiłam łapiąc chłopaka za ramię i prowadząc za sobą.
Otworzyłam drzwi biblioteki i weszłam do środka razem z Matem.Oboje usyłeliśmy skrzypienie drzwi zamykających się za nami.Pusciłam ramie chłopaka i spojżałam mu prosto w oczy.
-Czy wiesz co to jest?-Zapytałam wyjmując z kieszeni,rune.
-To runa,ale skąd ją masz?
-Dostałam od....znajomego...
Nie moge mu powiedzieć że dostałam rune od demona,zaraz by zaczą mówić że jestem naiwna,bo biore runy od osób których nawet nie znam,a tym bardziej że te osoby to nic innego
jak demony z Czary.
-Czy mógłbym jej się przyjżeć?
-Oczywiście-Odpowiedziałam podając chlopakowi kamień.
-Nie wiarygodne!Prawdziwa runa teleportacji!-Wrzasną z wrażenia.
-Nie krzycz tak głośno jeszcze ktoś nas usłyszy,pamiętaj że każdy z Akarios pragnie run!
-Sorry...
-Widzisz to?-Pokazałam chlopakowi znak na kamieniu-To shikorun,oznacza że runa może przenieść w dowolne miejsce.
-Zraz,ty podła lisico!Pokazujesz mi tą rune jednynie dla tego bo chcesz żebym się gdzieś z toba udał!?
-Ej,tylko niepodła!Chce tylko byś udał się zemną do Czary...
-Dobrze się czujesz?!Do Czary!?Prendzej zjem Korme(mała,niebieska wiewiórka o dwóch ogonach) niż tam pujde!
-Mat prosze,musze tam się udać,a sama nie dam sobie rady w Czarze-Spojżałam na chłopaka błagalnie.
W tym samym czasie zza regałów wyszła pani Amevia z toną książek na rękach.
-Witajcie dzieciaki-Oznajmiła wesoło.
-Dzień dobry,zaczekaj zara pani pomoge-Przywitałam się i podbiegłam do kobiety.
Zabrałam pułowe książek z tej "góry" , którą wciąż trzymała na rękach,pani Amevia.Mat zaraz po mnie,również podbiegł i wziął drugą połowe książek.
-Dziękuje dzieciaki-Powiedziała znużona kobieta-Czy moglibyście położyć te książki na tamtym stoliku?
Kobieta wskazała palcem na odalony o kilka kilometró,mały stolik, na którym leżały rozrzucone
ulotki.
-Oczywiście-Oznajmiliśmy zgodnym churem i ruszyliśmy w strone stolika.
Mineło kilka minut i byliśmy spowrotem przy pani Amevi.
-Jeszcze raz wam dziękuję moje drogie dzieci.
-To nic takiego prosze pani-Oznajmiłam z uśmiechem.
Ależ ja bym chciala powiedzieć jej prawde,opowiedzieć o tym co się stało i że nie jestem żadną panią tylko jej matką-Pomyślała Amevia,wpatrując się w dziewczynę.
-Coś się stało,pani Amevio?-Zapytałam.
-Nie.Wiesz Neovo jesteś bardzo ładna,twoja mama musi być równie piękna.
-Nie mam mamy , prosze pani-Zmarszczyłam brwi-Ale za to mam Ojca.
-Widziałaś się z nim?!-Zapytała z przerażoną twarzą, Amevia.
-Nie.
-Ufff-Westhneła z ulgą pani Amevia.
-Ale dziś mam zamiar-Oznajmiłam radośnie.
-Nie możesz!-Zaprotestowała Amevia.
-Czemu?
-Bo....bo..-Zająkała Amevia-Bo twój tata to demon!
-Co za bzdury-Zakpił Mat-Ojciec Neovy napewno nie jest demonem...
-Mylisz się Mat,on nim jest i wiedziałam o tym wcześniej...
-Skąd?-Spytała przerażona Amevia.
-Wysłał dziś swego posłańca by przekazał że chce się zemną spotkać,to właśnie dla tego
chce wyruszyć do Czary...
Chłopak złapał się za głowe i zaczą nią nerwowo machać w na boki.Amevia zaś położyła mi ręke na ramieniu,zmarszczyła czoło i rzekła łagodnie:
-Neovo,wybacz mi proszę.Twoje narodziny były jedną z najgorszych rzeczy jakie mogły się stać.
Jesteś silniejsza od innych aniołów,ale tego nie wiesz i wiedzieć nie powinnaś.Twoja przeszłość i to kim jesteś miało być sekretem, o którym nikt nie powinen wiedzieć...
Dlatego będe musiała wezwać straż by zabrała cię do pałacu...
-Nie!-Krzyknełam odpychając kobiete od siebie-Dowiem się tego kim jestem i nikt mi w tym nie przeszkodzi!
-Przepraszam...
Blond włosa kobieta podeszła do biurka i wcisneła guzik,znajdujący się na nim.Drzwi się same zamkneły się na klucz,tak samo jak okna.Z oddali usłyszeć było można kroki straży idącej po mnie.Podbiegłam do Mata i spojżałam na niego porozumiewawczo.Wziełam do ręki runę,wypowiedziałam słowo:Czary i potarłam trzy razy rune.Chłopak złapał mnie za ręke i po chwili oboje znikneliśmy w chmurze dymu.Odkaszlnełam i ze zdumieniem patrzyłam jak powoli zza dyymu wyłania się pieknyy krajobraz gór,lasów,łąk,jezior i wielu innych cudów natury...
-Jak tu pięknie,gdzie tyy wogule nas przeniosłaś?-Zapytał z promienyym uśmiechhem na twarzy.
-Do czary-Zamrszczyłam czoło-Najwyraźniej runa musi być zniszczona...
Spojżałam dalej w krajobraz,ujżałam męszczyzne siedzącego pod drzewem.Wyglądał jakby kogoś wyczekiwał.Przełknełam silne i powoli,nie pwenym krokiem,zbliżylam się do męszczyzny.
-Przepraszam że panu przerywam odpoczynek,ale to miejsce to Czara?-Zapytałam kłaniając się z należnym szacunkiem.
-Tak,witam Czarze młoda damo-Oznajmił chłodno.
-Jestem Neova z Akarios i szukam mego ojca...
Słysząc to męszczyzna wstał i szypko mnie przytulił.Poczułam się dziwnie,nie mniej jednak czułam że znam tego męszczyzne od bardzo dawna...od narodzin....ale czy to mółg być mój ojciec!?
niedziela, 27 lipca 2014
sobota, 26 lipca 2014
Historia Luthien cz.1- Ucieczka.
Obudziłam się. Otworzyłam szybko oczy i przeciągnęłam się, aż chrupnęło mi w kościach. Spanie na podłodze nie jest zbyt... wygodne. Dlaczego na podłodze? Zaraz wszystko się wyjaśni...
Wstałam szybko i poszłam cicho do salonu. Nikogo nie było.
-Pewnie poszli do kogoś-uśmiechnęłam się pod nosem.
Nigdy nie lubiłam kiedy tu był tłum pijanych przyjaciół taty.
Wzięłam wszystkie puste butelki po alkoholu. Wyrzuciłam je do kosza na śmieci stojącego w kuchni. Otworzyłam lodówkę i spojrzałam na nasze zapasy.
Wnętrze zionęło pustkami. Westchnęłam cicho. Usłyszałam niegłośne miauknięcie.
-Cześć Lika- pogłaskałam kotkę po miękkim futerku na łebku. Trąciła mnie delikatnie nosem w rękę.
-No tak jesteś głodna... poczekaj zaraz spróbuje ci coś wyszperać.
Otworzyłam szafki i po długich poszukiwaniach wyjęłam ostatnie opakowanie kociej karmy. Wysypałam zawartość do miseczki. Kotka pałaszowała z wielkim zapałem, a ja patrzyłam na nią z cieniem uśmiechu na ustach.
Skończyła jeść i zaczęła ocierać się o moje nogi. Wzięłam ją na ręce i głaskałam po grzbiecie. Mruczała zadowolona.
-Trzeba będzie posprzątać dom i zamówić zakupy- znów westchnęłam.
Ruszyłam po schodach na górę i weszłam do strychu. Podeszłam do okna i popatrzyłam na widok za oknem. Widać było nieduży strumyk, a w oddali stał las. Ciemny i tajemniczy. Nikt się nie zapuszczał w jego głąb. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie ale ten kto tam wszedł już nigdy nie wracał.
Postawiłam Like na podłodze i wzięłam w rękę ramkę z fotografią mamy.
Opuściła nas. Wyjechała za granice do Niemiec i urwała jaki kolwiek kontakt z całą rodziną.
Po policzku spłynęła mi słona łza.
-Jak mogłaś mnie zostawić z nim samą? Czemu wyjechałaś? Czemu od roku nie dajesz znaku życia?-
Wytarłam policzek wierzchem dłoni i zacisnęłam zęby.
Teraz muszę sama dać sobie rade. Nie znam nikogo kto chciał by mi pomóc. I mimo tego, że ojciec nie traktuje mnie dobrze... wiem, że beze mnie nie da sobie rady.
Spojrzałam na zegarek, który zawsze miałam na ręce. Była już 12:15.
Musiałam się brać za obowiązki. Poszłam do kąta w którym stał komputer i go włączyłam. Kliknęłam kilka razy myszką w odpowiednie miejsca i wpisałam link. Zamówiłam wszystkie niezbędne produkty. Po za alkoholem oczywiście.
-Ojciec i tak go przywiezie... jeśli wróci.
Zeszłam schodami na dół i wzięłam się za ogarnianie salonu. Po jakichś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez Judasza. Stał tak chłopak w wieku około 20 lat z moimi zakupami. Otworzyłam.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry. To twoje zamówienie?
-Tak, niech pan chwilkę poczeka zaraz przyniosę pieniądze.
Zostawiłam otwarte drzwi, a sama poszłam do kuchni i wyjęłam z tajnej skrytki ojca kilka banknotów.
Poszłam w stronę dostawcy.
-Ile się należy?- zapytałam.
-Równo 50 złotych.
Podałam mu pieniądze z drobnym napiwkiem. Pożegnałam się i zamknąwszy uprzednio drzwi ruszyłam do kuchni. Rozpakowałam zakupy i wzięłam się za sprzątanie kuchni.
Minęło pół godziny, kiedy usłyszałam samochód ojca.
Miał charakterystyczny dźwięk otwieranego garażu.
Mam nadzieje, że ojciec nie jest pijany- pomyślałam ze strachem.
Otworzył drzwi i chwiejnym krokiem szedł przez korytarz. Kiedy mnie zobaczył zaczął obsypywać mnie wiązanką przekleństw.
Poczułam strach. Dostrzegłam jak się uśmiecha. Zawsze lubił kiedy się go bano... na moją zgubę.
Podchodził coraz bliżej mnie. Patrzył ze szczerą pogardą na mnie. Nienawidziłam kiedy był pijany. Podniósł rękę, momentalnie się skuliłam pamiętając pamiątkę jaką mi zostawił wczorajszej nocy. Poczułam piekący ból na policzku.
-Masz się wynosić z tego domu su***! -krzyknął trochę niewyraźnym głosem.
Miałam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Miarka się przebrała. Patrzyłam na niego zabójczym wzrokiem z szałem w oczach.
-Jak sobie życzysz!
Pobiegłam na górę i zaczęłam pakować plecak z niezbędnymi rzeczami. W pewnym momencie zjawił się przymnie z pasem w ręku.
Spojrzał na mnie, a ja na niego. Nim zdążył się zamachnąć ja już byłam przy drzwiach.
-Au revoir!- krzyknęłam ile sił w płucach i zaczęłam biec do lasu. Mimo opowieści często tam chodziłam i płakałam kiedy było mi na prawdę źle. Usiadłam na omszonym kamieniu.
Moja mama mówiła, że las jest moim przyjacielem i mogę mu powiedzieć wszystko. Tak też zrobiłam i tym razem.
-Mój ojciec... znów mnie uderzył- załkałam- ale tym razem ja uciekłam. Nie wiem co mam zrobić, gdzie się podziać?- łzy płynęły strumieniami po moich policzkach.
Usłyszałam szelest, odwróciłam gwałtownie głowę i ujrzałam pięknego, białego konia.
Podeszłam do niego powoli widząc w jego oczach strach.
-Spokojnie, nic ci nie grozi- mówiłam delikatnie i wyciągnęłam ku niemu rękę.
Powąchał ją delikatnie i popatrzył na mnie. Pogłaskałam go po szyi. Uspokoił się trochę.
Usłyszałam krzyki dochodzące za pleców konia. Zastrzygł niespokojnie uszami. Nie wiem czemu wyjęłam z torby jabłko i mu je dałam. Zjadł ze smakiem i już był spokojny. Głosy ucichły, a po chwili zniknęły całkowicie.
-O widzisz już nic ci nie grozi- uśmiechnęłam się do zwierzęcia- Jak cię nazwiemy, hm?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podpowiedzcie jak go nazwać, bo ja kompletnie pomysłu nie mam ;-;
Piszcie swoje propozycje w komach :D
Mam nadzieje, że wam się spodobało ;33 Akcja się rozwinie... poczekajcie trochę C;
Wstałam szybko i poszłam cicho do salonu. Nikogo nie było.
-Pewnie poszli do kogoś-uśmiechnęłam się pod nosem.
Nigdy nie lubiłam kiedy tu był tłum pijanych przyjaciół taty.
Wzięłam wszystkie puste butelki po alkoholu. Wyrzuciłam je do kosza na śmieci stojącego w kuchni. Otworzyłam lodówkę i spojrzałam na nasze zapasy.
Wnętrze zionęło pustkami. Westchnęłam cicho. Usłyszałam niegłośne miauknięcie.
-Cześć Lika- pogłaskałam kotkę po miękkim futerku na łebku. Trąciła mnie delikatnie nosem w rękę.
-No tak jesteś głodna... poczekaj zaraz spróbuje ci coś wyszperać.
Otworzyłam szafki i po długich poszukiwaniach wyjęłam ostatnie opakowanie kociej karmy. Wysypałam zawartość do miseczki. Kotka pałaszowała z wielkim zapałem, a ja patrzyłam na nią z cieniem uśmiechu na ustach.
Skończyła jeść i zaczęła ocierać się o moje nogi. Wzięłam ją na ręce i głaskałam po grzbiecie. Mruczała zadowolona.
-Trzeba będzie posprzątać dom i zamówić zakupy- znów westchnęłam.
Ruszyłam po schodach na górę i weszłam do strychu. Podeszłam do okna i popatrzyłam na widok za oknem. Widać było nieduży strumyk, a w oddali stał las. Ciemny i tajemniczy. Nikt się nie zapuszczał w jego głąb. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie ale ten kto tam wszedł już nigdy nie wracał.
Postawiłam Like na podłodze i wzięłam w rękę ramkę z fotografią mamy.
Opuściła nas. Wyjechała za granice do Niemiec i urwała jaki kolwiek kontakt z całą rodziną.
Po policzku spłynęła mi słona łza.
-Jak mogłaś mnie zostawić z nim samą? Czemu wyjechałaś? Czemu od roku nie dajesz znaku życia?-
Wytarłam policzek wierzchem dłoni i zacisnęłam zęby.
Teraz muszę sama dać sobie rade. Nie znam nikogo kto chciał by mi pomóc. I mimo tego, że ojciec nie traktuje mnie dobrze... wiem, że beze mnie nie da sobie rady.
Spojrzałam na zegarek, który zawsze miałam na ręce. Była już 12:15.
Musiałam się brać za obowiązki. Poszłam do kąta w którym stał komputer i go włączyłam. Kliknęłam kilka razy myszką w odpowiednie miejsca i wpisałam link. Zamówiłam wszystkie niezbędne produkty. Po za alkoholem oczywiście.
-Ojciec i tak go przywiezie... jeśli wróci.
Zeszłam schodami na dół i wzięłam się za ogarnianie salonu. Po jakichś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez Judasza. Stał tak chłopak w wieku około 20 lat z moimi zakupami. Otworzyłam.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry. To twoje zamówienie?
-Tak, niech pan chwilkę poczeka zaraz przyniosę pieniądze.
Zostawiłam otwarte drzwi, a sama poszłam do kuchni i wyjęłam z tajnej skrytki ojca kilka banknotów.
Poszłam w stronę dostawcy.
-Ile się należy?- zapytałam.
-Równo 50 złotych.
Podałam mu pieniądze z drobnym napiwkiem. Pożegnałam się i zamknąwszy uprzednio drzwi ruszyłam do kuchni. Rozpakowałam zakupy i wzięłam się za sprzątanie kuchni.
Minęło pół godziny, kiedy usłyszałam samochód ojca.
Miał charakterystyczny dźwięk otwieranego garażu.
Mam nadzieje, że ojciec nie jest pijany- pomyślałam ze strachem.
Otworzył drzwi i chwiejnym krokiem szedł przez korytarz. Kiedy mnie zobaczył zaczął obsypywać mnie wiązanką przekleństw.
Poczułam strach. Dostrzegłam jak się uśmiecha. Zawsze lubił kiedy się go bano... na moją zgubę.
Podchodził coraz bliżej mnie. Patrzył ze szczerą pogardą na mnie. Nienawidziłam kiedy był pijany. Podniósł rękę, momentalnie się skuliłam pamiętając pamiątkę jaką mi zostawił wczorajszej nocy. Poczułam piekący ból na policzku.
-Masz się wynosić z tego domu su***! -krzyknął trochę niewyraźnym głosem.
Miałam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Miarka się przebrała. Patrzyłam na niego zabójczym wzrokiem z szałem w oczach.
-Jak sobie życzysz!
Pobiegłam na górę i zaczęłam pakować plecak z niezbędnymi rzeczami. W pewnym momencie zjawił się przymnie z pasem w ręku.
Spojrzał na mnie, a ja na niego. Nim zdążył się zamachnąć ja już byłam przy drzwiach.
-Au revoir!- krzyknęłam ile sił w płucach i zaczęłam biec do lasu. Mimo opowieści często tam chodziłam i płakałam kiedy było mi na prawdę źle. Usiadłam na omszonym kamieniu.
Moja mama mówiła, że las jest moim przyjacielem i mogę mu powiedzieć wszystko. Tak też zrobiłam i tym razem.
-Mój ojciec... znów mnie uderzył- załkałam- ale tym razem ja uciekłam. Nie wiem co mam zrobić, gdzie się podziać?- łzy płynęły strumieniami po moich policzkach.
Usłyszałam szelest, odwróciłam gwałtownie głowę i ujrzałam pięknego, białego konia.
Podeszłam do niego powoli widząc w jego oczach strach.
-Spokojnie, nic ci nie grozi- mówiłam delikatnie i wyciągnęłam ku niemu rękę.
Powąchał ją delikatnie i popatrzył na mnie. Pogłaskałam go po szyi. Uspokoił się trochę.
Usłyszałam krzyki dochodzące za pleców konia. Zastrzygł niespokojnie uszami. Nie wiem czemu wyjęłam z torby jabłko i mu je dałam. Zjadł ze smakiem i już był spokojny. Głosy ucichły, a po chwili zniknęły całkowicie.
-O widzisz już nic ci nie grozi- uśmiechnęłam się do zwierzęcia- Jak cię nazwiemy, hm?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podpowiedzcie jak go nazwać, bo ja kompletnie pomysłu nie mam ;-;
Piszcie swoje propozycje w komach :D
Mam nadzieje, że wam się spodobało ;33 Akcja się rozwinie... poczekajcie trochę C;
poniedziałek, 21 lipca 2014
To i owo...
Zobaczyłam że przy każdym opowiadaniu nie ma ani jednego koma :/
Nie to że zmuszam to komentowania czy coś,tylko chce was zachęcić byście
wyrażali swoją opinie o danym opowiadaniu w komentarzach c;
Natalga ;*
Nie to że zmuszam to komentowania czy coś,tylko chce was zachęcić byście
wyrażali swoją opinie o danym opowiadaniu w komentarzach c;
Natalga ;*
Nieporozumienie na chacie c;
Tak tak kochani. To jest akurat mój blog.
Na chacie mam nazwę Zaplatanii_♥
tak na przyszłość xd
Oliwka c;
Na chacie mam nazwę Zaplatanii_♥
tak na przyszłość xd
Oliwka c;
piątek, 18 lipca 2014
Neova.Anioły i demony #2
Wpadłam w prost w ramiona Mata,to takie sweetaśnie :3heuheu....No i tyle jesli chodzi o kolejną rundę.
-Zanim coś powiesz,ostrzegam że nie dożyjesz jutra-Posłałam chłopakowi zabójcze spojżenie.
-W takim stanie nic mi nie zrobisz-Uśmiechną się tajemniczo-Za to ty powinaś się bać co będzie z tobą...
-O rety już się boję!
-Powinnaś odpocząć.
-A po co,nikogo nnie obchodzę.Jestem tylko znienawidzonym przez wszystkich wyżutkiem i nawet nie wiem czemu!-Odpowiedziałam z grymasem na twarzy.
-Mnie obchodzisz-Spojżał mi troskliwie w oczy.
-Jesteś uroczy-Uśmiechnęłam się do chłopaka.
-A ty jesteś pierwszą dziewczyną,która mi to powiedziała prosto w oczy.
-Ja nie jestem taka jak one...
-I za to cię lubię-Oznajmił i pocałował mnie w policzek.
Mat oddalił się,a ja patrzyłam jak znika w oddali.Uśmiechnełam się sama do siebie i pomyślałam że los się wkońcu do mnie uśmiechną.Nagle poczułam nie przyjemny powiew chłodu na karku.To nie było normalne,
gdyż w Akarios(zamku znajdującym się w środku raju) nigdy nie wiał wiatr.Poczułam ciarki na plecach,
odwróciłam się i ujżałam diabła we własnej osobie.Demoniczny pan nie wyglądał aż tak strasznnie
jak opowiadała mi służba pałacowa.Miał normalną cere,wyglądem do złudzenia przypominał człowieka,jednak na głowie miał rogi jak u barana,a z końca pleców ogon.Demon spojżał na mnie martwym wzrokiem.Jego spojżenie dawało po sobie poznać że nie jest przyjaźnie nastawiony.Tylko czego on mógł odemnie chcieć?
-Czy ty jesteś Neova?-Zapytał beznamiętnie.
-Tak,jestem Neova z Akorios-Ukłoniłam się-A pan to kto?
-Nie powinno interesować panienki moje imie,gdyż jestem tylko skromnym posłańcem.
-A więc czyim jesteś posłańcem?-Zapytałam unosząc przy tym jedną brew.
Męszczyzna nie budził zaufania. Nie odczuwałam w nim energi życiowej , którą mają w sobie każde żywe
stworzenia,od trawy po ludzi i stworzenia takie jak anioły. Jednak tak naprawde nic,nikomu z Akarios
nie było wiedzieć jakie są nnaprawde demony.
-Przybywam z Czary,przynosze wieści od pana Kursina...
Czara miejsce martwe, pełno tam Czartów i Czarcich pomiotów,oprucz tego demonów.
-Kursin-Powtużyłam zamyślona-Już kiedyś obiło mi się o uszy to nazwisko...
-Być może dla tego że pan Kursin to panienki ojciec.
-Mój ojciec!?
Poczułam się przerażona i jednocześnie szczęśliwa.Szczęśliwa,gdyż wiem że nie jestem sierotą i mam tate.
Przerażona,gdyż moim ojcem okazał się sam demon z Czary.Ech....dobrze że nie Czart czy pomiot...
-Pan Kursin chciałby się z panienką spotkać.
-To nie możliwe-Zmarszczyłam brwi-Nie można mi wychodzić dalej niż plac pałacowy...
-Niech panienka weźmie to-Włożył mi do ręki,mały czerwony kamyk-Wystarczy potrzeć trzy razy i
wypowiedzieć nazwe miejsca gdzie chce się przenieść...
-Kamień teleportaci?
-Bilsko,to runa...
Słyszałam kiedyś o runach, ale nigdy ich nie widziałam aż do teraz....Podobno runy zagineły dawno temu.
-Skąd mam wiedzieć czy moge ci zaufać?
-Jestem tylko posłańcem,nie wiem nic o runach,właściwe pytanie brzmiało by czy może panienka mi wieżyć.
-Nie rób mi mętliku w głowie!-Odpowiedziałam wściekle-Niech pan już idzie,na dworze Akoriańskim nie
toleruje się demonów.
Gdy to powiedziałam,dostrzegłam odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie.Czemu mieszkańcy Akoris
mnie tak nie nawidzą?Bo jestem demonem,wkońcu mój ojciec to demon!Zamyślona nie zauważłam kiedy męszczyzna znikną mi z oczu.Ruszyłam w strone wielkich nefrytowych,drzwi.Otworzyłam je szypko i weszłam do środka.Przedemną ciągną się niekończący się korytaż.Na podłodze leżał tak samo długi jak cały korytaż , czerwony dywan.Na ścianach wisiały piękne,ozdobione złotem,świeczniki.Wrzędzie można byyło dostrzec niezliczoną iloś drzwi,do najróżniejszych pokoi pałacowych.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że takie krótkie :/
-Zanim coś powiesz,ostrzegam że nie dożyjesz jutra-Posłałam chłopakowi zabójcze spojżenie.
-W takim stanie nic mi nie zrobisz-Uśmiechną się tajemniczo-Za to ty powinaś się bać co będzie z tobą...
-O rety już się boję!
-Powinnaś odpocząć.
-A po co,nikogo nnie obchodzę.Jestem tylko znienawidzonym przez wszystkich wyżutkiem i nawet nie wiem czemu!-Odpowiedziałam z grymasem na twarzy.
-Mnie obchodzisz-Spojżał mi troskliwie w oczy.
-Jesteś uroczy-Uśmiechnęłam się do chłopaka.
-A ty jesteś pierwszą dziewczyną,która mi to powiedziała prosto w oczy.
-Ja nie jestem taka jak one...
-I za to cię lubię-Oznajmił i pocałował mnie w policzek.
Mat oddalił się,a ja patrzyłam jak znika w oddali.Uśmiechnełam się sama do siebie i pomyślałam że los się wkońcu do mnie uśmiechną.Nagle poczułam nie przyjemny powiew chłodu na karku.To nie było normalne,
gdyż w Akarios(zamku znajdującym się w środku raju) nigdy nie wiał wiatr.Poczułam ciarki na plecach,
odwróciłam się i ujżałam diabła we własnej osobie.Demoniczny pan nie wyglądał aż tak strasznnie
jak opowiadała mi służba pałacowa.Miał normalną cere,wyglądem do złudzenia przypominał człowieka,jednak na głowie miał rogi jak u barana,a z końca pleców ogon.Demon spojżał na mnie martwym wzrokiem.Jego spojżenie dawało po sobie poznać że nie jest przyjaźnie nastawiony.Tylko czego on mógł odemnie chcieć?
-Czy ty jesteś Neova?-Zapytał beznamiętnie.
-Tak,jestem Neova z Akorios-Ukłoniłam się-A pan to kto?
-Nie powinno interesować panienki moje imie,gdyż jestem tylko skromnym posłańcem.
-A więc czyim jesteś posłańcem?-Zapytałam unosząc przy tym jedną brew.
Męszczyzna nie budził zaufania. Nie odczuwałam w nim energi życiowej , którą mają w sobie każde żywe
stworzenia,od trawy po ludzi i stworzenia takie jak anioły. Jednak tak naprawde nic,nikomu z Akarios
nie było wiedzieć jakie są nnaprawde demony.
-Przybywam z Czary,przynosze wieści od pana Kursina...
Czara miejsce martwe, pełno tam Czartów i Czarcich pomiotów,oprucz tego demonów.
-Kursin-Powtużyłam zamyślona-Już kiedyś obiło mi się o uszy to nazwisko...
-Być może dla tego że pan Kursin to panienki ojciec.
-Mój ojciec!?
Poczułam się przerażona i jednocześnie szczęśliwa.Szczęśliwa,gdyż wiem że nie jestem sierotą i mam tate.
Przerażona,gdyż moim ojcem okazał się sam demon z Czary.Ech....dobrze że nie Czart czy pomiot...
-Pan Kursin chciałby się z panienką spotkać.
-To nie możliwe-Zmarszczyłam brwi-Nie można mi wychodzić dalej niż plac pałacowy...
-Niech panienka weźmie to-Włożył mi do ręki,mały czerwony kamyk-Wystarczy potrzeć trzy razy i
wypowiedzieć nazwe miejsca gdzie chce się przenieść...
-Kamień teleportaci?
-Bilsko,to runa...
Słyszałam kiedyś o runach, ale nigdy ich nie widziałam aż do teraz....Podobno runy zagineły dawno temu.
-Skąd mam wiedzieć czy moge ci zaufać?
-Jestem tylko posłańcem,nie wiem nic o runach,właściwe pytanie brzmiało by czy może panienka mi wieżyć.
-Nie rób mi mętliku w głowie!-Odpowiedziałam wściekle-Niech pan już idzie,na dworze Akoriańskim nie
toleruje się demonów.
Gdy to powiedziałam,dostrzegłam odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie.Czemu mieszkańcy Akoris
mnie tak nie nawidzą?Bo jestem demonem,wkońcu mój ojciec to demon!Zamyślona nie zauważłam kiedy męszczyzna znikną mi z oczu.Ruszyłam w strone wielkich nefrytowych,drzwi.Otworzyłam je szypko i weszłam do środka.Przedemną ciągną się niekończący się korytaż.Na podłodze leżał tak samo długi jak cały korytaż , czerwony dywan.Na ścianach wisiały piękne,ozdobione złotem,świeczniki.Wrzędzie można byyło dostrzec niezliczoną iloś drzwi,do najróżniejszych pokoi pałacowych.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że takie krótkie :/
czwartek, 17 lipca 2014
Dziwne sny cz.5
Byłam zmęczona. Poszłam spać.
We śnie byłam na planie...Na niebie świeciło słońce, ptaki ćwierkały, a łąka szumiała leciutko pod wpływem wiatru. Nagle przede mną pojawiła się dziewczyna. Czarna suknia podkreślała jej sylwetkę, twarz okalały ciemne niczym noc włosy. Oczy były brązowe. Blada cera na której wyróżniły się czerwone usta.
-Witaj-szepnęła niemal bezgłośnie.
-Witaj-odpowiedziałam.
-Mam zadanie...
-Jakie?-spytałam.
-Musze cię zabić-spojrzała na mnie, w jej oczach widziałam ból.
-Dlaczego?
-Ona tego chce-spuściła głowę i sięgnęła do pasa, gdzie wisiał sztylet.
-Wiesz, że nie mogę na to pozwolić- spojrzałam na nią- Lazu- szepnęłam.
To zaklęcie miało jej przywrócić władze nad ciałem. Udało się. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
Nagle niebo spowiły czarne chmury. Zaczął szaleć wiatr. W pewnej chwili wokół dziewczyny zatańczyła czarna mgła.
-Przepraszam-usłyszałam jej głos.
Minęło może kilka chwil gdy wszystko powróciło do pierwotnego stanu.
Obudziłam się. Czułam zimny pot na całym ciele. Trzęsłam się.
-Puk, puk-usłyszałam za drzwi.
-Proszę.
-Dzień dobry, panienko- spojrzała na mnie kobieta w stroju pokojówki.
-Cześć...
-Przyniosłam panience, suknie na zmianę- położyła na ramie łóżka czarną suknie.
Spojrzałam na nią ze strachem. To była taka sama suknia jaką miała tamta dziewczyna!
-Nigdy nie założę tej sukni!-wskazałam drżącym palcem na czarny materiał.
Chwyciłam ją i podarłam na dwie części.
-Co panienka robi?!-w jednej chwili jej twarz zrobiła się blada, jak kreda.
Zamknęła oczy i osunęła się na ziemie. Podbiegłam do niej i położyłam jej głowę na moje kolana.
-Pomocy!-zaczęłam drzeć się na całe gardło.
Usłyszałam stukot butów w korytarzu i po chwili w pokoju stał jakiś chłopak.
-Co się stało?-zapytał.
-Zemdlała.
Wziął z toaletki naczynie z wodą i ręcznik. Zamoczył go i pogładził czoło służącej. Powoli otwierała oczy. Uśmiechnęła się blado do chłopaka.
-Nic ci nie jest?-zwrócił się do niej.
-Na razie nie, ale jak nasza pani zobaczy co stało się z suknią...może nie być ze mną dobrze.
-A co się z nią stało?
-Podarłam ją...
-Czemu?-patrzył na mnie bystrymi, zielonymi oczami.
-W moim śnie... Była taka dziewczyna. Miała taką samą suknie.
-Jak wyglądała?
-Miała czarne włosy, malinowe usta i brązowe oczy.
-Dora- posmutniał nagle- Co się z nią stało?
-Zabrał ją czarny wiatr...
-O nie-na policzkach kobiety spływały słone łzy.
Nagle ją dostrzegłam. Stała oparta o framugę drzwi i patrzyła na mnie bez żadnych uczuć. Białe włosy, blade usta i czarne oczy. Ubrana była w tunikę i legginsy, na stopach miała baletki. A wszystko było głęboko czarne.
-Masz iść ze mną-powiedziała beznamiętnym głosem.
-Nie.
-To rozkaz naszej Pani.
-To twoja Pani, ja nie przysięgałam jej posłuszeństwa- mówiłam spokojnie, bez żadnych emocji.
-Doprawdy?
-Miałam udać się wraz z nią do tego dworku, ale nic więcej-spojrzałam wyzywająco.
-Nie zmuszaj mnie do używania siły...
-Ja cię nie zmuszam do niczego.-popatrzyłam na nią- Raze- szepnęłam półgłosem.
Wokół mnie zawirował świat. Po chwili wszystko ustało. Stałam przy fontannie. Usiadłam na jej brzeg i wpatrywałam się w błękitną wodę.
Usłyszałam stukot obcasów. Obróciłam głowę i popatrzyłam na idącą dziewczynę.
Miała oczy błyszczące niebieską poświatą. Złote niczym pszenica włosy, bladą cerę i czerwone usta.
Ubrana w czarną suknie szła w moim kierunku.
Odwróciłam wzrok i znów wpatrywałam się w falującą tafle wody.
-Jesteś tu nowa?-zapytał głos za mną, odwróciłam się i zobaczyłam tamtą dziewczynę.
Pokiwałam potakująco głową.
-Witaj, jestem Anabel, a ty?
-Liliana-podałam jej rękę, a ona ją uścisnęła z zaskakującą siłą.
We śnie byłam na planie...Na niebie świeciło słońce, ptaki ćwierkały, a łąka szumiała leciutko pod wpływem wiatru. Nagle przede mną pojawiła się dziewczyna. Czarna suknia podkreślała jej sylwetkę, twarz okalały ciemne niczym noc włosy. Oczy były brązowe. Blada cera na której wyróżniły się czerwone usta.
-Witaj-szepnęła niemal bezgłośnie.
-Witaj-odpowiedziałam.
-Mam zadanie...
-Jakie?-spytałam.
-Musze cię zabić-spojrzała na mnie, w jej oczach widziałam ból.
-Dlaczego?
-Ona tego chce-spuściła głowę i sięgnęła do pasa, gdzie wisiał sztylet.
-Wiesz, że nie mogę na to pozwolić- spojrzałam na nią- Lazu- szepnęłam.
To zaklęcie miało jej przywrócić władze nad ciałem. Udało się. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
Nagle niebo spowiły czarne chmury. Zaczął szaleć wiatr. W pewnej chwili wokół dziewczyny zatańczyła czarna mgła.
-Przepraszam-usłyszałam jej głos.
Minęło może kilka chwil gdy wszystko powróciło do pierwotnego stanu.
Obudziłam się. Czułam zimny pot na całym ciele. Trzęsłam się.
-Puk, puk-usłyszałam za drzwi.
-Proszę.
-Dzień dobry, panienko- spojrzała na mnie kobieta w stroju pokojówki.
-Cześć...
-Przyniosłam panience, suknie na zmianę- położyła na ramie łóżka czarną suknie.
Spojrzałam na nią ze strachem. To była taka sama suknia jaką miała tamta dziewczyna!
-Nigdy nie założę tej sukni!-wskazałam drżącym palcem na czarny materiał.
Chwyciłam ją i podarłam na dwie części.
-Co panienka robi?!-w jednej chwili jej twarz zrobiła się blada, jak kreda.
Zamknęła oczy i osunęła się na ziemie. Podbiegłam do niej i położyłam jej głowę na moje kolana.
-Pomocy!-zaczęłam drzeć się na całe gardło.
Usłyszałam stukot butów w korytarzu i po chwili w pokoju stał jakiś chłopak.
-Co się stało?-zapytał.
-Zemdlała.
Wziął z toaletki naczynie z wodą i ręcznik. Zamoczył go i pogładził czoło służącej. Powoli otwierała oczy. Uśmiechnęła się blado do chłopaka.
-Nic ci nie jest?-zwrócił się do niej.
-Na razie nie, ale jak nasza pani zobaczy co stało się z suknią...może nie być ze mną dobrze.
-A co się z nią stało?
-Podarłam ją...
-Czemu?-patrzył na mnie bystrymi, zielonymi oczami.
-W moim śnie... Była taka dziewczyna. Miała taką samą suknie.
-Jak wyglądała?
-Miała czarne włosy, malinowe usta i brązowe oczy.
-Dora- posmutniał nagle- Co się z nią stało?
-Zabrał ją czarny wiatr...
-O nie-na policzkach kobiety spływały słone łzy.
Nagle ją dostrzegłam. Stała oparta o framugę drzwi i patrzyła na mnie bez żadnych uczuć. Białe włosy, blade usta i czarne oczy. Ubrana była w tunikę i legginsy, na stopach miała baletki. A wszystko było głęboko czarne.
-Masz iść ze mną-powiedziała beznamiętnym głosem.
-Nie.
-To rozkaz naszej Pani.
-To twoja Pani, ja nie przysięgałam jej posłuszeństwa- mówiłam spokojnie, bez żadnych emocji.
-Doprawdy?
-Miałam udać się wraz z nią do tego dworku, ale nic więcej-spojrzałam wyzywająco.
-Nie zmuszaj mnie do używania siły...
-Ja cię nie zmuszam do niczego.-popatrzyłam na nią- Raze- szepnęłam półgłosem.
Wokół mnie zawirował świat. Po chwili wszystko ustało. Stałam przy fontannie. Usiadłam na jej brzeg i wpatrywałam się w błękitną wodę.
Usłyszałam stukot obcasów. Obróciłam głowę i popatrzyłam na idącą dziewczynę.
Miała oczy błyszczące niebieską poświatą. Złote niczym pszenica włosy, bladą cerę i czerwone usta.
Ubrana w czarną suknie szła w moim kierunku.
Odwróciłam wzrok i znów wpatrywałam się w falującą tafle wody.
-Jesteś tu nowa?-zapytał głos za mną, odwróciłam się i zobaczyłam tamtą dziewczynę.
Pokiwałam potakująco głową.
-Witaj, jestem Anabel, a ty?
-Liliana-podałam jej rękę, a ona ją uścisnęła z zaskakującą siłą.
środa, 16 lipca 2014
Legenda cz. 4 Spotkanie.
Wnieśliśmy rannych do naszej chatki i położyliśmy ich na łóżkach. Ireth obejrzała ich rany.
I-Nie są bardzo groźne, ale muszą się zagoić...Bo mogło by się wdać zakażenie.
U-Odpoczną, odpoczną już ja tego dopilnuje.
G-Domyślam się- uśmiechnęłam się do niej.
Kiedy byłyśmy małe, a ja byłam chora... Wtedy Una pilnowała żebym stosowała się do zaleceń znachorki...Stare, dobre czasy.
N-Pomóc ci jakoś?- zwróciła się do Ireth.
I-Mogłybyście przemyć im rany?
G-Już się robi. Roy pójdziesz po wodę?
R-Jasne- wziął wiadro i wyszedł.
U- Skąd go znacie?
I-Uratowałyśmy go przed demonami.
U-A czego one chciały od chłopaka?
N-Nie wiadomo- wzruszyła ramionami.
W tym momencie wrócił Roy z wiadrem pełnym zimnej wody. Moja przyjaciółka wzięła rondelek i przelała trochę cieczy do mis z małymi ręcznikami i podała nam je.
Jeden z mężczyzn zaczął coś mamrotać.
N- Cii, spokojnie, już wszystko dobrze- otarła mu czoło mokrym materiałem.
Ja robiłam to samo z drugim rannym, elfem. Ireth resztę wody przelała do garnka i postawiła nad kominkiem, wsypywała tam różne zioła i wlewała trochę swoich mikstur do niego. Mieszała zawartość metalową łyżką.
Ranę elfa obmyłam i posmarowałam ją maścią, która uśmierzała ból.
G-Jak oni mają na imię?
U-Ten którego opatrujesz to Simidh, a ten drugi to Osgar.
Skinęłam głową, dając znak że to zrozumiałam.
Wzięłam z ciemnej szafki z wszelakimi lekarstwami kolejny ręcznik i zamoczyłam go w wodzie. Obmyłam czoło rannego czując, że ma gorączkę.
G-Spokojnie Simidh, nic ci nie grozi-powiedziałam delikatnym głosem.
Otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie ciemnymi niczym węgiel oczami, uśmiechną się blado i spróbował podnieść, ale od razu sykną z bólu i opadł na poduszki.
G-Nie rób gwałtownych ruchów, bo rana znów zacznie krwawić-rzekłam delikatnie głaszcząc jego policzek. Od razu się uspokoił. Spojrzał na mnie z wdzięcznością w oczach.
I-Dzięki temu rana zacznie się lepiej goić i gorączka zniknie.-podała mi miseczkę z gęstą mazią.
Spojrzałam na nią pytająco.
Westchnęła zrezygnowana.
I-Musisz posmarować mu tym ranę i czoło.
G-Dobrze.
Wzięłam trochę maści na palce i zaczęłam delikatnie nią smarować ranę. Po chwili to samo zrobiłam z czołem przybysza.
G-Lepiej się czujesz?
S-Odkąd tylko cię zobaczyłam poczułem się znacznie lepiej-powiedział trochę słabym głosem.
G-Flirciarz!- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach dostrzegłam figlarne ogniki-Koniec tych żartów musisz się wyspać.
S-A kto tu żartował?
G-Naprawdę musisz odpocząć, aby nabrać sił. Zapomniałam! Musze cię jeszcze zabandażować. Możesz usiąść?
Simidh powoli podnosił się z poduszek, a ja mu pomagałam trzymając go za ręce.
Wzięłam bandaż z szafki, gdzie postawiła go wcześniej Ireth. Oplotłam materiał wokół jego brzucha i klatki piersiowej. Zdjęłam mu koszule, żeby mógł wygodniej spać.
G-Wypoczywaj- rzekłam i już miałam iść gdy poczułam jak chwyta mnie za rękę- O co chodzi?
S-A nie dostane buziaka na dobranoc?
G-Zapomnij!
Zrobił smutną minkę i popatrzył na mnie błagalnie.
G-Dobranoc-wstałam i odeszłam.
Zauważyłam, że Roy dziwnie na mnie patrzył.
G-Co?
R-Nic...
G-Una!-podeszłam do siostry- Miałaś nam opowiedzieć co się wydarzyło.
W jednym momencie wszyscy siedzieliśmy przy stole, który wynieśliśmy na ganek i patrzyliśmy z wyczekiwaniem na moją siostrę.
U-Byliśmy w drodze do króla (Una jest jedną z wysłanniczek) kiedy zaatakowali nas orkowie! Mi jakoś udało się ujść bez ran ale moim kolegom nie... Wiedziałam, że muszę im jakoś pomóc, więc przyjechaliśmy do was. Byłyście w pobliżu i wiedziałam, że wam mogę ufać.
Zobaczyłam jak Una próbuje ukryć ziewnie i walczy klejącymi się powiekami.
G-No siostrzyczko teraz musisz iść spać!
Wszyscy okiwali głowami na znak, że się ze mną zgadzają.
G-Możesz spać w moim łóżku!
U-Dziękuje. Dobranoc-pomachała nam ręką.
N-Tera pozostaje pytanie gdzie będziemy spać my?
I-Możemy wyjąć materace i dodatkowe koce i kołdry. Umościmy sobie wszystko na podłodze...
N-Dobra myśli...Tylko jest jeden problem. Mamy tylko 2 materace...
G-Będziemy musieli spać parami...
I-To kto śpi z kim?
N-Roy może spać sam, a my się jakoś pomieścimy we 3...
R-Nie, nie będę wam robił takiego kłopotu.
I-Chyba, że któraś z nas będzie spać z nim...
G-Tylko która?
N-Ciągnijmy kart! Będą dwie pary takich samych i będziemy losować. A ci którzy wylosują takie same będą spać razem.
I-Idę po karty.
Po chwili wróciła z 4 kartami i wystawiła wierzchem do nas tak, abyśmy nie widzieli. Wybrałam jedną z nich...Przedstawiała dziewczynę wpatrującą się w księżyc.
G-No dobrze pokazujemy karty!
Taką jak ja miał Roy, a karty dziewczyn przedstawiały elfice tańczące podczas deszczu.
G-Ok... Chodźcie przygotujemy sobie posłania.
Weszliśmy do domku i wyciągnęliśmy z szafy materace i pościel.
Umieściliśmy się w kącie przy kominku, a moje przyjaciółki koło łóżek.
Poszłam się przebrać w koszule nocną.
Wróciłam i położyłam się bliżej kominka. Wpatrywałam się w pochłaniające drewno płomienie, gdy poczułam jak czyjaś ręka chwyta mnie za ramię. Odwróciłam się szybko i ujrzałam Roya wpatrującego się we mnie.
G-Stało się coś?-zapytałam szeptem.
R-Nic...Chciałem, żebyś się do mnie przytuliła...
W jedo oczach tańczyły promyki radości i uwielbienia kiedy na mnie patrzył.
To zaskakujące jak dużo można wyczytać z oczu kiedy się wie jak...
G-Niech ci będzie.-szepnęłam i wtuliłam się w niego-Roy?
R-Tak?
G-Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale... czuje się tak jakbyśmy się znali już wcześniej...
R-Ja właśnie też tak czuje. Dziwne nie?
G-Mhm...
R-No dobrze, co powiesz na to żebyśmy poszli spać?
Skinęłam głową i zamknęłam oczy. Czułam jak gładzi mnie po włosach. Zawsze to uwielbiałam.
Kiedy się obudziłam, Roy patrzył na mnie. Zobaczył, że się obudziłam i dał mi całuska w nosek.
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na inne elfy. Wszyscy jeszcze spali.
G-Co powiesz na...spacer po lesie?
R-Bardzo chętnie.
Wstaliśmy, a ja poszłam się przebrać.
Kiedy wróciłam Roy już posprzątał nasze posłanie i był już ubrany.
Wyszliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jaki romans xD Nie martwcie się akcja się rozwinie :)
I-Nie są bardzo groźne, ale muszą się zagoić...Bo mogło by się wdać zakażenie.
U-Odpoczną, odpoczną już ja tego dopilnuje.
G-Domyślam się- uśmiechnęłam się do niej.
Kiedy byłyśmy małe, a ja byłam chora... Wtedy Una pilnowała żebym stosowała się do zaleceń znachorki...Stare, dobre czasy.
N-Pomóc ci jakoś?- zwróciła się do Ireth.
I-Mogłybyście przemyć im rany?
G-Już się robi. Roy pójdziesz po wodę?
R-Jasne- wziął wiadro i wyszedł.
U- Skąd go znacie?
I-Uratowałyśmy go przed demonami.
U-A czego one chciały od chłopaka?
N-Nie wiadomo- wzruszyła ramionami.
W tym momencie wrócił Roy z wiadrem pełnym zimnej wody. Moja przyjaciółka wzięła rondelek i przelała trochę cieczy do mis z małymi ręcznikami i podała nam je.
Jeden z mężczyzn zaczął coś mamrotać.
N- Cii, spokojnie, już wszystko dobrze- otarła mu czoło mokrym materiałem.
Ja robiłam to samo z drugim rannym, elfem. Ireth resztę wody przelała do garnka i postawiła nad kominkiem, wsypywała tam różne zioła i wlewała trochę swoich mikstur do niego. Mieszała zawartość metalową łyżką.
Ranę elfa obmyłam i posmarowałam ją maścią, która uśmierzała ból.
G-Jak oni mają na imię?
U-Ten którego opatrujesz to Simidh, a ten drugi to Osgar.
Skinęłam głową, dając znak że to zrozumiałam.
Wzięłam z ciemnej szafki z wszelakimi lekarstwami kolejny ręcznik i zamoczyłam go w wodzie. Obmyłam czoło rannego czując, że ma gorączkę.
G-Spokojnie Simidh, nic ci nie grozi-powiedziałam delikatnym głosem.
Otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie ciemnymi niczym węgiel oczami, uśmiechną się blado i spróbował podnieść, ale od razu sykną z bólu i opadł na poduszki.
G-Nie rób gwałtownych ruchów, bo rana znów zacznie krwawić-rzekłam delikatnie głaszcząc jego policzek. Od razu się uspokoił. Spojrzał na mnie z wdzięcznością w oczach.
I-Dzięki temu rana zacznie się lepiej goić i gorączka zniknie.-podała mi miseczkę z gęstą mazią.
Spojrzałam na nią pytająco.
Westchnęła zrezygnowana.
I-Musisz posmarować mu tym ranę i czoło.
G-Dobrze.
Wzięłam trochę maści na palce i zaczęłam delikatnie nią smarować ranę. Po chwili to samo zrobiłam z czołem przybysza.
G-Lepiej się czujesz?
S-Odkąd tylko cię zobaczyłam poczułem się znacznie lepiej-powiedział trochę słabym głosem.
G-Flirciarz!- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach dostrzegłam figlarne ogniki-Koniec tych żartów musisz się wyspać.
S-A kto tu żartował?
G-Naprawdę musisz odpocząć, aby nabrać sił. Zapomniałam! Musze cię jeszcze zabandażować. Możesz usiąść?
Simidh powoli podnosił się z poduszek, a ja mu pomagałam trzymając go za ręce.
Wzięłam bandaż z szafki, gdzie postawiła go wcześniej Ireth. Oplotłam materiał wokół jego brzucha i klatki piersiowej. Zdjęłam mu koszule, żeby mógł wygodniej spać.
G-Wypoczywaj- rzekłam i już miałam iść gdy poczułam jak chwyta mnie za rękę- O co chodzi?
S-A nie dostane buziaka na dobranoc?
G-Zapomnij!
Zrobił smutną minkę i popatrzył na mnie błagalnie.
G-Dobranoc-wstałam i odeszłam.
Zauważyłam, że Roy dziwnie na mnie patrzył.
G-Co?
R-Nic...
G-Una!-podeszłam do siostry- Miałaś nam opowiedzieć co się wydarzyło.
W jednym momencie wszyscy siedzieliśmy przy stole, który wynieśliśmy na ganek i patrzyliśmy z wyczekiwaniem na moją siostrę.
U-Byliśmy w drodze do króla (Una jest jedną z wysłanniczek) kiedy zaatakowali nas orkowie! Mi jakoś udało się ujść bez ran ale moim kolegom nie... Wiedziałam, że muszę im jakoś pomóc, więc przyjechaliśmy do was. Byłyście w pobliżu i wiedziałam, że wam mogę ufać.
Zobaczyłam jak Una próbuje ukryć ziewnie i walczy klejącymi się powiekami.
G-No siostrzyczko teraz musisz iść spać!
Wszyscy okiwali głowami na znak, że się ze mną zgadzają.
G-Możesz spać w moim łóżku!
U-Dziękuje. Dobranoc-pomachała nam ręką.
N-Tera pozostaje pytanie gdzie będziemy spać my?
I-Możemy wyjąć materace i dodatkowe koce i kołdry. Umościmy sobie wszystko na podłodze...
N-Dobra myśli...Tylko jest jeden problem. Mamy tylko 2 materace...
G-Będziemy musieli spać parami...
I-To kto śpi z kim?
N-Roy może spać sam, a my się jakoś pomieścimy we 3...
R-Nie, nie będę wam robił takiego kłopotu.
I-Chyba, że któraś z nas będzie spać z nim...
G-Tylko która?
N-Ciągnijmy kart! Będą dwie pary takich samych i będziemy losować. A ci którzy wylosują takie same będą spać razem.
I-Idę po karty.
Po chwili wróciła z 4 kartami i wystawiła wierzchem do nas tak, abyśmy nie widzieli. Wybrałam jedną z nich...Przedstawiała dziewczynę wpatrującą się w księżyc.
G-No dobrze pokazujemy karty!
Taką jak ja miał Roy, a karty dziewczyn przedstawiały elfice tańczące podczas deszczu.
G-Ok... Chodźcie przygotujemy sobie posłania.
Weszliśmy do domku i wyciągnęliśmy z szafy materace i pościel.
Umieściliśmy się w kącie przy kominku, a moje przyjaciółki koło łóżek.
Poszłam się przebrać w koszule nocną.
Wróciłam i położyłam się bliżej kominka. Wpatrywałam się w pochłaniające drewno płomienie, gdy poczułam jak czyjaś ręka chwyta mnie za ramię. Odwróciłam się szybko i ujrzałam Roya wpatrującego się we mnie.
G-Stało się coś?-zapytałam szeptem.
R-Nic...Chciałem, żebyś się do mnie przytuliła...
W jedo oczach tańczyły promyki radości i uwielbienia kiedy na mnie patrzył.
To zaskakujące jak dużo można wyczytać z oczu kiedy się wie jak...
G-Niech ci będzie.-szepnęłam i wtuliłam się w niego-Roy?
R-Tak?
G-Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale... czuje się tak jakbyśmy się znali już wcześniej...
R-Ja właśnie też tak czuje. Dziwne nie?
G-Mhm...
R-No dobrze, co powiesz na to żebyśmy poszli spać?
Skinęłam głową i zamknęłam oczy. Czułam jak gładzi mnie po włosach. Zawsze to uwielbiałam.
Kiedy się obudziłam, Roy patrzył na mnie. Zobaczył, że się obudziłam i dał mi całuska w nosek.
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na inne elfy. Wszyscy jeszcze spali.
G-Co powiesz na...spacer po lesie?
R-Bardzo chętnie.
Wstaliśmy, a ja poszłam się przebrać.
Kiedy wróciłam Roy już posprzątał nasze posłanie i był już ubrany.
Wyszliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jaki romans xD Nie martwcie się akcja się rozwinie :)
sobota, 12 lipca 2014
Legenda cz.3 Nowe uczucie
G-Wojna między mrocznymi elfami, a leśnymi...Bitwa była na polanie między królestwami...Na początku wygrywaliśmy, ale potem...-mówiłam cichym głosem pełnymi bólu.
I-Okazało się, że mają po swojej stronie kilku potężnych magów...Wielu z nich i wielu z naszych zginęło z powodu tej okropnej wojny...
N-My ocalałyśmy tylko dzięki wzajemnej pomocy...
Roy chyba nie wiedział co powiedzieć bo tylko położył dłoń na moim ramieniu w geście współczucia.
G-Cóż nie możemy za każdym razem kiedy o tym mówimy popadać w depresje! Musimy być silne! Dla naszych poległych braci i siostry!
I i N-Za poległych!-krzyknęły i wyciągnęły dłonie w górę.
G-No dobrze jest, już późno. Chodźmy spać-uśmiechnęłam się do towarzyszy.
Wszyscy kiwnęli głowami na znak zgody. Pościeliliśmy sobie łóżka i położyliśmy się spać. Po 15 minutach wszyscy spali, a ja nie mogłam. Wstałam cicho i popatrzyłam na nich przez chwile i wyszłam na ganek. Usiadłam na grubej, drewnianej poręczy. Oparłam głowę o słup podtrzymujący dach. Wpatrywałam się w odległe gwiazdy, które świeciły delikatnym, białym blaskiem.
Ich światło...Takie nieuchwytne, dalekie...Nie do zdobycia.
Nagle usłyszałam dźwięk za plecami, odwróciłam głowę i zobaczyłam Roya który na mnie patrzył...Jakoś dziwnie...
G-Czemu nie śpisz?
R-Nie mogłem zasnąć...A ty czemu nie jesteś w łóżku?
G-Też nie mogłam spać-znów wpatrywałam się w ciemnie niebo.
Usiadł koło mnie, a ja czułam jego wzrok na sobie.
Czemu on się tak na mnie patrzy?
G-Czemu mi się przyglądasz?
R-Przepraszam-spuścił głowę, a na jego policzki wpłyną czerwony rumieniec.
G-Nie masz za co przepraszać, chciałam po prostu wiedzieć-uśmiechnęłam się pod nosem-To czemu tak mi się przyglądałeś?-zapytałam ponownie patrząc na niego.
R-Masz bardzo ładne oczy-teraz cała jego twarz zrobił się purpurowa.
G-Dziękuje-uśmiechnęłam się do niego i znów patrzyłam na niebo, ale tym razem patrzyłam na księżyc w pełni. Jego tarcza odbijała cię w pobliskim jeziorze. Zobaczyłam kontem oka jak chłopak się nade mną nachyla, i całuje mnie w policzek. Spojrzałam na niego oczami pełnymi nie zrozumienia.
Nie wiem czemu ale czułam się z nim w pewien sposób związana...Jakąś tajemniczą siłą?
G-Czemu to zrobiłeś?
R-Sam nie wiem...Gniewasz się na mnie?
G-Nie-zaczęłam się śmiać-Czemu miałabym się gniewać?
R-Sam nie wiem...
G-Hm...Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie, czemu mnie pocałowałeś?
R-Bo mi się podobasz...-spuścił głowę próbując ukryć coraz ciemniejszy rumieniec.
Chwyciłam go za rękę i zaplotłam na niej palce i spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie.
Położyłam głowę na jego ramieniu. On oplótł mnie ręką i delikatnie głaskał mnie ręką po włosach.
Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą. W pewnym momencie położył głowę na mojej. Siedzieliśmy tak, aż usłyszałam kroki. Poderwałam się i wpatrywałam w ciemną przestrzeń próbując odszukać źródła hałasu. Nagle świst, szybko uchyliłam głowę i poczułam jak coś przeleciało koło mojej głowy.
G-przynieś mi to-zwróciłam się do Roya.
Podał mi sztylet z wygrawerowanymi runami.
Wszędzie poznam te runy!
G-Una! Chodź nie chowaj się!
R-Kogo wołasz?
Z ciemności wyszła elfica z kataną u boku i sztyletami podobnymi do tego, który trzymałam w dłoni.
Una uśmiechała się do mnie przyjaźnie i przystanęła z otwartymi ramionami. Podbiegłam do niej i przytuliłam ją na przywitanie.
G-Una! Jak dobrze cię widzieć-uwolniłam ją z mojego uścisku i patrzyłam na nią ze szczęściem w zielonych oczach.
U-Ja też się ciesze! Brakowało mi ciebie!
G-Chodź, obudzę dziewczyny i wszystko nam opowiesz!
U-A kto to jest?
G-Ale ze mnie gapa...To jest Roy, Roy to jest Una moja siostra.
R-Miło mi.
U-Mi również.
Uśmiechali się do siebie przyjaźnie, a ja zaczęłam biec po dziewczyny gdy zatrzymałam się w półkroku i odwróciłam się do siostry.
G-Una?
U-Hm?
G-Mogła byś im nie mówić o tym co zobaczyłaś?-spojrzałam porozumiewawczo na nią.
U-Jasne-puściła do mnie oczko.
Uśmiechnęłam się i pobiegła obudzić dziewczyny.
G-Wstawać!!!
I-Co się dzieje?-zapytała zaspanym głosem.
N-Nie drzyj się! Chce spać!
Zciągnęłam z nich kołdry i zawołałam:
G-Una przyszła!!!
I-Fajnie, fajnie, a teraz daj spać...
Wzięłam jedną i drugą pod ramie. Wyciągnęłam z łóżek i siłą zaciągnęłam na ganek. Posadziłam na krzesłach.
G-Co cię do nas sprowadza?
U-Powiem wam potem, teraz musicie mi pomóc...Moi przyjaciele są ranni.
I-O cześć Una...To przyprowadź tu tych swoich przyjaciół.
N-Pomożemy im-moja przyjaciółka ziewnęła potężnie
U-Dobrze-gwizdnęła przeciągając drugą nutę.
Po chwili naszym oczom ukazały się konie z 2 rannymi elfami. Ledwo trzymali się na koniach.
G-Chodźcie musimy ich zabrać do chaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że ostatnio bardzo krótko pisze...Ale mam nadzieje, że was nie zanudzam...
Piszcie w komentarzach czy wam się podoba ;33
I-Okazało się, że mają po swojej stronie kilku potężnych magów...Wielu z nich i wielu z naszych zginęło z powodu tej okropnej wojny...
N-My ocalałyśmy tylko dzięki wzajemnej pomocy...
Roy chyba nie wiedział co powiedzieć bo tylko położył dłoń na moim ramieniu w geście współczucia.
G-Cóż nie możemy za każdym razem kiedy o tym mówimy popadać w depresje! Musimy być silne! Dla naszych poległych braci i siostry!
I i N-Za poległych!-krzyknęły i wyciągnęły dłonie w górę.
G-No dobrze jest, już późno. Chodźmy spać-uśmiechnęłam się do towarzyszy.
Wszyscy kiwnęli głowami na znak zgody. Pościeliliśmy sobie łóżka i położyliśmy się spać. Po 15 minutach wszyscy spali, a ja nie mogłam. Wstałam cicho i popatrzyłam na nich przez chwile i wyszłam na ganek. Usiadłam na grubej, drewnianej poręczy. Oparłam głowę o słup podtrzymujący dach. Wpatrywałam się w odległe gwiazdy, które świeciły delikatnym, białym blaskiem.
Ich światło...Takie nieuchwytne, dalekie...Nie do zdobycia.
Nagle usłyszałam dźwięk za plecami, odwróciłam głowę i zobaczyłam Roya który na mnie patrzył...Jakoś dziwnie...
G-Czemu nie śpisz?
R-Nie mogłem zasnąć...A ty czemu nie jesteś w łóżku?
G-Też nie mogłam spać-znów wpatrywałam się w ciemnie niebo.
Usiadł koło mnie, a ja czułam jego wzrok na sobie.
Czemu on się tak na mnie patrzy?
G-Czemu mi się przyglądasz?
R-Przepraszam-spuścił głowę, a na jego policzki wpłyną czerwony rumieniec.
G-Nie masz za co przepraszać, chciałam po prostu wiedzieć-uśmiechnęłam się pod nosem-To czemu tak mi się przyglądałeś?-zapytałam ponownie patrząc na niego.
R-Masz bardzo ładne oczy-teraz cała jego twarz zrobił się purpurowa.
G-Dziękuje-uśmiechnęłam się do niego i znów patrzyłam na niebo, ale tym razem patrzyłam na księżyc w pełni. Jego tarcza odbijała cię w pobliskim jeziorze. Zobaczyłam kontem oka jak chłopak się nade mną nachyla, i całuje mnie w policzek. Spojrzałam na niego oczami pełnymi nie zrozumienia.
Nie wiem czemu ale czułam się z nim w pewien sposób związana...Jakąś tajemniczą siłą?
G-Czemu to zrobiłeś?
R-Sam nie wiem...Gniewasz się na mnie?
G-Nie-zaczęłam się śmiać-Czemu miałabym się gniewać?
R-Sam nie wiem...
G-Hm...Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie, czemu mnie pocałowałeś?
R-Bo mi się podobasz...-spuścił głowę próbując ukryć coraz ciemniejszy rumieniec.
Chwyciłam go za rękę i zaplotłam na niej palce i spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie.
Położyłam głowę na jego ramieniu. On oplótł mnie ręką i delikatnie głaskał mnie ręką po włosach.
Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą. W pewnym momencie położył głowę na mojej. Siedzieliśmy tak, aż usłyszałam kroki. Poderwałam się i wpatrywałam w ciemną przestrzeń próbując odszukać źródła hałasu. Nagle świst, szybko uchyliłam głowę i poczułam jak coś przeleciało koło mojej głowy.
G-przynieś mi to-zwróciłam się do Roya.
Podał mi sztylet z wygrawerowanymi runami.
Wszędzie poznam te runy!
G-Una! Chodź nie chowaj się!
R-Kogo wołasz?
Z ciemności wyszła elfica z kataną u boku i sztyletami podobnymi do tego, który trzymałam w dłoni.
Una uśmiechała się do mnie przyjaźnie i przystanęła z otwartymi ramionami. Podbiegłam do niej i przytuliłam ją na przywitanie.
G-Una! Jak dobrze cię widzieć-uwolniłam ją z mojego uścisku i patrzyłam na nią ze szczęściem w zielonych oczach.
U-Ja też się ciesze! Brakowało mi ciebie!
G-Chodź, obudzę dziewczyny i wszystko nam opowiesz!
U-A kto to jest?
G-Ale ze mnie gapa...To jest Roy, Roy to jest Una moja siostra.
R-Miło mi.
U-Mi również.
Uśmiechali się do siebie przyjaźnie, a ja zaczęłam biec po dziewczyny gdy zatrzymałam się w półkroku i odwróciłam się do siostry.
G-Una?
U-Hm?
G-Mogła byś im nie mówić o tym co zobaczyłaś?-spojrzałam porozumiewawczo na nią.
U-Jasne-puściła do mnie oczko.
Uśmiechnęłam się i pobiegła obudzić dziewczyny.
G-Wstawać!!!
I-Co się dzieje?-zapytała zaspanym głosem.
N-Nie drzyj się! Chce spać!
Zciągnęłam z nich kołdry i zawołałam:
G-Una przyszła!!!
I-Fajnie, fajnie, a teraz daj spać...
Wzięłam jedną i drugą pod ramie. Wyciągnęłam z łóżek i siłą zaciągnęłam na ganek. Posadziłam na krzesłach.
G-Co cię do nas sprowadza?
U-Powiem wam potem, teraz musicie mi pomóc...Moi przyjaciele są ranni.
I-O cześć Una...To przyprowadź tu tych swoich przyjaciół.
N-Pomożemy im-moja przyjaciółka ziewnęła potężnie
U-Dobrze-gwizdnęła przeciągając drugą nutę.
Po chwili naszym oczom ukazały się konie z 2 rannymi elfami. Ledwo trzymali się na koniach.
G-Chodźcie musimy ich zabrać do chaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że ostatnio bardzo krótko pisze...Ale mam nadzieje, że was nie zanudzam...
Piszcie w komentarzach czy wam się podoba ;33
środa, 9 lipca 2014
Czas leczy rany cz.3
Byliśmy w moim pokoju, a ja szukałam jego zagubionej piżamy. W końcu się znalazła.
-Masz-podałam mu ją.
-Dzięki-wyszedł się przebrać a ja szykowałam mu spanie.
Zapukałam do łazienki (tam się przebierał)
-Wejdź.
-Musze tylko wziąć pościel.
-Spoko...Chyba trochę za duża na mnie ta piżamka...
-Hm-spojrzałam na niego-Jakim cudem?
-Nie mam pojęcia! No ale nie przejmuj się.
-Dobra weź sobie to, a ja się teraz przebiorę.
-Okej-wziął ode mnie pościel i wyszedł.
Wyjęłam z szafki moją koszule nocną, a potem się w nią ubrałam. Wzięłam szczoteczkę i otworzyłam drzwi łazienki na znak, że może wejść. Nałożyłam pastę i zaczęłam myć zęby. Po chwili wszedł Konrad i zrobił płuczkę, usiadł na wannie i czekał na mnie. Po 2 minutach płukałam opłukałam i umyłam buzię.
-Co?-zapytałam zobaczywszy, że mi się przygląda.
-Nic po prostu jesteś śliczna...
-Dziękuje-podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek.
Pociągną mnie za rękę do mojego pokoju.
-Co powiesz na obejrzenie jakiegoś filmu?-zapytał.
-A co będziemy oglądać?
-Co tylko zechcesz.
-Mi obojętnie. Ty wybieraj.
-Może...Horror?
-Nie...Będę się bała sama spać w nocy...
-Żaden problem możemy spać razem!
-No nie wiem...
-Jak będziesz się bała możesz się do mnie przytulić-spojrzał na mnie błagalnie.
-Niech ci będzie, a co obejrzymy?
-Co powiesz na Obecność? (ten film jest naprawdę, jeśli chcecie też możecie go obejrzeć)
-Już mam dreszcze...Niech będzie. Obejrzymy na kompie.
-Ok ja już włączam.
-Idę po jakieś przekąski.
-Dobrze.
Poszłam do kuchni i wzięłam z szafek chipsy, ciasta, a z lodówki cole i 2 kubki.Zaniosłam to wszystko do pokoju.
-Już mam-oznajmił.
Usiedliśmy na moim łóżku i zaczęliśmy oglądać...Wtuliłam się w niego i za każdym razem kiedy był jakiś straszny moment przyciskałam głowę do jego klatki piersiowej, a on otulał mnie ramieniem.
W końcu kiedy film się skończył wyłączyliśmy komputer i położyliśmy się razem spać.
Kiedy się obudziłam, Konrad gładził moje włosy ręką wpatrując się we mnie z uśmiechem.
-Jak się sapało?-zapytał.
-Dzięki temu, że tu byłeś dobrze-uśmiechnęłam się do niego.
Leżeliśmy tak w milczeniu pogrążeni w myślach, aż zaczęło mi burczeć w brzuchu.
-Ooo ktoś tu jest głodny!
-Chyba czas na śniadanie...
-A co sobie życzysz?
-Co powiesz na to abyśmy wspólnie zrobili coś do jedzenia?
-Jak sobie życzysz-zaczął się śmiać-No to co zjemy?
-Hm...Kanapki i gorąca czekolada?
-Będzie pyszne!
Wygramoliliśmy się z pościeli.
-Ty idź przygotowuj powoli śniadanie, a ja to posprzątam.
-Nie ma mowy-zaoponował-Pomogę ci.
-Jak chcesz...
Usłyszałam dzwonek mojej komórki. Ktoś mi wysłał wiadomość.
Spotkaj się ze mną nad rzeką. Bez swojego chłopaka
Hubert.
Wystukałam szybko na klawiaturze.
Zapomnij, nie mam najmniejszej ochoty się z tobą spotykać i nie widzę powodu dla którego miałabym to robić!
Rozalia
-Co się stało?-Konrad spojrzał na mnie z troską.
-Przeczytaj-pokazałam mu wiadomość od Huberta
-Spotkasz się z nim?
-NIE!
Przytulił mnie i od razu przestałam się złościć. Posprzątaliśmy pościel i poszliśmy do kuchni. Śniadanie zrobiliśmy całkiem sprawnie i już po 10 minutach zajadaliśmy ze smakiem w salonie przed telewizorem.
W połowie posiłku przyszła moja mama...dość chwiejnym krokiem...
-Cześć mamo!
-Dzień dobry pani.
-Joł!
Popatrzyliśmy na siebie z Konradem i wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia.
-Chodź mamo,rozbierz się i połóż spać.
Pomogliśmy jej zdjąć buty i zaprowadziliśmy do jej sypialni.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że ostatnio pisze trochę krótkie opowiadania...Ale ani Oliwka, ani Natka nie chcą pisać :c
-Masz-podałam mu ją.
-Dzięki-wyszedł się przebrać a ja szykowałam mu spanie.
Zapukałam do łazienki (tam się przebierał)
-Wejdź.
-Musze tylko wziąć pościel.
-Spoko...Chyba trochę za duża na mnie ta piżamka...
-Hm-spojrzałam na niego-Jakim cudem?
-Nie mam pojęcia! No ale nie przejmuj się.
-Dobra weź sobie to, a ja się teraz przebiorę.
-Okej-wziął ode mnie pościel i wyszedł.
Wyjęłam z szafki moją koszule nocną, a potem się w nią ubrałam. Wzięłam szczoteczkę i otworzyłam drzwi łazienki na znak, że może wejść. Nałożyłam pastę i zaczęłam myć zęby. Po chwili wszedł Konrad i zrobił płuczkę, usiadł na wannie i czekał na mnie. Po 2 minutach płukałam opłukałam i umyłam buzię.
-Co?-zapytałam zobaczywszy, że mi się przygląda.
-Nic po prostu jesteś śliczna...
-Dziękuje-podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek.
Pociągną mnie za rękę do mojego pokoju.
-Co powiesz na obejrzenie jakiegoś filmu?-zapytał.
-A co będziemy oglądać?
-Co tylko zechcesz.
-Mi obojętnie. Ty wybieraj.
-Może...Horror?
-Nie...Będę się bała sama spać w nocy...
-Żaden problem możemy spać razem!
-No nie wiem...
-Jak będziesz się bała możesz się do mnie przytulić-spojrzał na mnie błagalnie.
-Niech ci będzie, a co obejrzymy?
-Co powiesz na Obecność? (ten film jest naprawdę, jeśli chcecie też możecie go obejrzeć)
-Już mam dreszcze...Niech będzie. Obejrzymy na kompie.
-Ok ja już włączam.
-Idę po jakieś przekąski.
-Dobrze.
Poszłam do kuchni i wzięłam z szafek chipsy, ciasta, a z lodówki cole i 2 kubki.Zaniosłam to wszystko do pokoju.
-Już mam-oznajmił.
Usiedliśmy na moim łóżku i zaczęliśmy oglądać...Wtuliłam się w niego i za każdym razem kiedy był jakiś straszny moment przyciskałam głowę do jego klatki piersiowej, a on otulał mnie ramieniem.
W końcu kiedy film się skończył wyłączyliśmy komputer i położyliśmy się razem spać.
Kiedy się obudziłam, Konrad gładził moje włosy ręką wpatrując się we mnie z uśmiechem.
-Jak się sapało?-zapytał.
-Dzięki temu, że tu byłeś dobrze-uśmiechnęłam się do niego.
Leżeliśmy tak w milczeniu pogrążeni w myślach, aż zaczęło mi burczeć w brzuchu.
-Ooo ktoś tu jest głodny!
-Chyba czas na śniadanie...
-A co sobie życzysz?
-Co powiesz na to abyśmy wspólnie zrobili coś do jedzenia?
-Jak sobie życzysz-zaczął się śmiać-No to co zjemy?
-Hm...Kanapki i gorąca czekolada?
-Będzie pyszne!
Wygramoliliśmy się z pościeli.
-Ty idź przygotowuj powoli śniadanie, a ja to posprzątam.
-Nie ma mowy-zaoponował-Pomogę ci.
-Jak chcesz...
Usłyszałam dzwonek mojej komórki. Ktoś mi wysłał wiadomość.
Spotkaj się ze mną nad rzeką. Bez swojego chłopaka
Hubert.
Wystukałam szybko na klawiaturze.
Zapomnij, nie mam najmniejszej ochoty się z tobą spotykać i nie widzę powodu dla którego miałabym to robić!
Rozalia
-Co się stało?-Konrad spojrzał na mnie z troską.
-Przeczytaj-pokazałam mu wiadomość od Huberta
-Spotkasz się z nim?
-NIE!
Przytulił mnie i od razu przestałam się złościć. Posprzątaliśmy pościel i poszliśmy do kuchni. Śniadanie zrobiliśmy całkiem sprawnie i już po 10 minutach zajadaliśmy ze smakiem w salonie przed telewizorem.
W połowie posiłku przyszła moja mama...dość chwiejnym krokiem...
-Cześć mamo!
-Dzień dobry pani.
-Joł!
Popatrzyliśmy na siebie z Konradem i wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia.
-Chodź mamo,rozbierz się i połóż spać.
Pomogliśmy jej zdjąć buty i zaprowadziliśmy do jej sypialni.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że ostatnio pisze trochę krótkie opowiadania...Ale ani Oliwka, ani Natka nie chcą pisać :c
wtorek, 8 lipca 2014
Legenda cz.2 Cała prawda.
G-Że co?
R-Uważają mnie za niebezpiecznego...
I-A z jakiego powodu?
R-Moja mama była jedną z wyższych rangą elfów magów-patrzył na ziemie.
N-Jak się nazywała?
R-Aredhel Faelivrin.
I-Jakim była elfem?
R-Złotym...Miała długie, złote jak promienie słońca włosy i głęboko zielone oczy...Opiekowała się mną dopóki nie umarła-znów spuścił głowę, ale tym razem chciał ukryć łzy.
G-Co się stało?
R-W tamtym czasie była wojna między Złotymi elfami, a Mrocznymi. Zginęła w bitwie...
Nessa podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.
G-Ale czemu demony chciały cię zabić?
R-Odziedziczyłem po niej moc i żywotność-uśmiechną się delikatnie podnosząc wyżej lewy kącik ust. Zrobił nieznaczny ruch ręką i ujrzałyśmy szpiczaste uszy chłopaka.
G-Ale jak?
I-To było zaklęcie.
N-Skąd je znasz?
R-Tuż przed tym jak musiała wyjechać dała mi księgę z zaklęciami. Dzięki temu w sierocińcu nikt nie zobaczył jak na prawdę wyglądam-jego oczy stały się jaśniejsze.
G-To wyjaśnia czemu jeden z warlocków cię zaatakował...Tylko jak to się stało, że zemdlałeś?
R-No wiesz, jestem jednak nie doświadczony...A oni mieli przewagę liczebną.
I-Pomogę ci się rozwinąć.
G- Ireth jest jedną z większych magów...
N-I możesz wiele się od niej nauczyć!
Wszystkie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem w tym samym czasie, a Roy nie rozumiał o co chodzi.
Podniósł nieznacznie brwi w niemym pytaniu.
G-Co?
R-Z czego się śmiejecie?
G-Zawsze wybuchamy śmiechem kiedy jedna dokończy zdanie drugiej...To takiego rodzaju rytuał na znak przyjaźni-uśmiechnęła się-No dobrze dziewczyny czas na ćwiczenia!
N-Nie możemy sobie ich dzisiaj odpuścić? Co będzie z Royem?
G-Może pójść popatrzeć-wzruszyłam ramionami na znak że to jego decyzja.
R-Mogę patrzeć.
I-Bo ćwiczyć to raczej nie...Jesteś jeszcze za słaby.
Ruszyłam pewnym krokiem do naszego miejsca ćwiczeń, a pozostali za mną. Każda z nas ma swoje 3 manekiny. Założyłam na głowę kaptur mej peleryny i skryłam się pośród listowia krzaków,drzew. Wyciągnęłam jedną ze strzał z kołczanu i nałożyłam na cięciwę. Oceniałam odległość i rozluźniłam palce.
Powtórzyłam to jeszcze kilka razy i podeszłam do manekinów. Wszystkie trafiły tak, że mogłyby zabić.
Wyrwałam je z manekina, włożyłam do kołczanu, a potem poszłam na skraj lasu. Zaczęłam się skradać. Stąpałam cicho dzięki butom z miękkiej skóry.Przemieszczałam się powoli dostosowując się do ruchu cienia padającego na ziemię. Skradałam się w stronę Roya. Stanęłam za nim i odezwałam się cicho.
G-Witaj.
Zaczął już szykować zaklęcie kiedy zobaczył, że to tylko ja przerwał czar.
R-Nigdy więcej tego nie rób.
G-Dlaczego?
R-Mógłbym ci zrobić krzywdę-mówił patrząc na mnie poważnie.
G-Nie sądzę. Jestem doświadczoną wojowniczką i byle elf nie zrobi mi krzywdy!
R-Dzięki, wiesz!-powiedział kąśliwie.
G-Proszę bardzo-uśmiechnęłam się do niego-Ireth chodź tutaj!
Przyszła po chwili.
I-O co chodzi?
G-On uważa że mógłby zrobić mi krzywdę zaklęciem!
I-Tobie? Przeżyłaś już wiele razy stawałaś do walki z doświadczonymi i potężnymi magami!
G-Widzisz?-zwróciłam się do chłopaka.
Mrukną tylko coś nie zrozumiale.
N-Co się dzieje?
G-A nic tylko sobie gadamy...
N-Skradłaś się do niego i zaskoczyłaś od tyłu?
R-Skąd wiesz?
G-Jej też tak kiedyś zrobiłam-zaczęłam się śmiać, a razem ze mną dziewczyny.
R-Skąd się znacie?-zmienił nagle temat.
I-Brałyśmy udział w tej samej walce...
G-Jakieś 50 lat temu...
N-Walczyłyśmy...
I-Ta bitwa odniosła fatalne skutki...
N-Tylko my uszłyśmy z życiem...
G-Ledwie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorki że takie krótkie...
R-Uważają mnie za niebezpiecznego...
I-A z jakiego powodu?
R-Moja mama była jedną z wyższych rangą elfów magów-patrzył na ziemie.
N-Jak się nazywała?
R-Aredhel Faelivrin.
I-Jakim była elfem?
R-Złotym...Miała długie, złote jak promienie słońca włosy i głęboko zielone oczy...Opiekowała się mną dopóki nie umarła-znów spuścił głowę, ale tym razem chciał ukryć łzy.
G-Co się stało?
R-W tamtym czasie była wojna między Złotymi elfami, a Mrocznymi. Zginęła w bitwie...
Nessa podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.
G-Ale czemu demony chciały cię zabić?
R-Odziedziczyłem po niej moc i żywotność-uśmiechną się delikatnie podnosząc wyżej lewy kącik ust. Zrobił nieznaczny ruch ręką i ujrzałyśmy szpiczaste uszy chłopaka.
G-Ale jak?
I-To było zaklęcie.
N-Skąd je znasz?
R-Tuż przed tym jak musiała wyjechać dała mi księgę z zaklęciami. Dzięki temu w sierocińcu nikt nie zobaczył jak na prawdę wyglądam-jego oczy stały się jaśniejsze.
G-To wyjaśnia czemu jeden z warlocków cię zaatakował...Tylko jak to się stało, że zemdlałeś?
R-No wiesz, jestem jednak nie doświadczony...A oni mieli przewagę liczebną.
I-Pomogę ci się rozwinąć.
G- Ireth jest jedną z większych magów...
N-I możesz wiele się od niej nauczyć!
Wszystkie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem w tym samym czasie, a Roy nie rozumiał o co chodzi.
Podniósł nieznacznie brwi w niemym pytaniu.
G-Co?
R-Z czego się śmiejecie?
G-Zawsze wybuchamy śmiechem kiedy jedna dokończy zdanie drugiej...To takiego rodzaju rytuał na znak przyjaźni-uśmiechnęła się-No dobrze dziewczyny czas na ćwiczenia!
N-Nie możemy sobie ich dzisiaj odpuścić? Co będzie z Royem?
G-Może pójść popatrzeć-wzruszyłam ramionami na znak że to jego decyzja.
R-Mogę patrzeć.
I-Bo ćwiczyć to raczej nie...Jesteś jeszcze za słaby.
Ruszyłam pewnym krokiem do naszego miejsca ćwiczeń, a pozostali za mną. Każda z nas ma swoje 3 manekiny. Założyłam na głowę kaptur mej peleryny i skryłam się pośród listowia krzaków,drzew. Wyciągnęłam jedną ze strzał z kołczanu i nałożyłam na cięciwę. Oceniałam odległość i rozluźniłam palce.
Powtórzyłam to jeszcze kilka razy i podeszłam do manekinów. Wszystkie trafiły tak, że mogłyby zabić.
Wyrwałam je z manekina, włożyłam do kołczanu, a potem poszłam na skraj lasu. Zaczęłam się skradać. Stąpałam cicho dzięki butom z miękkiej skóry.Przemieszczałam się powoli dostosowując się do ruchu cienia padającego na ziemię. Skradałam się w stronę Roya. Stanęłam za nim i odezwałam się cicho.
G-Witaj.
Zaczął już szykować zaklęcie kiedy zobaczył, że to tylko ja przerwał czar.
R-Nigdy więcej tego nie rób.
G-Dlaczego?
R-Mógłbym ci zrobić krzywdę-mówił patrząc na mnie poważnie.
G-Nie sądzę. Jestem doświadczoną wojowniczką i byle elf nie zrobi mi krzywdy!
R-Dzięki, wiesz!-powiedział kąśliwie.
G-Proszę bardzo-uśmiechnęłam się do niego-Ireth chodź tutaj!
Przyszła po chwili.
I-O co chodzi?
G-On uważa że mógłby zrobić mi krzywdę zaklęciem!
I-Tobie? Przeżyłaś już wiele razy stawałaś do walki z doświadczonymi i potężnymi magami!
G-Widzisz?-zwróciłam się do chłopaka.
Mrukną tylko coś nie zrozumiale.
N-Co się dzieje?
G-A nic tylko sobie gadamy...
N-Skradłaś się do niego i zaskoczyłaś od tyłu?
R-Skąd wiesz?
G-Jej też tak kiedyś zrobiłam-zaczęłam się śmiać, a razem ze mną dziewczyny.
R-Skąd się znacie?-zmienił nagle temat.
I-Brałyśmy udział w tej samej walce...
G-Jakieś 50 lat temu...
N-Walczyłyśmy...
I-Ta bitwa odniosła fatalne skutki...
N-Tylko my uszłyśmy z życiem...
G-Ledwie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorki że takie krótkie...
piątek, 4 lipca 2014
Legenda cz.1- Początek
Moja historia zaczęła się w nie bardzo odległych czasach...A wszystko dotyczyło jednej legendy: o tajemniczych wojownikach zwanych Zwiadowcami...Jej głównymi bohaterami są trzy elfice. Każda z nich posiada swój styl walki: Ireth ma władze nad magią, Nessa jest świetną szermierką, a Girlaen (to ja) potrafi doskonale strzelać z łuku. Są one ostatnimi przedstawicielkami rodu Zwiadowców! Ukrywają się w lesie przed elfami demologami, które dążą do zgładzenia ich. Są obrończyniami niewinnych, ruszają z pomocą każdemu kto na to zasługuje. A takich jest nie wielu... Charakteryzuje je tatuaż na plecach o tajemniczych symbolach które potrafią odczytać tylko najstarsi.
G-Słyszycie to?
I-Nie za bardzo...
G-To nadstaw uszu!
N-Ktoś potrzebuje pomocy!
Przygotowałyśmy broń i pobiegłyśmy w stronę głosu wołającego o pomoc. Zobaczyłyśmy demony atakujące jakiegoś ludzkiego człowieka. Rozległ się cichy świst i moja pierwsza salwa strzał już uśmierciła kilka demonów. Ireth szepnęła jakieś zaklęcie i po chwili było słychać krzyk agonii. Trzecia elfica zabiła pozostałe. Podbiegły do nie przytomnego już chłopaka.
G-Zemdlał?
I-Miejmy nadzieje, że tylko to.
N-Chodźcie musimy go stąd zabrać zanim wrócą ich bracia!-wskazała głową martwe demony.
Momentalnie zniknęłyśmy za zasłoną drzew mknąc cicho jak wiatr. Po jakichś 15 minutach dotarłyśmy do swojej kryjówki. Położyłyśmy człowieka na łóżku i oddałyśmy go w ręce Ireth która znała się na leczeniu. Po kilku zaklęciach i wcieraniach w ciało różnych maści powoli otwierał oczy.
-Budzi się!-powiadomiła nas przyjaciółka.
Wstał i popatrzył na nasze przyjaźnie uśmiechnięte twarze.
R-Ja chyba śnie.
G-Nie!To nie sen to prawdziwy świat.
R-Gdzie ja jestem? Kim wy jesteście?
N-Jesteś w naszym domu, a ja jestem Nessa obok mnie siedzi Girlaen, a tam przy stoliku siedzi Ireth. To ona cię wyleczyła-wymieniona przed chwilą dziewczyna pomachała mu przyjaźnie ręką.
I-Jak się już czujesz?
R-Już lepiej dzięki. Ale skąd się tu wziąłem?
N-Przyniosłyśmy cię.
R-Wy?-uniósł pytająco brew.
G-Wbrew pozorom nie jesteśmy takie słabe-powiedziałam-Ide narąbać drew na opał w nocy jest coraz chłodniej!
N-Jesień jest bliska nadejścia.
I-A co my z nim zrobimy?
N-Może zjemy?-zażartowała.W oczach chłopaka pojawił się lęk-Ja tylko żartowałam! O, właśnie nawet nam się nie przedstawiłeś. Jak masz na imię?
R-Jestem Roy.
N-Skąd pochodzisz?
R-Z sierocińca.
I-Hm...Czyli Ereinion!
R-Co?
I-Tak brzmi twoje imię w języku elfów-wyjaśniła mieszając coś w swojej miseczce, podała ją chłopakowi-Wypij to, a twoje siły ci powrócą.
R-Dziękuje-wypił duszkiem cały napar-co to jest?
I-To jagody z malinami i ekstrakt elfów-wzruszyła ramionami na znak że to nic niezwykłego.
R-Wybaczcie, ale chyba się zdrzemnę-ziewną i położył się na łóżku.
N-Tak się zastanawiam...Czemu demony chciały go zabić?
I-Hm...Musiały mieć jakiś powód, tylko jaki?
N-Może on będzie wiedział?-wskazała na Roya.
I-Może, ale na razie dajmy mu wypocząć.
N-Dobrze idę pomóc Girlaen.
Wyszła i podeszła do przyjaciółki.
N-Pomóc ci?
G-Nie uwierzysz, ale daje sobie rade.
N-Ciekawe skąd się wziął w naszym lesie?
G-No...Zwykle ludzie nie zapuszczali się tak daleko.
N-A nawet jeśli to zawsze odstrasza ich bariera...
G-Czemu teraz nie zadziałała?
N-Może on ma w krwi geny magicznych stworzeń?
G-Hm...
N-Ale się tego nie dowiemy bo nie zna swoich rodziców...
G-Jeśli ktoś jest sierotą, to nie koniecznie z powody porzucenia przez rodziców...Można też nim zostać kiedy rodzice zginą na przykład w wypadku.
N-Wiem, wiem tylko zapomniałam o tym...
G-Spokojnie. Nikomu nie powiem-puściłam do niej oczko-No dobra mamy już dosyć drew na opał.
Wzięłyśmy wszystko i wróciłyśmy do naszego domu.
I-Co powiecie na zapiekankę warzywną, a na deser brzoskwinie w miodzie.
N i G-Pycha!
G-Uwielbiam twoją zapiekankę!
N-A brzoskwinie w miodzie to poezja dla kubków smakowych!
I-Ciesze się, że lubicie moją kuchnie-uśmiechnęła się.
R-Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś takiego...
N-Zobaczysz będziesz zachwycony!
G-Umiesz walczyć?-zapytała znienacka chłopaka.
R-Umiem się bić...Ale walczyć chyba nie. W sierocińcach nie uczą takich rzeczy.
G-Skoro demony chciały abyś stracił życie znaczy to, że musimy nauczyć cię bronić się.
I-Ale po obiedzie! Nie możecie walczyć z pustymi brzuchami.
N-Dla mnie to idealna propozycja.
G-Domyślam się!-zaczęłam się śmiać, a po chwili dziewczyny zaczęły śmieć się ze mną.
Po 5 minutach czuć było intensywny zapach przygotowywanych pyszności.
I-O już jest gotowe! Nessa nakryjesz stół? Girlaen przygotuj napój.
R-A ja?
I-Ty siadaj tutaj-postawiła kolejne czwarte krzesło przy stole
Wszystko było gotowe po kilku chwilach. Siedzieliśmy przy stole.
I-Smacznego.
R, N i G-Smacznego.
Zaczęliśmy jeść.
I-I jak ci smakuje?-zapytała Roya.
R-Jest przepyszne!
I-Ciesze się.
G-Jak myślisz czemu demony chciały cię zabić?
R-Myślę, że ...
------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że trochę krótkie,ale chciałam już to opublikować.
G-Słyszycie to?
I-Nie za bardzo...
G-To nadstaw uszu!
N-Ktoś potrzebuje pomocy!
Przygotowałyśmy broń i pobiegłyśmy w stronę głosu wołającego o pomoc. Zobaczyłyśmy demony atakujące jakiegoś ludzkiego człowieka. Rozległ się cichy świst i moja pierwsza salwa strzał już uśmierciła kilka demonów. Ireth szepnęła jakieś zaklęcie i po chwili było słychać krzyk agonii. Trzecia elfica zabiła pozostałe. Podbiegły do nie przytomnego już chłopaka.
G-Zemdlał?
I-Miejmy nadzieje, że tylko to.
N-Chodźcie musimy go stąd zabrać zanim wrócą ich bracia!-wskazała głową martwe demony.
Momentalnie zniknęłyśmy za zasłoną drzew mknąc cicho jak wiatr. Po jakichś 15 minutach dotarłyśmy do swojej kryjówki. Położyłyśmy człowieka na łóżku i oddałyśmy go w ręce Ireth która znała się na leczeniu. Po kilku zaklęciach i wcieraniach w ciało różnych maści powoli otwierał oczy.
-Budzi się!-powiadomiła nas przyjaciółka.
Wstał i popatrzył na nasze przyjaźnie uśmiechnięte twarze.
R-Ja chyba śnie.
G-Nie!To nie sen to prawdziwy świat.
R-Gdzie ja jestem? Kim wy jesteście?
N-Jesteś w naszym domu, a ja jestem Nessa obok mnie siedzi Girlaen, a tam przy stoliku siedzi Ireth. To ona cię wyleczyła-wymieniona przed chwilą dziewczyna pomachała mu przyjaźnie ręką.
I-Jak się już czujesz?
R-Już lepiej dzięki. Ale skąd się tu wziąłem?
N-Przyniosłyśmy cię.
R-Wy?-uniósł pytająco brew.
G-Wbrew pozorom nie jesteśmy takie słabe-powiedziałam-Ide narąbać drew na opał w nocy jest coraz chłodniej!
N-Jesień jest bliska nadejścia.
I-A co my z nim zrobimy?
N-Może zjemy?-zażartowała.W oczach chłopaka pojawił się lęk-Ja tylko żartowałam! O, właśnie nawet nam się nie przedstawiłeś. Jak masz na imię?
R-Jestem Roy.
N-Skąd pochodzisz?
R-Z sierocińca.
I-Hm...Czyli Ereinion!
R-Co?
I-Tak brzmi twoje imię w języku elfów-wyjaśniła mieszając coś w swojej miseczce, podała ją chłopakowi-Wypij to, a twoje siły ci powrócą.
R-Dziękuje-wypił duszkiem cały napar-co to jest?
I-To jagody z malinami i ekstrakt elfów-wzruszyła ramionami na znak że to nic niezwykłego.
R-Wybaczcie, ale chyba się zdrzemnę-ziewną i położył się na łóżku.
N-Tak się zastanawiam...Czemu demony chciały go zabić?
I-Hm...Musiały mieć jakiś powód, tylko jaki?
N-Może on będzie wiedział?-wskazała na Roya.
I-Może, ale na razie dajmy mu wypocząć.
N-Dobrze idę pomóc Girlaen.
Wyszła i podeszła do przyjaciółki.
N-Pomóc ci?
G-Nie uwierzysz, ale daje sobie rade.
N-Ciekawe skąd się wziął w naszym lesie?
G-No...Zwykle ludzie nie zapuszczali się tak daleko.
N-A nawet jeśli to zawsze odstrasza ich bariera...
G-Czemu teraz nie zadziałała?
N-Może on ma w krwi geny magicznych stworzeń?
G-Hm...
N-Ale się tego nie dowiemy bo nie zna swoich rodziców...
G-Jeśli ktoś jest sierotą, to nie koniecznie z powody porzucenia przez rodziców...Można też nim zostać kiedy rodzice zginą na przykład w wypadku.
N-Wiem, wiem tylko zapomniałam o tym...
G-Spokojnie. Nikomu nie powiem-puściłam do niej oczko-No dobra mamy już dosyć drew na opał.
Wzięłyśmy wszystko i wróciłyśmy do naszego domu.
I-Co powiecie na zapiekankę warzywną, a na deser brzoskwinie w miodzie.
N i G-Pycha!
G-Uwielbiam twoją zapiekankę!
N-A brzoskwinie w miodzie to poezja dla kubków smakowych!
I-Ciesze się, że lubicie moją kuchnie-uśmiechnęła się.
R-Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś takiego...
N-Zobaczysz będziesz zachwycony!
G-Umiesz walczyć?-zapytała znienacka chłopaka.
R-Umiem się bić...Ale walczyć chyba nie. W sierocińcach nie uczą takich rzeczy.
G-Skoro demony chciały abyś stracił życie znaczy to, że musimy nauczyć cię bronić się.
I-Ale po obiedzie! Nie możecie walczyć z pustymi brzuchami.
N-Dla mnie to idealna propozycja.
G-Domyślam się!-zaczęłam się śmiać, a po chwili dziewczyny zaczęły śmieć się ze mną.
Po 5 minutach czuć było intensywny zapach przygotowywanych pyszności.
I-O już jest gotowe! Nessa nakryjesz stół? Girlaen przygotuj napój.
R-A ja?
I-Ty siadaj tutaj-postawiła kolejne czwarte krzesło przy stole
Wszystko było gotowe po kilku chwilach. Siedzieliśmy przy stole.
I-Smacznego.
R, N i G-Smacznego.
Zaczęliśmy jeść.
I-I jak ci smakuje?-zapytała Roya.
R-Jest przepyszne!
I-Ciesze się.
G-Jak myślisz czemu demony chciały cię zabić?
R-Myślę, że ...
------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że trochę krótkie,ale chciałam już to opublikować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)