sobota, 17 maja 2014

XIII Kim ty jesteś?!

Minęło kilka dni. Za tydzień miał być ślub Carol i Jaca. Razem z przyjaciółką i Alex miałam wybrać się na zakupy, wybrać suknie.
-Oo, dziewczyny, tam jest jakiś sklep. Całkiem fajne te sukienki na wystawie- powiedziała Alex.
-No spoko są. Idziemy?- zapytałam.
-Chodźcie- powiedziała Carol idąc w stronę sklepu.
W sklepie były różne suknie ślubne: białe, ekri, z dużą ilością ozdób lub skromne.
-Carol, może ta?- zapytała Alex, wskazując długą, białą suknie.
-No fajna jest... Ma kilka ozdóbek, ale jest skromna. Biorę tą.- odpowiedziała.
-Dobry wybór- powiedziła sprzedawczyni- do niej jest jeszcze gratis welon i buty.
-Naprawdę?- zdziwiła się Carol- a ile kosztuje?- spytała
-110 funtów- odpowiedziała.
-Jak maało.- zdziwiła się Carol- biorę ją. Dziewczyny, idźcie popatrzyć dla siebie sukienki, zaraz do was dojdę.
-Ok- odpowiedziałam, i wyszłyśmy ze sklepu.
-A, Alex... Zapomniałam ci pogratulować.
-Czego?- zdziwiła się.
-No, będziesz mamą...
-Aa, Jack już powiedział. Tak, dzięki.
-Spoko... Patrz, tam jest fajny sklep. Chodźmy tam.- powiedziałam wskazując na sklep z sukienkami.
-Okeej.
Weszłyśmy do sklepu. Od razu rzuciła mi się w oczy długa, różowa sukienka. Z boku, miała przypiętą różyczkę.
-Ta jest fajna- powiedziałam.
Kupiłam ją i wyszłyśmy z galerii.
-Dziewczyny, idźcie do samochodu, ja muszę coś zrobić. Za 5 minut będę.- powiedziałam. Tak naprawdę chciałam tylko pójść do łazienki. Gdy znów wchodziłam do galerii, poczułam uderzenie w głowę. Czymś ciężkim. Upadłam.
***
Obudziłam się w jakimś samochodzie. Chyba nic mi nie było. Koło mnie siedziała pewna dziewczyna.
-Hej, jestem Hyuna, a ty?- spytała
-Miło mi... czekaj...
-Też straciłaś pamięć?- zdziwiła się.
-Chyba tak... ale to nie jest dziwne? Nic mi poza tym nie jest, i nie czuję się dziwnie. 
-Poszukaj dowodu w torebce.- powiedziała
-Dobry pomysł- odpowiedziałam i zaczęłam grzebać w torebce. 
-Znalazłam! Carly Dennis. Miło mi.
-Ile masz lat?
Popatrzyłam na dowód i powiedziałam
-19, a ty?
-13. Masz chłopaka?
-Nie wiem! 
-Zobacz w telefonie zdjęcia.
-Ty to masz pomysły mały geniuszu- powiedziałam i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Zobaczyłam zdjęcie, gdzie jestem z Ryanem, potem pierścionek zaręczynowy, kolejne jak całuję się z Ryanem
-Ryan!- krzyknęłam i miałam łzy w oczach.
-Co?
-Powoli sobie przypominam! Tak! Mam brata, rodzice zginęli, jestem zaręczona, mam przyjaciół... Długo spałam?
-No tak z godzinę. 
-Hm...- mruknęłam i zaczęłam szukać jakiś drzwi, bo był to taki ''bus'', więc siedziałyśmy w "bagażniku". Poczułam, że samochód staje. Wyjrzałam przez okienko. Byliśmy na stacji benzynowej! Facet poszedł zapłacić! Szansa na ucieczkę. Zaczęłam przyświecać telefonem i otworzyłam drzwi. Jak wyszłyśmy, zamknęłam je, żeby myślał, że wszystko jest tak jak było. Szybko uciekłyśmy i schowałyśmy się za budynek. 
-Czemu byłyśmy tylko dwie?- spytałam.
-Jak wcześniej stawał na stacji, to wszystkie uciekły.
-A ty...?
-Wolałam z tobą zostać.
Do moich oczu znowu napłynęły łzy.
-Czemu?
-Wiem jak to jest, jak ktoś cię porywa, a ty się budzisz i jesteś sama...
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc po prostu ją przytuliłam.
-Nie zdążyłam zapytać. A ty jak się nazywasz?
-Muszę mówić?
-Tak.
-Jestem Hayley Dennis...
-Jesteśmy rodziną?
-Moi rodzice też nie żyją...
-Jak się nazywali?
-Marrie i Jerry...
-Że co przepraszam?!
-Carly, ty naprawdę nic nie wiesz? Nie pamiętasz, jak miałaś 6 lat a mama wyjechała na rok do USA? Nie chciała ci mówić... Oddała mnie babci. Nie znałaś jej, prawda?
-Nie... A Jack? Wie?
-Omg jak ty to wszystko znosisz. Masz jakieś uczucia wściekłości? Albo złości?
-Uwierz mi, że mam. Kiedyś powiedziałam chłopakowi, że go nie kocham... Ale później żałowałam. A dziś, jest moim narzeczonym.
-Już go kochasz?
-Byłam wściekła. Była go pocałowała... Ale wszystko się wyjaśniło. Nieważne. Jack...?
-Nie, on też nie wie. Zadzwoń do niego.. Niech po ciebie przyjedzie.
-A ty? Nie pozwolę siostrze zostać samej!
-Nawet, jeśli nie wiesz, czy mówi prawdę? I w ogóle jej nie znasz?
-Nawet.
-Dziękuję.
Uśmiechnęłam się, i zadzwoniłam po brata. Minęła godzina, dwie, trzy... A Jacka nie ma.
-Co jest?!- denerwowałam się.
-Zadzwoń po chłopaka.
-Kolejny dobry pomysł...
Zadzwoniłam.
-Ryan?! Co z Jackiem, miał po nas przyjechać, godzinę drogi od Londynu, a tu już trzy minęły! Denerwuję się....
-Nas?
-Nieważne. Co z bratem?!
-Przyjadę po was... Spokojnie. Wejdźcie do środka, kupcie sobie jakieś jedzenie. Za godzinę będę.
-Czekam...
_________________________________________
Sorka, że tak długo nie pisałam, ale szkoła... I kolejne uzależnienie ;____; XD Taak... kolejne uzależnienie od Anime >.>
Otaku górą! <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz