Pamiętam ten dzień...Był piękny wiosenny poranek ja i ty. Siedzieliśmy nad rzeką, nie było nikogo tylko my i ptaki śpiewające wesoło. Aż w pewnym momencie wszystko zniszczyłeś słowami...
-Pamiętasz dlaczego tu przyszliśmy?-zapytał.
Tak, chciałeś porozmawiać.
-No właśnie...Chciałem powiedzieć, że między nami koniec-poczułam ukłucie w sercu i do oczu napłynęły mi słone łzy.
-Dlaczego?-zapytałam żałośnie.
-Nie myśl, że to twoja wina, ale nasz związek nie przetrwa na odległość.
-Jak to na odległość?-nie rozumiałam...Przed chwilą mnie przytulał, a teraz wbija nóż w plecy!
-Wyjeżdżam-powiedział krótko, wstał i odszedł. Nawet się nie pożegnał.
-Czemu zawsze ja muszę się nieszczęśliwie zakochać-szepnęłam zła na siebie. Pobiegłam do domu i padłam na moje łóżko.
-Kochanie nic ci nie jest?-zapytała zmartwiona Dominika moja macocha.
-Jest!-powiedziałam przez łzy-Czemu to zawsze ja muszę cierpieć?-użalałam się nad sobą.
-Och skarbie. Co się stało?-usiadła koło mnie.
-Zostawił mnie-szlochałam.
-Jak to?-spytała oburzona-Dlaczego?
-Powiedział, że nasz związek nie przetrwa na odległość. On wyjeżdża.
Zaczęła mnie pocieszać i mówić ile to jeszcze chłopaków jest na świecie i że nie powinnam się załamywać.
Miną miesiąc...czułam się już o wiele lepiej, ale nadal wspominałam ten dzień pełen moich łez. Od tamtego czasu nie zadzwonił ani razu. mimo, że czekałam na jego telefon z nadzieją. Teraz już go prawie nie wspominam. Mam teraz chłopaka, który naprawdę mnie kocha i nie zostawi z powodu byle błahostki.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i poszłam otworzyć.
-Cześć-to był Konrad, nachylił się i pocałował mnie w policzek na powitanie.
-Cześć-uśmiechnęłam się do niego-wejdź-odsunęłam się żeby mógł wejść. Poszliśmy do mojego pokoju.
-Co robimy?
-Nie mam pojęcia. Może podaj jakieś propozycje.
-A może się przejdziemy po łące?
-Której?-zapytałam.
-Tej koło rzeki?
-Nie. Wiesz, że mam z nią związane złe wspomnienia.
-No dobrze-przytulił mnie na pocieszenie- To może pójdziemy tam koło lasu.
-Zgoda-uśmiechnęłam się uwielbiałam to miejsce, było akie romantyczne.
Wyszliśmy z domu i powędrowaliśmy w stronę naszego celu. Szliśmy trzymając się za ręce i podziwiając krajobraz. Szliśmy tak zapatrzeni w siebie kiedy usłyszała, że ktoś woła moje imię. Odwróciłam się stał tam Henry.
-Skąd się tu wziąłeś?-zapytałam przytulając się do mojego chłopaka.
-Przyjechałem w odwiedziny do ciebie.
-Nie chce cię więcej widzieć!-spojrzałam na niego srogo.
-A ja myślałem, że tęsknisz-zadrwił.
-Chyba śnisz!-odwróciłam się na pięcie i uszyłam w stronę łąki ciągnąc za rękę Konrada.
-Kto to?-spytał.
-Mój były-odparłam.
-Idzie za nami.
-Niech sobie idzie co mnie to?
-No dobrze-powiedział i pociągną mnie do siebie, a potem pocałował.
-Zawsze wiesz jak mi poprawić humor-uśmiechnęła się do niego.
-Za niedługo dojdziemy do naszego ulubionego miejsca.
-Odejdź!-krzyknęłam do chłopaka, który cały czas szedł za nami.
-Nie.
-Czego ty ode mnie chcesz?
-Żebyśmy znów byli razem.
-Zapomnij! To ty mnie zostawiłeś.
-Ale zmądżałem.
-Teraz już za późno!
-Nigdy nie jest za późż\no.
-Oj żebyś się nie zdziwił.
-Roz to nie ma sensu. Chodź.
-Dobrze.-już po chwili byliśmy na miejscu usiedliśmy pod drzewem i wtuliłam się w niego. Z nim czułam się bezpiecznie.
-Poszedł już?-zapytałam.
-Nie-odpowiedział ponuro.
-Ej-spojrzał na mnie-Pamiętasz po co tu przyszliśmy?
-Przypomnij mi-uśmiechnął się.
-Żeby posiedzieć.
Pocałował mnie, a potem przytulił. Czułam się bezpiecznie w jego ramionach.
-Chodź pokaże ci coś-szepnął mi do ucha-wstaliśmy, otrzepaliśmy się z trawy. Chwycił mnie za rękę i powiedział-Zamknij oczy.
-No dobrze-prowadził mnie w niewiadomym kierunku.
-Już jesteśmy możesz otworzyć oczy.
-Jejku-powiedziałam i patrzyłam z podziwem na piękny widok roztaczjący się wokół-Ale tu pięknie-szepnęłam pełna zachwytu. Z góry widać było całą wieś...nie duże domki i wielkie, kolorowe pola.
Przytuliłam się do niego,a on obiją mnie w pasie. Staliśmy tak nic nie mówiąc...zresztą nie potrzebne były słowa i bez nich doskonale się rozumieliśmy.
Staliśmy tak jakieś 15 i zaczęło mi być zimno.
-Chcesz bluzę?-zapytał.
-Tak-okrył mnie nią i od razu zrobiło mi się cieplej-Dzięki-uśmiechnęłam się do niego.
-Nie ma sprawy. Może wpadniesz do mnie?
-Pewnie!-pocałował mnie po raz nie wiem który tego wieczoru. Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Właśnie sobie przypomniałam o Henrym.
-Dobrze że już sobie poszedł!
-Nie zupełnie idzie za nami ale w pewnej odległości.
-Dobrze, że jak będziemy u ciebie nie będzie miał jak wejść!
-Już ja tego dopilnuje-przytulił mnie mocniej i patrzył swoimi błękitnymi oczami w moje.
Już po kilku minutach byliśmy przed żelazną bramą jego domu.
-Nie zostawię cię w spokoju!-usłyszałam za plecami, momentalnie odwróciłam się i wysłałam mu wściekłe spojrzenie.
-Trochę się zapominasz! Powadomie policje jeśli się odemnie nie odczepisz-powiedziałam takim tonem, aż mu mina zrzedła.
Sweet ♥ ;33
OdpowiedzUsuń