Następnego dnia jak się obudziłam, zobaczyłam różę na stoliku. Uśmiechnęłam się, i poszłam po wazon. Ryana nie było w domu. Gdy wróciłam z wazonem do pokoju, róży nie było. Zamiast róży, była karteczka: ,,W kuchni''. Uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że Ryan się ze mną ''bawi''. Poszłam do kuchni, a w kuchni ,,W sypialni''. Znowu zaczęłam się śmiać.
-Ryan!- krzyknęłam szczęśliwym głosem.
Poszłam do sypialni. W sypialni była karteczka ,,W łazience na półce z twoimi prefumami''. Pobiegłam do łazienki. Na półce była karteczka ,,W kuchni na stole''. Pobiegłam szybko do kuchni, a na stole stał piękny bukiet róż. Podeszłam do niego i nagle ''coś'' złapało mnie za nogę. Przestraszyłam się, ale okazało się, że to Ryan schował się pod stołem żeby mnie nastraszyć.
-Ooo ty!- krzyknęłam.
-Nie cieszysz się? Poruszałaś się trochę, i nawet nie narzekałaś na nogi.- powiedział z uśmiechem.
-No faktycznie. Ale po co mnie tak ganiałeś?
-Mam coś dla ciebie. Idź do sypialni, otwórz szafę i ubierz się w pierwszą rzecz, która rzuci ci się w oczy. Jak się ubierzesz, przyjdź tu.- powiedział tajemniczo.
-Okej, idę.
Gdy weszłam do sypialni i otworzyłam szafę, zobaczyłam piękną, czarną sukienkę. Szybko się w nią ubrałam, i poszłam do salonu. Jak weszłam do salonu, Ryana nigdzie nie było. Jak tak stałam, to poczułam, jak trąca mnie w ramię. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam mojego chłopaka w garniturze. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam.
-Co się stało? Czemu się tak ubrałeś?- spytałam.
Nagle on klęknął, wyjął z kieszeni pudełeczko, otworzył je i zapytał
-Wyjdziesz za mnie?
Zatkało mnie. Nie mogłam nic powiedzieć, ale chciałam się zgodzić. Na mojej twarzy pojawiła się radość.
-Tak!- w końcu wykrztusiłam.
Ryan przytulił mnie mocno... Nie miałam ochoty go puścić. Nigdy.
Gdy tak staliśmy, do naszego domu wpadł Jac z Carol.
-W złym momencie, co?- spytał Jac.
-Nie...- odpowiedział Ryan.
-Chcieliśmy was zaprosić na... nasz ślub.- oznajmiła Carol
-Serio?! Jak cudnie!- krzyknęłam przytulając przyjaciółkę.
-I jeszcze jedno pytanie... będziecie świadkami?- zapytał Jac.
-Ja się zgadzam!- krzyknął Ryan.
-Ja też!- odpowiedziałam jak dziecko.
Dali nam zaproszenia, i wyszłyśmy z Carol na zakupy. Patrzyłyśmy na suknie ślubne, sukienki, w których ja mogłabym pójść, i zwykłe ciuchy.
-Wiesz... muszę ci coś powiedzieć.- oznajmiłam.
-No...?
Wyciągnęłam dłoń, aby pokazać pierścionek.
-Oświadczył ci się?! Super!
-Tak- mówiłyśmy obie z podekscytowaniem.
-Słodkoo... A może... zrobimy wspólne wesele?- spytała Carol.
-Nie... chcę jeszcze pożyć trochę takim... ''innym" życiem, bez małżeńśtwa tak szybko.- odpowiedziałam.
-Spoko... Też ci muszę coś powiedzieć.- powiedziała Carol.
-No...?
-Tylko to nie dotyczy ani Jaca, mnie, ciebie czy Ryana... Jest coś, o czym ci nigdy nie mówiłam...
Ja... się... ja się zakochałam...
-Co?! Ale ty masz przecież Jaca! Bierzecie ślub!- zaczęłam na nią krzyczeć.
-Daj mi skończyć! Zakochałam się w twoim... bracie... kilka lat temu...- odpowiedziała
-Co? czemu mi nic nie mówiłaś?- spytałam
-Nie wiem... bałam się...
-Ah... ale masz Jaca, bądź szczęśliwa teraaaz...- powiedziałam przeciągając ostatnie słowo.
-Co jest?- spytała.
-Widzisz tamtego chłopaka, w czarnoczerwonej bluzie?- pokazałam wskazując palcem stojącego tyłem chłopaka.
-No tak... I?
-Jak się odwróci, wygląda jak Jack!- krzyknęłam.
-Twój, Jack?!- zapytała.
-Tak! Krzyknę do niego, jak się odwróci to do niego podbiegnę i przytulę.- powiedziałam.
-Jack!- krzyknęłam na całą galerię. Cała galeria się na mnie patrzyła, ale mnie to nie obchodziło. Ważne, że chłopak się odwrócił, i zobaczyłam jego twarz.
-To on!- powiedziałam do Carol, podałam jej torby z zakupami i pobiegłam do chłopaka.
-Carly?!- wykrzyknął zdziwiony, ale szczęśliwy.
-Jack!- krzyknęłam przytulając się do brata
-Co się z tobą stało?! Gdzie byłaś?!- zapytał zatroskany.
-A ty?! Nie leciałeś samolotem?!
-Leciałem... ale zabrał mnie przepływający obok statek... rodziców nie widziałem.- powiedział.
-A gdzie teraz byłeś?!
-Jak byłaś w Islandii, postanowiłem zrobić ci niespodziankę i wyprowadzić się. Teraz widzę, że ktoś wprowadził się do naszego domu i myślał, że my też nie żyjemy.
-A nie pomyślałeś, że może to ja wróciłam?!
-Nie... A jak tam życie?- zapytał...
-Ej, ty płaczesz?- powiedziałam z lekkim śmiechem. Nigdy nie widziałam mojego brata, jak płakał.
-Niee... Jak tam życie?- powtórzył.
-Aa.. dobrze. Skończyłyśmy szkołę w Islandii, poznałyśmy chłopaków, Carol bierze ślub a ja jestem zaręczona.- powiedziałam
-Moja siostra jest zaręczona, jej koleżanka bierze ślub a ja mam tylko dziewczynę?! Ooo niee... To trzeba zmienić.
-A to już twoja rola.- powiedziałam puszczając mu oczko. Jeszcze raz mocno przytuliłam brata, a w tym momencie do galerii wbiegł Ryan. Gdy nas zobaczył, posmutniał i wybiegł.
-Ryan!- krzyknęłam i zaczęłam biec za nim.
-Ryan, stój!- krzyczała Carol dając wszystkie torby Jackowi.
-Co się stało? Kto to jest?!- zapytał się Jac.
-To jest brat Carly... Myśleli nawzajem, że nie żyją...
-Co?- zapytał się Jac.
-Naprawdę... Teraz dawaj kluczyki, nie damy uciec Ryanowi a Carly wszystko mu wytłumaczy.
-Ryan! Stój! To nie tak!- krzyczałam biegnąc, ale moje kości zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Upadłam. Walnęłam głową w kolumnę. Straciłam przytomność.
__________________________________________________
Możliwe, że na dzisiaj to koniec c;
Pa ;))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz