-Carrie! Idź do stajni wyczyść konia!- krzyczała mama.
-Idę...- odpowiedziałam znudzona.
-I jak skończę kosić trawę, to pozbieraj ją.
-Po co? Uschnie...
-Masz zebrać! Przyjeżdża do mnie dzisiaj przyjaciółka ze szkoły ze swoim synem. Ma być ładnie, wszędzie!
-Dziękuję, że mi powiedziałaś.- mówiłam z ironią.
Nic nie odpowiedziała. Przebrałam się w jakieś gorsze ciuchy, aby wyczyścić stajnie i pozbierać trawę. Tylko po co...?
Po godzinie wyczyściłam konia i pozbierałam tą trawę. Poszłam się przebrać. Założyłam czarną, krótką bluzkę, ''amerykańskie spodenki'', czerwone trampki związałam włosy w kok. Wyglądałam.. ładnie. W końcu przyjechali. Z samochodu wysiadła elegancko ubrana pani. Trochę wstyd mi się zrobiło, bo ona taka elegancka, a moja mama... baba ze wsi. Z drugiej strony samochodu, wysiadł przystojny, wysoki i opalony brunet. Na szczęście ja nie wygladałam jak dziewczyna ze wsi. Chłopak podszedł do mnie, pocałował mnie w rękę i powiedział:
-Miło mi. Luke.
-Car... rie...- ledwo wydusiłam.
-Fajnie tu macie... tak wiejsko... dobra, nie wychodzi mi... przytulnie. Zawsze chciałem mieszkać na wsi... Masz konie?- spytał
-Ale ty tak serio? Czy gadasz żeby gadać?
-Serio. Masz?
-Oczywiście. Pięć. Chcesz zobaczyć?
-Pytanie! Jasne, że chcę!
Jeju... jest taki przystojny i w dodatku lubi konie... awww...- myślałam.
Weszliśmy do stajni.
-Łaał... ładny ten anglik.
-Serio znasz się na koniach... to Angle...- wydusiłam i posmutniałam.
-co się stało?- spytał Luke.
-To ulubiony koń mojego taty... od czasu wypadku, nie mogę się nią zajmować. Nie potrafię...- powiedziałam i pobiegłam do domu.
-Carrie...- usłyszałam.
Wbiegłam do domu... szybko pobiegłam do pokoju, siadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Po kilku minutach wszedł Luke.
-Mogę wejść?- spytał.
-Jak chcesz...
Chłopak usiadł koło mnie, i zapytał:
-Co się stało...?
-Byłam związana z tatą... umarł 3 lata temu...
-Przykro mi...
-Zostałam sama... nie mam nikogo... mama jest cały czas zajęta, nie mam przyjaciół... nie mam komu się zwierzyć...
-Możesz się zwierzać mi. Można mi ufać...
To było miłe. Znaliśmy się od godziny, ale naprawdę czułam, że mogę mu ufać.
-Dziękuję...
-Nie ma za co... wiesz, ja też może tak nie wyglądam, ale serio to też nie mam jakoś przyjaciół. Nigdy nie miałem dziewczyny...
-Gadasz! Ty, nie miałbyś przyjaciół... mówisz tak tylko, żeby mnie pocieszyć.
-Naprawdę. Jestem najsławniejszym gościem w szkole, ale mam tylko kumpli, a dziewczyny nie mam, bo tylko puste lalki się do mnie kleją.
-I co, nie znalazłeś tej jedynej?
-Jest taka jedna, inna niż wszystkie. Nie klei się do mnie... a ty?
-Też jest taki chłopak... ale nieważne.
-Mam pomysł. Pomóżmy sobie zdobyć te osoby, albo przynajmniej zbliżyć się na poziom przyjaciół. Co ty na to?- powiedział.
-Lubię takie dziecinne pomysły. Wchodzę w to!- powiedziałam.
-Super! A teraz... przedstawisz mi inne koniki. Okej?
-Jasne.- powiedziałam i wyszliśmy.
Po drodze, zapytałam się na ile zostaje. Okazało się, że zostaje do końca wakacji. To fajnie, będę miała z kim spędzać upalne dni... W końcu, to jeszcze półtora miesiąca... Doszliśmy do stajni.
-Tak, ten arabek to Ekler, to jest jego brat Eter, tu Haya i na końcu malutka Abel.
-Ile umie jeździć pod siodłem?
-Angle, Ekler i Eter, ale Angle nie jeździła tak od trzech lat...
-Boisz się jej, prawda?
-Mój tata zginął na wyścigach, jadąc na niej... nie mogę... ale też nie mogę jej sprzedać...
-Będę się nią zajmował, a w końcu przyzwyczaję cię do niej.
-Nie musisz...
-Muszę. Nie może się tak wierny, piękny i mądry koń marnować.
-Wierny...
-Widać, że kiedyś bardzo ją lubiłaś. Teraz, po trzech latach rozłąki ona chce, żebyś ją chociaż pogłaskała. Daj mi siodło.
-Co?
-Daj. Wybierzemy się na przejażdżkę.
-Okeej...- powiedziałam podając mu czaprak i siodło.
Po "ubraniu'' koni, wyruszyliśmy na przejażdżkę. Postanowiliśmy nocować pod gołym niebem, ewentualnie w namiocie. Luke jechał na Angle, a ja na Eklerze. Gdy wjechaliśmy na łąki, zaczęliśmy się ścigać, zwalniać, żartować... poczułam dziwne uczucie. Nie, nie zakochałam się. W końcu byłam szczęśliwa... szczęśliwa, że mam kogoś, komu mogę się zwierzyć...
_______________________________________
Tak, wiem... miało być nierealne :c ale trudno XD Dzisiaj, podczas zbierania z podwórka <nie, nie zbierałam skoszonej trawy ;____;> na to wpadłam *^* Ja mądra XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz