poniedziałek, 5 maja 2014

II Praca...

Dwa dni później, kiedy już wszystko sobie wyjaśniłyśmy, postanowiłyśmy się stąd wyrwać. To... to nie jest miasto... Mając perspektywę Londynu, to 14 tys. ludzi w jednym mieście... Nieważne. Postanowiłyśmy gdzieś wyjść, może poroznosić ulotki i trochę zarobić... Cokolwiek.
-Ty, tu jest jakiś sklep. Może chcą kogoś zatrudnić na jakieś trzy tygodnie. Miały być wakacje, i będą. Za kasą, ale daleko od domu.- mówiła Caroline wskazując na sklep.
-Jeej- powiedziałam z ironią- taak, to będą super wakacje. W jakiejś dziurze, bez znajomych, za kasą. O tym marzyłam.
-Nie przesadzaj, pożyjemy troche własnym życiem. Ostatnie wakacje, w które się bardziej cieszymy. Za rok kończymy szkołę. Może być fajnie.
-No spoko, może rozumieją angielski.- powiedziałam i weszłyśmy do sklepu. Przywitałyśmy się, i zapytałam jakąś kobietę o pracę.
-Niestety ja nie mogę nic powiedzieć, ale są synowie szefa. Może oni coś bęą wiedzieć. Zawołać ich?- zapytała.
-Tak, proszę.- odpowiedziałam.
Poczekałyśmy chwilę na kobietę. W końcu wyszła z zaplecza, i powiedziała, że po nich zadzwoniła bo wyszli. Usiadłyśmy przy stoliku przed sklepem i czekałyśmy. W końcu na ulicy pojawiło się dwóch przystojnych i ubranych chłopaków.
-Ooo jakie ciachaa...- powiedziała Carol
-Przestań! Ciągle się zakochujeesz. 
-Odwróć się.
Odwróciłam się. Moim oczom ukazali się chłopcy. Dwójka młodych, przystojnych i fajnie ubranych chłopaków. 

-Myślisz, że to synowie szefa?- spytała.
-Niee, wątpie. Za ładni.- odpowiedziałam. 
Weszli do sklepu, za chwile wyszli i się przysiadli. 
-No siemka, to wy chciałyście tą pracę?- zapytał jeden z nich.
-Noo heej... Yyy tak, to my.- odpowiedziałam.
-Dobra, jak taty nie ma to my rządzimy tym sklepem, macie prace. Nigdy was tu nie widziałem, to wy wyleciałyście z tego samolotu ze spadochronem?- zapytał drugi. 
-Tak... Jako pierwsze. Skąd o tym wiesz?- spytała Carol.
-No z telewizji, my też widziałyśmy. Nie pamiętasz?
-Aaa no tak... 
-Eee, Jac (czytaj Dżak xd) , gdzie nasze ''maniery''? Ja jestem Ryan, a to mój brat Jacob.- przedstawił się brunet. 
-Jestem Carly- przedstawiłam się. 
-A ja Carol.
-Carol?- zdziwili się oboje.
-To skrót od Caroline.
-Ładne imię- powiedział Jac.
-Dziękuję, twoje też- odparła.
-Dobra, trzeba jakieś papiery wypełnić, dawajcie imię i nazwisko.
Po wypełnieniu papierów chłopcy zaprosili nas do siebie do domu. 
-Jeej, każdy tu tak mieszka?- zapytałam.
-No nie. My mamy akurat szczęście.- odpowiedział Ryan. 
-Nawet u nas w Londynie nie ma takich luksusów.- dodała Carol. 
-Jesteście z Londynu? Jak tam jest?- spytał Jacob
-Super, jest dużo atrakcji, nie chce się wychodzić z domu. 
-Może nas kiedyś odwiedzicie?- zapytałam. 
-Może... Pójdę zrobić coś do jedzenia.- powiedział Jac
-Idę z tobą.- dodała Carol.
Gdy wyszli, Ryan zapytał: 
-Jesteście siostrami, czy przyjaciółkami?
-Przyjaciółkami. Znamy się od urodzenia, dosłownie. Mamy urodziny w tym samym dniu, a nasze mamy leżały razem w szpitalu.- odpowiedziałam.
-To super...- posmutniał.
-Coś się stało?- spytałam
-Nie nic... Tylko... Wiesz, że faceci też mogą mieć najlepszych kumpli, co nie? 
-No tak, przecież nie każdy chłopak, który ma kumpla jest od razu... no wiesz.
-No tak. Właśnie... Kiedyś też miałem takiego kumpla... Miałem.
-Co się stało?
-Prawie dwa lata temu wyszliśmy z domu na rowery. Wyjechałem trochę z przodu, i jechałem przez jakieś 2 minuty. Była odległość 100 metrów. Gdy przejeżdżaliśmy przez przejście, mi się zatrzymał, a gdy on chciał przejechać to ruszył... Mimo, że go widział. Upadł, uderzył głową o krawędź chodnika. Więcej nigdy nie wybraliśmy się na rowery... Nigdy go nie widziałem...
-Przykro mi...- powiedziałam, i wstałam. Chciałam odejść, bo ja naprawdę nie umiem pocieszać, ale on złapał mnie za rękę.
-Stój... Nie wiem dlaczego, ale czuję, że mogę ci zaufać. Takie... dziwne uczucie. Nigdy wcześniej go nie doświadczyłem.
-Możesz mi zaufać, obiecuję... 
___________________________________________________________________________
Ochh zaczyna się takie ,,rzygam tęczą'' XD ale co to za książka o nastolatkach bez śmierci, smutku, przyjaźni i miłości? Żadna XD .______. 
Aktualnie jestem chora :3 Mam zapalenie gardła i oskrzeli :3 Ledwo co oddycham, a to nie jest fajne :c I jeszcze w sobotę miałam iść z koleżanką do jej wujka ogarnąć stajnie, koniki i pojeździć ;___; w sensie, że się uczyć xd nie, nie umiem jeździć c; ale mam zamiar się nauczyć, to będziemy jeździć do mnie do domkuu *___* Mieszkam na wsi xd ok 10 km od miasta :3 
Tyle o moim życiorysie xd Jutro powinien się pojawić kolejny rozdział, nie wiem ile ich będzie :3 komentujciee noo :c proszę :<< ale jest prawie 90 wyświetleń przy 3 notkach *--* to dużo xd 
To tyle ode mnie :3 Oliffka was żegna C:: O ai shimashou (do zobaczenia po japońsku). Jestem taka mądra, umiem japoński!
Ech... kogo ja oszukuje. To z tłumacza google >.> xD ja mądra ;p 
Jeszcze raz: 
O ai shimashou :* 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz