Pewnego dnia przyszedł do mnie list:
Droga Carly!
Wiem, że byłaś na pokładzie samolotu.
Wyskoczyłaś ze swoją koleżaneczką jako pierwsze.
Szukam was...
I tak nie będziesz wiedzieć kto.
-Ryan... Chodź tu...
-Co jest?- spytał
-Patrz...- powiedziałam podając mu list.
-O kurcze... Był tam ktoś podejrzany?
-Nie, wszyscy byli ogarnięci... Ale była taka jedna dziewczyna. W czarnej bluzie, w mrocznym makijażu...
-Co?!- krzyknął Ryan- wiesz, czy ona przeżyła?!
-Raczej tak, skakała za nami...
-Poczekaj, idę coś załatwić...- powiedział tajemniczo, wziął bluzę z wieszaka i zawołał Jacoba. Po chwili wyszli z domu i gdzieś poszli...
-Co się stało?- zapytała Carol schodząc ze schodów.
-Patrz na ten... co ty masz na szyi?!- zapytałam.
-Co, to? Mam coś z żelazem, nieważne.- odpowiedziała
-Żelazo, czy malinka?
-Carly!- Powiedziała rzucając we mnie pierwszą poduszką z kanapy w salonie.
-No dobra, dobra... ale i tak ci nie wierze- powiedziałam ironicznie
-to uwierz- powiedziała znowu rzucając we mnie poduszką.
-Tak się bawimy...?- i zaczęła się bitwa na poduszki.
Tymczasem u chłopaków...
-Co ci odbiło?!- krzyknął Ryan
-Mi? Nic... To twojej dziewczynce coś odbiło.- odpowiedziała ''tajemnicza'' dziewczyna.
-Odczep się ode mnie! Od mojego życia! Od mojej dziewczyny!
-Ejj, ja jestem twoją dziewczyną- mówiła uwodzicielsko.
-Nicole! Odczep się od naszego życia! Odczep się od mojego brata!- krzyknął Jacob
-Spokojnie Jacuś <Dżakuś xd>, odczepię się jak Carly zniknie.
-Co ty mówisz?- spytał nerwowo Ryan
-Albo zniknie sama... albo jej pomogę.
-Co?!
-Ryan, spokojnie... Nicole, odczep się od nas, od Ryana i od Carly, i od całej naszej rodziny!
-Bo?
-Bo możesz tego żałować. Ryan, idziemy- powiedział Jac, i wyszli...
Gdy przyszli do domu, nie przywitali się tylko poszli od razu do swoich pokoi...
-Co się stało?- zapytała Carol
-Nie wiem... idziemy zapytać?
-Idź się ich zapytaj, a ja zrobię obiad.- oznajmiła Caroline
-Ok...
Gdy weszłam do ich starego pokoju (teraz był mój i Ryana), zobaczyłam coś baardzo dziwnego. Oboje siedzieli na łóżku, z dłońmi pod brodą.
-Co wam się stało?- zapytałam ze zdziwieniem.
-Ten list to Nicole... Ona ci grozi, i chce żebyś zniknęła...- powiedział Ryan
-Albo ona ci pomoże...- dodał Jacob.
-Co?- usiadłam koło nich, przyłożyłam rękę do czoła i zaczęłam płakać.
-Ejj, spokojnie. Z nami nic ci się nie stanie.- pocieszał mnie Ryan.
-Obiecujesz?- zapytałam trochę jak małe dziecko
-Obiecuję.- odpowiedział i mocno mnie przytulił. Czułam się bezpiecznie...
Nagle do pokoju wpadła Carol.
-Co jest?- zapytałam.
-Nicole stoi pod domem i patrzy na was przez lornetkę... Jest na naszym podwórku.- odpowiedziała szybko.
-Wypuść psy.- odpowiedział Jac
-Co? Przecież one mogą coś jej zrobić!- krzyknęła Carol.
-Wypuść psy!- krzyknął poważnym głosem Jac- a wy nie zasłaniajcie firanki.
-Okej...- odpowiedział Ryan.
Jac mrugnął mu okiem, jakby chciał coś powiedzieć Ryanowi. Gdy wyszedł, Ryan mocno mnie przytulił i pocałował. W tym czasie usłyszeliśmy szczek psów. Chciałam to zobaczyć, ale nie chciałam tracić tej chwili. Tylko ja i on... To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.
Godzinę po tym postanowiłam się położyć. Źle się czułam. Ryan postanowił położyć się koło mnie.
-Nie musisz tego robić, boli mnie tylko głowa- powiedziałam mu.
-Obiecywałem, że cały czas będę przy tobie. I będę.- powiedział całując mnie w ramię.
-Dziękuję...- wyszeptałam i zamknęłam oczy. Powoli odpływałam...
_______________________________________________________
No, pierwszy rozdział dzisiaj skończony xd
Jeszcze dzisiaj się kilka pojaawi ;p
To lecę pisać dalej.
Pa :**
-Ejj, ja jestem twoją dziewczyną- mówiła uwodzicielsko.
-Nicole! Odczep się od naszego życia! Odczep się od mojego brata!- krzyknął Jacob
-Spokojnie Jacuś <Dżakuś xd>, odczepię się jak Carly zniknie.
-Co ty mówisz?- spytał nerwowo Ryan
-Albo zniknie sama... albo jej pomogę.
-Co?!
-Ryan, spokojnie... Nicole, odczep się od nas, od Ryana i od Carly, i od całej naszej rodziny!
-Bo?
-Bo możesz tego żałować. Ryan, idziemy- powiedział Jac, i wyszli...
Gdy przyszli do domu, nie przywitali się tylko poszli od razu do swoich pokoi...
-Co się stało?- zapytała Carol
-Nie wiem... idziemy zapytać?
-Idź się ich zapytaj, a ja zrobię obiad.- oznajmiła Caroline
-Ok...
Gdy weszłam do ich starego pokoju (teraz był mój i Ryana), zobaczyłam coś baardzo dziwnego. Oboje siedzieli na łóżku, z dłońmi pod brodą.
-Co wam się stało?- zapytałam ze zdziwieniem.
-Ten list to Nicole... Ona ci grozi, i chce żebyś zniknęła...- powiedział Ryan
-Albo ona ci pomoże...- dodał Jacob.
-Co?- usiadłam koło nich, przyłożyłam rękę do czoła i zaczęłam płakać.
-Ejj, spokojnie. Z nami nic ci się nie stanie.- pocieszał mnie Ryan.
-Obiecujesz?- zapytałam trochę jak małe dziecko
-Obiecuję.- odpowiedział i mocno mnie przytulił. Czułam się bezpiecznie...
Nagle do pokoju wpadła Carol.
-Co jest?- zapytałam.
-Nicole stoi pod domem i patrzy na was przez lornetkę... Jest na naszym podwórku.- odpowiedziała szybko.
-Wypuść psy.- odpowiedział Jac
-Co? Przecież one mogą coś jej zrobić!- krzyknęła Carol.
-Wypuść psy!- krzyknął poważnym głosem Jac- a wy nie zasłaniajcie firanki.
-Okej...- odpowiedział Ryan.
Jac mrugnął mu okiem, jakby chciał coś powiedzieć Ryanowi. Gdy wyszedł, Ryan mocno mnie przytulił i pocałował. W tym czasie usłyszeliśmy szczek psów. Chciałam to zobaczyć, ale nie chciałam tracić tej chwili. Tylko ja i on... To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.
Godzinę po tym postanowiłam się położyć. Źle się czułam. Ryan postanowił położyć się koło mnie.
-Nie musisz tego robić, boli mnie tylko głowa- powiedziałam mu.
-Obiecywałem, że cały czas będę przy tobie. I będę.- powiedział całując mnie w ramię.
-Dziękuję...- wyszeptałam i zamknęłam oczy. Powoli odpływałam...
_______________________________________________________
No, pierwszy rozdział dzisiaj skończony xd
Jeszcze dzisiaj się kilka pojaawi ;p
To lecę pisać dalej.
Pa :**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz