-Carly! Carly, obudź się!- wołała Carol.
-Co jest...?- zapytałam zaspana- jednak usnęłam...
-Tak, i nie chciałaś się obudzić- powiedział Jac
-Martwiliśmy się- dodał Ryan.
-Niepotrzebnie, ale miło- odpowiedziałam.- Gdzie jesteśmy?
-Już nad Wielką Brytanią. Jeszcze jakieś półgodziny.- odpowiedział Jac
-Dobra, a gdzie Jenny?- zapytałam zdenerwowana
-U mnie na kolanach- odparła ze śmiechem Carol
-Wlazła ci na kolana? Ona jest ciężka!- powiedziałam- daj mi ją.
-Niee- powiedziała ze smutną minką Carol
-No doobra- odpowiedziałam jej.
Dolecieliśmy na lotnisko. Wezwaliśmy taksówki, żeby zawiozły nas do domu. Mieszkałyśmy z Caroline dwie ulice od siebie, jakieś 20 minut drogi samochodem bez korków.
Gdy dojechaliśmy do naszego domu, oprowadziłam Ryana.
-Gdzie ja śpię?- zapytał
-Kurczę... o tym nie pomyślałam... Dzisiaj możesz spać ze mną, a jutro ogarnę ci pokój brata...- posmutniałam.
-Nie smutaj...- powiedział Ryan i mnie przytulił.
-Nie mogę... mieszkam w domu, w którym zawsze byli koledzy mojego brata, mama krzątała się po kuchni, tata siedział przed telewizorem a ja kłóciłam się z bratem przy jego kolegach...- zaczęłam płakać.
-Spokojnie... Wszystko będzie dobrze, masz mnie.- pocieszał mnie.
-Kochasz mnie?- zapytałam.
-A czy gdybym cię nie kochał, przyjechałbym tu?
-Nie..
-Właśnie. Bardzo cię kocham- powiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Ja ciebie też...
Gdy mnie puścił, zaproponował, że pójdzie z Jacobem do sklepu po potrzebne rzeczy, czyli jakieś mydła, jedzenie, picie itp.
-Dobra, to ja sobie pójdę do Carol...
-Spoko. Z godzinę nas nie będzie, trzeba zrobić naprawdę duuże zakupy.
-Wiem, chodźmy.
Weszliśmy do samochodu taty i pojechaliśmy do przyjaciół.
-Siemka brat.- przywitał go Jac
-Siem, idziemy na zakupy, u nas nic nie ma.- powiedział Ryan
-Właśnie też chciałem do ciebie dzwonić.- oznajmił Jacob.
-No, a my sobie posiedzimy w domu. Kupcie jeszcze jakieś piwko- powiedziała Carol
-Ooo, to jest pomysł. Chodź, wkładaj ubranko i idziemy.
Gdy chłopcy wyszli, zaczął się babski wieczór.
-Jestem taka szczęśliwa.- mówiła Carol
-Ja też... ale tu pusto...- powiedziałam.
-Tak... Ale mimo to, jestem szczęśliwa...
-Czemu? Rozumiem, że masz chłopaka, ale masz go już długo- powiedziałam z lekkim rozśmieszeniem
-Nie mam chłopaka.
-Co?- zdziwiłam się.
-Jacob mi się oświadczył- powiedziała z radością
Zaczęłyśmy piszczeć z radości.
-Pokaż pierścionek! Już!
Pokazała mi pierścionek, był piękny...
-Wooow... Nieźle.
-Jejuu jak się cieszę. A jak tam u was?
-Też jestem szczęśliwa...
-Oświadczył ci się? O! Będziesz mamą?!- zapytała z podekscytowaniem Carol
-Co?! Nie! Jestem po prostu szczęśliwa z nim... Pomyśleć, że to wszystko mogłoby się nie wydarzyć...
-No... A na pewno nie jesteś w ciąży?- zapytała Carol
-Nie! Nawet nie mam jak...- powiedziałam rumieniąc się.
-Juuż ja cię znaam- powiedziała podchwytliwie Carol
-No naprawdę! Byłabyś trzecią osobą, która by o tym wiedziała!
-Jak trzecią?! A kto pierwszy, kto drugi?
-No ja i Ryan...
-A, chyba że tak.
-A może ty jesteś w ciąży..? Hmm?- zapytałam
-Ja? Yyy... nieee....
-Carol! Będziesz mamą?!
-Mówię, że nie.
-Na pewno?
-Tak. Też nie mam jak- powiedziała.
-No dobra, wierzę ci.
Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Odebrałam telefon.
-Co jest?- zapytałam
-Jakie chcesz?
-Ale co?
-Piwo noo.
-Weź byle jakie. Dla mnie nie ma znaczenia- odpowiedziałam.
-A Carol?
-Carol jakie chcesz?
-Jakieś malinowe.
-Malinowe.
-Okej, pa
Rozłączyłam się.
Czekałyśmy na chłopców jeszcze godzinę. W końcu przyszli, i zaczęliśmy melanż. Graliśmy w butelki na zadania. Kto nie zrobi, ma wypić całe piwo. Chłopcy trochę przesadzili, kupili 20 butelek...
-Carly, pocałuj Ryana.
-Ale problem.- powiedziałam i pocałowałam go.
-Dobra, teraz... Carol. Przytul... Fleshmana.
Zaczęła się śmiać.
-Fleshman, do nogi.- krzyknęła, pies przyszedł i go przytuliła.
Graliśmy jeszcze godzinę, ale w końcu się znudziliśmy i postanowiliśmy wypić wszystkie piwa.
Taak... Upiliśmy się. Gdy wróciliśmy do domu... Poszliśmy ''spać''...
Następnego dnia obudziłam się na potwornym kacu. Weszłam do kuchni w szlafroku, i zobaczyłam Ryana w samych bokserkach.
-Hej... Pamiętasz coś?- zapytałam.
-Nie, ale jak się obudziliśmy, to byliśmy w samej bieliźnie...
-Chyba nie myślisz, że my...?
-Zdaje mi się...
Nic nie powiedziałam. Siadłam tylko na krześle na przeciwko Ryana.
-Chcesz coś zjeść?- spytałam.
-Nie, dzięki. Zrobiłem ci kanapki. Idę się ubrać...
-Spoko, dzięki...
Zrobiło się dziwnie. Bardzo dziwnie. Postanowiłam zjeść, ogarnąć się i wyjść z Carol na zakupy.
Po godzinie byłam gotowa. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam.
-Hej, jest Ryan?
W tym momencie z pokoju obok wybiegł Ryan...
-Nicole?!- krzyknęliśmy razem.
-We własnej osobie- powiedziała z uśmieszkiem na twarzy...
Czyli to jednak nie był koniec...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz