środa, 7 maja 2014

IX Wyjazd

Minął tydzień od tamtego wypadku. Wszyscy postanowiliśmy wyjechać do Londynu. Spakowaliśmy się i w ósemke poszliśmy pożegnać się z tatą chłopców. Pan Stuff bardzo polubił nasze pieski, dlatego one też szły. Po pożegnaniu, pojechaliśmy na lotnisko. Po zważeniu i sprawdzeniu bagaży, poszliśmy już czekać na samolot. Czekaliśmy około 30 minut. Gdy samolot przyleciał, zobaczyłam, że wygląda tak samo jak ten, którym leciałyśmy kilka miesięcy temu... Bałam się, ale zarazem czułam się bezpieczna z Ryanem... Gdy weszliśmy na pokład i zajęliśmy miejsca, przytuliłam się do Ryana i zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru spać. Marzyłam...
-Carly! Carly, obudź się!- wołała Carol.
-Co jest...?- zapytałam zaspana- jednak usnęłam...
-Tak, i nie chciałaś się obudzić- powiedział Jac
-Martwiliśmy się- dodał Ryan.
-Niepotrzebnie, ale miło- odpowiedziałam.- Gdzie jesteśmy?
-Już nad Wielką Brytanią. Jeszcze jakieś półgodziny.- odpowiedział Jac
-Dobra, a gdzie Jenny?- zapytałam zdenerwowana
-U mnie na kolanach- odparła ze śmiechem Carol
-Wlazła ci na kolana? Ona jest ciężka!- powiedziałam- daj mi ją.
-Niee- powiedziała ze smutną minką Carol
-No doobra- odpowiedziałam jej.
Dolecieliśmy na lotnisko. Wezwaliśmy taksówki, żeby zawiozły nas do domu. Mieszkałyśmy z Caroline dwie ulice od siebie, jakieś 20 minut drogi samochodem bez korków.
Gdy dojechaliśmy do naszego domu, oprowadziłam Ryana.
-Gdzie ja śpię?- zapytał
-Kurczę... o tym nie pomyślałam... Dzisiaj możesz spać ze mną, a jutro ogarnę ci pokój brata...- posmutniałam.
-Nie smutaj...- powiedział Ryan i mnie przytulił.
-Nie mogę... mieszkam w domu, w którym zawsze byli koledzy mojego brata, mama krzątała się po kuchni, tata siedział przed telewizorem a ja kłóciłam się z bratem przy jego kolegach...- zaczęłam płakać.
-Spokojnie... Wszystko będzie dobrze, masz mnie.- pocieszał mnie.
-Kochasz mnie?- zapytałam.
-A czy gdybym cię nie kochał, przyjechałbym tu?
-Nie..
-Właśnie. Bardzo cię kocham- powiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Ja ciebie też...
Gdy mnie puścił, zaproponował, że pójdzie z Jacobem do sklepu po potrzebne rzeczy, czyli jakieś mydła, jedzenie, picie itp. 
-Dobra, to ja sobie pójdę do Carol...
-Spoko. Z godzinę nas nie będzie, trzeba zrobić naprawdę duuże zakupy.
-Wiem, chodźmy. 
Weszliśmy do samochodu taty i pojechaliśmy do przyjaciół. 
-Siemka brat.- przywitał go Jac
-Siem, idziemy na zakupy, u nas nic nie ma.- powiedział Ryan
-Właśnie też chciałem do ciebie dzwonić.- oznajmił Jacob.
-No, a my sobie posiedzimy w domu. Kupcie jeszcze jakieś piwko- powiedziała Carol
-Ooo, to jest pomysł. Chodź, wkładaj ubranko i idziemy.
Gdy chłopcy wyszli, zaczął się babski wieczór.
-Jestem taka szczęśliwa.- mówiła Carol
-Ja też... ale tu pusto...- powiedziałam.
-Tak... Ale mimo to, jestem szczęśliwa... 
-Czemu? Rozumiem, że masz chłopaka, ale masz go już długo- powiedziałam z lekkim rozśmieszeniem
-Nie mam chłopaka.
-Co?- zdziwiłam się.
-Jacob mi się oświadczył- powiedziała z radością
Zaczęłyśmy piszczeć z radości.
-Pokaż pierścionek! Już!
Pokazała mi pierścionek, był piękny... 
-Wooow... Nieźle.
-Jejuu jak się cieszę. A jak tam u was? 
-Też jestem szczęśliwa... 
-Oświadczył ci się? O! Będziesz mamą?!- zapytała z podekscytowaniem Carol
-Co?! Nie! Jestem po prostu szczęśliwa z nim... Pomyśleć, że to wszystko mogłoby się nie wydarzyć... 
-No... A na pewno nie jesteś w ciąży?- zapytała Carol
-Nie! Nawet nie mam jak...- powiedziałam rumieniąc się.
-Juuż ja cię znaam- powiedziała podchwytliwie Carol
-No naprawdę! Byłabyś trzecią osobą, która by o tym wiedziała! 
-Jak trzecią?! A kto pierwszy, kto drugi? 
-No ja i Ryan... 
-A, chyba że tak.
-A może ty jesteś w ciąży..? Hmm?- zapytałam
-Ja? Yyy... nieee....
-Carol! Będziesz mamą?!
-Mówię, że nie. 
-Na pewno? 
-Tak. Też nie mam jak- powiedziała. 
-No dobra, wierzę ci. 
Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Odebrałam telefon.
-Co jest?- zapytałam
-Jakie chcesz?
-Ale co? 
-Piwo noo.
-Weź byle jakie. Dla mnie nie ma znaczenia- odpowiedziałam.
-A Carol?
-Carol jakie chcesz?
-Jakieś malinowe.
-Malinowe. 
-Okej, pa
Rozłączyłam się. 
Czekałyśmy na chłopców jeszcze godzinę. W końcu przyszli, i zaczęliśmy melanż. Graliśmy w butelki na zadania. Kto nie zrobi, ma wypić całe piwo. Chłopcy trochę przesadzili, kupili 20 butelek...
-Carly, pocałuj Ryana.
-Ale problem.- powiedziałam i pocałowałam go. 
-Dobra, teraz... Carol. Przytul... Fleshmana.
Zaczęła się śmiać.
-Fleshman, do nogi.- krzyknęła, pies przyszedł i go przytuliła. 
Graliśmy jeszcze godzinę, ale w końcu się znudziliśmy i postanowiliśmy wypić wszystkie piwa. 
Taak... Upiliśmy się. Gdy wróciliśmy do domu... Poszliśmy ''spać''... 
Następnego dnia obudziłam się na potwornym kacu. Weszłam do kuchni w szlafroku, i zobaczyłam Ryana w samych bokserkach.
-Hej... Pamiętasz coś?- zapytałam.
-Nie, ale jak się obudziliśmy, to byliśmy w samej bieliźnie...
-Chyba nie myślisz, że my...?
-Zdaje mi się... 
Nic nie powiedziałam. Siadłam tylko na krześle na przeciwko Ryana. 
-Chcesz coś zjeść?- spytałam.
-Nie, dzięki. Zrobiłem ci kanapki. Idę się ubrać... 
-Spoko, dzięki...
Zrobiło się dziwnie. Bardzo dziwnie. Postanowiłam zjeść, ogarnąć się i wyjść z Carol na zakupy. 
Po godzinie byłam gotowa. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam.
-Hej, jest Ryan?
W tym momencie z pokoju obok wybiegł Ryan...
-Nicole?!- krzyknęliśmy razem.
-We własnej osobie- powiedziała z uśmieszkiem na twarzy...
Czyli to jednak nie był koniec...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz