środa, 7 maja 2014

X To są chyba jakieś żarty!

-Ryan, dzwoń na policję.- powiedziałam szybko.
-Co, nie wpuścisz mnie?- zapytała Nicole.
-Niby po co?- spytałam
-Nicole?!- wykrzyknęli z drugiej strony korytarza Jac i Carol.
-Jaacuś, jak miło mi cię widzieć. Powiedz braciszkowi, że jeśli mnie nie wpuści to pożałuje i on, i jego dziewczyna.- powiedziała Nicole wyjmując pistolet z kieszeni.
-Dobra, właź- powiedziałam.
-Carly?!
-Spokojnie, wiem co robię.
Gdy Nicole przekroczyła próg powiedziałam:
-Chcę zgody.- i wyciągnęłam rękę.
-Hmm. kusząca propozycja... ok- podała mi dłoń.
Ścisnęłam jej dłoń, i wywróciłam. Zaczęłam ją kopać z całej siły, pistolet odkopnęłam, i ''związałam'' jej ręce na szyi.
Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
-No co? Trenowałam kiedyś. Ryan, zadzwoniłeś po policję?-spytałam.
-Tak, już jadą.
Po tych słowach policjanci założyli jej kajdanki na ręce i zabrali ze sobą do radiowozu.
-Woow, Carly, nie wiedziałem, że tak potrafisz...- powiedział Ryan.
-Potrafię.- powiedziałam, i pobiegłam do łazienki bo zebrało mi się na wymioty.
-Carly?- zapytała Carol
Jacob tylko popatrzył na Ryana.
-Carly, dobrze się czujesz?- zapytała Carol
-Tak, tylko mam kaca...
-Myślałam, że wymiotuje się tylko jak się jeszcze jest pijanym, ale najwidoczniej się myliłam... Dasz radę pójść na zakupy?- zapytała Carol.
-Tak... Przecież tam też są łazienki.- odpowiedziałam.
-Kotku, dobrze się czujesz?- zapytał Ryan wchodząc do łazienki.
-Tak, już tak... Idziemy na zakupy, a wy sobie coś tam poróbcie.
-Na pewno już ci lepiej?- zapytał.
-Nie martw się tak o mnie, jestem już dorosła. Umiem sama o siebie zadbać- powiedziałam.
-Nie wątpię.- powiedział
-I dobrze.- powiedziałam, pocałowałam go i wyszłyśmy.
-Niezła robota stary.- powiedział Jacob.
-Co?
-Przecież ona jest w ciąży!
-Co?!
-Wymiotuje...
-To jeszcze nie oznacza, że jest w ciąży. Może ma kaca?
-Chłopie, jak tu przyszliśmy byłeś w samych gaciach.- powiedział Jac
-Oj weeź się...
Tymczasem u nas...
-Niedobrze mi...
-Carly, wróć się do domu i odpocznij.
-Nie, mieli sobie zrobić taki własny dzień, brat z bratem...
-To pojedziemy do mnie.- powiedziała Carol i zmieniła kierunek jazdy.
-Dobra...- powiedziałam zupełnie zmarnowana.
Gdy dojechałyśmy do domu, od razu pobiegłam do łazienki.
-Carly? Dzwonie po lekarza.
Lekarz przyszedł, zadał mi kilka pytań, zbadał i poszedł.
-Idź się połóż, ja zrobię ci coś do picia.
-Położę się, ale nie chcę niczego do picia.
-Ok, jak chcesz. Połóż się u mnie w pokoju.
-Spoko...
Spałam do 20, ale obudził mnie Ryan.
-Jejku, która godzina?- spytałam
-Dwudziesta, przenosimy się do nas.
-Tak tak...- powiedziałam. Gdy wstałam z łóżka, nogi odmówiły mi posłuszeństwa, i zaczęłam upadać. Na szczęście  Ryan mnie złapał.
-Jejku... co się ze mną dzieje?
Ryan zaniósł mnie do samochodu.
Od tamtego czasu minęły 3 miesiące. Trochę przytyłam, więc myślałam, że naprawdę jestem w ciąży. Miałam wizytę u ginekologa, żeby zobaczyć, czy naprawdę będę mamą.
Okazało się, że nie... i w dodatku, nie będę mogła mieć nigdy... Po powrocie do domu, rzuciłam torebkę w kąt i pobiegłam do sypialni.
-Spokojnie, kochanie... Wszystko będzie dobrze... Te badania na pewno się... pomyliły?
-Nie! Nie będzie dobrze! Pamiętasz, jak w Islandii pytałam się ciebie czy chcesz mieć ze mną rodzinę, dom... Odpowiedziałeś, że chcesz. A ja nie mogę ci dać tej rodziny... Odejdź ode mnie. Zostaw mnie. Znajdź inną.- mówiłam zapłakanym głosem.
-Co ty wygadujesz?! Oczywiście, chciałbym mieć dzieci, ale jeszcze bardziej chcę ciebie.
-Mówisz tak tylko dlatego, żebym nie była jeszcze bardziej przybita! Wiem, że mnie nie kochasz...
Ryan szarpnął mnie za ramię
-Patrz się w moje oczy! Patrz się w moje oczy! Widzisz powiększone źrenice?! Cholernie cię kocham! Nie masz prawa mówić inaczej!- zaczął krzyczeć.
-Widzę... Przepraszam...- powiedziałam, i znowu zaczęłam beczeć w poduszkę.
-Nie płacz...- powiedział i mnie pocałował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz