Gdy już byłyśmy gotowe, wyszłyśmy z hotelu. Poszłyśmy do baru, gdzie mieli na nas czekać chłopcy. Przyszłyśmy 10 minut przed czasem, więc nie musiałyśmy się martwić spóźnieniem. Usiadłyśmy przy stoliku przy oknie. Siedziałyśmy koło siebie. Gdy rozmawiałam z Carol i się na nią patrzyłam, Carol w jednym momencie skamieniała patrząc na okno.
-Carol? Haalo. Tu ziemia! Carol!- próbowałam ją ''obudzić''. W końcu i ja popatrzyłam się na okno. Zobaczyłam... jak jakaś dziewczyna podbiega do Ryana, zarzuca mu się na szyję i zaczyna go całować. Niewiele myśląc, wyszłam z baru.
-Carly! Carly czekaj, to nie tak!- zaczął krzyczeć... Jacob.
Ryan odrzucił od siebie dziewczynę, krzycząc za mną.
-Carly! Proszę, stój!- krzyczał biegnąc za mną.
Z baru wyszła Caroline i zaczęła za mną biec razem z chłopakami.
-Carly, stój! Proszę!- krzyczał Ryan.
-Zostaw mnie! Nienawidzę cię!- krzyczałam.
Słyszałam, jak Jacob cofnął się do dziewczyny, i powiedział: ,,Wielkie dzięki, Nicole. Znowu rujnujesz mojemu bratu związek...''
Zatrzymałam się, i odwróciłam to Ryana.
Zatrzymałam się, i odwróciłam to Ryana.
-A więc ma na imię Nicole? Idź do niej, nie zależy mi na tobie.
-Carly, proszę wysłuchaj
Przerwałam mu- nie! Ty mnie słuchaj! Facet, który nie potrafi się interesować tylko jedną dziewczyną nie jest wart żadnej! Współczuję twojej żonie, jeśli będziesz ją miał. Współczuję twoim dzieciom, które będą miały tylko mamę, bo tatuś ma inną. Jeśli potraktujesz tak jedną, to potraktujesz tak wszystkie! Jesteś... nic nie wart!
-Carly, nie mów tak...- po tych słowach odwróciłam się, i zaczęłam biec.
-Carly! Proszę! Carly! Kocham cię...
Gdy to powiedział, odwróciłam się do niego, i zaczęłam biec w jego stronę. Chciałam, żeby myślał, że mu wybaczam.
Gdy już byłam wystarczająco blisko, żeby go przytulić lub nawet pocałować, powiedziałam mu oziębłe ,,A ja cię nie'', i odeszłam.
Stał tak przez długi czas...
-Ryanku, skoro już się jej pozbyłeś, to może w końcu zajmiesz się mną?- zapytała zza jego pleców Nicole.
-Odejdź. Jesteś potworem, nienawidzę cię! Widzisz co robisz?! Rujnujesz mi życie! Nienawidzę cię!- krzyknął Ryan i także odbiegł.
Wieczorem, gdy Carol postanowiła zrobić coś do jedzenia, cały czas miałam przed oczami widok, jak Nicole zakłada kaptur... Wyglądała wtedy naprawdę... ładnie.
Właśnie. Ładnie. Dlaczego ktoś taki jak Ryan miałby pokochać kogoś takiego jak ja? Jestem od niej brzydsza, ale się akceptuję. Chcę wyjechać stąd jak najszybciej. Nieważne gdzie. Nie chcę być tutaj.
-Carly... słuchasz mnie?- spytałą Carol.
-Szczerze, to nie... Nie mogę się skupić...- odpowiedziałam.
-Wiem... ale widziałaś to, ona rzuciła mu się na szyje. On nie chciał jej całować...- ''pocieszała'' mnie Carol.
-Bronisz go?! Dlaczego wszyscy mi to robią?!- znowu zaczęłam płakać i dosłownie walnęłam głową w poduszkę.
Carol siadła koło mnie, położyła mi rękę na ramieniu, i powiedziała:
-Chcesz stąd wyjechać? Zadzwonię po naszych rodziców...- słychać było smutek w jej głosie.
-Nie. Nie wyjadę bez ciebie. Widzę, że robisz to z bólem bo kochasz Jaca. Nie rób tego dla mnie, jakoś przeżyję.- powiedziałam, usiadłam na łóżku i przytuliłam przyjaciółkę.
-Nie rób tego- powtórzyłam.
_____________________________________________________________
Drugi rozdział dzisiaj c; może jeszcze z trzy napiszę, bo sie nudze xD Jestem choraa ^--^ i mam jakieś pomysły c;; Nie chce mi się grać w LoLa, AIONa, CSa, Skyrima ani nawet simsy, to piszę xd
nawet na fb nie chce mi się siedzieć :oo ja naprawdę jestem chora...
O ai shimashou <3


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz