TEN BLOG NIE ZOSTAŁ ŚCIĄGNIĘTY!
Pomysł na niego przyszedł z głowy!Nie z jakiegoś chorego planu ściągnięcia pomysłu od kogoś innego i jakże durnej nadziej że nikt nie zauważy że już ktoś wpadł na pomysł założenia takiego bloga!Jak przeczytałam tą wiadomość na chacie że ściągnęłyśmy go to po prostu bić,zabić!Nerwy mnie zżerają i komu teraz powinno się gratulować oczywiście tej osobie która nie pomyśli nad tym co robi tylko bez jakichkolwiek dowodów oskarża innych.No to teraz ja klaszcze i gratuluje tej właśnie osobie za zepsucie mi humoru.NAPRAWDĘ GRATULUJE INTELIGENCI ,SAM AJNSZTAJN SIĘ PRZED TOBĄ KŁANIA.BO CO INNI NIE MOGĄ WPAŚĆ NA PODOBNY POMYSŁ?!WIDOCZNIE NIE! A TERAZ Z RESZTKĄ GODNOŚCI ZAKOŃCZĘ TEN.....HEJT?.....POZDRAWIAM TYCH,KTÓRZY NIE WIERZĄ W TO CO ONA MÓWI.
Wkurzona Nat.
sobota, 7 lutego 2015
niedziela, 25 stycznia 2015
Nowy blog
Jeśli ktoś by chciał poczyta moje nowe opowiadanie to...
Tu jest link: http://alieaszafir.blogspot.com/
Tu jest link: http://alieaszafir.blogspot.com/
sobota, 6 grudnia 2014
Mój szkic.
Ja taka chwali pięta xd
No cóż...
Oto i mój szkic Elsy (tej z Krainy Lodu)
Opowiadanie pisze, pisze i się dopisać nie mogę!
Mam już z 3 pomysły na inne opowiadania i zamiast dokańczać tamto to realizuje te nowe...
Tak mało chęci... ._.
W każdym razie pozdro dla odwiedzających... (tak ja też się dziwie, że w ogóle są, ale brawa dla wytrwałych!)
Jak ktoś chce, żebym dokończyła jakieś opowiadanie to niech napisze w komie... na życzenie coś tam wyskrobie ;33
I tak dla wiadomości, mogę wstawiać więcej moich skromnych szkiców, jeśli się komuś podobają...To nie ma problemu!
(Proszę tylko o nie upublicznianie)
Emilek ;*
sobota, 22 listopada 2014
Zmiany I
Biegnie ile tylko ma sił w nogach. Wokół niej ciemny las. Czuje, że coś lub ktoś ją obserwuje. Chodź wydaje się to nie możliwe przyśpiesza. Jej serce bije szybko i mocno, oddech ma płytki. Dyszy ze zmęczenia. Nagle się potyka. upada na miękką trawę. Wzrasta w niej przerażenie. Wie, że to zaraz przyjdzie...Co? Nie ma pojęcia ale wie. Jest nie daleko. Widzi błyszczące, niebieskie oczy. Z jej gardła wydobywa się krzyk zagłuszający warczenie tego stworzenia. Ma już na mnie wyskoczyć z zarośli...
Gwałtownie podnosi się z łóżka. Ma otwarte szeroko ze strachu oczy. Łapie się za klatkę piersiową w okolicach serca próbując się uspokoić. Po chwili do pokoju wpada 14-nastoletnia dziewczynka o zielonych oczach i długich czarnych włosach. Widząc w jakim siostra jest stanie szybko ją przytula. Starsza z sióstr reaguje na pieszczotę i mocnej przyciąga do siebie Ele. Po policzkach Darii płyną kryształowe łzy mieniące się w jasnych świetle księżyca który wyglądał zza chmur.
-Znów miałaś koszmar?-zapytała delikatnie głaszcząc blondynkę po plecach.
-Tak-odpowiedziała zlęknionym głosem.
-Nie bój się jestem tu.
-Wiem i dziękuje ci.
Teraz obie płakały, wtulone w siebie.
Położyły się na dużym łóżku Darii i zasnęły. Tej nocy już nie nawiedził dziewczynę żaden koszmar.
Obudził się rano. Wstała cichutko z łóżka nie chcąc budzić małej. Przez chwile jej się przyglądała.
Tak bardzo wydoroślała od tamtego momentu... Otrząsnęła się z nieprzyjemnych wspomnień i poszła do kuchni.
Przez chwile zastanawiała się co zrobić na śniadanie. Zdecydowała się na kanapki z szynką, serem, pomidorem i sałatą. Zrobiła to co zamierzała i przygotowała herbatę.
Zjadła kilka kanapek i napiła się ciepłego napoju.
Poszła do swojego pokoju i wzięła sobie na przebranie jakieś ciuchy. Mianowicie jasną, zieloną bluzkę i krótkie, dżinsowe szorty. W łazience wykonała poranną toaletę, uczesała długie włosy w kłosa na bok i wyszła z pomieszczenia. Weszła do swojego pokoju i obudziła siostrę. Czarnowłosa otworzyła lekko oczy i popatrzyła zdezorientowana na dziewczynę.
-Cześć śpioszku. Przygotowałam śniadanie.
Przeciągnęła się i przetarła zaspane oczy.
-Hej, to fajnie...
Wstała i powłócząc nogami ruszyła do kuchni.
Ona została w pokoju w wzięła się za sprzątanie. Po pół godzinie pomieszczenie lśniło...może nie dosłownie.
Już miała siąść sobie i zagłębić się w czytanej przez siebie książce, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi.
Zeszłą szybko na dół. Spojrzała przez wizjer, stał tam jakiś chłopak o kasztanowych włosach. Nieznany dziewczynie. Uchyliła lekko drzwi i spojrzała na młodego mężczyzne.
-O co chodzi?-zapytała.
-Czy zastałem Darię Kosiak?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak. O co chodzi?-powtórzyła.
Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
-To ty nią jesteś?
-Jeśli tylko o to chodzi to tak, a teraz do widzenia-zniecierpliwiła się.
Już miała zamknąć drzwi kiedy usłyszała głos.
-Zaczekaj.
-O co chodzi?- zapytała jeszcze raz z naciskiem.
-Jestem Kuba Czarnecki.
-Jakoś mało mnie to obchodzi- powiedział pod nosem, patrzyła na niego z chłodną obojętnością.
-A powinno...
-Dlaczego?
Usłyszała cichy głosik siostry.
-Kto to?-spoglądała na chłopaka z ciekawością w oczach.
-Nie mam pojęcia.
Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
-Przecież ci mówiłem...
-Ale nadal nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz i dlaczego przychodzisz do naszego domu-tu spojrzała na siostrę z pytaniem w oczach ,,Znasz go?''
Mała przecząco pokiwała głową.
Westchnęła zrezygnowana.
-To dowiemy się w końcu o co chodzi?
-Nie- odpowiedział z nienacka.
Teraz to się zdenerwowała.
-To do widzenia!
Zamknęła mu drzwi przed nosem. Znów usłyszały dzwonek. Westchnęła zrezygnowana i krzyknęła:
-Wynoś się, albo zadzwonię na policje!
O dziwo chłopak odszedł.
-Ciekawe po co tu przylazł...-zastanawiała się na głos Ela.
Wzruszyła ramionami i powiedziała siostrze:
-Jak nie chciał powiedzieć, to jego problem. Chodź obejrzymy coś w telewizji, a później zabieram cię na lody.
-Lody? Juchu!-zaczęła podskakiwać uradowana-A możemy pójść teraz?- zapytała ze słodkimi oczkami.
Zaśmiała się.
-Jasne, a teraz idź się ubierz bo chyba nie chcesz w piżamie latać po mieście?
Dziewczynka szybko pobiegła do swojego pokoju.
Szybko się z tym uporała to dobrze... Potrząsnęła głową by pozbyć się niechcianych myśli. Jeszcze tego brakowało, żeby się popłakała.
Elena już zbiegała ze schodów w różowej sukience ozdobionej czerwonymi różami.
Założyły sandały i wyszły z domu, uprzednio zamykając drzwi.
Mimo 4 lat różnicy wieku, świetnie się dogadywały.
Poszły do lodziarni. Ela wzięła sobie 3 gałki: czekoladową, waniliową i truskawkową.
Daria zaś wzięła hałwowe, ciasteczkowe i waniliowe.
Postanowiły zjeść je w parku, który mieścił się niedaleko. Spacerowały wesoło rozmawiając, po chwili dołączyła do nich przyjaciółka czarnowłosej Lilka. Starsza z sióstr nie miała nic przeciwko, aby do nich dołączyła.
Kiedy szły jakiś chłopak potrącił Elenę i ją przewrócił, przy okazji samemu upadając.
Blondynka pomogła wstać tej dwójce. Na początku chłopiec chciał przeprosić, ale zrezygnował gdy zobaczył na kogo wpadł. Patrzył na Czternastolatkę z taką wrogością jakiej nikt by się nie spodziewał.
Prychnął tylko i pobiegł dalej.
Daria postanowił, że powinny już wracać i tak zrobiły, a przyjaciółka jej młodszej siostry poszła z nimi.
Kiedy wróciły dziewczynki poszły na górę, a nastolatka wzięła się za przygotowywanie posiłku. Cały czas się zastanawiała co to był za chłopak i dlaczego był taki zły na Ele?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam opowiadanie... Później będzie się działo uwierzcie...nie wiem jeszcze co ale będzie... xD
Gwałtownie podnosi się z łóżka. Ma otwarte szeroko ze strachu oczy. Łapie się za klatkę piersiową w okolicach serca próbując się uspokoić. Po chwili do pokoju wpada 14-nastoletnia dziewczynka o zielonych oczach i długich czarnych włosach. Widząc w jakim siostra jest stanie szybko ją przytula. Starsza z sióstr reaguje na pieszczotę i mocnej przyciąga do siebie Ele. Po policzkach Darii płyną kryształowe łzy mieniące się w jasnych świetle księżyca który wyglądał zza chmur.
-Znów miałaś koszmar?-zapytała delikatnie głaszcząc blondynkę po plecach.
-Tak-odpowiedziała zlęknionym głosem.
-Nie bój się jestem tu.
-Wiem i dziękuje ci.
Teraz obie płakały, wtulone w siebie.
Położyły się na dużym łóżku Darii i zasnęły. Tej nocy już nie nawiedził dziewczynę żaden koszmar.
Obudził się rano. Wstała cichutko z łóżka nie chcąc budzić małej. Przez chwile jej się przyglądała.
Tak bardzo wydoroślała od tamtego momentu... Otrząsnęła się z nieprzyjemnych wspomnień i poszła do kuchni.
Przez chwile zastanawiała się co zrobić na śniadanie. Zdecydowała się na kanapki z szynką, serem, pomidorem i sałatą. Zrobiła to co zamierzała i przygotowała herbatę.
Zjadła kilka kanapek i napiła się ciepłego napoju.
Poszła do swojego pokoju i wzięła sobie na przebranie jakieś ciuchy. Mianowicie jasną, zieloną bluzkę i krótkie, dżinsowe szorty. W łazience wykonała poranną toaletę, uczesała długie włosy w kłosa na bok i wyszła z pomieszczenia. Weszła do swojego pokoju i obudziła siostrę. Czarnowłosa otworzyła lekko oczy i popatrzyła zdezorientowana na dziewczynę.
-Cześć śpioszku. Przygotowałam śniadanie.
Przeciągnęła się i przetarła zaspane oczy.
-Hej, to fajnie...
Wstała i powłócząc nogami ruszyła do kuchni.
Ona została w pokoju w wzięła się za sprzątanie. Po pół godzinie pomieszczenie lśniło...może nie dosłownie.
Już miała siąść sobie i zagłębić się w czytanej przez siebie książce, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi.
Zeszłą szybko na dół. Spojrzała przez wizjer, stał tam jakiś chłopak o kasztanowych włosach. Nieznany dziewczynie. Uchyliła lekko drzwi i spojrzała na młodego mężczyzne.
-O co chodzi?-zapytała.
-Czy zastałem Darię Kosiak?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak. O co chodzi?-powtórzyła.
Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
-To ty nią jesteś?
-Jeśli tylko o to chodzi to tak, a teraz do widzenia-zniecierpliwiła się.
Już miała zamknąć drzwi kiedy usłyszała głos.
-Zaczekaj.
-O co chodzi?- zapytała jeszcze raz z naciskiem.
-Jestem Kuba Czarnecki.
-Jakoś mało mnie to obchodzi- powiedział pod nosem, patrzyła na niego z chłodną obojętnością.
-A powinno...
-Dlaczego?
Usłyszała cichy głosik siostry.
-Kto to?-spoglądała na chłopaka z ciekawością w oczach.
-Nie mam pojęcia.
Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
-Przecież ci mówiłem...
-Ale nadal nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz i dlaczego przychodzisz do naszego domu-tu spojrzała na siostrę z pytaniem w oczach ,,Znasz go?''
Mała przecząco pokiwała głową.
Westchnęła zrezygnowana.
-To dowiemy się w końcu o co chodzi?
-Nie- odpowiedział z nienacka.
Teraz to się zdenerwowała.
-To do widzenia!
Zamknęła mu drzwi przed nosem. Znów usłyszały dzwonek. Westchnęła zrezygnowana i krzyknęła:
-Wynoś się, albo zadzwonię na policje!
O dziwo chłopak odszedł.
-Ciekawe po co tu przylazł...-zastanawiała się na głos Ela.
Wzruszyła ramionami i powiedziała siostrze:
-Jak nie chciał powiedzieć, to jego problem. Chodź obejrzymy coś w telewizji, a później zabieram cię na lody.
-Lody? Juchu!-zaczęła podskakiwać uradowana-A możemy pójść teraz?- zapytała ze słodkimi oczkami.
Zaśmiała się.
-Jasne, a teraz idź się ubierz bo chyba nie chcesz w piżamie latać po mieście?
Dziewczynka szybko pobiegła do swojego pokoju.
Szybko się z tym uporała to dobrze... Potrząsnęła głową by pozbyć się niechcianych myśli. Jeszcze tego brakowało, żeby się popłakała.
Elena już zbiegała ze schodów w różowej sukience ozdobionej czerwonymi różami.
Założyły sandały i wyszły z domu, uprzednio zamykając drzwi.
Mimo 4 lat różnicy wieku, świetnie się dogadywały.
Poszły do lodziarni. Ela wzięła sobie 3 gałki: czekoladową, waniliową i truskawkową.
Daria zaś wzięła hałwowe, ciasteczkowe i waniliowe.
Postanowiły zjeść je w parku, który mieścił się niedaleko. Spacerowały wesoło rozmawiając, po chwili dołączyła do nich przyjaciółka czarnowłosej Lilka. Starsza z sióstr nie miała nic przeciwko, aby do nich dołączyła.
Kiedy szły jakiś chłopak potrącił Elenę i ją przewrócił, przy okazji samemu upadając.
Blondynka pomogła wstać tej dwójce. Na początku chłopiec chciał przeprosić, ale zrezygnował gdy zobaczył na kogo wpadł. Patrzył na Czternastolatkę z taką wrogością jakiej nikt by się nie spodziewał.
Prychnął tylko i pobiegł dalej.
Daria postanowił, że powinny już wracać i tak zrobiły, a przyjaciółka jej młodszej siostry poszła z nimi.
Kiedy wróciły dziewczynki poszły na górę, a nastolatka wzięła się za przygotowywanie posiłku. Cały czas się zastanawiała co to był za chłopak i dlaczego był taki zły na Ele?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam opowiadanie... Później będzie się działo uwierzcie...nie wiem jeszcze co ale będzie... xD
środa, 19 listopada 2014
Legenda cz. 3 (nowa)
Jesteśmy. Nasze konie stąpają miarowo, a przed nami rozpościera się piękne miasto otoczone murem obronnym zrobionym z pięknie ociosanych kamieni. Przy żelaznej bramie po bokach stali dwaj strażnicy. Nieruchomi niczym rzeźby z lodu, ich zastygłe twarze patrzyły na nas bez żadnego wyrazu, a oczy wyrażały tylko chłodną obojętność...
Wzdrygnęłam się na ten widok, sama nie wiem dlaczego...
Spojrzałam na towarzyszy. Moi rówieśnicy patrzyli z lekko obawą na miasto. Spojrzałam w bok, na jadącego obok mnie Kael'a. Jego oczy uważnie studiowały miasto, bramę i strażników. Po chwili obrócił się do mnie i uśmiechną lekko. Dodając mi tym otuchy. Odwzajemniłam gest.
Kiedy przejeżdżaliśmy obok strażników ci nas zatrzymali, a kiedy zobaczyli odpowiedni dokument przepuścili nas. Tutaj było inaczej niż w naszej wiosce. Eleganckie kamienne, kilku piętrowe domki z których okien wychylali się ciekawscy tubylcy. Jakaś dziewczynka pomachała w naszą stronę. Uśmiechnęłam się do niej promiennie i odmachałam, na co zaśmiała się radośnie. Podążaliśmy środkiem głównej drogi w stronę następnej bramy.
Tam też zostaliśmy sprawdzeni, a potem przepuszczeni.
Teraz jechaliśmy polną drogą w stronę jakiegoś potężnego budynku.
Misternie ciosany kamień błyszczał lekko w słońcu. Cztery wieże obserwacyjne, na których obserwowali nas. Czujne, bystre oczy wpatrywały się w nas, gotowe do natychmiastowego odparcia ataku.
Budowla stała na lekkim wzniesieniu, a w oddali majaczył zielony las przed którym kołysały się delikatnie zielone trawy, kolorowe kwiaty polne i gdzie nie gdzie złote łany zubóż.
Dojechaliśmy. Zsiedliśmy z koni i zdjęliśmy nasze bagaże z ich grzbietów. Pogłaskałam moją klacz. Chętnie przyjęła pieszczoty.Podszedł do nas jakiś chłopak i zabrał wodze prowadząc ją do stajni.
Do naszych pokoi poprowadziła nas pulchna kobieta której oczy przepełnione były troską i miłością.
W jednej sypiali było po 5 łóżek. Po lewej stronie ściany drzwi prowadziły do pokojów dziewcząt, a po prawej do chłopców.
Weszłam niepewnie do komnaty. Białe ściny zdobione w rogach czarnymi pętlami winogrona. Przy każdym drewnianym łóżku na którym leżała pierzyna stała masywna szafa z ciemnego drewna. Szafka nocna na której stał świecznik o trzech odnogach. Wszystkie łoża stały koło siebie, a nad nimi zakryte cienką zasłonką stały okna z których rozpościerał się wspaniały widok.
Moje współlokatorki tak jak ja przyglądały się pokojowi w milczeniu.
-To, kto gdzie śpi?- zapytała blondwłosa.
-Ja chce to przy prawej ścianie- rzekła prawie natychmiast jedna.
-Mi tam wszystko jedno...-powiedziała czarnowłosa.
Podeszłam bliże łóżek usiadłam na drugim od lewej ściany i usiadłam.
-Ja będę spała tu.
Wstałam i wyjrzałam przez okno. Pomarańcz słońca mieszał się z błękitem nieba, farbując przy tym chmury.
Księżyc już wychylał się powoli pokazując swoją sylwetkę. Uśmiechnęłam się i odeszłam od futryny. Wzięłam moją torbę i zaczęłam się rozpakowywać.
Po wykonanej czynności zaczęłam dokładnie przeglądać pokój.
Znalazłam zegar! Stał powieszony na ścianie nad drzwiami. Jego srebrne wskazówki mówiły, że jest za pięć trzecia.
Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili weszła tu ta sama staruszka którą spotkaliśmy na dole.
-Dziewczynki chodźcie za mną na kolacje.-uśmiechnęła się.
Pokiwałyśmy głowami i wyszłyśmy za nią. Prowadziła na najpierw głównym korytarzem, a później zeszliśmy gdzieś po schodach, w pewnym momencie ruszyłyśmy w prawo jakimś odgałęzionym korytarzem.Stanęłyśmy przed dużymi, dębowymi drzwiami na których wiły się czarne, skomplikowane wzroki. Po obu ich stronach stali strażnicy. Jeden z nich otworzył nam i mogłyśmy spokojnie wejść.
Sala była piękna w swojej prostocie. Trzy duże drewniane stoły, a wokół nich z tego samego materiału krzesła. Miejsce było świetnie oświetlone, pełne wysokich okien. Gwar wypełniał sale, elfy wesoło rozmawiały, ale niektóre siedziały samotnie z pochylonymi twarzami, wpatrzeni w blaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem potwornie krótkie... Nie miałam ostatnio czasu... cały czas jakieś sprawdziany, kartkówki! Jeszcze jutro mój nielubiany przeze mnie przedmiot: włoski...jak ja nie lubię uczyć się języków obcych...
W każdym razie bardzo, bardzo was przepraszam i obiecuje, że się poprawie (spróbuje).
[I tak nie sądze aby ktoś to czytał, ale...]
W jednej sypiali było po 5 łóżek. Po lewej stronie ściany drzwi prowadziły do pokojów dziewcząt, a po prawej do chłopców.
Weszłam niepewnie do komnaty. Białe ściny zdobione w rogach czarnymi pętlami winogrona. Przy każdym drewnianym łóżku na którym leżała pierzyna stała masywna szafa z ciemnego drewna. Szafka nocna na której stał świecznik o trzech odnogach. Wszystkie łoża stały koło siebie, a nad nimi zakryte cienką zasłonką stały okna z których rozpościerał się wspaniały widok.
Moje współlokatorki tak jak ja przyglądały się pokojowi w milczeniu.
-To, kto gdzie śpi?- zapytała blondwłosa.
-Ja chce to przy prawej ścianie- rzekła prawie natychmiast jedna.
-Mi tam wszystko jedno...-powiedziała czarnowłosa.
Podeszłam bliże łóżek usiadłam na drugim od lewej ściany i usiadłam.
-Ja będę spała tu.
Wstałam i wyjrzałam przez okno. Pomarańcz słońca mieszał się z błękitem nieba, farbując przy tym chmury.
Księżyc już wychylał się powoli pokazując swoją sylwetkę. Uśmiechnęłam się i odeszłam od futryny. Wzięłam moją torbę i zaczęłam się rozpakowywać.
Po wykonanej czynności zaczęłam dokładnie przeglądać pokój.
Znalazłam zegar! Stał powieszony na ścianie nad drzwiami. Jego srebrne wskazówki mówiły, że jest za pięć trzecia.
Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili weszła tu ta sama staruszka którą spotkaliśmy na dole.
-Dziewczynki chodźcie za mną na kolacje.-uśmiechnęła się.
Pokiwałyśmy głowami i wyszłyśmy za nią. Prowadziła na najpierw głównym korytarzem, a później zeszliśmy gdzieś po schodach, w pewnym momencie ruszyłyśmy w prawo jakimś odgałęzionym korytarzem.Stanęłyśmy przed dużymi, dębowymi drzwiami na których wiły się czarne, skomplikowane wzroki. Po obu ich stronach stali strażnicy. Jeden z nich otworzył nam i mogłyśmy spokojnie wejść.
Sala była piękna w swojej prostocie. Trzy duże drewniane stoły, a wokół nich z tego samego materiału krzesła. Miejsce było świetnie oświetlone, pełne wysokich okien. Gwar wypełniał sale, elfy wesoło rozmawiały, ale niektóre siedziały samotnie z pochylonymi twarzami, wpatrzeni w blaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem potwornie krótkie... Nie miałam ostatnio czasu... cały czas jakieś sprawdziany, kartkówki! Jeszcze jutro mój nielubiany przeze mnie przedmiot: włoski...jak ja nie lubię uczyć się języków obcych...
W każdym razie bardzo, bardzo was przepraszam i obiecuje, że się poprawie (spróbuje).
[I tak nie sądze aby ktoś to czytał, ale...]
czwartek, 6 listopada 2014
Kobieta zmienną jest ;p
Tu Nati ^w^
Miałam nie pisać ale gdy zobaczyłam sb jeszcze raz moje stare opowiadanie pt.Kocham,nie kocham i lubię , to coś mnie (jak by to powiedzieć) naszło żeby je poprawić...ale tylko to i nic więcej , nie ma żadnych nowych jest tylko to jedno i koniec....O i tę ostatnią końcową część usunę i przed ostatnią też :3 Jakoś tak podoba mi się pisanie opowiadania ale love story ♥
Miałam nie pisać ale gdy zobaczyłam sb jeszcze raz moje stare opowiadanie pt.Kocham,nie kocham i lubię , to coś mnie (jak by to powiedzieć) naszło żeby je poprawić...ale tylko to i nic więcej , nie ma żadnych nowych jest tylko to jedno i koniec....O i tę ostatnią końcową część usunę i przed ostatnią też :3 Jakoś tak podoba mi się pisanie opowiadania ale love story ♥
poniedziałek, 13 października 2014
Legenda cz. 2 (Nowa)
Poczułam ciepłe promienie słońca na moich policzkach. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do siebie. Szybko wygramoliłam się z łóżka. Obmyłam twarz zimną wodą i wytarłam w miękki ręcznik. Podeszłam do szafy i wyjęłam ubranie. Szybko się przebrałam i poszłam do kuchni. Czekał tam na mnie talerz z kanapkami oraz gorąca mięta. Usiadłam na krześle i zaczęłam pałaszować śniadanie. Po posiłku weszłam do pokoju i wzięłam walizkę i ruszyłam żwawo na plac przed świątynią. Na miejscu czekali na mnie rodzice. Pewnie mieli coś do załatwienia dla tego nie zastałam ich w domu. Mama przywitała mnie uśmiechem, a tata patrzył na mnie z dumą.
-Jesteśmy z ciebie tacy dumni!- powiedziała moja rodzicielka przytulając mnie jednocześnie.
Uśmiechnęłam się. W jej soczysto zielonych oczach dostrzegłam ból i strach.
+Martwi się o mnie. Muszę dodać jej otuchy!+
-Mamo, nie martw się będzie dobrze.- pocieszałam ją.
-Skarbie...wiesz, że będę tęsknić.
-Ja też. Ale przecież nie rozstajemy się na zawsze. Kilka lat i znów się zobaczymy!
Na jej twarzy zagościł smutny uśmiech, a na policzkach spłynęło kilka słonych łez. Przytuliłam ją i wytarła kryształowe krople.
Każdy z nas dostał jednego konia. Mój był rasy Albino, a na imię miła Albuse. Była już osiodłana. Przypięłam bagaż do siodła i poklepałam ją lekko po szyi.
-Miło mi cię poznać Albuse- szepnęłam do klaczy.
Chwyciłam za wodze i poprowadziłam ją do wodopoju. Pochyliła łeb i zaczęła pić. Kiedy skończyła dałam jej czerwone, soczyste jabłko.
Zjadła je ze smakiem.
Rozległ się dźwięk dzwonów oznajmiający, że za niedługo ruszamy. Poszłam na plac. Podbiegłam do rodziców i wpadłam w objęcia matki.
-Do zobaczenia mamo.
-Uważaj na siebie skarbie.-uśmiechnęłam się do niej.
-Dobrze.- odwróciłam się do taty i po chwili byłam już w jego silnych ramionach.
-Bądź grzeczna i nie siedź wszędzie sama.- powiedział do mnie tata.
-Spróbuje.- po moich policzkach spłynęło kilka łez.
Kiedy uwolniłam się z jego uścisku, podeszłam do klaczy i dosiadłam jej.
Spojrzałam na rodziców. Stali przytuleni do siebie i uśmiechali się do mnie.
Mama wysłała mi buziaka, a ja odwzajemniłam gest i szepnęłam:
-Kocham was.
Rozpoznali słowa z ruchu moich warg i opowiedzieli:
-My ciebie też.
Pomachałam im i skierowałam Albuse do innych i leciutko uderzyłam w bok. Ruszyła w tamtym kierunku. Odgłosy uderzania kopyt o bruk niosły się echem. Słychać było nie tylko ją, ale i inne konie.
Strażnicy dali znak, abyśmy ruszali. Skierowaliśmy się do głównej bramy miasta. Obejrzałam się za siebie, ale nie dostrzegłam moich bliskich, bo reszta grupy i żołnierze zasłonili mi widok.
Ruszaliśmy się w miarowym tempie. Z przodu, z tyłu i po bokach byli żołnierze. Czułam się jak jakiś więzień, ale wiedziałam że to dla naszego bezpieczeństwa.
Zatrzymaliśmy się po jakichś 2 godzinach. Zrobiliśmy postój w lesie, niedaleko rzeki. Zaprowadziliśmy konie do niej i puściliśmy, aby się pasły.
Każdy wyją swoje jedzenie i picie. Usiadłam pod drzewem dębu. Wsłuchiwałam się w świergot ptaków, jednocześnie zajadając się chlebem, serem i owocami.
Po posiłku poszłam się przejść po okolicy. Po pewnym czasie doszłam do starej, rozłożystej brzozy, wspięłam się na nią i usiadłam na jednej z mocniejszych gałęzi. Zamknęłam oczy. Z rozmyślań wyrwało mnie skrzeczenie papugi. Spojrzałam w stronę zwierzęcia, które ewidentnie chciało zwrócić na siebie moją uwagę. Ptak miał piękne piórka. Głowę zdobiły jej błękitne pierze, tułów zachwycał szkarłatną czerwienią poprzetykaną nieskazitelną bielą. Paciorkowe czarne oczy patrzyły na mnie z ciekawością. Uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj-powiedziałam.
Przekrzywiła łepek na bok. Przypatrywałam się jej, nie wiedząc czego ode mnie oczekuje. Poruszyła niespokojnie skrzydłami i po chwili już siedziała na mojej ręce. Pogładziłam lekko delikatne, miękkie piórka, a ona mrużyła oczy z zadowolenia. Zaśmiałam się cicho.
Nagle usłyszałam nawoływanie.
-Kakira! Gdzie jesteś? Kakira chodź do mnie!
Papużka na te słowa zleciała z mego ramienia i poszybowała z gracją.
Zeszłam z drzewa, cicho i bezszelestnie. Ciekawa kto tu przybył. Plecami do mnie stał jakiś młody elf.
-Cześć- odezwałam się cicho, aby go nie przestraszyć.
Nie udało się. Wzdrygnął się lekko i natychmiast odwrócił w moją stronę gotowy do ataku. Kiedy mnie zobaczył rozluźnił się i uśmiechną do mnie.
Był to chłopak mniej więcej w moim wieku o czuprynie gęstych jasnobrązowych włosów na głowie i czekoladowych oczach. Miał oliwkową cerę i ładny uśmiech.
-Witaj.
-Skąd się tu wziąłeś?- zagadnęłam.
-Musiałem ją znaleźć. Poleciała sobie nawet nie wiem kiedy...
-Jest piękna.
Na te słowa Kakira uniosła dumnie główkę i patrzyła na nas wyniośle.
Zaśmialiśmy się zgodnie.
-Jestem Girlaen, a ty?
-Zwą mnie Kael- ukłonił się przede mną.
Na co dygnęłam lekko.
-To dla mnie zaszczyt poznać mości pana.
-Jestem niezmiernie szczęśliwy mogąc z panią prowadzić jakże interesującą dyskusję.
Zaśmiałam się najpierw niby zalotnie, a potem parsknęłam niepohamowanym śmiechem. Po chwili się do mnie przyłączył, a papużka patrzyła na nas jak na wariatów.
Uspokoiliśmy się po dłuższej chwili.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem krótkie i dodatkowo w ogóle nie ciekawe...
Chciałam was przeprosić za moją nie obecność,ale brak czasu i obowiązki w szkole niezbyt sprzyjały pisaniu...
-Jesteśmy z ciebie tacy dumni!- powiedziała moja rodzicielka przytulając mnie jednocześnie.
Uśmiechnęłam się. W jej soczysto zielonych oczach dostrzegłam ból i strach.
+Martwi się o mnie. Muszę dodać jej otuchy!+
-Mamo, nie martw się będzie dobrze.- pocieszałam ją.
-Skarbie...wiesz, że będę tęsknić.
-Ja też. Ale przecież nie rozstajemy się na zawsze. Kilka lat i znów się zobaczymy!
Na jej twarzy zagościł smutny uśmiech, a na policzkach spłynęło kilka słonych łez. Przytuliłam ją i wytarła kryształowe krople.
Każdy z nas dostał jednego konia. Mój był rasy Albino, a na imię miła Albuse. Była już osiodłana. Przypięłam bagaż do siodła i poklepałam ją lekko po szyi.
-Miło mi cię poznać Albuse- szepnęłam do klaczy.
Chwyciłam za wodze i poprowadziłam ją do wodopoju. Pochyliła łeb i zaczęła pić. Kiedy skończyła dałam jej czerwone, soczyste jabłko.
Zjadła je ze smakiem.
Rozległ się dźwięk dzwonów oznajmiający, że za niedługo ruszamy. Poszłam na plac. Podbiegłam do rodziców i wpadłam w objęcia matki.
-Do zobaczenia mamo.
-Uważaj na siebie skarbie.-uśmiechnęłam się do niej.
-Dobrze.- odwróciłam się do taty i po chwili byłam już w jego silnych ramionach.
-Bądź grzeczna i nie siedź wszędzie sama.- powiedział do mnie tata.
-Spróbuje.- po moich policzkach spłynęło kilka łez.
Kiedy uwolniłam się z jego uścisku, podeszłam do klaczy i dosiadłam jej.
Spojrzałam na rodziców. Stali przytuleni do siebie i uśmiechali się do mnie.
Mama wysłała mi buziaka, a ja odwzajemniłam gest i szepnęłam:
-Kocham was.
Rozpoznali słowa z ruchu moich warg i opowiedzieli:
-My ciebie też.
Pomachałam im i skierowałam Albuse do innych i leciutko uderzyłam w bok. Ruszyła w tamtym kierunku. Odgłosy uderzania kopyt o bruk niosły się echem. Słychać było nie tylko ją, ale i inne konie.
Strażnicy dali znak, abyśmy ruszali. Skierowaliśmy się do głównej bramy miasta. Obejrzałam się za siebie, ale nie dostrzegłam moich bliskich, bo reszta grupy i żołnierze zasłonili mi widok.
Ruszaliśmy się w miarowym tempie. Z przodu, z tyłu i po bokach byli żołnierze. Czułam się jak jakiś więzień, ale wiedziałam że to dla naszego bezpieczeństwa.
Zatrzymaliśmy się po jakichś 2 godzinach. Zrobiliśmy postój w lesie, niedaleko rzeki. Zaprowadziliśmy konie do niej i puściliśmy, aby się pasły.
Każdy wyją swoje jedzenie i picie. Usiadłam pod drzewem dębu. Wsłuchiwałam się w świergot ptaków, jednocześnie zajadając się chlebem, serem i owocami.
Po posiłku poszłam się przejść po okolicy. Po pewnym czasie doszłam do starej, rozłożystej brzozy, wspięłam się na nią i usiadłam na jednej z mocniejszych gałęzi. Zamknęłam oczy. Z rozmyślań wyrwało mnie skrzeczenie papugi. Spojrzałam w stronę zwierzęcia, które ewidentnie chciało zwrócić na siebie moją uwagę. Ptak miał piękne piórka. Głowę zdobiły jej błękitne pierze, tułów zachwycał szkarłatną czerwienią poprzetykaną nieskazitelną bielą. Paciorkowe czarne oczy patrzyły na mnie z ciekawością. Uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj-powiedziałam.
Przekrzywiła łepek na bok. Przypatrywałam się jej, nie wiedząc czego ode mnie oczekuje. Poruszyła niespokojnie skrzydłami i po chwili już siedziała na mojej ręce. Pogładziłam lekko delikatne, miękkie piórka, a ona mrużyła oczy z zadowolenia. Zaśmiałam się cicho.
Nagle usłyszałam nawoływanie.
-Kakira! Gdzie jesteś? Kakira chodź do mnie!
Papużka na te słowa zleciała z mego ramienia i poszybowała z gracją.
Zeszłam z drzewa, cicho i bezszelestnie. Ciekawa kto tu przybył. Plecami do mnie stał jakiś młody elf.
-Cześć- odezwałam się cicho, aby go nie przestraszyć.
Nie udało się. Wzdrygnął się lekko i natychmiast odwrócił w moją stronę gotowy do ataku. Kiedy mnie zobaczył rozluźnił się i uśmiechną do mnie.
Był to chłopak mniej więcej w moim wieku o czuprynie gęstych jasnobrązowych włosów na głowie i czekoladowych oczach. Miał oliwkową cerę i ładny uśmiech.
-Witaj.
-Skąd się tu wziąłeś?- zagadnęłam.
-Musiałem ją znaleźć. Poleciała sobie nawet nie wiem kiedy...
-Jest piękna.
Na te słowa Kakira uniosła dumnie główkę i patrzyła na nas wyniośle.
Zaśmialiśmy się zgodnie.
-Jestem Girlaen, a ty?
-Zwą mnie Kael- ukłonił się przede mną.
Na co dygnęłam lekko.
-To dla mnie zaszczyt poznać mości pana.
-Jestem niezmiernie szczęśliwy mogąc z panią prowadzić jakże interesującą dyskusję.
Zaśmiałam się najpierw niby zalotnie, a potem parsknęłam niepohamowanym śmiechem. Po chwili się do mnie przyłączył, a papużka patrzyła na nas jak na wariatów.
Uspokoiliśmy się po dłuższej chwili.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem krótkie i dodatkowo w ogóle nie ciekawe...
Chciałam was przeprosić za moją nie obecność,ale brak czasu i obowiązki w szkole niezbyt sprzyjały pisaniu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
