-Juuż... co się stało? Czemu płaczesz?!- spytałam.
-Nasi rodzice chcieli nam zrobić niespodziankę i nas odwiedzić...
-I to powód do płaczu? Kiedy będą?- zapytałam wstając z łóżka.
-Właśnie... nigdy.
-Co?- spytałam z lekkim poddenerwowaniem.
-Ich samolot... Utonął... Twój brat też leciał....
-Co?! Nasi rodzice nie żyją?! A... my nie będziemy na ich pogrzebie?!- zaczęłam płakać... Jak my teraz wrócimy do domu? Co z nami się stanie?
Minęło tak kilka dni, tygodni... Nadal codziennie byłyśmy smutne, ale z dnia na dzień znosiłyśmy to co raz lepiej... Wreszcie nastała druga połowa sierpnia. Zaczęłyśmy się martwić o nas, o szkołę...
-Zapiszcie się tu do szkoły. Dyrektor to nasz wujek. Może być ok.- mówił Jacob.
-To nie jest taki zły pomysł... Co o tym myślisz?- zapytałam Carol.
-No ok, tylko gdzie my zamieszkamy?
-U nas- odpowiedzieli chłopcy jednoznacznie.
-No nie wiem... A wasz tata się zgodzi?- zapytałam niepewnie.
-A po co pytać się taty? Mamy własny dom.- odpowiedział Jac.
-Ten tamten, co w nim byłyśmy?- spytała Carol.
-Dokładnie ten tamten.- powiedział Jac.
-No nie wiem... przecież to i dla was koszty.- miałam wątpliwości.
Ryan podszedł do mnie i powiedział
-No proszęę...- i zrobił smutną minkę.
-No doobra, ja się zgadzam.
-Dziękuję- odpowiedział Ryan.
-No a ty Carol?- spytał Jac
-Sama mieszkać nie będę.- oznajmiła.
-No, to pakujcie się i się wyprowadzamyy.- powiedział Jac
-A, no i jeszcze, jedna ważna sprawa. Nie miałyście tam jakiś zwierzaków?-zapytał Ryan.
-Miałyśmy... Ale dzwoniłam do Eve, naszej sąsiadki, żeby je zabrała do siebie.- odpowiedziałam.
-Jac, dzwoń po Camilla. Niech weźmie zwierzaki i do nas przyjeżdża.- powiedział do brata Ryan.
-Co?- zdziwiłyśmy się z Carol.
-Camill to nasz ''wujkobrat''. Jest naszym wujkiem, ale jest trzy lata starszy od nas. Mieszka w Londynie, i ma do nas przyjechać pod koniec wakacji. Weźmie wam zwierzaki.- powiedział Jacob.
-Dziękuję!- krzyknęłyśmy obie. Oczywiście, Carol go przytuliła.
Następnego dnia miałyśmy już zapewniony dom, i szkołę. Gdyby nie to, że nasze rodziny... byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi.
Postanowiłyśmy z Carol pójść na jako takie zakupy. Książki, ubrania, potrzebna rzeczy...
Gdy wróciłyśmy, przywitał nas znajomy szczek. Rzuciłyśmy torby i kucnęłyśmy. Do mnie podbiegł Gero i Jenny, a do Caroline Freeze i Fleshman- dzieci moich psiaków.
-Dzięki waam- mówiłyśmy prawie płacząc ze szczęścia.
-Nie ma prolemu.- odpowiedzieli.
-A co z nimi teraz? Cztery psiaki w domu...- jak zawsze, martwiłam się na zapas.
-Ej, spokojnie, tak? Co ty, myślisz, że my psów nie mieliśmy w domu?- zapytał Ryan.
-A mieliście?- nie wierzyłam.
-Tak, 5 dogów niemieckich, więc owczarni naprawdę nie są problemem. Zresztą, są słodkie.
-Wiem...- odpowiedziałyśmy.
Zaczęłyśmy się śmiać.
-Dzisiaj był taki dzień... ''spontan''. Chcecie mieć oddzielny pokój, w sensie że wy razem, czy ja i Carly i Jacob z Caroline?- spytał Ryan.
Popatrzyłyśmy ze zdziwieniem na siebie, i wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Okej, chcą z nami.- powiedzieli w tym samym czasie chłopcy, i też zaczęli się śmiać.
-A gdzie jest Camill?- spytałam.
-On? On zakochał się w tej waszej sąsiadce i został...
-Co?!- wykrzyknęłyśmy i zaczęłyśmy się śmiać.
Minęły 2 tygodnie. Trzeba było iść do szkoły... Pierwszego dnia, zostałyśmy wezwane do dyrektora na dywanik.
-Jesteście z Anglii, prawda?- zapytał.
-Taak...- powiedziała drżącym głosem Carol.
-Jest tam dużo większy poziom nauki. Tu jest więcej klas (tak naprawdę to wszystkie informacje zawarte o szkole są z głowy xd), a po 11 latach nauki możecie skończyć szkołę. Napiszecie maturę teraz, a wyniki będą za miesiąc. Chcecie?- spytał.
Popatrzyłyśmy się na siebie. Zgodziłyśmy się. Teraz tydzień nauki i jesteśmy wolne.
Gdy powiedziałyśmy o tym chłopakom, ucieszyli się równie jak my.
-Carly, kiedy wy w ogóle macie urodziny?- zapytał Ryan
-15 maja, a wy?- zapytałam.
-5 czerwca... - odpowiedział, widać było smutek na jego twarzy.
-Coś się stało..?- spytałam.
-Nasza mama marła przy porodzie... Nie lubię tej daty...
-Przykro mi...
Jeszcze chwilę tak siedzieliśmy. W końcu postanowiłam zmienić temat, tylko nie wiedziałam na jaki...
-Mogę się o coś zapytać? Tylko, to jest takie pytanie... poważniejsze... nie chcę, żeby zrobiło się między nami dziwnie...
-Jasne, pytaj.
-Czy... Ty....
-Nie denerwuj się.
-Chciałbyś mieć przyszłość ze mną? W sensie, rodzinę, dom... no wiesz...
Nie odpowiedział mi, tylko mnie pocałował.
Gdy oderwał usta od moich, powiedział
-Tak.
_____________________________________________________________________
OMG xd ja naprawdę nie mam o czym pisać XD
Trudno ._________________. taki lajf c;
błagam, komentujcie... Nawet jak się nie podoba noo :c
Proszęę :((
To na dziś chyba w końcu tyle ;p
O ai shimashou <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz