wtorek, 6 maja 2014

V Rozstanie?

Obudziłam się o 12. Koło mojej szafki leżał list:

,,Cześć kotku.
Wiem, że nie masz ochoty czytać 
listu ode mnie, a tym bardziej SMS-ować, 
czy rozmawiać. 
Piszę to, bo chciałem się pożegnać. 
Nie, nie powieszę się ani nie potnę.
Wyjeżdżam. Daleko. 
Pewnie Cię to nie obchodzi...
Ale chcę żebyś wiedziała. 
Naprawdę, to Nicole mnie pocałowała...
Ja nic do niej nie czuję.
Kiedyś była moją dziewczyną,
ale mnie zostawiła.
Myśli, że to ja zostawiłem ją... 
I teraz rujnuje mi wszystkie związki. 
Wyjeżdżam o 12.30. 
Żegnaj....
Kocham Cię.
                                                                     Nadal Twój Ryan...

Czytając to popłakałam się. Popatrzyłam na zegarek. Była 12.03. Na szczęście wczoraj padłam na łóżko nie przebierając się w pidżamę. Chwyciłam tylko telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Czekając, zmyłam makijaż i rozczesałam moje przefarbowane wcześniej włosy. Taxi jeszcze nie przyjechało, więc postanowiłam się umalować, czyli eyeliner i błyszczyk. Usłyszałam trąbienie przed hotelem. Szybko wybiegłam, i powiedziałam, że jedziemy na lotnisko. 
-Słucham?- zdziwił się kierowca. 
-Na najbliższe lotnisko proszę. 
-przepraszam, źle usłyszałem. To będzie 20 koron.
-Proszę...- miałam pieniądze z pracy na kasie w sklepie. 
Gdy dojechałam na lotnisko była 12.10. Powiedziałam strażnikom, że chcę się tylko z kimś zobaczyć. Postanowili pozwolić mi przejść, ale jedna strażniczka musiała pójść ze mną. Niestety, wszystkie osoby, które miały bilety były już w samolocie. Co prawda, nie odlatywał, ale nie mogłam wyjść. 
-Idź tam...- powiedziała strażniczka.
-Słucham?- zdziwiłam się.
-Idź. Wiem, że chodzi o chłopaka. Idź, jeśli będzie trzeba zatrzymam chwilę samolot. 
-Dziękuję pani!- wykrzyknęłam, i przytuliłam zupełnie obcą mi osobę. 
Szybko pobiegłam w stronę samolotu, weszłam na pokład. Zaczęłam wodzić oczami po siedzeniach. Byli tam różni ludzie: blondyni, bruneci, rudzi, niscy, wysocy, dzieci, dorośli, Azjaci lub Czarnoskórzy. Ale jego tam nie było. Stałam chwilę przodem do wszystkich... a oni patrzyli się jak na wariatkę. Nagle poczułam, że ktoś położył mi rękę na ramieniu. Odwróciłam się. To Ryan... Popatrzyłam mu w oczy położyłam mu ręce na policzki i pocałowałam go. Za moich pleców dało się słyszeć ,,Ooooo'', takie jak... w jakimś filmie, gdzie kobieta bierze ślub z przymusu, a do kościoła wbiega mężczyzna, którego kocha i się całują... 
Gdy ''oderwałam'' moje usta od jego ust, powiedziałam ,,Przepraszam...'' i przytuliłam go. Na pokład weszła strażniczka. Uśmiechnęła się i puściła oczko. Ja też uśmiechnęłam się do niej. 
-Nie leć...- powiedziałam do Ryana.
-Bez ciebie nie polecę.- powiedział, zabrał bagaż i wyszliśmy z samolotu.
Podziękowałam strażniczce, a gdy wyszliśmy z lotniska, postanowiliśmy się przejść.
-Carly... Ta Nicole... To ona mnie
-Spokojnie- przerwałam mu- wierzę ci. 
-Naprawdę?!
-Naprawdę. 
-Jak się cieszę!- powiedział, podniósł mnie i zaczął się kręcić ze mną na rękach. 
W pewnym momencie upadliśmy na ziemię. Upadliśmy w dość... nietypowy sposób. Leżałam na nim... dosłownie. Gdy się przekręciłam, pomógł mi wstać. Mam problemy z kośćmi, więc naprawdę ciężko mi wstać z ziemi...
Jak pomógł mi wstać, zobaczył gitarę pod drzewem. Zaczął na niej grać. 
-Nie wiedziałam, że umiesz grać.- powiedziałam. 
-Eee tam, słabo, ale cokolwiek wybrzdąkam.
-Zagraj coś. 
Zagrał piękną piosenkę. Gdy skończył, pocałował mnie i odstawił gitarę.
-Uwierz mi, nigdy cię nie zranię...- wyszeptał mi do ucha.
-Wierzę...
Złapał mnie za rękę i poszliśmy dalej...
__________________________________________
Coś czuję, że na dzisiaj to nie koniec xd
Uzależniłam się ;p
Natalkaa, Emilkaa noo :____: piszcie tu coś >.> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz