-Jeju... to dla nas?
-No raczej.- odpowiedział Ryan przytulając mnie.
Siadłyśmy i zabrałyśmy się do jedzenia.
-Carly, wiesz co... dzięki, że się mną masz zamiar zaopiekować, ale chyba wolę być u Jacka. Będę się zajmować ich dzieckiem, a u was... nie ma potrzeby.
-Hyuna, nie ma potrzeby. Nie jesteś problemem.
-Postanowiłam. Przepraszam.
-No nie ma za co... ale wiesz, że zawsze możesz tu wrócić?
-Wiem, dzięki. Będę szła. Jeszcze raz, wielkie dzięki i do zobaczenia.
-Hej.- pożegnałam się.
Gdy wyszła, Ryan zapytał się:
-Nie myślisz, że to dziwne? Porywa cię jakiś facet, a ty siedzisz w samochodzie. Koło ciebie dziewczyna, a okazuje się, że to twoja siostra. W takie zbiegi okoliczności, ja nie wierzę.
-To nie wierz. Ja wierzę.
-Nie zawiedź się na niej.
-Nie zawiodę! Zobaczysz!
-Nie zdziw się.
-Czemu się ze mną droczysz?!
-Ja tylko stwierdzam fakty.
-Trudno! Idę spać, dobranoc.
-Nie pocałujesz mnie?
-Nie.
Ryan złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Puść mnie!
-Nie.
-Puść mnie, bo zacznę krzyczeć!- tak naprawdę nie chciałam, żeby mnie puszczał.
-Fajnie. Mieszkamy sami.
-jeju... a sąsiedzi pomyślą, że mnie bijesz.
-Nie pomyślą.
-Puść mnie!- droczyłam się z nim, a on ze mną.
-Nie.
-Puść mnie!
-Nie.
-Puść mnie!
-Dobra- powiedział i puścił.
-No co ty?! Nie chcę, żebyś mnie puszczał!- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Myślałem, że dasz buziaka, ale to starczy.
-Nie zasłużyłeś!
-Zasłużyłem.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-No dobra.
-Zasłużyłeś!- powiedziałam, i go pocałowałam.
-Wiedziałem. Zawsze to na ciebie działa
-Wcale że nie!
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-No dobra... przeważnie.
-A teraz, możesz iść spać.
-Dziękuję.- powiedziałam i odeszłam.
-Dobranoc!- krzyknął.
-Już mówiłam!
-Niech ci będzie.- powiedział i zabrał się do robienia kawy. Fakt, była dopiero 20. Położyłam się, ale usnąć nie mogłam. Cały czas myślałam o tym, co powiedział mi Ryan. Może to prawda? Może... ona jest... koleżanką Nicole?
-Co robisz? Jeszcze nie śpisz?
-Nie, myślę o tym, co powiedziałeś.
-Przez pięć godzin? Nie denerwuj się tak.- powiedział przytulając mnie.
-Dziękuję.
-Za co?- zdziwił się.
-Za wszystko... za to, że jesteś. Że mnie przygarnąłeś, jak kończyły się nam pieniądze. Że jesteś przy mnie... dziękuję.
-To ja ci dziękuję...- powiedział, i mnie pocałował.
-Dobranoc...- dodał.
-Dobranoc...- odpowiedziałam. Teraz już chyba mogłam usnąć...
Następnego dnia obudził mnie dzwonek do drzwi. Zarzuciłam szlafrok, i otworzyłam.
-Hej, nie przeszkadzam?- spytała Carol.
-Właśnie mnie obudziłaś, ale nie. Nie przeszkadzasz. Właź.- powiedziałam.
-Sorka... źle wyglądasz, stało się cos?- spytała.
-Nie wyspałam się... do pierwszej rozmyślałam o Hyunie...
-Zdaje mi się, że to tak naprawdę nie jest twoja siostra...
-Hej Carol.- powiedział Ryan idąc po schodach.
-Hej hej... Ryan, zdaje ci się, że ta cała Hyuna to oszustka?
-To samo jej powiedziałem. Nie spała do pierwszej.
-Nooo to miło.
-Bardzo... Zadzwonię do Jacka, może jemu też się tak wydaje.
Zadzwoniłam do brata, i poprosiłam żeby przyszedł. Gdy przyszedł, zaczęliśmy rozmowę:
-Hej, co chciałaś?
-Jak tam Hyuna?
-Co? Jaka Hyuna?!- zdziwił się.
-Siostra nasza, Hyuna. Miała do ciebie przyjść!
-Nie znam żadnej Hyuny! Carly, zadzwonić po lekarza?
-Ale ona naprawdę u nas była... i mówiła, że będzie mieszkać u was.- potwierdził Ryan.
-Ale nikogo nie było...
-Dzwoń do Alex! Ona była podejrzana... kto normalny cały czas nosi przy sobie torebkę, w której nie wiadomo co jest...?!
Brat pobladł. Przecież ona wie, o ciąży Alex, wie o wszystkim... Wyciągnął telefon z kieszeni, wybrał numer i dzwoni... jeden sygnał, nie odbiera. Dwa, nie odbiera. Trzy, nie odbiera... W końcu miał się nagrać na pocztę. Odłożył telefon od ucha.
-Jedziemy tam. Carol, gdzie Jac?- spytał Ryan.
-W domu.
-Niech szybko tu przyjeżdża, jak dłużej by został sam, mogłoby się mu coś stać.
-Spoko, zadzwonie.
Carol zadzwoniła, na szczęście odebrał. Po dwóch minutach już był u nas. Wszyscy: ja, Ryan, Carol, Jack oraz oczywiście Jac weszliśmy do samochodu, i pojechaliśmy do domu Jacka i Alex. Gdy weszliśmy... zobaczyliśmy coś strasznego. Na podłodze leżała zakrwawiona Alex, a koło niej karteczka:
,,Macie rację.
Jestem od Nicole.
Zniszczę was. ''
Jack upadł przy Alex. Ja przytuliłam się do Ryana, a Jac sprawdził, czy żyje. Niestety... nie żyła. Carol zadzwoniła po policję. Zaoferowali nam, że będziemy ''na podglądzie". Teraz, będziemy bezpieczni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz