sobota, 6 grudnia 2014
Mój szkic.
Ja taka chwali pięta xd
No cóż...
Oto i mój szkic Elsy (tej z Krainy Lodu)
Opowiadanie pisze, pisze i się dopisać nie mogę!
Mam już z 3 pomysły na inne opowiadania i zamiast dokańczać tamto to realizuje te nowe...
Tak mało chęci... ._.
W każdym razie pozdro dla odwiedzających... (tak ja też się dziwie, że w ogóle są, ale brawa dla wytrwałych!)
Jak ktoś chce, żebym dokończyła jakieś opowiadanie to niech napisze w komie... na życzenie coś tam wyskrobie ;33
I tak dla wiadomości, mogę wstawiać więcej moich skromnych szkiców, jeśli się komuś podobają...To nie ma problemu!
(Proszę tylko o nie upublicznianie)
Emilek ;*
sobota, 22 listopada 2014
Zmiany I
Biegnie ile tylko ma sił w nogach. Wokół niej ciemny las. Czuje, że coś lub ktoś ją obserwuje. Chodź wydaje się to nie możliwe przyśpiesza. Jej serce bije szybko i mocno, oddech ma płytki. Dyszy ze zmęczenia. Nagle się potyka. upada na miękką trawę. Wzrasta w niej przerażenie. Wie, że to zaraz przyjdzie...Co? Nie ma pojęcia ale wie. Jest nie daleko. Widzi błyszczące, niebieskie oczy. Z jej gardła wydobywa się krzyk zagłuszający warczenie tego stworzenia. Ma już na mnie wyskoczyć z zarośli...
Gwałtownie podnosi się z łóżka. Ma otwarte szeroko ze strachu oczy. Łapie się za klatkę piersiową w okolicach serca próbując się uspokoić. Po chwili do pokoju wpada 14-nastoletnia dziewczynka o zielonych oczach i długich czarnych włosach. Widząc w jakim siostra jest stanie szybko ją przytula. Starsza z sióstr reaguje na pieszczotę i mocnej przyciąga do siebie Ele. Po policzkach Darii płyną kryształowe łzy mieniące się w jasnych świetle księżyca który wyglądał zza chmur.
-Znów miałaś koszmar?-zapytała delikatnie głaszcząc blondynkę po plecach.
-Tak-odpowiedziała zlęknionym głosem.
-Nie bój się jestem tu.
-Wiem i dziękuje ci.
Teraz obie płakały, wtulone w siebie.
Położyły się na dużym łóżku Darii i zasnęły. Tej nocy już nie nawiedził dziewczynę żaden koszmar.
Obudził się rano. Wstała cichutko z łóżka nie chcąc budzić małej. Przez chwile jej się przyglądała.
Tak bardzo wydoroślała od tamtego momentu... Otrząsnęła się z nieprzyjemnych wspomnień i poszła do kuchni.
Przez chwile zastanawiała się co zrobić na śniadanie. Zdecydowała się na kanapki z szynką, serem, pomidorem i sałatą. Zrobiła to co zamierzała i przygotowała herbatę.
Zjadła kilka kanapek i napiła się ciepłego napoju.
Poszła do swojego pokoju i wzięła sobie na przebranie jakieś ciuchy. Mianowicie jasną, zieloną bluzkę i krótkie, dżinsowe szorty. W łazience wykonała poranną toaletę, uczesała długie włosy w kłosa na bok i wyszła z pomieszczenia. Weszła do swojego pokoju i obudziła siostrę. Czarnowłosa otworzyła lekko oczy i popatrzyła zdezorientowana na dziewczynę.
-Cześć śpioszku. Przygotowałam śniadanie.
Przeciągnęła się i przetarła zaspane oczy.
-Hej, to fajnie...
Wstała i powłócząc nogami ruszyła do kuchni.
Ona została w pokoju w wzięła się za sprzątanie. Po pół godzinie pomieszczenie lśniło...może nie dosłownie.
Już miała siąść sobie i zagłębić się w czytanej przez siebie książce, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi.
Zeszłą szybko na dół. Spojrzała przez wizjer, stał tam jakiś chłopak o kasztanowych włosach. Nieznany dziewczynie. Uchyliła lekko drzwi i spojrzała na młodego mężczyzne.
-O co chodzi?-zapytała.
-Czy zastałem Darię Kosiak?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak. O co chodzi?-powtórzyła.
Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
-To ty nią jesteś?
-Jeśli tylko o to chodzi to tak, a teraz do widzenia-zniecierpliwiła się.
Już miała zamknąć drzwi kiedy usłyszała głos.
-Zaczekaj.
-O co chodzi?- zapytała jeszcze raz z naciskiem.
-Jestem Kuba Czarnecki.
-Jakoś mało mnie to obchodzi- powiedział pod nosem, patrzyła na niego z chłodną obojętnością.
-A powinno...
-Dlaczego?
Usłyszała cichy głosik siostry.
-Kto to?-spoglądała na chłopaka z ciekawością w oczach.
-Nie mam pojęcia.
Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
-Przecież ci mówiłem...
-Ale nadal nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz i dlaczego przychodzisz do naszego domu-tu spojrzała na siostrę z pytaniem w oczach ,,Znasz go?''
Mała przecząco pokiwała głową.
Westchnęła zrezygnowana.
-To dowiemy się w końcu o co chodzi?
-Nie- odpowiedział z nienacka.
Teraz to się zdenerwowała.
-To do widzenia!
Zamknęła mu drzwi przed nosem. Znów usłyszały dzwonek. Westchnęła zrezygnowana i krzyknęła:
-Wynoś się, albo zadzwonię na policje!
O dziwo chłopak odszedł.
-Ciekawe po co tu przylazł...-zastanawiała się na głos Ela.
Wzruszyła ramionami i powiedziała siostrze:
-Jak nie chciał powiedzieć, to jego problem. Chodź obejrzymy coś w telewizji, a później zabieram cię na lody.
-Lody? Juchu!-zaczęła podskakiwać uradowana-A możemy pójść teraz?- zapytała ze słodkimi oczkami.
Zaśmiała się.
-Jasne, a teraz idź się ubierz bo chyba nie chcesz w piżamie latać po mieście?
Dziewczynka szybko pobiegła do swojego pokoju.
Szybko się z tym uporała to dobrze... Potrząsnęła głową by pozbyć się niechcianych myśli. Jeszcze tego brakowało, żeby się popłakała.
Elena już zbiegała ze schodów w różowej sukience ozdobionej czerwonymi różami.
Założyły sandały i wyszły z domu, uprzednio zamykając drzwi.
Mimo 4 lat różnicy wieku, świetnie się dogadywały.
Poszły do lodziarni. Ela wzięła sobie 3 gałki: czekoladową, waniliową i truskawkową.
Daria zaś wzięła hałwowe, ciasteczkowe i waniliowe.
Postanowiły zjeść je w parku, który mieścił się niedaleko. Spacerowały wesoło rozmawiając, po chwili dołączyła do nich przyjaciółka czarnowłosej Lilka. Starsza z sióstr nie miała nic przeciwko, aby do nich dołączyła.
Kiedy szły jakiś chłopak potrącił Elenę i ją przewrócił, przy okazji samemu upadając.
Blondynka pomogła wstać tej dwójce. Na początku chłopiec chciał przeprosić, ale zrezygnował gdy zobaczył na kogo wpadł. Patrzył na Czternastolatkę z taką wrogością jakiej nikt by się nie spodziewał.
Prychnął tylko i pobiegł dalej.
Daria postanowił, że powinny już wracać i tak zrobiły, a przyjaciółka jej młodszej siostry poszła z nimi.
Kiedy wróciły dziewczynki poszły na górę, a nastolatka wzięła się za przygotowywanie posiłku. Cały czas się zastanawiała co to był za chłopak i dlaczego był taki zły na Ele?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam opowiadanie... Później będzie się działo uwierzcie...nie wiem jeszcze co ale będzie... xD
Gwałtownie podnosi się z łóżka. Ma otwarte szeroko ze strachu oczy. Łapie się za klatkę piersiową w okolicach serca próbując się uspokoić. Po chwili do pokoju wpada 14-nastoletnia dziewczynka o zielonych oczach i długich czarnych włosach. Widząc w jakim siostra jest stanie szybko ją przytula. Starsza z sióstr reaguje na pieszczotę i mocnej przyciąga do siebie Ele. Po policzkach Darii płyną kryształowe łzy mieniące się w jasnych świetle księżyca który wyglądał zza chmur.
-Znów miałaś koszmar?-zapytała delikatnie głaszcząc blondynkę po plecach.
-Tak-odpowiedziała zlęknionym głosem.
-Nie bój się jestem tu.
-Wiem i dziękuje ci.
Teraz obie płakały, wtulone w siebie.
Położyły się na dużym łóżku Darii i zasnęły. Tej nocy już nie nawiedził dziewczynę żaden koszmar.
Obudził się rano. Wstała cichutko z łóżka nie chcąc budzić małej. Przez chwile jej się przyglądała.
Tak bardzo wydoroślała od tamtego momentu... Otrząsnęła się z nieprzyjemnych wspomnień i poszła do kuchni.
Przez chwile zastanawiała się co zrobić na śniadanie. Zdecydowała się na kanapki z szynką, serem, pomidorem i sałatą. Zrobiła to co zamierzała i przygotowała herbatę.
Zjadła kilka kanapek i napiła się ciepłego napoju.
Poszła do swojego pokoju i wzięła sobie na przebranie jakieś ciuchy. Mianowicie jasną, zieloną bluzkę i krótkie, dżinsowe szorty. W łazience wykonała poranną toaletę, uczesała długie włosy w kłosa na bok i wyszła z pomieszczenia. Weszła do swojego pokoju i obudziła siostrę. Czarnowłosa otworzyła lekko oczy i popatrzyła zdezorientowana na dziewczynę.
-Cześć śpioszku. Przygotowałam śniadanie.
Przeciągnęła się i przetarła zaspane oczy.
-Hej, to fajnie...
Wstała i powłócząc nogami ruszyła do kuchni.
Ona została w pokoju w wzięła się za sprzątanie. Po pół godzinie pomieszczenie lśniło...może nie dosłownie.
Już miała siąść sobie i zagłębić się w czytanej przez siebie książce, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi.
Zeszłą szybko na dół. Spojrzała przez wizjer, stał tam jakiś chłopak o kasztanowych włosach. Nieznany dziewczynie. Uchyliła lekko drzwi i spojrzała na młodego mężczyzne.
-O co chodzi?-zapytała.
-Czy zastałem Darię Kosiak?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak. O co chodzi?-powtórzyła.
Spojrzał na nią z powątpiewaniem.
-To ty nią jesteś?
-Jeśli tylko o to chodzi to tak, a teraz do widzenia-zniecierpliwiła się.
Już miała zamknąć drzwi kiedy usłyszała głos.
-Zaczekaj.
-O co chodzi?- zapytała jeszcze raz z naciskiem.
-Jestem Kuba Czarnecki.
-Jakoś mało mnie to obchodzi- powiedział pod nosem, patrzyła na niego z chłodną obojętnością.
-A powinno...
-Dlaczego?
Usłyszała cichy głosik siostry.
-Kto to?-spoglądała na chłopaka z ciekawością w oczach.
-Nie mam pojęcia.
Spojrzał na nią z zaskoczeniem.
-Przecież ci mówiłem...
-Ale nadal nie mam pojęcia czego ode mnie chcesz i dlaczego przychodzisz do naszego domu-tu spojrzała na siostrę z pytaniem w oczach ,,Znasz go?''
Mała przecząco pokiwała głową.
Westchnęła zrezygnowana.
-To dowiemy się w końcu o co chodzi?
-Nie- odpowiedział z nienacka.
Teraz to się zdenerwowała.
-To do widzenia!
Zamknęła mu drzwi przed nosem. Znów usłyszały dzwonek. Westchnęła zrezygnowana i krzyknęła:
-Wynoś się, albo zadzwonię na policje!
O dziwo chłopak odszedł.
-Ciekawe po co tu przylazł...-zastanawiała się na głos Ela.
Wzruszyła ramionami i powiedziała siostrze:
-Jak nie chciał powiedzieć, to jego problem. Chodź obejrzymy coś w telewizji, a później zabieram cię na lody.
-Lody? Juchu!-zaczęła podskakiwać uradowana-A możemy pójść teraz?- zapytała ze słodkimi oczkami.
Zaśmiała się.
-Jasne, a teraz idź się ubierz bo chyba nie chcesz w piżamie latać po mieście?
Dziewczynka szybko pobiegła do swojego pokoju.
Szybko się z tym uporała to dobrze... Potrząsnęła głową by pozbyć się niechcianych myśli. Jeszcze tego brakowało, żeby się popłakała.
Elena już zbiegała ze schodów w różowej sukience ozdobionej czerwonymi różami.
Założyły sandały i wyszły z domu, uprzednio zamykając drzwi.
Mimo 4 lat różnicy wieku, świetnie się dogadywały.
Poszły do lodziarni. Ela wzięła sobie 3 gałki: czekoladową, waniliową i truskawkową.
Daria zaś wzięła hałwowe, ciasteczkowe i waniliowe.
Postanowiły zjeść je w parku, który mieścił się niedaleko. Spacerowały wesoło rozmawiając, po chwili dołączyła do nich przyjaciółka czarnowłosej Lilka. Starsza z sióstr nie miała nic przeciwko, aby do nich dołączyła.
Kiedy szły jakiś chłopak potrącił Elenę i ją przewrócił, przy okazji samemu upadając.
Blondynka pomogła wstać tej dwójce. Na początku chłopiec chciał przeprosić, ale zrezygnował gdy zobaczył na kogo wpadł. Patrzył na Czternastolatkę z taką wrogością jakiej nikt by się nie spodziewał.
Prychnął tylko i pobiegł dalej.
Daria postanowił, że powinny już wracać i tak zrobiły, a przyjaciółka jej młodszej siostry poszła z nimi.
Kiedy wróciły dziewczynki poszły na górę, a nastolatka wzięła się za przygotowywanie posiłku. Cały czas się zastanawiała co to był za chłopak i dlaczego był taki zły na Ele?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam opowiadanie... Później będzie się działo uwierzcie...nie wiem jeszcze co ale będzie... xD
środa, 19 listopada 2014
Legenda cz. 3 (nowa)
Jesteśmy. Nasze konie stąpają miarowo, a przed nami rozpościera się piękne miasto otoczone murem obronnym zrobionym z pięknie ociosanych kamieni. Przy żelaznej bramie po bokach stali dwaj strażnicy. Nieruchomi niczym rzeźby z lodu, ich zastygłe twarze patrzyły na nas bez żadnego wyrazu, a oczy wyrażały tylko chłodną obojętność...
Wzdrygnęłam się na ten widok, sama nie wiem dlaczego...
Spojrzałam na towarzyszy. Moi rówieśnicy patrzyli z lekko obawą na miasto. Spojrzałam w bok, na jadącego obok mnie Kael'a. Jego oczy uważnie studiowały miasto, bramę i strażników. Po chwili obrócił się do mnie i uśmiechną lekko. Dodając mi tym otuchy. Odwzajemniłam gest.
Kiedy przejeżdżaliśmy obok strażników ci nas zatrzymali, a kiedy zobaczyli odpowiedni dokument przepuścili nas. Tutaj było inaczej niż w naszej wiosce. Eleganckie kamienne, kilku piętrowe domki z których okien wychylali się ciekawscy tubylcy. Jakaś dziewczynka pomachała w naszą stronę. Uśmiechnęłam się do niej promiennie i odmachałam, na co zaśmiała się radośnie. Podążaliśmy środkiem głównej drogi w stronę następnej bramy.
Tam też zostaliśmy sprawdzeni, a potem przepuszczeni.
Teraz jechaliśmy polną drogą w stronę jakiegoś potężnego budynku.
Misternie ciosany kamień błyszczał lekko w słońcu. Cztery wieże obserwacyjne, na których obserwowali nas. Czujne, bystre oczy wpatrywały się w nas, gotowe do natychmiastowego odparcia ataku.
Budowla stała na lekkim wzniesieniu, a w oddali majaczył zielony las przed którym kołysały się delikatnie zielone trawy, kolorowe kwiaty polne i gdzie nie gdzie złote łany zubóż.
Dojechaliśmy. Zsiedliśmy z koni i zdjęliśmy nasze bagaże z ich grzbietów. Pogłaskałam moją klacz. Chętnie przyjęła pieszczoty.Podszedł do nas jakiś chłopak i zabrał wodze prowadząc ją do stajni.
Do naszych pokoi poprowadziła nas pulchna kobieta której oczy przepełnione były troską i miłością.
W jednej sypiali było po 5 łóżek. Po lewej stronie ściany drzwi prowadziły do pokojów dziewcząt, a po prawej do chłopców.
Weszłam niepewnie do komnaty. Białe ściny zdobione w rogach czarnymi pętlami winogrona. Przy każdym drewnianym łóżku na którym leżała pierzyna stała masywna szafa z ciemnego drewna. Szafka nocna na której stał świecznik o trzech odnogach. Wszystkie łoża stały koło siebie, a nad nimi zakryte cienką zasłonką stały okna z których rozpościerał się wspaniały widok.
Moje współlokatorki tak jak ja przyglądały się pokojowi w milczeniu.
-To, kto gdzie śpi?- zapytała blondwłosa.
-Ja chce to przy prawej ścianie- rzekła prawie natychmiast jedna.
-Mi tam wszystko jedno...-powiedziała czarnowłosa.
Podeszłam bliże łóżek usiadłam na drugim od lewej ściany i usiadłam.
-Ja będę spała tu.
Wstałam i wyjrzałam przez okno. Pomarańcz słońca mieszał się z błękitem nieba, farbując przy tym chmury.
Księżyc już wychylał się powoli pokazując swoją sylwetkę. Uśmiechnęłam się i odeszłam od futryny. Wzięłam moją torbę i zaczęłam się rozpakowywać.
Po wykonanej czynności zaczęłam dokładnie przeglądać pokój.
Znalazłam zegar! Stał powieszony na ścianie nad drzwiami. Jego srebrne wskazówki mówiły, że jest za pięć trzecia.
Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili weszła tu ta sama staruszka którą spotkaliśmy na dole.
-Dziewczynki chodźcie za mną na kolacje.-uśmiechnęła się.
Pokiwałyśmy głowami i wyszłyśmy za nią. Prowadziła na najpierw głównym korytarzem, a później zeszliśmy gdzieś po schodach, w pewnym momencie ruszyłyśmy w prawo jakimś odgałęzionym korytarzem.Stanęłyśmy przed dużymi, dębowymi drzwiami na których wiły się czarne, skomplikowane wzroki. Po obu ich stronach stali strażnicy. Jeden z nich otworzył nam i mogłyśmy spokojnie wejść.
Sala była piękna w swojej prostocie. Trzy duże drewniane stoły, a wokół nich z tego samego materiału krzesła. Miejsce było świetnie oświetlone, pełne wysokich okien. Gwar wypełniał sale, elfy wesoło rozmawiały, ale niektóre siedziały samotnie z pochylonymi twarzami, wpatrzeni w blaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem potwornie krótkie... Nie miałam ostatnio czasu... cały czas jakieś sprawdziany, kartkówki! Jeszcze jutro mój nielubiany przeze mnie przedmiot: włoski...jak ja nie lubię uczyć się języków obcych...
W każdym razie bardzo, bardzo was przepraszam i obiecuje, że się poprawie (spróbuje).
[I tak nie sądze aby ktoś to czytał, ale...]
W jednej sypiali było po 5 łóżek. Po lewej stronie ściany drzwi prowadziły do pokojów dziewcząt, a po prawej do chłopców.
Weszłam niepewnie do komnaty. Białe ściny zdobione w rogach czarnymi pętlami winogrona. Przy każdym drewnianym łóżku na którym leżała pierzyna stała masywna szafa z ciemnego drewna. Szafka nocna na której stał świecznik o trzech odnogach. Wszystkie łoża stały koło siebie, a nad nimi zakryte cienką zasłonką stały okna z których rozpościerał się wspaniały widok.
Moje współlokatorki tak jak ja przyglądały się pokojowi w milczeniu.
-To, kto gdzie śpi?- zapytała blondwłosa.
-Ja chce to przy prawej ścianie- rzekła prawie natychmiast jedna.
-Mi tam wszystko jedno...-powiedziała czarnowłosa.
Podeszłam bliże łóżek usiadłam na drugim od lewej ściany i usiadłam.
-Ja będę spała tu.
Wstałam i wyjrzałam przez okno. Pomarańcz słońca mieszał się z błękitem nieba, farbując przy tym chmury.
Księżyc już wychylał się powoli pokazując swoją sylwetkę. Uśmiechnęłam się i odeszłam od futryny. Wzięłam moją torbę i zaczęłam się rozpakowywać.
Po wykonanej czynności zaczęłam dokładnie przeglądać pokój.
Znalazłam zegar! Stał powieszony na ścianie nad drzwiami. Jego srebrne wskazówki mówiły, że jest za pięć trzecia.
Ktoś zapukał do drzwi, a po chwili weszła tu ta sama staruszka którą spotkaliśmy na dole.
-Dziewczynki chodźcie za mną na kolacje.-uśmiechnęła się.
Pokiwałyśmy głowami i wyszłyśmy za nią. Prowadziła na najpierw głównym korytarzem, a później zeszliśmy gdzieś po schodach, w pewnym momencie ruszyłyśmy w prawo jakimś odgałęzionym korytarzem.Stanęłyśmy przed dużymi, dębowymi drzwiami na których wiły się czarne, skomplikowane wzroki. Po obu ich stronach stali strażnicy. Jeden z nich otworzył nam i mogłyśmy spokojnie wejść.
Sala była piękna w swojej prostocie. Trzy duże drewniane stoły, a wokół nich z tego samego materiału krzesła. Miejsce było świetnie oświetlone, pełne wysokich okien. Gwar wypełniał sale, elfy wesoło rozmawiały, ale niektóre siedziały samotnie z pochylonymi twarzami, wpatrzeni w blaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem potwornie krótkie... Nie miałam ostatnio czasu... cały czas jakieś sprawdziany, kartkówki! Jeszcze jutro mój nielubiany przeze mnie przedmiot: włoski...jak ja nie lubię uczyć się języków obcych...
W każdym razie bardzo, bardzo was przepraszam i obiecuje, że się poprawie (spróbuje).
[I tak nie sądze aby ktoś to czytał, ale...]
czwartek, 6 listopada 2014
Kobieta zmienną jest ;p
Tu Nati ^w^
Miałam nie pisać ale gdy zobaczyłam sb jeszcze raz moje stare opowiadanie pt.Kocham,nie kocham i lubię , to coś mnie (jak by to powiedzieć) naszło żeby je poprawić...ale tylko to i nic więcej , nie ma żadnych nowych jest tylko to jedno i koniec....O i tę ostatnią końcową część usunę i przed ostatnią też :3 Jakoś tak podoba mi się pisanie opowiadania ale love story ♥
Miałam nie pisać ale gdy zobaczyłam sb jeszcze raz moje stare opowiadanie pt.Kocham,nie kocham i lubię , to coś mnie (jak by to powiedzieć) naszło żeby je poprawić...ale tylko to i nic więcej , nie ma żadnych nowych jest tylko to jedno i koniec....O i tę ostatnią końcową część usunę i przed ostatnią też :3 Jakoś tak podoba mi się pisanie opowiadania ale love story ♥
poniedziałek, 13 października 2014
Legenda cz. 2 (Nowa)
Poczułam ciepłe promienie słońca na moich policzkach. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do siebie. Szybko wygramoliłam się z łóżka. Obmyłam twarz zimną wodą i wytarłam w miękki ręcznik. Podeszłam do szafy i wyjęłam ubranie. Szybko się przebrałam i poszłam do kuchni. Czekał tam na mnie talerz z kanapkami oraz gorąca mięta. Usiadłam na krześle i zaczęłam pałaszować śniadanie. Po posiłku weszłam do pokoju i wzięłam walizkę i ruszyłam żwawo na plac przed świątynią. Na miejscu czekali na mnie rodzice. Pewnie mieli coś do załatwienia dla tego nie zastałam ich w domu. Mama przywitała mnie uśmiechem, a tata patrzył na mnie z dumą.
-Jesteśmy z ciebie tacy dumni!- powiedziała moja rodzicielka przytulając mnie jednocześnie.
Uśmiechnęłam się. W jej soczysto zielonych oczach dostrzegłam ból i strach.
+Martwi się o mnie. Muszę dodać jej otuchy!+
-Mamo, nie martw się będzie dobrze.- pocieszałam ją.
-Skarbie...wiesz, że będę tęsknić.
-Ja też. Ale przecież nie rozstajemy się na zawsze. Kilka lat i znów się zobaczymy!
Na jej twarzy zagościł smutny uśmiech, a na policzkach spłynęło kilka słonych łez. Przytuliłam ją i wytarła kryształowe krople.
Każdy z nas dostał jednego konia. Mój był rasy Albino, a na imię miła Albuse. Była już osiodłana. Przypięłam bagaż do siodła i poklepałam ją lekko po szyi.
-Miło mi cię poznać Albuse- szepnęłam do klaczy.
Chwyciłam za wodze i poprowadziłam ją do wodopoju. Pochyliła łeb i zaczęła pić. Kiedy skończyła dałam jej czerwone, soczyste jabłko.
Zjadła je ze smakiem.
Rozległ się dźwięk dzwonów oznajmiający, że za niedługo ruszamy. Poszłam na plac. Podbiegłam do rodziców i wpadłam w objęcia matki.
-Do zobaczenia mamo.
-Uważaj na siebie skarbie.-uśmiechnęłam się do niej.
-Dobrze.- odwróciłam się do taty i po chwili byłam już w jego silnych ramionach.
-Bądź grzeczna i nie siedź wszędzie sama.- powiedział do mnie tata.
-Spróbuje.- po moich policzkach spłynęło kilka łez.
Kiedy uwolniłam się z jego uścisku, podeszłam do klaczy i dosiadłam jej.
Spojrzałam na rodziców. Stali przytuleni do siebie i uśmiechali się do mnie.
Mama wysłała mi buziaka, a ja odwzajemniłam gest i szepnęłam:
-Kocham was.
Rozpoznali słowa z ruchu moich warg i opowiedzieli:
-My ciebie też.
Pomachałam im i skierowałam Albuse do innych i leciutko uderzyłam w bok. Ruszyła w tamtym kierunku. Odgłosy uderzania kopyt o bruk niosły się echem. Słychać było nie tylko ją, ale i inne konie.
Strażnicy dali znak, abyśmy ruszali. Skierowaliśmy się do głównej bramy miasta. Obejrzałam się za siebie, ale nie dostrzegłam moich bliskich, bo reszta grupy i żołnierze zasłonili mi widok.
Ruszaliśmy się w miarowym tempie. Z przodu, z tyłu i po bokach byli żołnierze. Czułam się jak jakiś więzień, ale wiedziałam że to dla naszego bezpieczeństwa.
Zatrzymaliśmy się po jakichś 2 godzinach. Zrobiliśmy postój w lesie, niedaleko rzeki. Zaprowadziliśmy konie do niej i puściliśmy, aby się pasły.
Każdy wyją swoje jedzenie i picie. Usiadłam pod drzewem dębu. Wsłuchiwałam się w świergot ptaków, jednocześnie zajadając się chlebem, serem i owocami.
Po posiłku poszłam się przejść po okolicy. Po pewnym czasie doszłam do starej, rozłożystej brzozy, wspięłam się na nią i usiadłam na jednej z mocniejszych gałęzi. Zamknęłam oczy. Z rozmyślań wyrwało mnie skrzeczenie papugi. Spojrzałam w stronę zwierzęcia, które ewidentnie chciało zwrócić na siebie moją uwagę. Ptak miał piękne piórka. Głowę zdobiły jej błękitne pierze, tułów zachwycał szkarłatną czerwienią poprzetykaną nieskazitelną bielą. Paciorkowe czarne oczy patrzyły na mnie z ciekawością. Uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj-powiedziałam.
Przekrzywiła łepek na bok. Przypatrywałam się jej, nie wiedząc czego ode mnie oczekuje. Poruszyła niespokojnie skrzydłami i po chwili już siedziała na mojej ręce. Pogładziłam lekko delikatne, miękkie piórka, a ona mrużyła oczy z zadowolenia. Zaśmiałam się cicho.
Nagle usłyszałam nawoływanie.
-Kakira! Gdzie jesteś? Kakira chodź do mnie!
Papużka na te słowa zleciała z mego ramienia i poszybowała z gracją.
Zeszłam z drzewa, cicho i bezszelestnie. Ciekawa kto tu przybył. Plecami do mnie stał jakiś młody elf.
-Cześć- odezwałam się cicho, aby go nie przestraszyć.
Nie udało się. Wzdrygnął się lekko i natychmiast odwrócił w moją stronę gotowy do ataku. Kiedy mnie zobaczył rozluźnił się i uśmiechną do mnie.
Był to chłopak mniej więcej w moim wieku o czuprynie gęstych jasnobrązowych włosów na głowie i czekoladowych oczach. Miał oliwkową cerę i ładny uśmiech.
-Witaj.
-Skąd się tu wziąłeś?- zagadnęłam.
-Musiałem ją znaleźć. Poleciała sobie nawet nie wiem kiedy...
-Jest piękna.
Na te słowa Kakira uniosła dumnie główkę i patrzyła na nas wyniośle.
Zaśmialiśmy się zgodnie.
-Jestem Girlaen, a ty?
-Zwą mnie Kael- ukłonił się przede mną.
Na co dygnęłam lekko.
-To dla mnie zaszczyt poznać mości pana.
-Jestem niezmiernie szczęśliwy mogąc z panią prowadzić jakże interesującą dyskusję.
Zaśmiałam się najpierw niby zalotnie, a potem parsknęłam niepohamowanym śmiechem. Po chwili się do mnie przyłączył, a papużka patrzyła na nas jak na wariatów.
Uspokoiliśmy się po dłuższej chwili.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem krótkie i dodatkowo w ogóle nie ciekawe...
Chciałam was przeprosić za moją nie obecność,ale brak czasu i obowiązki w szkole niezbyt sprzyjały pisaniu...
-Jesteśmy z ciebie tacy dumni!- powiedziała moja rodzicielka przytulając mnie jednocześnie.
Uśmiechnęłam się. W jej soczysto zielonych oczach dostrzegłam ból i strach.
+Martwi się o mnie. Muszę dodać jej otuchy!+
-Mamo, nie martw się będzie dobrze.- pocieszałam ją.
-Skarbie...wiesz, że będę tęsknić.
-Ja też. Ale przecież nie rozstajemy się na zawsze. Kilka lat i znów się zobaczymy!
Na jej twarzy zagościł smutny uśmiech, a na policzkach spłynęło kilka słonych łez. Przytuliłam ją i wytarła kryształowe krople.
Każdy z nas dostał jednego konia. Mój był rasy Albino, a na imię miła Albuse. Była już osiodłana. Przypięłam bagaż do siodła i poklepałam ją lekko po szyi.
-Miło mi cię poznać Albuse- szepnęłam do klaczy.
Chwyciłam za wodze i poprowadziłam ją do wodopoju. Pochyliła łeb i zaczęła pić. Kiedy skończyła dałam jej czerwone, soczyste jabłko.
Zjadła je ze smakiem.
Rozległ się dźwięk dzwonów oznajmiający, że za niedługo ruszamy. Poszłam na plac. Podbiegłam do rodziców i wpadłam w objęcia matki.
-Do zobaczenia mamo.
-Uważaj na siebie skarbie.-uśmiechnęłam się do niej.
-Dobrze.- odwróciłam się do taty i po chwili byłam już w jego silnych ramionach.
-Bądź grzeczna i nie siedź wszędzie sama.- powiedział do mnie tata.
-Spróbuje.- po moich policzkach spłynęło kilka łez.
Kiedy uwolniłam się z jego uścisku, podeszłam do klaczy i dosiadłam jej.
Spojrzałam na rodziców. Stali przytuleni do siebie i uśmiechali się do mnie.
Mama wysłała mi buziaka, a ja odwzajemniłam gest i szepnęłam:
-Kocham was.
Rozpoznali słowa z ruchu moich warg i opowiedzieli:
-My ciebie też.
Pomachałam im i skierowałam Albuse do innych i leciutko uderzyłam w bok. Ruszyła w tamtym kierunku. Odgłosy uderzania kopyt o bruk niosły się echem. Słychać było nie tylko ją, ale i inne konie.
Strażnicy dali znak, abyśmy ruszali. Skierowaliśmy się do głównej bramy miasta. Obejrzałam się za siebie, ale nie dostrzegłam moich bliskich, bo reszta grupy i żołnierze zasłonili mi widok.
Ruszaliśmy się w miarowym tempie. Z przodu, z tyłu i po bokach byli żołnierze. Czułam się jak jakiś więzień, ale wiedziałam że to dla naszego bezpieczeństwa.
Zatrzymaliśmy się po jakichś 2 godzinach. Zrobiliśmy postój w lesie, niedaleko rzeki. Zaprowadziliśmy konie do niej i puściliśmy, aby się pasły.
Każdy wyją swoje jedzenie i picie. Usiadłam pod drzewem dębu. Wsłuchiwałam się w świergot ptaków, jednocześnie zajadając się chlebem, serem i owocami.
Po posiłku poszłam się przejść po okolicy. Po pewnym czasie doszłam do starej, rozłożystej brzozy, wspięłam się na nią i usiadłam na jednej z mocniejszych gałęzi. Zamknęłam oczy. Z rozmyślań wyrwało mnie skrzeczenie papugi. Spojrzałam w stronę zwierzęcia, które ewidentnie chciało zwrócić na siebie moją uwagę. Ptak miał piękne piórka. Głowę zdobiły jej błękitne pierze, tułów zachwycał szkarłatną czerwienią poprzetykaną nieskazitelną bielą. Paciorkowe czarne oczy patrzyły na mnie z ciekawością. Uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj-powiedziałam.
Przekrzywiła łepek na bok. Przypatrywałam się jej, nie wiedząc czego ode mnie oczekuje. Poruszyła niespokojnie skrzydłami i po chwili już siedziała na mojej ręce. Pogładziłam lekko delikatne, miękkie piórka, a ona mrużyła oczy z zadowolenia. Zaśmiałam się cicho.
Nagle usłyszałam nawoływanie.
-Kakira! Gdzie jesteś? Kakira chodź do mnie!
Papużka na te słowa zleciała z mego ramienia i poszybowała z gracją.
Zeszłam z drzewa, cicho i bezszelestnie. Ciekawa kto tu przybył. Plecami do mnie stał jakiś młody elf.
-Cześć- odezwałam się cicho, aby go nie przestraszyć.
Nie udało się. Wzdrygnął się lekko i natychmiast odwrócił w moją stronę gotowy do ataku. Kiedy mnie zobaczył rozluźnił się i uśmiechną do mnie.
Był to chłopak mniej więcej w moim wieku o czuprynie gęstych jasnobrązowych włosów na głowie i czekoladowych oczach. Miał oliwkową cerę i ładny uśmiech.
-Witaj.
-Skąd się tu wziąłeś?- zagadnęłam.
-Musiałem ją znaleźć. Poleciała sobie nawet nie wiem kiedy...
-Jest piękna.
Na te słowa Kakira uniosła dumnie główkę i patrzyła na nas wyniośle.
Zaśmialiśmy się zgodnie.
-Jestem Girlaen, a ty?
-Zwą mnie Kael- ukłonił się przede mną.
Na co dygnęłam lekko.
-To dla mnie zaszczyt poznać mości pana.
-Jestem niezmiernie szczęśliwy mogąc z panią prowadzić jakże interesującą dyskusję.
Zaśmiałam się najpierw niby zalotnie, a potem parsknęłam niepohamowanym śmiechem. Po chwili się do mnie przyłączył, a papużka patrzyła na nas jak na wariatów.
Uspokoiliśmy się po dłuższej chwili.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem krótkie i dodatkowo w ogóle nie ciekawe...
Chciałam was przeprosić za moją nie obecność,ale brak czasu i obowiązki w szkole niezbyt sprzyjały pisaniu...
niedziela, 7 września 2014
Piękna i Bestia II, III
UWAGA!
Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy i przemoc.
Nadszedł wrzesień. Raicho i Ichiro chodzą razem do klasy, ale poza sobą nie znają nikogo. Teraz wracają ze szkoły.
-Raicho!- zawołała mała dziewczynka.
-Annie! Co ty tu robisz? spytała poddenerwowana.
-Tak sobie przyszłam.- tu popatrzyła na chłopaka.- Raicho, mogę na słówko?
-Ta... zaraz przyjdę.
Odeszły na kilka metrów.
-Co ty wyrabiasz idiotko?! To Geyiaj!
-Wiem! Ale... on jest inny!
-Nawet jeśli nie zabija ludzi, to jeśli się dowie...
-I dlatego się nie dowie.
-Co ty mówisz?! Jeśli nie wrócisz, nasi cię zabiją...
-Zdaję sobie z tego sprawę.
-Jak to rozegrasz?
-Ucieknę.
-Ale ty się w nim nie...
-Głupia! Oczywiście, że nie!
-To dobrze. Nie powiem, że spotkałam cię z nim.
-Dzięki.- uśmiechnęła się.
-Ej, dziecko! Możemy już iść?- spytał Ichiro podchodząc do przyjaciółki.
-Nie jestem dzieckiem!- powiedziała, a jej oczy zaświeciły się jak tamtej dziewczynie, która zabiła jego siostrę.
-Ty...
-Coś nie tak, Ichiro?- spytała.
-Ona... jest Mephew.
-Co?! Annie, czy... to prawda?
Zrobiła dziwną minę, ale załapała o co chodzi.
-Nie, skąd przyszło ci to do głowy?
-Nie zgrywaj się! Zmieniasz postać! To ty... zbiłaś moją siostrę...
-O co tu chodzi?!- krzyknęła Raicho.
-Ta karnacja... kolor włosów i oczu...
-Ichiro...- Raicho położyła mu rękę na ramieniu, ale on szybko ją zrzucił. W jego ręce pojawił się miecz. Pobiegł do dziewczynki, i gdy był 50 cm od niej został oślepiony przez światło. Po kilku sekundach zobaczył tą dziewczynę... która zabrała mu siostrę.
-Chcesz zginąć jak siostrzyczka, czy zostawić ci resztę życia?
-To ja cię zabiję.- powiedział, i pojawił się za nią. Zadał cios, przez który upadła na ziemię.
-Jesteś.. silniejszy niż byłeś...
-Im więcej w nas nienawiści, tym więcej siły.
-Zabij mnie. Chcę, abyś się zemścił.
-Mi.. Annie!
-Przepraszam, że ci nie powiedziałam...
-Nie spowiadaj się!- krzyknął, po czym odciął jej głowę.
-Annie!
-Raicho... masz to. Wykasuje ci pamięć.. a ja... nie chcę, żebyś mnie nienawidziła...-rzucił jej tabletkę.
Szybko ją połknęła i zemdlała. Wziął ją na ręce, i zaniósł do hotelu.
Następnego dnia.
Obudziła się o 8. Jej głowa była na ramieniu chłopaka.
-Dzień dobry.
-Ichiro?! Miałam nadzieję, że śpisz...
-Eee tam, bez przesady.Nie idziemy dzisiaj do szkoły, wczoraj zemdlałaś...
-Martwisz się?
-N-nie! To znaczy...- zarumienił się.
-Ichiro, to też jest uczucie.
-N-Naprawdę?
-Tak. No cóż, już jesteś zdrowy, a remont się skończył... więc możemy iśćw swoje stryny...
-Ta... mogę wrócić do Gakushi...
-Chcesz?
-Chcę. Obiecuję, że będę cię odwiedzał.
/Ja też.../- pomyślała.- /Szkoda, że w takich okolicznościach.../
_____________
Z racji tego, że rozdział jest krótki i praktycznie o niczym, daję tu drugi, żeby zgadzały mi się numerki XD
___________________________________________
-To do zobaczenia...
-Ichiro... zanim odejdziesz, mogę cię przytulić?
-Ale ja nigdy...- nie skończył.
-To proste.- przytuliła go.- Widzisz?
-Faktycznie, ale czy tak nie robią pary?
-Głupek! Tak robią pary, rodzeństwo, dzieci z rodzicami i przyjaciele.
-Przyjaciele? Jesteśmy przyjaciółmi?
-Tak. No, idź już.
-Nigdzie nie pójdzie.- powiedział jeden z ludzi, którzy ich otoczyli.
-Uciekaj Raicho, to Mephew.
-...Nie.
-Co?
W jej ręku pojawił się miecz, i byłą ubrana tak jak wtedy, kiedy ją zobaczył pierwszy raz.
-Ichiro... ten miecz... należy do mnie.
-Co?! Ty chyba nie...
-Jestem Mephew.
-Rai...
-Nic nie wydawało ci się dziwne? Moja karnacja, zdenerwowanie gdy zobaczyłam Annie, to, że po tym jak się obudziłeś wyniosłam się i zakazałam otwierania niebieskich drzwi?
-Czyli... to dlaczego mnie uratowałaś?
-Bo wydawało mi się, że jesteś inny!
-A jestem?! Jestem maszyną pozbawioną uczuć, niczym więcej!- zaczęli walkę.
-Jesteś moim przyjacielem!
-Przyjaciele się nie okłamują! Nawet ja to wiem!
-Nie powiedziałam ci, bo się bałam!
-Mnie?!
-Bałam się, że odejdziesz!
-Mogłem odejść na początku...!
-Ale tego nie zrobiłeś!
-Przywiązałem się do ciebie.
-To nie ma sensu. Ichiro, proszę... wolę umrzeć z ich rak, niż z twoich...
-Myślisz, że ci pozwolę?- schował miecz.
-Co ty...
Wziął ją na ręce i uciekł.
-Ichiro...
-Nie zabiję cię. Porozmawiamy w domu.
-Dziękuję...
Po chwili byli na miejscu. Usiedli przy stole. Światło było zgaszone. Kuchnie oświetlał tylko księżyc. Siedzieli na przeciwko siebie. Patrzyli sobie w oczy. Każde czeka, aż drugie zacznie. Po długiej chwili milczenia zaczął Ichiro.
-Dlaczego nic nie mówiłaś?
-Bałam się, że mnie zostawisz.
-Jesteś Mephew! Szybko znalazłabyś sobie przyjaciół.
-Nie. Ty jesteś inny.
-Bo jestem innej rasy?
-Bo otwarcie mówiłeś o tym, co czujesz, o tym, jakie miałeś zamiary i przede wszystkim... każdą damsko-męską przyjaźń ''psuje'' miłość...
-A ja nie mogę kochać...
-Chciałabym, żebyś mógł... tylko nie mnie.
-I tak dużo ci zawdzięczam. Dziękuję...
-Za co?
-Uratowałaś mnie i zdołałaś rozbudzić we mnie uczucia...
-To ja ci dziękuję, e mnie uratowałeś.
-Wiesz, w każdym związku lub przyjaźni są nieporozumienia.
-Ichiro...
-Wybaczam ci...
Raicho pisnęła z radości.
-Dziękuję!- przytuliła go.
-Raicho... opowiedzieć ci o mojej rodzinie?
-Jeśli cię zapytam, to odpowiesz? To jest twój problem. Bardzo głęboki problem. Nie mam prawa wiedzieć. Nie mam metody na infiltrację w głąb twojego serca bez użycia trudnych sztuczek. Więć będę czekać. Kidy zechcesz porozmawiać, kiedy uznasz, że to jest odpowiedni moment do rozmowy... mów do mnie.Do tego czasu, będę czekać. *
-Raicho.... mogę mieć pytanie?
-Tak.
-Dlaczego zdziwiłaś się, gdy przedstawiłem się jako Geyiaj?
-Dużo ludzi ma brązowe oczy i włosy....
-No tak, jestem dość specyficzny.
Zaśmiali się.
-Czyli mnie nie zostawisz?
-Nie... przyjaciółko.
-Dziękuję... przyjacielu.
-Nadal mam nie otwierać niebieskich drzwi?
-To drzwi do Asody.
-Rozumiem... czy Annie... byłą twoją przyjaciółką?
-Nie. Chodziłyśmy razem do klasy w naszym świecie. Poza tobą, nie mam nikogo, kogo mogłabym nazwać przyjacielem.
-A... przepraszam...
-A z rodziny mam tylko brata., ale rzadko rozmawiamy. Moi rodzice zginęli w walce.
-Przykro mi...
-Żyję zasadą, że w każdej chwili ktoś może umrzeć. Łzy, płacz są, ale kiedyś się przyzwyczajamy.
-I ból... przemija?
-Nie całkiem...
-Chciałbym być Mephew.
-Nie zmienisz tego jakiej rasy jesteś, ale możesz zmienić siebie.
-Zawsze miałaś takie mądre wypowiedzi?
-Zamknij się!
-Idę spać, dobranoc.
-Dobranoc...
______________________________________
* Kuchiki Rukia ,,Bleach''
---------
takie o ._.
Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy i przemoc.
Nadszedł wrzesień. Raicho i Ichiro chodzą razem do klasy, ale poza sobą nie znają nikogo. Teraz wracają ze szkoły.
-Raicho!- zawołała mała dziewczynka.
-Annie! Co ty tu robisz? spytała poddenerwowana.
-Tak sobie przyszłam.- tu popatrzyła na chłopaka.- Raicho, mogę na słówko?
-Ta... zaraz przyjdę.
Odeszły na kilka metrów.
-Co ty wyrabiasz idiotko?! To Geyiaj!
-Wiem! Ale... on jest inny!
-Nawet jeśli nie zabija ludzi, to jeśli się dowie...
-I dlatego się nie dowie.
-Co ty mówisz?! Jeśli nie wrócisz, nasi cię zabiją...
-Zdaję sobie z tego sprawę.
-Jak to rozegrasz?
-Ucieknę.
-Ale ty się w nim nie...
-Głupia! Oczywiście, że nie!
-To dobrze. Nie powiem, że spotkałam cię z nim.
-Dzięki.- uśmiechnęła się.
-Ej, dziecko! Możemy już iść?- spytał Ichiro podchodząc do przyjaciółki.
-Nie jestem dzieckiem!- powiedziała, a jej oczy zaświeciły się jak tamtej dziewczynie, która zabiła jego siostrę.
-Ty...
-Coś nie tak, Ichiro?- spytała.
-Ona... jest Mephew.
-Co?! Annie, czy... to prawda?
Zrobiła dziwną minę, ale załapała o co chodzi.
-Nie, skąd przyszło ci to do głowy?
-Nie zgrywaj się! Zmieniasz postać! To ty... zbiłaś moją siostrę...
-O co tu chodzi?!- krzyknęła Raicho.
-Ta karnacja... kolor włosów i oczu...
-Ichiro...- Raicho położyła mu rękę na ramieniu, ale on szybko ją zrzucił. W jego ręce pojawił się miecz. Pobiegł do dziewczynki, i gdy był 50 cm od niej został oślepiony przez światło. Po kilku sekundach zobaczył tą dziewczynę... która zabrała mu siostrę.
-Chcesz zginąć jak siostrzyczka, czy zostawić ci resztę życia?
-To ja cię zabiję.- powiedział, i pojawił się za nią. Zadał cios, przez który upadła na ziemię.
-Jesteś.. silniejszy niż byłeś...
-Im więcej w nas nienawiści, tym więcej siły.
-Zabij mnie. Chcę, abyś się zemścił.
-Mi.. Annie!
-Przepraszam, że ci nie powiedziałam...
-Nie spowiadaj się!- krzyknął, po czym odciął jej głowę.
-Annie!
-Raicho... masz to. Wykasuje ci pamięć.. a ja... nie chcę, żebyś mnie nienawidziła...-rzucił jej tabletkę.
Szybko ją połknęła i zemdlała. Wziął ją na ręce, i zaniósł do hotelu.
Następnego dnia.
Obudziła się o 8. Jej głowa była na ramieniu chłopaka.
-Dzień dobry.
-Ichiro?! Miałam nadzieję, że śpisz...
-Eee tam, bez przesady.Nie idziemy dzisiaj do szkoły, wczoraj zemdlałaś...
-Martwisz się?
-N-nie! To znaczy...- zarumienił się.
-Ichiro, to też jest uczucie.
-N-Naprawdę?
-Tak. No cóż, już jesteś zdrowy, a remont się skończył... więc możemy iśćw swoje stryny...
-Ta... mogę wrócić do Gakushi...
-Chcesz?
-Chcę. Obiecuję, że będę cię odwiedzał.
/Ja też.../- pomyślała.- /Szkoda, że w takich okolicznościach.../
_____________
Z racji tego, że rozdział jest krótki i praktycznie o niczym, daję tu drugi, żeby zgadzały mi się numerki XD
___________________________________________
-To do zobaczenia...
-Ichiro... zanim odejdziesz, mogę cię przytulić?
-Ale ja nigdy...- nie skończył.
-To proste.- przytuliła go.- Widzisz?
-Faktycznie, ale czy tak nie robią pary?
-Głupek! Tak robią pary, rodzeństwo, dzieci z rodzicami i przyjaciele.
-Przyjaciele? Jesteśmy przyjaciółmi?
-Tak. No, idź już.
-Nigdzie nie pójdzie.- powiedział jeden z ludzi, którzy ich otoczyli.
-Uciekaj Raicho, to Mephew.
-...Nie.
-Co?
W jej ręku pojawił się miecz, i byłą ubrana tak jak wtedy, kiedy ją zobaczył pierwszy raz.
-Ichiro... ten miecz... należy do mnie.
-Co?! Ty chyba nie...
-Jestem Mephew.
-Rai...
-Nic nie wydawało ci się dziwne? Moja karnacja, zdenerwowanie gdy zobaczyłam Annie, to, że po tym jak się obudziłeś wyniosłam się i zakazałam otwierania niebieskich drzwi?
-Czyli... to dlaczego mnie uratowałaś?
-Bo wydawało mi się, że jesteś inny!
-A jestem?! Jestem maszyną pozbawioną uczuć, niczym więcej!- zaczęli walkę.
-Jesteś moim przyjacielem!
-Przyjaciele się nie okłamują! Nawet ja to wiem!
-Nie powiedziałam ci, bo się bałam!
-Mnie?!
-Bałam się, że odejdziesz!
-Mogłem odejść na początku...!
-Ale tego nie zrobiłeś!
-Przywiązałem się do ciebie.
-To nie ma sensu. Ichiro, proszę... wolę umrzeć z ich rak, niż z twoich...
-Myślisz, że ci pozwolę?- schował miecz.
-Co ty...
Wziął ją na ręce i uciekł.
-Ichiro...
-Nie zabiję cię. Porozmawiamy w domu.
-Dziękuję...
Po chwili byli na miejscu. Usiedli przy stole. Światło było zgaszone. Kuchnie oświetlał tylko księżyc. Siedzieli na przeciwko siebie. Patrzyli sobie w oczy. Każde czeka, aż drugie zacznie. Po długiej chwili milczenia zaczął Ichiro.
-Dlaczego nic nie mówiłaś?
-Bałam się, że mnie zostawisz.
-Jesteś Mephew! Szybko znalazłabyś sobie przyjaciół.
-Nie. Ty jesteś inny.
-Bo jestem innej rasy?
-Bo otwarcie mówiłeś o tym, co czujesz, o tym, jakie miałeś zamiary i przede wszystkim... każdą damsko-męską przyjaźń ''psuje'' miłość...
-A ja nie mogę kochać...
-Chciałabym, żebyś mógł... tylko nie mnie.
-I tak dużo ci zawdzięczam. Dziękuję...
-Za co?
-Uratowałaś mnie i zdołałaś rozbudzić we mnie uczucia...
-To ja ci dziękuję, e mnie uratowałeś.
-Wiesz, w każdym związku lub przyjaźni są nieporozumienia.
-Ichiro...
-Wybaczam ci...
Raicho pisnęła z radości.
-Dziękuję!- przytuliła go.
-Raicho... opowiedzieć ci o mojej rodzinie?
-Jeśli cię zapytam, to odpowiesz? To jest twój problem. Bardzo głęboki problem. Nie mam prawa wiedzieć. Nie mam metody na infiltrację w głąb twojego serca bez użycia trudnych sztuczek. Więć będę czekać. Kidy zechcesz porozmawiać, kiedy uznasz, że to jest odpowiedni moment do rozmowy... mów do mnie.Do tego czasu, będę czekać. *
-Raicho.... mogę mieć pytanie?
-Tak.
-Dlaczego zdziwiłaś się, gdy przedstawiłem się jako Geyiaj?
-Dużo ludzi ma brązowe oczy i włosy....
-No tak, jestem dość specyficzny.
Zaśmiali się.
-Czyli mnie nie zostawisz?
-Nie... przyjaciółko.
-Dziękuję... przyjacielu.
-Nadal mam nie otwierać niebieskich drzwi?
-To drzwi do Asody.
-Rozumiem... czy Annie... byłą twoją przyjaciółką?
-Nie. Chodziłyśmy razem do klasy w naszym świecie. Poza tobą, nie mam nikogo, kogo mogłabym nazwać przyjacielem.
-A... przepraszam...
-A z rodziny mam tylko brata., ale rzadko rozmawiamy. Moi rodzice zginęli w walce.
-Przykro mi...
-Żyję zasadą, że w każdej chwili ktoś może umrzeć. Łzy, płacz są, ale kiedyś się przyzwyczajamy.
-I ból... przemija?
-Nie całkiem...
-Chciałbym być Mephew.
-Nie zmienisz tego jakiej rasy jesteś, ale możesz zmienić siebie.
-Zawsze miałaś takie mądre wypowiedzi?
-Zamknij się!
-Idę spać, dobranoc.
-Dobranoc...
______________________________________
* Kuchiki Rukia ,,Bleach''
---------
takie o ._.
piątek, 29 sierpnia 2014
Piękna i Bestia I
(Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy i przemoc. Czytasz na własne ryzyko.)
-Ichiro, nie obijaj się!- krzyczała na niego siostra.
-Wiesz, nie za bardzo lubię chodzić na te wasze misje.
-Musisz. Przykro mi.
-Nie chcę.- powiedział sięgając po chipsy.- Chcesz trochę?
-Skąd ty to masz?!- wyrwała mu paczkę.
-Z ziemi, pożyczyłem trochę. Oddaj to.- zabrał co swoje.
-Nie możesz!
Do pokoju chłopaka wpadł zdyszany Isamu, kolega jego siostry.
-Tsuya!
-Isamu? Co jest?
-Mephew...
-Chole... Ichiro, ty zostajesz.
-Czemu?! Jestem przecież siln
-Nie jesteś! Zostajesz w domu! Sui!- zawołała służbę.
-Tak?
-Popilnuj go, żeby nie wyszedł.
-Tak.
-Isamu, idziemy.- wyszli.
-Phi, i tak pójdę.
Mephew- toczą wojnę z Geyiaj, którymi są nasi dotychczasowi bohaterowie. Charakteryzują się jasną karnacją. Jako broń posiadają miecze, które mają specjalne umiejętności. Posiadają wszystkie uczucia.
Geyiaj- Ich charakterystycznym punktem są kolory w różnych odcieniach i takiego samego koloru oczy. Posiadają tylko 'złe' uczucia, np. złość, smutek, wściekłość, ale nie zdają sobie z tego sprawy, tzn. myślą, że w ogóle nie mają żadnych, a nie posiadają 'dobrych', typu miłość, nie znają przyjaźni. Zamiast nich mają niesamowitą siłę. Za broń służą im różne rzeczy, między innymi sztylety, rewolwery, miecze, a nawet magia.
Tymczasem Tsuya i Isamu doszli już na pole walki. Dziewczyna miała walczyć z dzieckiem, a chłopak z nastolatkiem.
-No to są chyba jakieś żarty. Mam walczyć z dzieciakiem?!- oburzyła się.
-Nie jestem dzieckiem!
-Wiesz mała, wracaj do domu. Może jestem Geyiaj, ale z malutkimi dziewczynkami nie walczę.
-Mówię ci, że nie jestem dzieckiem!
-Ta, ta...
-Nie. Jestem. Dzieckiem!- krzyknęła, a z jej ciała rozbłysło białe światło. Oślepiło ją. Po kilku sekundach pojawiła się nad Tsuyą i jednym cięciem pozbawiła ją ręki.
-Chol...- krzyknęła.
-Poddajesz się?- spytała wyłaniając się z światła.
-Ty...
Teraz przeciwniczka nie wyglądała jak dziecko. Była wysoka, miała kobiece kształty i była skąpo ubrana.
-Pytam. Poddajesz się?
-Nigdy.
-Leć, Sierva!- 6 'noży' poleciało w stronę Tsuyi i przygwoździło ją do ściany.
-Co to?
-Czy ty pierwszy raz walczysz z Mephew? Każdy ma miecz, który ma imię i umiejętności. Moja Sierva przygważdża do ściany, a ja mogę bezpiecznie podejść i cię zabić.
-Tsuya!- krzyknął Ichigo i pobiegł pomóc siostrze.
-Ichiro, debilu!
-Co za szczyl?- spytała, po czym pojawiła się za bratem przeciwniczki i przebiła na wylot.
-Ichiro!
-Zamknij się!- krzyknęła, po czym rozcięła ją na pół. Gdy dwie połowy dziewczyny padły u jej stóp, dodała:
-Nie byłaś warta zabijania. No cóż... tak wygląda wojna.
Tsuya...- pomyślał Ichiro zanim stracił przytomność.
Tymczasem walka trwała dalej. Dużo ludzi zginęło, ale ostatecznie bitwę wygrali Geyiaj.
-Ichiro, nie obijaj się!- krzyczała na niego siostra.
-Wiesz, nie za bardzo lubię chodzić na te wasze misje.
-Musisz. Przykro mi.
-Nie chcę.- powiedział sięgając po chipsy.- Chcesz trochę?
-Skąd ty to masz?!- wyrwała mu paczkę.
-Z ziemi, pożyczyłem trochę. Oddaj to.- zabrał co swoje.
-Nie możesz!
Do pokoju chłopaka wpadł zdyszany Isamu, kolega jego siostry.
-Tsuya!
-Isamu? Co jest?
-Mephew...
-Chole... Ichiro, ty zostajesz.
-Czemu?! Jestem przecież siln
-Nie jesteś! Zostajesz w domu! Sui!- zawołała służbę.
-Tak?
-Popilnuj go, żeby nie wyszedł.
-Tak.
-Isamu, idziemy.- wyszli.
-Phi, i tak pójdę.
Mephew- toczą wojnę z Geyiaj, którymi są nasi dotychczasowi bohaterowie. Charakteryzują się jasną karnacją. Jako broń posiadają miecze, które mają specjalne umiejętności. Posiadają wszystkie uczucia.
Geyiaj- Ich charakterystycznym punktem są kolory w różnych odcieniach i takiego samego koloru oczy. Posiadają tylko 'złe' uczucia, np. złość, smutek, wściekłość, ale nie zdają sobie z tego sprawy, tzn. myślą, że w ogóle nie mają żadnych, a nie posiadają 'dobrych', typu miłość, nie znają przyjaźni. Zamiast nich mają niesamowitą siłę. Za broń służą im różne rzeczy, między innymi sztylety, rewolwery, miecze, a nawet magia.
Tymczasem Tsuya i Isamu doszli już na pole walki. Dziewczyna miała walczyć z dzieckiem, a chłopak z nastolatkiem.
-No to są chyba jakieś żarty. Mam walczyć z dzieciakiem?!- oburzyła się.
-Nie jestem dzieckiem!
-Wiesz mała, wracaj do domu. Może jestem Geyiaj, ale z malutkimi dziewczynkami nie walczę.
-Mówię ci, że nie jestem dzieckiem!
-Ta, ta...
-Nie. Jestem. Dzieckiem!- krzyknęła, a z jej ciała rozbłysło białe światło. Oślepiło ją. Po kilku sekundach pojawiła się nad Tsuyą i jednym cięciem pozbawiła ją ręki.
-Chol...- krzyknęła.
-Poddajesz się?- spytała wyłaniając się z światła.
-Ty...
Teraz przeciwniczka nie wyglądała jak dziecko. Była wysoka, miała kobiece kształty i była skąpo ubrana.
-Pytam. Poddajesz się?
-Nigdy.
-Leć, Sierva!- 6 'noży' poleciało w stronę Tsuyi i przygwoździło ją do ściany.
-Co to?
-Czy ty pierwszy raz walczysz z Mephew? Każdy ma miecz, który ma imię i umiejętności. Moja Sierva przygważdża do ściany, a ja mogę bezpiecznie podejść i cię zabić.
-Tsuya!- krzyknął Ichigo i pobiegł pomóc siostrze.
-Ichiro, debilu!
-Co za szczyl?- spytała, po czym pojawiła się za bratem przeciwniczki i przebiła na wylot.
-Ichiro!
-Zamknij się!- krzyknęła, po czym rozcięła ją na pół. Gdy dwie połowy dziewczyny padły u jej stóp, dodała:
-Nie byłaś warta zabijania. No cóż... tak wygląda wojna.
Tsuya...- pomyślał Ichiro zanim stracił przytomność.
Tymczasem walka trwała dalej. Dużo ludzi zginęło, ale ostatecznie bitwę wygrali Geyiaj.
* * *
Dni mijały, a on dalej spał. Jednak kiedyś musiał się obudzić, i to właśnie ten dzień. Po otworzeniu oczu zobaczył sufit. Usiadł i podparł się rękami. Jego brzuch, ręce, nogi i czoło były w bandażach. Pamiętał tylko swoją siostrę rozciętą na pół, nic więcej. Nagle drzwi do jego pokoju otworzyły się. Weszła dziewczyna, ubrana w czarno-czerwoną spódnicę, krótki top i buty przypominające wyglądem glany. Miała długie, czarne włosy, które były rozpuszczone a u jej boku był miecz.
-W końcu się obudziłeś.
-Kim jesteś?!
-Raicho.
Słysząc jej spokojny głos, opanował się.
-Ichiro, Geyiaj.
-Geyiaj?!
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Akurat ja zabijam tylko Mephew.
-Aa... aha...
-Skąd masz ten miecz.
-T-Ten...? Był koło ciebie, gdy cię znalazłam...
-Weź go sobie, nie jest mój.
-Ah.. dzięki...
-Przejdziemy się? Już mi lepiej.
-Nie! To znaczy... jeszcze jesteś chory.. no i...
-Spokojnie, nic mi nie będzie.
-Hehe...- zaczęła się głupkowato śmiać.
-Co jest?
-Muszę wyjść... jak chcesz iść, to idź sam. Tylko nie otwieraj nigdy niebieskich drzwi.... nigdy.
-Ok, ok...
-Jutro mam zamiar zacząć remont, więc wieczorem się wynosimy.
-My?
-Chyba nie myślisz, że zostawię cię w takim stanie.- powiedziała i wyszła.
-Wieczorem spakowała się, i wyjechali do hotelu. Spędzili tam następne 2 miesiące, przez które ''zaprzyjaźnili się''. Nadszedł dzień, w którym Raicho chciała wyznać prawdę Ichiro.
-Ichiro... dlaczego nienawidzisz Mephew?
-Bo jestem Geyiaj... pozbawili mnie rodziny... i z zazdrości.
-Zazdrości?
-Tak. Oni mają uczucia, ja nie...
-Głupek! Zazdrość, nienawiść, to też uczucia! To, że mnie nie zostawiłeś, to też takiego rodzaju uczucie.
-Wtedy zostałem tylko po to, żebyś mnie uratowała... ale tera, gdy cię obok nie ma, czuję pustkę, a jak jesteś, to ciepło... to jest uczucie?
-To jest przywiązanie, Ichiro. Przywiązanie... Nie czujesz tęsknoty i smutku po stracie rodziny?
-Ale ja chcę czuć miłość, przyjaźń, radość... właśnie tych uczuć nie mamy! Jesteśmy pozbawieni tylko tych dobrych, żebyśmy popadali w depresję i zabijali więcej.
Czyli... on zdaje sobie z tego sprawę? Że... ma uczucia... tylko te złe...- myślała.
-Ichiro... jak wielka jest twoja nienawiść do Mephew?
-Bardzo wielka...
-Rozumiem...
I nic. Nie wyjawi mu prawdy. A tak bardzo tego chciała...
__________________________________________
No, pierwszy rozdział kończę tak ^_^ ;pp na razie nudno, wiem >.> ale się rozkręci, zobaczycie! XD
Rozdziały będą dodawane co tydzień, bo piszę to w zeszycie, i przepisuję tu z poprawkami xdd
W każdym rozdziale będą mogły być wulgaryzmy i przemoc... aczkolwiek nie muszą.
-W końcu się obudziłeś.
-Kim jesteś?!
-Raicho.
Słysząc jej spokojny głos, opanował się.
-Ichiro, Geyiaj.
-Geyiaj?!
-Nie bój się, nic ci nie zrobię. Akurat ja zabijam tylko Mephew.
-Aa... aha...
-Skąd masz ten miecz.
-T-Ten...? Był koło ciebie, gdy cię znalazłam...
-Weź go sobie, nie jest mój.
-Ah.. dzięki...
-Przejdziemy się? Już mi lepiej.
-Nie! To znaczy... jeszcze jesteś chory.. no i...
-Spokojnie, nic mi nie będzie.
-Hehe...- zaczęła się głupkowato śmiać.
-Co jest?
-Muszę wyjść... jak chcesz iść, to idź sam. Tylko nie otwieraj nigdy niebieskich drzwi.... nigdy.
-Ok, ok...
-Jutro mam zamiar zacząć remont, więc wieczorem się wynosimy.
-My?
-Chyba nie myślisz, że zostawię cię w takim stanie.- powiedziała i wyszła.
-Wieczorem spakowała się, i wyjechali do hotelu. Spędzili tam następne 2 miesiące, przez które ''zaprzyjaźnili się''. Nadszedł dzień, w którym Raicho chciała wyznać prawdę Ichiro.
-Ichiro... dlaczego nienawidzisz Mephew?
-Bo jestem Geyiaj... pozbawili mnie rodziny... i z zazdrości.
-Zazdrości?
-Tak. Oni mają uczucia, ja nie...
-Głupek! Zazdrość, nienawiść, to też uczucia! To, że mnie nie zostawiłeś, to też takiego rodzaju uczucie.
-Wtedy zostałem tylko po to, żebyś mnie uratowała... ale tera, gdy cię obok nie ma, czuję pustkę, a jak jesteś, to ciepło... to jest uczucie?
-To jest przywiązanie, Ichiro. Przywiązanie... Nie czujesz tęsknoty i smutku po stracie rodziny?
-Ale ja chcę czuć miłość, przyjaźń, radość... właśnie tych uczuć nie mamy! Jesteśmy pozbawieni tylko tych dobrych, żebyśmy popadali w depresję i zabijali więcej.
Czyli... on zdaje sobie z tego sprawę? Że... ma uczucia... tylko te złe...- myślała.
-Ichiro... jak wielka jest twoja nienawiść do Mephew?
-Bardzo wielka...
-Rozumiem...
I nic. Nie wyjawi mu prawdy. A tak bardzo tego chciała...
__________________________________________
No, pierwszy rozdział kończę tak ^_^ ;pp na razie nudno, wiem >.> ale się rozkręci, zobaczycie! XD
Rozdziały będą dodawane co tydzień, bo piszę to w zeszycie, i przepisuję tu z poprawkami xdd
W każdym rozdziale będą mogły być wulgaryzmy i przemoc... aczkolwiek nie muszą.
czwartek, 28 sierpnia 2014
Przepraszaam ;___;
Hej ;c
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale miałam gości, potem pojechałam na wakacje i znowu miałam gości >.>
Teraz znowu będę pisać ^*^
I.. usuwam swoje kolejne opowiadanie ._____.
Będę pisać nowe XD
No, to tyle c;
Bye bye ;**
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale miałam gości, potem pojechałam na wakacje i znowu miałam gości >.>
Teraz znowu będę pisać ^*^
I.. usuwam swoje kolejne opowiadanie ._____.
Będę pisać nowe XD
No, to tyle c;
Bye bye ;**
czwartek, 21 sierpnia 2014
Legenda- Początek. (Nowa)
Wiodłam spokojne i monotonne życie w małej wiosce na wschodzie Elfiego Królestwa.
Aż do tego feralnego dnia...
Do naszej osady przyjechali żołnierze wraz z jakimiś tajemniczymi postaciami. Mieli długie peleryny z kapturami skrywającymi ich twarz.
Każde dziecko w wieku od 14 do 16 lat, dziewczynki i chłopcy mieli stawić się na pobliskiej łące.
Wszystkich bardzo zdziwiły te rozkazy, ale cóż musieliśmy to zrobić.
Spotkałam na miejscu sporą grupkę osób. Przysiadłam na trawie i wpatrywałam się w horyzont. Niebieskie niebo, pokryte niezliczoną ilością chmur górowało nad nami. W oddali stał stary i potężny las. Niedaleko iskrzyła się w promieniach słońca niebieska rzeczka. Widziałam gniade, kasztanowe i białe konie ścigające się ze sobą.
Nagle wszyscy zerwali się na równe nogi, a ja poszłam za ich przykładem.
-Ustawcie się w rzędzie!- rozkazał jeden z żołnierzy.
Zrobiliśmy to. Zakapturzone postacie przyglądały się nam.
Kazali kilkoma osobom odejść z szeregu. Po chwili nakazali nam iść za sobą. Zaprowadzili nas do kołczanów pełnych strzał, obok łuków. Naprzeciwko stały tarcze. Ucieszyłam się zawsze lubiłam strzelać z takiej broni.
Ustawiliśmy się. Każdy chwycił łuk, naciągną cięciwę ze strzałą, obliczył wszystko i wystrzelił. Moja strzała trafiła prawie w sam środek tarczy. Rozejrzałam się. Moim sąsiadom nie poszło tak dobrze, ale i nie najgorzej.
Bezimienni (tak ich nazywam) oglądali tarcze. Pokiwali głowami do siebie i wrócili na dawne miejsce.
-Za mną!- rozkazał jeden z nich i ruszył do przodu w stronę lasu.
Wykonaliśmy polecenie.
Zaprowadził nas na jego skraj.
-Ustawcie się jedno za drugim!
Zrobiliśmy to. Po chwili usłyszeliśmy dalsze instrukcje:
-Każde z was ma w jak najkrótszym czasie wejść na to drzewo!- wskazał palcem na stary, bardzo rozgałęziony dąb.
Po jakichś 15 minutach nadeszła moja kolej. Wzięłam głęboki wdech dla uspokojenia. Gdy zobaczyłam sygnał jak najszybciej jak potrafiłam podbiegłam do dębu. Chwyciłam solidną gałąź, podciągnęłam się i weszłam na nią. Potem chwyciłam kolejną, podpierając się stopą na innej wspięłam się wyżej. I tak kilka razy. Usłyszałam krzyk:
-Wystarczy!
Zerknęłam w tamtą stronę, kiwnęłam głową i zaczęłam schodzić.
Cały czas szukając solidnego oparcia schodziłam na dół. Kiedy od ziemi dzielił mnie jedynie metr zeskoczyłam zgrabnie lądując.
Niektórzy patrzyli na mnie z aprobatą, a ja na to podnosiłam tylko brew w niemym pytaniu.
+ O co im chodzi? +- myślałam. Nagle doznałam olśnienia.
+ Uznali, że się popisywałam tym skokiem! + pokręciłam smutno głową.
***
Takie testy trwały jeszcze przez 3 dni. Sprawdzali jak sobie radzimy z bronią, w lesie, jaką mamy kondycje.
Czwartego dnia kazali nam się zebrać na dziedzińcu. Jeden z żołnierzy trzymał pergamin. Kiedy wszyscy się już zebrali zaczął czytać nazwiska. Gdy skończył wszyscy wyczytani mięli stawić się pod ścianą świątyni.
Jednym z wybranych byłam ja i moja przyjaciółka, Nessa.
-Spakujcie najpotrzebniejsze rzeczy i jutro rano stawcie się tutaj. Więcej dowiecie się o wschodzi słońca.
Wszyscy pokiwali głowami przyjmując te słowa do wiadomości. Po chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić.
Ja też poszłam do domu. W chacie w której mieszkam paliła się świeczka na stole, a jej światło odbijało się na szklanej powierzchni. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je najciszej jak tylko potrafiłam. W progu powitała mnie mama, wielkim uśmiechem. W jej spojrzeniu dostrzegłam troskę. Usiadłam do stołu, a moja rodzicielka postawiła prze de mną talerz z zupą. Ukroiła pajde chleba i już miała podać mi ją, a kiedy dostrzegła moje dłonie, czarne od gleby i innych rzeczy.
-Idź umyj ręce.
Zastosowałam się do jej polecenia.
Po chwili wróciłam i zjadłam ze smakiem posiłek.
Podziękowałam i poszłam do swojego pokoju spakować się.
Wyjęłam z pod łóżka walizkę i wyjęłam z szafy kila ubrań, mój ulubiony sztylet.
Spakowałam też jedzenie które przygotowała mi mama, a potem wszystko położyłam koło szafy.
Umyłam się i położyłam spać.
Po chwili byłam już w krainie snów.
Aż do tego feralnego dnia...
Do naszej osady przyjechali żołnierze wraz z jakimiś tajemniczymi postaciami. Mieli długie peleryny z kapturami skrywającymi ich twarz.
Każde dziecko w wieku od 14 do 16 lat, dziewczynki i chłopcy mieli stawić się na pobliskiej łące.
Wszystkich bardzo zdziwiły te rozkazy, ale cóż musieliśmy to zrobić.
Spotkałam na miejscu sporą grupkę osób. Przysiadłam na trawie i wpatrywałam się w horyzont. Niebieskie niebo, pokryte niezliczoną ilością chmur górowało nad nami. W oddali stał stary i potężny las. Niedaleko iskrzyła się w promieniach słońca niebieska rzeczka. Widziałam gniade, kasztanowe i białe konie ścigające się ze sobą.
Nagle wszyscy zerwali się na równe nogi, a ja poszłam za ich przykładem.
-Ustawcie się w rzędzie!- rozkazał jeden z żołnierzy.
Zrobiliśmy to. Zakapturzone postacie przyglądały się nam.
Kazali kilkoma osobom odejść z szeregu. Po chwili nakazali nam iść za sobą. Zaprowadzili nas do kołczanów pełnych strzał, obok łuków. Naprzeciwko stały tarcze. Ucieszyłam się zawsze lubiłam strzelać z takiej broni.
Ustawiliśmy się. Każdy chwycił łuk, naciągną cięciwę ze strzałą, obliczył wszystko i wystrzelił. Moja strzała trafiła prawie w sam środek tarczy. Rozejrzałam się. Moim sąsiadom nie poszło tak dobrze, ale i nie najgorzej.
Bezimienni (tak ich nazywam) oglądali tarcze. Pokiwali głowami do siebie i wrócili na dawne miejsce.
-Za mną!- rozkazał jeden z nich i ruszył do przodu w stronę lasu.
Wykonaliśmy polecenie.
Zaprowadził nas na jego skraj.
-Ustawcie się jedno za drugim!
Zrobiliśmy to. Po chwili usłyszeliśmy dalsze instrukcje:
-Każde z was ma w jak najkrótszym czasie wejść na to drzewo!- wskazał palcem na stary, bardzo rozgałęziony dąb.
Po jakichś 15 minutach nadeszła moja kolej. Wzięłam głęboki wdech dla uspokojenia. Gdy zobaczyłam sygnał jak najszybciej jak potrafiłam podbiegłam do dębu. Chwyciłam solidną gałąź, podciągnęłam się i weszłam na nią. Potem chwyciłam kolejną, podpierając się stopą na innej wspięłam się wyżej. I tak kilka razy. Usłyszałam krzyk:
-Wystarczy!
Zerknęłam w tamtą stronę, kiwnęłam głową i zaczęłam schodzić.
Cały czas szukając solidnego oparcia schodziłam na dół. Kiedy od ziemi dzielił mnie jedynie metr zeskoczyłam zgrabnie lądując.
Niektórzy patrzyli na mnie z aprobatą, a ja na to podnosiłam tylko brew w niemym pytaniu.
+ O co im chodzi? +- myślałam. Nagle doznałam olśnienia.
+ Uznali, że się popisywałam tym skokiem! + pokręciłam smutno głową.
***
Takie testy trwały jeszcze przez 3 dni. Sprawdzali jak sobie radzimy z bronią, w lesie, jaką mamy kondycje.
Czwartego dnia kazali nam się zebrać na dziedzińcu. Jeden z żołnierzy trzymał pergamin. Kiedy wszyscy się już zebrali zaczął czytać nazwiska. Gdy skończył wszyscy wyczytani mięli stawić się pod ścianą świątyni.
Jednym z wybranych byłam ja i moja przyjaciółka, Nessa.
-Spakujcie najpotrzebniejsze rzeczy i jutro rano stawcie się tutaj. Więcej dowiecie się o wschodzi słońca.
Wszyscy pokiwali głowami przyjmując te słowa do wiadomości. Po chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić.
Ja też poszłam do domu. W chacie w której mieszkam paliła się świeczka na stole, a jej światło odbijało się na szklanej powierzchni. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je najciszej jak tylko potrafiłam. W progu powitała mnie mama, wielkim uśmiechem. W jej spojrzeniu dostrzegłam troskę. Usiadłam do stołu, a moja rodzicielka postawiła prze de mną talerz z zupą. Ukroiła pajde chleba i już miała podać mi ją, a kiedy dostrzegła moje dłonie, czarne od gleby i innych rzeczy.
-Idź umyj ręce.
Zastosowałam się do jej polecenia.
Po chwili wróciłam i zjadłam ze smakiem posiłek.
Podziękowałam i poszłam do swojego pokoju spakować się.
Wyjęłam z pod łóżka walizkę i wyjęłam z szafy kila ubrań, mój ulubiony sztylet.
Spakowałam też jedzenie które przygotowała mi mama, a potem wszystko położyłam koło szafy.
Umyłam się i położyłam spać.
Po chwili byłam już w krainie snów.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
♥Hey, look at me, I'm here!♥ [1]
_______________Sebastian__________
Jej piękne blond,włosy,które rozwiewa wiatr.Te prześliczne niebieskie oczy.I ta minióweczka!
-Och ty zboczuchu,znów podglądasz Sonie?-Zapytał głos zza mną.
Zdezorientowany,odwróciłem się i ujżałem...nikogo ważnego.Ponownie odwróciłem się by podglądać tą boginie,stojącą niczym Julia na balkonie i czekającą na swego Reme'a.
-Sebastian-Odezwała się dziewczyna-Sebastian!
Krzykneła tak głośno,że z przerażenia aż poskoczyłem.
-Czego!?-Krzyknołem , nieodrwyając wzroku od Soni.
-Jesteś dupkiem!-Oznajmiła i wybiegła z mojego pokoju.
Niech biegnie,gdyy się stęskni to wróci-Pomyślałem dalej wpatrywałem się w sonie,przez okno.
___________Nikola____________
-Jesteś dupkiem!-Krzyknełam z łzami w oczach.
Nie wiedziałam co mam zrobić więc wybiegłam z jego pokoju,a potem z domu.
-Dlaczego?-Pytałam samą siebie-Dlaczego on mnie nie dostrzega!?
Mam na imię Nikola,chodze do pierwszej klasy liceum i przyjaźnie się z tym dupkiem...
Tak,może i jest hamską świnią ale.....kocham tego zboczonego prosiaka!Znamy się od przeczkola i to dosyć głupie...przez ten cały czas robiłam wszystko dla niego robiłam,tak jak każda przyjaciółka a on dla mnie nic....od bardzo dawna staram się wkońcu zerwać z nim znajomość,ale zawsze wracam do niego....echh przesto że znamy się od tak dawna , wiem o nim wszystko i ....musiałam akurat się zakochać!Pffffff....
____________Natan_____________
Wracałem do domu gdy ujżałem Nikole pod domem tej szui Sebastiana.Och bidulka,nic nnie może zrobić...zakochhała się w tej świni.Tak bardzo chciałbym jej pomóc,ale nie moge...
Podeszłem do dziewczyny.Jak zwykle płakała.
-Nikol,daj sobie z nim spokój,dobrze?-Zwróciłem się do dziewczyny.
-Ja....nie...nie...nie moge!-Wyjąkała.
-No chodź-Oznajmiłem obejmując dziewczyne ramieniem.
Szatynnka wstuliła się wemnie a ja objołem ją drugim ramieniem.Gdy widze ją taką,normalnie....!
Czy ten cholerny dupek nie widzi że ja krzywdzi!?
-Dziękuje Nat-Wyszeptała.
-Zabije go....
-Przestań,to głupie.
-Nie,pujde tam i strzele go po tej jego gębie!
Odkleiłem się od dziewczyny i ruszyłem w strone domu Sebastiana.Szypko znalazłem się w jego pokoju,ma się te sposoby.Ten przygłup jak zwykle siedział przy oknie,wpatrując się w tą lalke barbie na balkonie.
Sonia zawsze była ładna,ale wredna i sztuczna.Podeszłem do chłopaka i klepnolem go po plecach by zwrócił na mnie uwagę.
-Czego!?-Zapytał widocznie znudzony.
-Nikola,pamiętasz ja jeszcze?!-Zapytałem sarkastycznie.
-Wybiegła z tąd,ale zaraz wróci...
-Serio?A co jak nie?
-Ona zawsze wraca!
-Dlatego traktujesz ją jak powietrze,tak?!-Krzyknołem oburzony.
-Przestań,to dziewczyna,zaraz jej przejdzie.
-Przegiołeś stary!-Oznajmiłem i z całym impetem przywaliłem brunetowi w twarz,z pięści.
________________________________
O,O nwm co powiedzieć O.O To opowiadanie opowiada o nastolatkach których łączy jedna rzecz:nie zauważają uczuć drugiej osoby.Z tąd ten tytuł ;>
Krótkie info od Nat...
Otuż zobaczyłam że ostatnia(dostępna) część opowiadania Dotyk samotności i Zabić i przetrwać ma tylko jedno wyświetlenie dlatego usune te dwa opowidania gdyż tylko zaśmiecaja naszego bloga :/
Nikt nie chce ich czytać, to nie ma sensu ich dalej pisać.Narazie wstrzymuje pdalsze pisanie opowiadania Neova.Anioły i demony .To tyle bye :/
Nikt nie chce ich czytać, to nie ma sensu ich dalej pisać.Narazie wstrzymuje pdalsze pisanie opowiadania Neova.Anioły i demony .To tyle bye :/
Info na temat Legendy.
Trochę zbyt to kolorowe, więc postanowiłam że pozmieniam to i owo.
Napisze wszystko od początku, ale nie będę usuwać postów.
Za każdym razem pojawi się nowa notka z informacjami.
Będę pisać o tym które są już zmienione. To tyle... Bay.
niedziela, 17 sierpnia 2014
Historia Luthien cz.4
Nagle pojawiły mi się czarne plamki przed oczami. Straciłam siły. Zmiękły mi kolana. Upadłam, usłyszałam jeszcze czyjeś kroki.
-Nie krzywdźcie ich...-szepnęłam i zapadła ciemność.
Byłam w jakimś lesie. Na drzewach były zawieszone świeczniki. Stała przy nich jakaś postać.
Odwróciła głowę w moją stronę. To kobieta, miała czarne, lekko pofalowane, kruczoczarne włosy. Blada cera, a na niej pomalowane czarną szminką, pełne usta. Patrzyła na mnie oczami bez wyrazu.
-Gdzie ja jestem?
-Widzisz te świeczki?
Skinęłam głową.
-To są życia innych stworzeń. Ludzi, zwierząt i innych.
-A co ja tu robię?
-Nie wiem. W jakich okolicznościach się tu znalazłaś?- miała melodyjny głos, ale mówiła bez jakichkolwiek uczuć.
-Stworzyłam barierę, aby wilki nie zaatakowały ludzi. Po jakimś czasie zemdlałam i pojawiłam się tutaj.
-Zaskakujące... Myślę, że powinnaś już wrócić.
Powiedziała i zdmuchnęła z dłoni jakiś proszek w moją stronę. Przed moimi oczami znów pojawiły mi się czarne plamki.
Obudziłam się i rozejrzałam się w okół. Byłam na skraju lasu.
-Co się stało?- zapytałam.
-Zemdlałaś.-powiedział.
Zerwałam się na równe nogi i szybko pobiegłam do lasu. Nie było tam ich.
*Poprosiłam je, aby stąd uciekły.*
Westchnęłam z ulgą. Znów wyszłam z lasu i spojrzałam na nich wyzywająco.
-Zabraniam wam ścinać te drzewa!-wydarłam się- Nie macie najmniejszego prawa tego robić! To jest część naszej planety i ekosystemu, która jest bardzo ważna! Jeśli będzie trzeba to będę się o ten las bić!- wrzeszczałam z hardą miną.
Patrzyli na mnie w osłupieniu.
-No co?!- skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na ich reakcje.
Z lasu wyłoniła się Nirvana. Podeszła do mnie i musnęła mój policzek.
-Jeszcze chwilka. Idź do Meleris ja dołączę później.
Parsknęła niespokojnie. Zaśmiałam się i szepnęłam jej na ucho:
-To zostań ze mną, ale oni nie mogą się dowiedzieć, że cie rozumiem (zaczęłam ją rozumieć dziś rano).
Odwróciłam się w ich stronę i spojrzałam wyczekująco.
-Zdecydowaliście się już?- zapytałam.
Nadal stali w osłupieniu. Wzruszyłam ramionami i poszłam w stronę rzeki (płynie dokoła lasu).
Klacz ruszyła przodem, a ja za nią podziwiałam widoki. Byliśmy na łące pełnej polnych kwiatów.
-Jak masz na imię?- usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się. Szedł za mną tamten chłopak ,,szef dryblasów''.
-Nie muszę ci mówić. I nie zamierzam- odwróciłam się od niego- Zdecydowaliście się?
-Nie powiem dopóki nie wyjawisz mi swojego imienia.
Westchnęłam.
-I tak będziecie niszczyć ten las. Drzewa które pamiętają najstarsze dzieje. Rośliny, które są na wyginięciu... wszystko przepadnie. Nie powróci. Nasza historia, nasze legendy... wszystko pamiętają te drzewa, a wy chcecie je ściąć. Dlaczego? Papieru brakuje? Desek na dom?
Odwróciłam się w jego stronę oczekując odpowiedzi. Moje długie, czarne, proste włosy powiewały na wietrze.
Przyglądał mi się. Staliśmy tak jakieś 5 minut. Poczułam obecność Nirvany. Musnęła mój policzek, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
Odwróciłam się w jej stronę i wskoczyłam jej na grzbiet.
-Masz czas do zachodu słońca. Wtedy tu przybędę i będę oczekiwać odpowiedzi!- pochyliłam się do jej ucha i szepnęłam- Pędź do domu.
Usłuchała. Pędziłyśmy niczym wiatr.
*Zawiezie cię do wioski*- poinformowała mnie Meleris.
Dotarłyśmy tam w jakieś 10 minut.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem okropnie krótkie...Wybaczcie! Brak weny... :'(
-Nie krzywdźcie ich...-szepnęłam i zapadła ciemność.
Byłam w jakimś lesie. Na drzewach były zawieszone świeczniki. Stała przy nich jakaś postać.
Odwróciła głowę w moją stronę. To kobieta, miała czarne, lekko pofalowane, kruczoczarne włosy. Blada cera, a na niej pomalowane czarną szminką, pełne usta. Patrzyła na mnie oczami bez wyrazu.
-Gdzie ja jestem?
-Widzisz te świeczki?
Skinęłam głową.
-To są życia innych stworzeń. Ludzi, zwierząt i innych.
-A co ja tu robię?
-Nie wiem. W jakich okolicznościach się tu znalazłaś?- miała melodyjny głos, ale mówiła bez jakichkolwiek uczuć.
-Stworzyłam barierę, aby wilki nie zaatakowały ludzi. Po jakimś czasie zemdlałam i pojawiłam się tutaj.
-Zaskakujące... Myślę, że powinnaś już wrócić.
Powiedziała i zdmuchnęła z dłoni jakiś proszek w moją stronę. Przed moimi oczami znów pojawiły mi się czarne plamki.
Obudziłam się i rozejrzałam się w okół. Byłam na skraju lasu.
-Co się stało?- zapytałam.
-Zemdlałaś.-powiedział.
Zerwałam się na równe nogi i szybko pobiegłam do lasu. Nie było tam ich.
*Poprosiłam je, aby stąd uciekły.*
Westchnęłam z ulgą. Znów wyszłam z lasu i spojrzałam na nich wyzywająco.
-Zabraniam wam ścinać te drzewa!-wydarłam się- Nie macie najmniejszego prawa tego robić! To jest część naszej planety i ekosystemu, która jest bardzo ważna! Jeśli będzie trzeba to będę się o ten las bić!- wrzeszczałam z hardą miną.
Patrzyli na mnie w osłupieniu.
-No co?!- skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na ich reakcje.
Z lasu wyłoniła się Nirvana. Podeszła do mnie i musnęła mój policzek.
-Jeszcze chwilka. Idź do Meleris ja dołączę później.
Parsknęła niespokojnie. Zaśmiałam się i szepnęłam jej na ucho:
-To zostań ze mną, ale oni nie mogą się dowiedzieć, że cie rozumiem (zaczęłam ją rozumieć dziś rano).
Odwróciłam się w ich stronę i spojrzałam wyczekująco.
-Zdecydowaliście się już?- zapytałam.
Nadal stali w osłupieniu. Wzruszyłam ramionami i poszłam w stronę rzeki (płynie dokoła lasu).
Klacz ruszyła przodem, a ja za nią podziwiałam widoki. Byliśmy na łące pełnej polnych kwiatów.
-Jak masz na imię?- usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się. Szedł za mną tamten chłopak ,,szef dryblasów''.
-Nie muszę ci mówić. I nie zamierzam- odwróciłam się od niego- Zdecydowaliście się?
-Nie powiem dopóki nie wyjawisz mi swojego imienia.
Westchnęłam.
-I tak będziecie niszczyć ten las. Drzewa które pamiętają najstarsze dzieje. Rośliny, które są na wyginięciu... wszystko przepadnie. Nie powróci. Nasza historia, nasze legendy... wszystko pamiętają te drzewa, a wy chcecie je ściąć. Dlaczego? Papieru brakuje? Desek na dom?
Odwróciłam się w jego stronę oczekując odpowiedzi. Moje długie, czarne, proste włosy powiewały na wietrze.
Przyglądał mi się. Staliśmy tak jakieś 5 minut. Poczułam obecność Nirvany. Musnęła mój policzek, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
Odwróciłam się w jej stronę i wskoczyłam jej na grzbiet.
-Masz czas do zachodu słońca. Wtedy tu przybędę i będę oczekiwać odpowiedzi!- pochyliłam się do jej ucha i szepnęłam- Pędź do domu.
Usłuchała. Pędziłyśmy niczym wiatr.
*Zawiezie cię do wioski*- poinformowała mnie Meleris.
Dotarłyśmy tam w jakieś 10 minut.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem okropnie krótkie...Wybaczcie! Brak weny... :'(
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Historia Luthien cz. 3
-To źródło mojej mocy?- zgadywałam.
Skinęła potakująco głową. Nagle na jej twarzy pojawił się grymas, złapała się za głowę i upadła na trawę. Podeszłam do niej szybko i dotknęłam jej czoło. Było gorące.
-Co się stało?
Ułożyłam jej głowę na moich kolanach.
-Coś się dzieje z lasem. Coś złego...
-Gdzie?
-Na skraju po tamtej stronie. Nirvana cię zawiezie.
Skinęłam głową. Przy moim boku już stała klacz. Szybko na nią wsiadłam, a ona popędziła galopem w stronę wskazaną przez Meleris. Byłyśmy tam 5 minut później. Słychać było piły łańcuchowe. Zeskoczyłam z niej i pobiegłam w ich kierunku.
-STOP!!!- wrzasnęłam.
Przerwali prace i przyglądali mi się.
-Co wy wyprawiacie?!- przypatrywałam się im z wyrzutem.
-Pracujemy, a co nie wolno?- mówił z kpiną jeden z nich.
-Nie, nie wolno. Czemu tniecie ten las? Kto wam pozwolił?
-Tniemy, bo to nasza praca. A mamy pozwolenie od burmistrza.
-Chce je zobaczyć!
-Bo co?
-Bo nikomu nie pozwolę ciąć tego lasu!
-Co ty nam możesz zrobić?
-Wiele...-uśmiechnęłam się złowrogo.
-Co się tu dzieje?
Z tłumu wyszedł jakiś chłopak i przyglądał nam się badawczo.
-Nic. Ta mała nie pozwala nam ciąć tych drzew...
*Nie możesz im powiedzieć o naszym istnieniu*- usłyszałam w głowie słaby głos driady.
-Dlaczego?- popatrzył na mnie.
Miał ciemne oczy, niemal czarne.
-Nie mogę tego wyjaśnić. Po prostu tym sposobem krzywdzicie wiele osób i zwierząt. Te stworzenia nie będą miały gdzie się podziać! I to z jakiego powodu? Bo wybraliście sobie akurat ten las?
-W każdym innym lesie zwierzęta nie będą miały gdzie się podziać...-powiedział chłopak.
-Ale tutaj mieszkają wilki! Jeśli stracą terytorium będą szukały schronienia na polach. Mogą też kogoś skrzywdzić...
Usłyszałam szelest w krzakach.
*Wilki. Powstrzymaj je!*
-Stójcie! Nie wychodźcie ja to załatwię.-mówiłam spokojnym głosem w stronę odgłosów.
Usłuchały.
-Co to było?-zapytał jeden z mężczyzn.
-Nie chcesz wiedzieć...-odparłam.
*Chcą ich zaatakować. Utwórz ścianę. Zamknij oczy i skup się, wyobraź sobie barierę. Tylko trzymaj cały czas rękę w tej samej pozycji to pomoże ci ją utrzymać.*
Zrobiłam co kazała. Udało się.
-Co się stało z twoimi oczami?- zapytał mnie chłopak.
-A coś się stało?- zapytałam.
-Są fioletowe...
-Naprawdę?- nie dowierzałam.
Skinął głową.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałam napisać dłużej uwierzcie... ale nie było mi to dane :( No cóż. W każdym razie mam nadzieje, że jako tako jest w porządku...
Skinęła potakująco głową. Nagle na jej twarzy pojawił się grymas, złapała się za głowę i upadła na trawę. Podeszłam do niej szybko i dotknęłam jej czoło. Było gorące.
-Co się stało?
Ułożyłam jej głowę na moich kolanach.
-Coś się dzieje z lasem. Coś złego...
-Gdzie?
-Na skraju po tamtej stronie. Nirvana cię zawiezie.
Skinęłam głową. Przy moim boku już stała klacz. Szybko na nią wsiadłam, a ona popędziła galopem w stronę wskazaną przez Meleris. Byłyśmy tam 5 minut później. Słychać było piły łańcuchowe. Zeskoczyłam z niej i pobiegłam w ich kierunku.
-STOP!!!- wrzasnęłam.
Przerwali prace i przyglądali mi się.
-Co wy wyprawiacie?!- przypatrywałam się im z wyrzutem.
-Pracujemy, a co nie wolno?- mówił z kpiną jeden z nich.
-Nie, nie wolno. Czemu tniecie ten las? Kto wam pozwolił?
-Tniemy, bo to nasza praca. A mamy pozwolenie od burmistrza.
-Chce je zobaczyć!
-Bo co?
-Bo nikomu nie pozwolę ciąć tego lasu!
-Co ty nam możesz zrobić?
-Wiele...-uśmiechnęłam się złowrogo.
-Co się tu dzieje?
Z tłumu wyszedł jakiś chłopak i przyglądał nam się badawczo.
-Nic. Ta mała nie pozwala nam ciąć tych drzew...
*Nie możesz im powiedzieć o naszym istnieniu*- usłyszałam w głowie słaby głos driady.
-Dlaczego?- popatrzył na mnie.
Miał ciemne oczy, niemal czarne.
-Nie mogę tego wyjaśnić. Po prostu tym sposobem krzywdzicie wiele osób i zwierząt. Te stworzenia nie będą miały gdzie się podziać! I to z jakiego powodu? Bo wybraliście sobie akurat ten las?
-W każdym innym lesie zwierzęta nie będą miały gdzie się podziać...-powiedział chłopak.
-Ale tutaj mieszkają wilki! Jeśli stracą terytorium będą szukały schronienia na polach. Mogą też kogoś skrzywdzić...
Usłyszałam szelest w krzakach.
*Wilki. Powstrzymaj je!*
-Stójcie! Nie wychodźcie ja to załatwię.-mówiłam spokojnym głosem w stronę odgłosów.
Usłuchały.
-Co to było?-zapytał jeden z mężczyzn.
-Nie chcesz wiedzieć...-odparłam.
*Chcą ich zaatakować. Utwórz ścianę. Zamknij oczy i skup się, wyobraź sobie barierę. Tylko trzymaj cały czas rękę w tej samej pozycji to pomoże ci ją utrzymać.*
Zrobiłam co kazała. Udało się.
-Co się stało z twoimi oczami?- zapytał mnie chłopak.
-A coś się stało?- zapytałam.
-Są fioletowe...
-Naprawdę?- nie dowierzałam.
Skinął głową.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałam napisać dłużej uwierzcie... ale nie było mi to dane :( No cóż. W każdym razie mam nadzieje, że jako tako jest w porządku...
środa, 6 sierpnia 2014
Historia Luthien cz.2 Opiekunka
Zastanawiałam się przez kilka minut nim wymyśliłam.
-Już wiem!- krzyknęłam uradowana- Będziesz się nazywała Nirvana! Co ty na to?- zwróciłam się do zwierzaka.
Parsknęła zadowolona. Uśmiechnęłam się do niej i pogładziłam jej sierść. Patrzył na mnie mądrymi oczami śledząc każdy mój ruch.
-Chcesz kolejne jabłko?
Wyjęłam z torby zielono-czerwone jabłko. Podałam je zwierzęciu uważając aby nie odgryzł przypadkiem moich palców. Zjadła je ze smakiem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zawsze uwielbiałam konie, a teraz z jednym się zaprzyjaźniłam.
Spojrzałam na promiennie zachodzącego słońca prześwitującego przez gałęzie drzew. Wyjęłam z plecaka bluzę i otuliłam się nią.
Mama zawsze mówiła, że jeśli kiedykolwiek będę spędzać noc w tym lesie nie mogę rozpalić ognia.
Westchnęłam. Wyjęłam z torby kanapkę i rozwinęłam papier. Wgryzłam się ze smakiem w chleb z masłem, salami, pomidorem, serem i cebulą. Wzięłam butelkę z wodą i napiłam się. Klacz patrzyła na mnie wyczekująco.
-Penie ty też chcesz pić?
Pokazałam gestem aby szła za mną. Wiedziałam, że to zrozumie i zrozumiała.
Poszłyśmy poza las gdzie płynęła rzeka. Podeszła niepewnie i pochyliła łeb ku wodzie. Cała sceneria wyglądała jak na obrazku!
Biały klacz pochylająca się nad rzeką błyszczącą w promieniach zachodzącego słońca. Za nią tajemniczy , ciemny las. Wokół łąka, a nad nią niebo pokryte pomarańczową mgiełką (zachód słońca).
Kiedy się napoiła poszłyśmy z powrotem do lasu. Westchnęłam zrezygnowana i zwróciłam się do przestrzeni przede mną.
-A co jeśli źle zrobiłam? Uciekłam z domu pod wpływem jakiegoś impulsu...-poczułam muśnięcie chrap konia o mój policzek. Pogłaskałam ją- Nie wiem czy powinnam była odchodzić... Z jednej strony dobrze zrobiłam, bo ojciec w końcu mógł by mnie pobić śmiertelnie, a że chodzi bez przerwy pijany, to by tego nie zauważył. A z drugiej strony jak ja dam sobie rade sama w lesie? - klacz parsknęła niezadowolona- No dobrze z twoją pomocą. Nie mogę poprosić nikogo o pomoc bo najbliższe sąsiedztwo jest jakieś 5 km z tond! Nie mam dużo jedzenia.
Po moim policzku spłynęła łza. Doszliśmy już do miejsca gdzie zostawiłam plecak. Było już ciemno. Zmęczona emocjami całego dnia ziewnęłam przeciągle. Nirvana położyła się pod drzewem. Wyjęłam koc i położyłam na jej grzbiecie. Sama położyłam się na mchu obok niej i przykryłam się drugim kocem. Po chwili udałam się w objęcia Morfeusza.
***
Obudziłam się. Nie pamiętam żadnego snu. Przetarłam zaspane oczy. Na pniu przewalonego drzewa na przeciw mnie siedziała jakaś kobieta. Zdziwiona ściągnęłam brwi i potrząsnęłam głową. Postać nie zniknęła tylko teraz patrzała na mnie z rozbawieniem.
-Witaj-powiedziała uśmiechając się serdecznie.
Miała bardzo melodyjny głos. Mówiła jakby śpiewała.
-Kim jesteś?- spojrzałam na nią podejrzliwie.
-Miło cię poznać- uśmiechnęła się serdecznie co odwzajemniłam.
-Skąd się tu wzięłaś?- zapytałam.
-Mieszkam tutaj- pokazała ręką las. Zmarszczyłam brwi.
-Cały czas?- nie dowierzałam.
Zaśmiała się melodyjnie.
-Tak. A ty skąd się tu wzięłaś?
-Uciekłam od ojca...
-Pijaka- dokończyła.
-Skoro wiedziałaś to po co się mnie pytałaś? A w ogóle to skąd wiesz?
-Pytałam bo chciałam sprawdzić jak bardzo jesteś otwarta, a wiem bo słyszałam jak mówiłaś.
-Wiem, że to dziwnie zabrzmi... Czym jesteś?
-Jestem pół driadą, pół magiem.
Otworzyłam usta patrząc na nią z niedowierzaniem.
Nie wiem skąd takie pytanie przyszło mi do głowy, ale musiałam wiedzieć.
-Znałaś moją mamę?
Skinęła głową potakująco.
-Skąd?
-Często tu przychodziła.
-Wiesz dlaczego wyjechała?
Westchnęła.
-Wiem, ale na razie nie mogę ci powiedzieć.-spojrzała na trawę obok swoich stup.
-Eh, rozumiem. Od kiedy się znacie?
-Poznałyśmy się jak miała 5 lat. Przyprowadzała ją tu jej mama, kiedy dowiedziała się że mnie znalazła.- uśmiechnęła się do swoich wspomnień.
-Dlaczego nigdy mi o tobie nie mówiła?
-Bo musiałaś sama mnie znaleźć. Przychodzą do mnie tylko ci którzy posiadają choć iskrę magi w sobie.
-To znaczy, że posiadam moc?
Skinęła znowu głową.
-Z moją pomocą nauczysz się korzystać z wewnętrznego źródła.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miało być dłuższe ale mama mnie z kompa wygoniła kiedy się w końcu dorwałam ;-; no cóż mam nadzieje, że się wam spodoba ;)
-Penie ty też chcesz pić?
Pokazałam gestem aby szła za mną. Wiedziałam, że to zrozumie i zrozumiała.
Poszłyśmy poza las gdzie płynęła rzeka. Podeszła niepewnie i pochyliła łeb ku wodzie. Cała sceneria wyglądała jak na obrazku!
Biały klacz pochylająca się nad rzeką błyszczącą w promieniach zachodzącego słońca. Za nią tajemniczy , ciemny las. Wokół łąka, a nad nią niebo pokryte pomarańczową mgiełką (zachód słońca).
Kiedy się napoiła poszłyśmy z powrotem do lasu. Westchnęłam zrezygnowana i zwróciłam się do przestrzeni przede mną.
-A co jeśli źle zrobiłam? Uciekłam z domu pod wpływem jakiegoś impulsu...-poczułam muśnięcie chrap konia o mój policzek. Pogłaskałam ją- Nie wiem czy powinnam była odchodzić... Z jednej strony dobrze zrobiłam, bo ojciec w końcu mógł by mnie pobić śmiertelnie, a że chodzi bez przerwy pijany, to by tego nie zauważył. A z drugiej strony jak ja dam sobie rade sama w lesie? - klacz parsknęła niezadowolona- No dobrze z twoją pomocą. Nie mogę poprosić nikogo o pomoc bo najbliższe sąsiedztwo jest jakieś 5 km z tond! Nie mam dużo jedzenia.
Po moim policzku spłynęła łza. Doszliśmy już do miejsca gdzie zostawiłam plecak. Było już ciemno. Zmęczona emocjami całego dnia ziewnęłam przeciągle. Nirvana położyła się pod drzewem. Wyjęłam koc i położyłam na jej grzbiecie. Sama położyłam się na mchu obok niej i przykryłam się drugim kocem. Po chwili udałam się w objęcia Morfeusza.
***
Obudziłam się. Nie pamiętam żadnego snu. Przetarłam zaspane oczy. Na pniu przewalonego drzewa na przeciw mnie siedziała jakaś kobieta. Zdziwiona ściągnęłam brwi i potrząsnęłam głową. Postać nie zniknęła tylko teraz patrzała na mnie z rozbawieniem.
-Witaj-powiedziała uśmiechając się serdecznie.
Miała bardzo melodyjny głos. Mówiła jakby śpiewała.
-Kim jesteś?- spojrzałam na nią podejrzliwie.
-Jestem Meleris, a ty jak masz na imię?
-Nazywam się Luthien Nadzieja (wiem ,wiem oryginalne nazwisko xD)-Miło cię poznać- uśmiechnęła się serdecznie co odwzajemniłam.
-Skąd się tu wzięłaś?- zapytałam.
-Mieszkam tutaj- pokazała ręką las. Zmarszczyłam brwi.
-Cały czas?- nie dowierzałam.
Zaśmiała się melodyjnie.
-Tak. A ty skąd się tu wzięłaś?
-Uciekłam od ojca...
-Pijaka- dokończyła.
-Skoro wiedziałaś to po co się mnie pytałaś? A w ogóle to skąd wiesz?
-Pytałam bo chciałam sprawdzić jak bardzo jesteś otwarta, a wiem bo słyszałam jak mówiłaś.
-Wiem, że to dziwnie zabrzmi... Czym jesteś?
-Jestem pół driadą, pół magiem.
Otworzyłam usta patrząc na nią z niedowierzaniem.
Nie wiem skąd takie pytanie przyszło mi do głowy, ale musiałam wiedzieć.
-Znałaś moją mamę?
Skinęła głową potakująco.
-Skąd?
-Często tu przychodziła.
-Wiesz dlaczego wyjechała?
Westchnęła.
-Wiem, ale na razie nie mogę ci powiedzieć.-spojrzała na trawę obok swoich stup.
-Eh, rozumiem. Od kiedy się znacie?
-Poznałyśmy się jak miała 5 lat. Przyprowadzała ją tu jej mama, kiedy dowiedziała się że mnie znalazła.- uśmiechnęła się do swoich wspomnień.
-Dlaczego nigdy mi o tobie nie mówiła?
-Bo musiałaś sama mnie znaleźć. Przychodzą do mnie tylko ci którzy posiadają choć iskrę magi w sobie.
-To znaczy, że posiadam moc?
Skinęła znowu głową.
-Z moją pomocą nauczysz się korzystać z wewnętrznego źródła.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miało być dłuższe ale mama mnie z kompa wygoniła kiedy się w końcu dorwałam ;-; no cóż mam nadzieje, że się wam spodoba ;)
niedziela, 27 lipca 2014
Neova.Anioły i demony #3
Zobaczyłam jak zza jednych z drzwi wyłania się służąca.Starsza kobieta spojżała na mnie i po chwili z przerażeniem powiedziała:
-Czy w czymś moge pomóc,pani Neovo?
-Nie...
-Czy mogłabym więc-Zapytała lecz jej przerwałam.
-Nie musisz się pytać,oczywiście że możesz iść-Oznajmiłam z uśmiechem.
-Dziękuję,pani Neovo-Odpowiedziała a na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Oparłam się o jedną ze ścian korytaża i wyjełam z kieszeni od moich dzinsów,czerwoną rune.
Uważnie jej się przyjżałam.Widniał na niej tylko jeden znak.Shikorun-Czyli znak ozaczający teleportacje w wybrane miejsce.Westhnełam i schowałam runę,ponownie do kieszeni.
Przypomniałam sobie że dziś miałam pomagać Amevi-bibliotekarce Wielkiej Biblioteki,w
porzątkowaniu tomów o starożytności.Szypkim krokiem wyszłam z pałacu i ruszyłam w strone
Bilioteki znajdującej się kilka kilometrów od Akarios.Podbiegłam do drzwi budynku i już miałam
je otworzyć gdy usłyszałam za sobą:
-Pani Neova?
-Kurcze dlaczego dzisija wszyscy się mnie o to pytają-Zapytałam samą siebie i odwróciłam się za siebie.
Ujżałam Mata z głupim uśmiechem na twarzy.Żuciłam mu jedno z "moich" spojżeń.
-Hej Neovo,już lepiej się czujesz?
-Nie....musisz mi odpowiedzieć na pewne pytanie...
-A jakie?
-Powiem ci ale nie tutaj-Oznajmiłam łapiąc chłopaka za ramię i prowadząc za sobą.
Otworzyłam drzwi biblioteki i weszłam do środka razem z Matem.Oboje usyłeliśmy skrzypienie drzwi zamykających się za nami.Pusciłam ramie chłopaka i spojżałam mu prosto w oczy.
-Czy wiesz co to jest?-Zapytałam wyjmując z kieszeni,rune.
-To runa,ale skąd ją masz?
-Dostałam od....znajomego...
Nie moge mu powiedzieć że dostałam rune od demona,zaraz by zaczą mówić że jestem naiwna,bo biore runy od osób których nawet nie znam,a tym bardziej że te osoby to nic innego
jak demony z Czary.
-Czy mógłbym jej się przyjżeć?
-Oczywiście-Odpowiedziałam podając chlopakowi kamień.
-Nie wiarygodne!Prawdziwa runa teleportacji!-Wrzasną z wrażenia.
-Nie krzycz tak głośno jeszcze ktoś nas usłyszy,pamiętaj że każdy z Akarios pragnie run!
-Sorry...
-Widzisz to?-Pokazałam chlopakowi znak na kamieniu-To shikorun,oznacza że runa może przenieść w dowolne miejsce.
-Zraz,ty podła lisico!Pokazujesz mi tą rune jednynie dla tego bo chcesz żebym się gdzieś z toba udał!?
-Ej,tylko niepodła!Chce tylko byś udał się zemną do Czary...
-Dobrze się czujesz?!Do Czary!?Prendzej zjem Korme(mała,niebieska wiewiórka o dwóch ogonach) niż tam pujde!
-Mat prosze,musze tam się udać,a sama nie dam sobie rady w Czarze-Spojżałam na chłopaka błagalnie.
W tym samym czasie zza regałów wyszła pani Amevia z toną książek na rękach.
-Witajcie dzieciaki-Oznajmiła wesoło.
-Dzień dobry,zaczekaj zara pani pomoge-Przywitałam się i podbiegłam do kobiety.
Zabrałam pułowe książek z tej "góry" , którą wciąż trzymała na rękach,pani Amevia.Mat zaraz po mnie,również podbiegł i wziął drugą połowe książek.
-Dziękuje dzieciaki-Powiedziała znużona kobieta-Czy moglibyście położyć te książki na tamtym stoliku?
Kobieta wskazała palcem na odalony o kilka kilometró,mały stolik, na którym leżały rozrzucone
ulotki.
-Oczywiście-Oznajmiliśmy zgodnym churem i ruszyliśmy w strone stolika.
Mineło kilka minut i byliśmy spowrotem przy pani Amevi.
-Jeszcze raz wam dziękuję moje drogie dzieci.
-To nic takiego prosze pani-Oznajmiłam z uśmiechem.
Ależ ja bym chciala powiedzieć jej prawde,opowiedzieć o tym co się stało i że nie jestem żadną panią tylko jej matką-Pomyślała Amevia,wpatrując się w dziewczynę.
-Coś się stało,pani Amevio?-Zapytałam.
-Nie.Wiesz Neovo jesteś bardzo ładna,twoja mama musi być równie piękna.
-Nie mam mamy , prosze pani-Zmarszczyłam brwi-Ale za to mam Ojca.
-Widziałaś się z nim?!-Zapytała z przerażoną twarzą, Amevia.
-Nie.
-Ufff-Westhneła z ulgą pani Amevia.
-Ale dziś mam zamiar-Oznajmiłam radośnie.
-Nie możesz!-Zaprotestowała Amevia.
-Czemu?
-Bo....bo..-Zająkała Amevia-Bo twój tata to demon!
-Co za bzdury-Zakpił Mat-Ojciec Neovy napewno nie jest demonem...
-Mylisz się Mat,on nim jest i wiedziałam o tym wcześniej...
-Skąd?-Spytała przerażona Amevia.
-Wysłał dziś swego posłańca by przekazał że chce się zemną spotkać,to właśnie dla tego
chce wyruszyć do Czary...
Chłopak złapał się za głowe i zaczą nią nerwowo machać w na boki.Amevia zaś położyła mi ręke na ramieniu,zmarszczyła czoło i rzekła łagodnie:
-Neovo,wybacz mi proszę.Twoje narodziny były jedną z najgorszych rzeczy jakie mogły się stać.
Jesteś silniejsza od innych aniołów,ale tego nie wiesz i wiedzieć nie powinnaś.Twoja przeszłość i to kim jesteś miało być sekretem, o którym nikt nie powinen wiedzieć...
Dlatego będe musiała wezwać straż by zabrała cię do pałacu...
-Nie!-Krzyknełam odpychając kobiete od siebie-Dowiem się tego kim jestem i nikt mi w tym nie przeszkodzi!
-Przepraszam...
Blond włosa kobieta podeszła do biurka i wcisneła guzik,znajdujący się na nim.Drzwi się same zamkneły się na klucz,tak samo jak okna.Z oddali usłyszeć było można kroki straży idącej po mnie.Podbiegłam do Mata i spojżałam na niego porozumiewawczo.Wziełam do ręki runę,wypowiedziałam słowo:Czary i potarłam trzy razy rune.Chłopak złapał mnie za ręke i po chwili oboje znikneliśmy w chmurze dymu.Odkaszlnełam i ze zdumieniem patrzyłam jak powoli zza dyymu wyłania się pieknyy krajobraz gór,lasów,łąk,jezior i wielu innych cudów natury...
-Jak tu pięknie,gdzie tyy wogule nas przeniosłaś?-Zapytał z promienyym uśmiechhem na twarzy.
-Do czary-Zamrszczyłam czoło-Najwyraźniej runa musi być zniszczona...
Spojżałam dalej w krajobraz,ujżałam męszczyzne siedzącego pod drzewem.Wyglądał jakby kogoś wyczekiwał.Przełknełam silne i powoli,nie pwenym krokiem,zbliżylam się do męszczyzny.
-Przepraszam że panu przerywam odpoczynek,ale to miejsce to Czara?-Zapytałam kłaniając się z należnym szacunkiem.
-Tak,witam Czarze młoda damo-Oznajmił chłodno.
-Jestem Neova z Akarios i szukam mego ojca...
Słysząc to męszczyzna wstał i szypko mnie przytulił.Poczułam się dziwnie,nie mniej jednak czułam że znam tego męszczyzne od bardzo dawna...od narodzin....ale czy to mółg być mój ojciec!?
-Czy w czymś moge pomóc,pani Neovo?
-Nie...
-Czy mogłabym więc-Zapytała lecz jej przerwałam.
-Nie musisz się pytać,oczywiście że możesz iść-Oznajmiłam z uśmiechem.
-Dziękuję,pani Neovo-Odpowiedziała a na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Oparłam się o jedną ze ścian korytaża i wyjełam z kieszeni od moich dzinsów,czerwoną rune.
Uważnie jej się przyjżałam.Widniał na niej tylko jeden znak.Shikorun-Czyli znak ozaczający teleportacje w wybrane miejsce.Westhnełam i schowałam runę,ponownie do kieszeni.
Przypomniałam sobie że dziś miałam pomagać Amevi-bibliotekarce Wielkiej Biblioteki,w
porzątkowaniu tomów o starożytności.Szypkim krokiem wyszłam z pałacu i ruszyłam w strone
Bilioteki znajdującej się kilka kilometrów od Akarios.Podbiegłam do drzwi budynku i już miałam
je otworzyć gdy usłyszałam za sobą:
-Pani Neova?
-Kurcze dlaczego dzisija wszyscy się mnie o to pytają-Zapytałam samą siebie i odwróciłam się za siebie.
Ujżałam Mata z głupim uśmiechem na twarzy.Żuciłam mu jedno z "moich" spojżeń.
-Hej Neovo,już lepiej się czujesz?
-Nie....musisz mi odpowiedzieć na pewne pytanie...
-A jakie?
-Powiem ci ale nie tutaj-Oznajmiłam łapiąc chłopaka za ramię i prowadząc za sobą.
Otworzyłam drzwi biblioteki i weszłam do środka razem z Matem.Oboje usyłeliśmy skrzypienie drzwi zamykających się za nami.Pusciłam ramie chłopaka i spojżałam mu prosto w oczy.
-Czy wiesz co to jest?-Zapytałam wyjmując z kieszeni,rune.
-To runa,ale skąd ją masz?
-Dostałam od....znajomego...
Nie moge mu powiedzieć że dostałam rune od demona,zaraz by zaczą mówić że jestem naiwna,bo biore runy od osób których nawet nie znam,a tym bardziej że te osoby to nic innego
jak demony z Czary.
-Czy mógłbym jej się przyjżeć?
-Oczywiście-Odpowiedziałam podając chlopakowi kamień.
-Nie wiarygodne!Prawdziwa runa teleportacji!-Wrzasną z wrażenia.
-Nie krzycz tak głośno jeszcze ktoś nas usłyszy,pamiętaj że każdy z Akarios pragnie run!
-Sorry...
-Widzisz to?-Pokazałam chlopakowi znak na kamieniu-To shikorun,oznacza że runa może przenieść w dowolne miejsce.
-Zraz,ty podła lisico!Pokazujesz mi tą rune jednynie dla tego bo chcesz żebym się gdzieś z toba udał!?
-Ej,tylko niepodła!Chce tylko byś udał się zemną do Czary...
-Dobrze się czujesz?!Do Czary!?Prendzej zjem Korme(mała,niebieska wiewiórka o dwóch ogonach) niż tam pujde!
-Mat prosze,musze tam się udać,a sama nie dam sobie rady w Czarze-Spojżałam na chłopaka błagalnie.
W tym samym czasie zza regałów wyszła pani Amevia z toną książek na rękach.
-Witajcie dzieciaki-Oznajmiła wesoło.
-Dzień dobry,zaczekaj zara pani pomoge-Przywitałam się i podbiegłam do kobiety.
Zabrałam pułowe książek z tej "góry" , którą wciąż trzymała na rękach,pani Amevia.Mat zaraz po mnie,również podbiegł i wziął drugą połowe książek.
-Dziękuje dzieciaki-Powiedziała znużona kobieta-Czy moglibyście położyć te książki na tamtym stoliku?
Kobieta wskazała palcem na odalony o kilka kilometró,mały stolik, na którym leżały rozrzucone
ulotki.
-Oczywiście-Oznajmiliśmy zgodnym churem i ruszyliśmy w strone stolika.
Mineło kilka minut i byliśmy spowrotem przy pani Amevi.
-Jeszcze raz wam dziękuję moje drogie dzieci.
-To nic takiego prosze pani-Oznajmiłam z uśmiechem.
Ależ ja bym chciala powiedzieć jej prawde,opowiedzieć o tym co się stało i że nie jestem żadną panią tylko jej matką-Pomyślała Amevia,wpatrując się w dziewczynę.
-Coś się stało,pani Amevio?-Zapytałam.
-Nie.Wiesz Neovo jesteś bardzo ładna,twoja mama musi być równie piękna.
-Nie mam mamy , prosze pani-Zmarszczyłam brwi-Ale za to mam Ojca.
-Widziałaś się z nim?!-Zapytała z przerażoną twarzą, Amevia.
-Nie.
-Ufff-Westhneła z ulgą pani Amevia.
-Ale dziś mam zamiar-Oznajmiłam radośnie.
-Nie możesz!-Zaprotestowała Amevia.
-Czemu?
-Bo....bo..-Zająkała Amevia-Bo twój tata to demon!
-Co za bzdury-Zakpił Mat-Ojciec Neovy napewno nie jest demonem...
-Mylisz się Mat,on nim jest i wiedziałam o tym wcześniej...
-Skąd?-Spytała przerażona Amevia.
-Wysłał dziś swego posłańca by przekazał że chce się zemną spotkać,to właśnie dla tego
chce wyruszyć do Czary...
Chłopak złapał się za głowe i zaczą nią nerwowo machać w na boki.Amevia zaś położyła mi ręke na ramieniu,zmarszczyła czoło i rzekła łagodnie:
-Neovo,wybacz mi proszę.Twoje narodziny były jedną z najgorszych rzeczy jakie mogły się stać.
Jesteś silniejsza od innych aniołów,ale tego nie wiesz i wiedzieć nie powinnaś.Twoja przeszłość i to kim jesteś miało być sekretem, o którym nikt nie powinen wiedzieć...
Dlatego będe musiała wezwać straż by zabrała cię do pałacu...
-Nie!-Krzyknełam odpychając kobiete od siebie-Dowiem się tego kim jestem i nikt mi w tym nie przeszkodzi!
-Przepraszam...
Blond włosa kobieta podeszła do biurka i wcisneła guzik,znajdujący się na nim.Drzwi się same zamkneły się na klucz,tak samo jak okna.Z oddali usłyszeć było można kroki straży idącej po mnie.Podbiegłam do Mata i spojżałam na niego porozumiewawczo.Wziełam do ręki runę,wypowiedziałam słowo:Czary i potarłam trzy razy rune.Chłopak złapał mnie za ręke i po chwili oboje znikneliśmy w chmurze dymu.Odkaszlnełam i ze zdumieniem patrzyłam jak powoli zza dyymu wyłania się pieknyy krajobraz gór,lasów,łąk,jezior i wielu innych cudów natury...
-Jak tu pięknie,gdzie tyy wogule nas przeniosłaś?-Zapytał z promienyym uśmiechhem na twarzy.
-Do czary-Zamrszczyłam czoło-Najwyraźniej runa musi być zniszczona...
Spojżałam dalej w krajobraz,ujżałam męszczyzne siedzącego pod drzewem.Wyglądał jakby kogoś wyczekiwał.Przełknełam silne i powoli,nie pwenym krokiem,zbliżylam się do męszczyzny.
-Przepraszam że panu przerywam odpoczynek,ale to miejsce to Czara?-Zapytałam kłaniając się z należnym szacunkiem.
-Tak,witam Czarze młoda damo-Oznajmił chłodno.
-Jestem Neova z Akarios i szukam mego ojca...
Słysząc to męszczyzna wstał i szypko mnie przytulił.Poczułam się dziwnie,nie mniej jednak czułam że znam tego męszczyzne od bardzo dawna...od narodzin....ale czy to mółg być mój ojciec!?
sobota, 26 lipca 2014
Historia Luthien cz.1- Ucieczka.
Obudziłam się. Otworzyłam szybko oczy i przeciągnęłam się, aż chrupnęło mi w kościach. Spanie na podłodze nie jest zbyt... wygodne. Dlaczego na podłodze? Zaraz wszystko się wyjaśni...
Wstałam szybko i poszłam cicho do salonu. Nikogo nie było.
-Pewnie poszli do kogoś-uśmiechnęłam się pod nosem.
Nigdy nie lubiłam kiedy tu był tłum pijanych przyjaciół taty.
Wzięłam wszystkie puste butelki po alkoholu. Wyrzuciłam je do kosza na śmieci stojącego w kuchni. Otworzyłam lodówkę i spojrzałam na nasze zapasy.
Wnętrze zionęło pustkami. Westchnęłam cicho. Usłyszałam niegłośne miauknięcie.
-Cześć Lika- pogłaskałam kotkę po miękkim futerku na łebku. Trąciła mnie delikatnie nosem w rękę.
-No tak jesteś głodna... poczekaj zaraz spróbuje ci coś wyszperać.
Otworzyłam szafki i po długich poszukiwaniach wyjęłam ostatnie opakowanie kociej karmy. Wysypałam zawartość do miseczki. Kotka pałaszowała z wielkim zapałem, a ja patrzyłam na nią z cieniem uśmiechu na ustach.
Skończyła jeść i zaczęła ocierać się o moje nogi. Wzięłam ją na ręce i głaskałam po grzbiecie. Mruczała zadowolona.
-Trzeba będzie posprzątać dom i zamówić zakupy- znów westchnęłam.
Ruszyłam po schodach na górę i weszłam do strychu. Podeszłam do okna i popatrzyłam na widok za oknem. Widać było nieduży strumyk, a w oddali stał las. Ciemny i tajemniczy. Nikt się nie zapuszczał w jego głąb. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie ale ten kto tam wszedł już nigdy nie wracał.
Postawiłam Like na podłodze i wzięłam w rękę ramkę z fotografią mamy.
Opuściła nas. Wyjechała za granice do Niemiec i urwała jaki kolwiek kontakt z całą rodziną.
Po policzku spłynęła mi słona łza.
-Jak mogłaś mnie zostawić z nim samą? Czemu wyjechałaś? Czemu od roku nie dajesz znaku życia?-
Wytarłam policzek wierzchem dłoni i zacisnęłam zęby.
Teraz muszę sama dać sobie rade. Nie znam nikogo kto chciał by mi pomóc. I mimo tego, że ojciec nie traktuje mnie dobrze... wiem, że beze mnie nie da sobie rady.
Spojrzałam na zegarek, który zawsze miałam na ręce. Była już 12:15.
Musiałam się brać za obowiązki. Poszłam do kąta w którym stał komputer i go włączyłam. Kliknęłam kilka razy myszką w odpowiednie miejsca i wpisałam link. Zamówiłam wszystkie niezbędne produkty. Po za alkoholem oczywiście.
-Ojciec i tak go przywiezie... jeśli wróci.
Zeszłam schodami na dół i wzięłam się za ogarnianie salonu. Po jakichś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez Judasza. Stał tak chłopak w wieku około 20 lat z moimi zakupami. Otworzyłam.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry. To twoje zamówienie?
-Tak, niech pan chwilkę poczeka zaraz przyniosę pieniądze.
Zostawiłam otwarte drzwi, a sama poszłam do kuchni i wyjęłam z tajnej skrytki ojca kilka banknotów.
Poszłam w stronę dostawcy.
-Ile się należy?- zapytałam.
-Równo 50 złotych.
Podałam mu pieniądze z drobnym napiwkiem. Pożegnałam się i zamknąwszy uprzednio drzwi ruszyłam do kuchni. Rozpakowałam zakupy i wzięłam się za sprzątanie kuchni.
Minęło pół godziny, kiedy usłyszałam samochód ojca.
Miał charakterystyczny dźwięk otwieranego garażu.
Mam nadzieje, że ojciec nie jest pijany- pomyślałam ze strachem.
Otworzył drzwi i chwiejnym krokiem szedł przez korytarz. Kiedy mnie zobaczył zaczął obsypywać mnie wiązanką przekleństw.
Poczułam strach. Dostrzegłam jak się uśmiecha. Zawsze lubił kiedy się go bano... na moją zgubę.
Podchodził coraz bliżej mnie. Patrzył ze szczerą pogardą na mnie. Nienawidziłam kiedy był pijany. Podniósł rękę, momentalnie się skuliłam pamiętając pamiątkę jaką mi zostawił wczorajszej nocy. Poczułam piekący ból na policzku.
-Masz się wynosić z tego domu su***! -krzyknął trochę niewyraźnym głosem.
Miałam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Miarka się przebrała. Patrzyłam na niego zabójczym wzrokiem z szałem w oczach.
-Jak sobie życzysz!
Pobiegłam na górę i zaczęłam pakować plecak z niezbędnymi rzeczami. W pewnym momencie zjawił się przymnie z pasem w ręku.
Spojrzał na mnie, a ja na niego. Nim zdążył się zamachnąć ja już byłam przy drzwiach.
-Au revoir!- krzyknęłam ile sił w płucach i zaczęłam biec do lasu. Mimo opowieści często tam chodziłam i płakałam kiedy było mi na prawdę źle. Usiadłam na omszonym kamieniu.
Moja mama mówiła, że las jest moim przyjacielem i mogę mu powiedzieć wszystko. Tak też zrobiłam i tym razem.
-Mój ojciec... znów mnie uderzył- załkałam- ale tym razem ja uciekłam. Nie wiem co mam zrobić, gdzie się podziać?- łzy płynęły strumieniami po moich policzkach.
Usłyszałam szelest, odwróciłam gwałtownie głowę i ujrzałam pięknego, białego konia.
Podeszłam do niego powoli widząc w jego oczach strach.
-Spokojnie, nic ci nie grozi- mówiłam delikatnie i wyciągnęłam ku niemu rękę.
Powąchał ją delikatnie i popatrzył na mnie. Pogłaskałam go po szyi. Uspokoił się trochę.
Usłyszałam krzyki dochodzące za pleców konia. Zastrzygł niespokojnie uszami. Nie wiem czemu wyjęłam z torby jabłko i mu je dałam. Zjadł ze smakiem i już był spokojny. Głosy ucichły, a po chwili zniknęły całkowicie.
-O widzisz już nic ci nie grozi- uśmiechnęłam się do zwierzęcia- Jak cię nazwiemy, hm?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podpowiedzcie jak go nazwać, bo ja kompletnie pomysłu nie mam ;-;
Piszcie swoje propozycje w komach :D
Mam nadzieje, że wam się spodobało ;33 Akcja się rozwinie... poczekajcie trochę C;
Wstałam szybko i poszłam cicho do salonu. Nikogo nie było.
-Pewnie poszli do kogoś-uśmiechnęłam się pod nosem.
Nigdy nie lubiłam kiedy tu był tłum pijanych przyjaciół taty.
Wzięłam wszystkie puste butelki po alkoholu. Wyrzuciłam je do kosza na śmieci stojącego w kuchni. Otworzyłam lodówkę i spojrzałam na nasze zapasy.
Wnętrze zionęło pustkami. Westchnęłam cicho. Usłyszałam niegłośne miauknięcie.
-Cześć Lika- pogłaskałam kotkę po miękkim futerku na łebku. Trąciła mnie delikatnie nosem w rękę.
-No tak jesteś głodna... poczekaj zaraz spróbuje ci coś wyszperać.
Otworzyłam szafki i po długich poszukiwaniach wyjęłam ostatnie opakowanie kociej karmy. Wysypałam zawartość do miseczki. Kotka pałaszowała z wielkim zapałem, a ja patrzyłam na nią z cieniem uśmiechu na ustach.
Skończyła jeść i zaczęła ocierać się o moje nogi. Wzięłam ją na ręce i głaskałam po grzbiecie. Mruczała zadowolona.
-Trzeba będzie posprzątać dom i zamówić zakupy- znów westchnęłam.
Ruszyłam po schodach na górę i weszłam do strychu. Podeszłam do okna i popatrzyłam na widok za oknem. Widać było nieduży strumyk, a w oddali stał las. Ciemny i tajemniczy. Nikt się nie zapuszczał w jego głąb. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie ale ten kto tam wszedł już nigdy nie wracał.
Postawiłam Like na podłodze i wzięłam w rękę ramkę z fotografią mamy.
Opuściła nas. Wyjechała za granice do Niemiec i urwała jaki kolwiek kontakt z całą rodziną.
Po policzku spłynęła mi słona łza.
-Jak mogłaś mnie zostawić z nim samą? Czemu wyjechałaś? Czemu od roku nie dajesz znaku życia?-
Wytarłam policzek wierzchem dłoni i zacisnęłam zęby.
Teraz muszę sama dać sobie rade. Nie znam nikogo kto chciał by mi pomóc. I mimo tego, że ojciec nie traktuje mnie dobrze... wiem, że beze mnie nie da sobie rady.
Spojrzałam na zegarek, który zawsze miałam na ręce. Była już 12:15.
Musiałam się brać za obowiązki. Poszłam do kąta w którym stał komputer i go włączyłam. Kliknęłam kilka razy myszką w odpowiednie miejsca i wpisałam link. Zamówiłam wszystkie niezbędne produkty. Po za alkoholem oczywiście.
-Ojciec i tak go przywiezie... jeśli wróci.
Zeszłam schodami na dół i wzięłam się za ogarnianie salonu. Po jakichś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez Judasza. Stał tak chłopak w wieku około 20 lat z moimi zakupami. Otworzyłam.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry. To twoje zamówienie?
-Tak, niech pan chwilkę poczeka zaraz przyniosę pieniądze.
Zostawiłam otwarte drzwi, a sama poszłam do kuchni i wyjęłam z tajnej skrytki ojca kilka banknotów.
Poszłam w stronę dostawcy.
-Ile się należy?- zapytałam.
-Równo 50 złotych.
Podałam mu pieniądze z drobnym napiwkiem. Pożegnałam się i zamknąwszy uprzednio drzwi ruszyłam do kuchni. Rozpakowałam zakupy i wzięłam się za sprzątanie kuchni.
Minęło pół godziny, kiedy usłyszałam samochód ojca.
Miał charakterystyczny dźwięk otwieranego garażu.
Mam nadzieje, że ojciec nie jest pijany- pomyślałam ze strachem.
Otworzył drzwi i chwiejnym krokiem szedł przez korytarz. Kiedy mnie zobaczył zaczął obsypywać mnie wiązanką przekleństw.
Poczułam strach. Dostrzegłam jak się uśmiecha. Zawsze lubił kiedy się go bano... na moją zgubę.
Podchodził coraz bliżej mnie. Patrzył ze szczerą pogardą na mnie. Nienawidziłam kiedy był pijany. Podniósł rękę, momentalnie się skuliłam pamiętając pamiątkę jaką mi zostawił wczorajszej nocy. Poczułam piekący ból na policzku.
-Masz się wynosić z tego domu su***! -krzyknął trochę niewyraźnym głosem.
Miałam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Miarka się przebrała. Patrzyłam na niego zabójczym wzrokiem z szałem w oczach.
-Jak sobie życzysz!
Pobiegłam na górę i zaczęłam pakować plecak z niezbędnymi rzeczami. W pewnym momencie zjawił się przymnie z pasem w ręku.
Spojrzał na mnie, a ja na niego. Nim zdążył się zamachnąć ja już byłam przy drzwiach.
-Au revoir!- krzyknęłam ile sił w płucach i zaczęłam biec do lasu. Mimo opowieści często tam chodziłam i płakałam kiedy było mi na prawdę źle. Usiadłam na omszonym kamieniu.
Moja mama mówiła, że las jest moim przyjacielem i mogę mu powiedzieć wszystko. Tak też zrobiłam i tym razem.
-Mój ojciec... znów mnie uderzył- załkałam- ale tym razem ja uciekłam. Nie wiem co mam zrobić, gdzie się podziać?- łzy płynęły strumieniami po moich policzkach.
Usłyszałam szelest, odwróciłam gwałtownie głowę i ujrzałam pięknego, białego konia.
Podeszłam do niego powoli widząc w jego oczach strach.
-Spokojnie, nic ci nie grozi- mówiłam delikatnie i wyciągnęłam ku niemu rękę.
Powąchał ją delikatnie i popatrzył na mnie. Pogłaskałam go po szyi. Uspokoił się trochę.
Usłyszałam krzyki dochodzące za pleców konia. Zastrzygł niespokojnie uszami. Nie wiem czemu wyjęłam z torby jabłko i mu je dałam. Zjadł ze smakiem i już był spokojny. Głosy ucichły, a po chwili zniknęły całkowicie.
-O widzisz już nic ci nie grozi- uśmiechnęłam się do zwierzęcia- Jak cię nazwiemy, hm?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podpowiedzcie jak go nazwać, bo ja kompletnie pomysłu nie mam ;-;
Piszcie swoje propozycje w komach :D
Mam nadzieje, że wam się spodobało ;33 Akcja się rozwinie... poczekajcie trochę C;
poniedziałek, 21 lipca 2014
To i owo...
Zobaczyłam że przy każdym opowiadaniu nie ma ani jednego koma :/
Nie to że zmuszam to komentowania czy coś,tylko chce was zachęcić byście
wyrażali swoją opinie o danym opowiadaniu w komentarzach c;
Natalga ;*
Nie to że zmuszam to komentowania czy coś,tylko chce was zachęcić byście
wyrażali swoją opinie o danym opowiadaniu w komentarzach c;
Natalga ;*
Nieporozumienie na chacie c;
Tak tak kochani. To jest akurat mój blog.
Na chacie mam nazwę Zaplatanii_♥
tak na przyszłość xd
Oliwka c;
Na chacie mam nazwę Zaplatanii_♥
tak na przyszłość xd
Oliwka c;
piątek, 18 lipca 2014
Neova.Anioły i demony #2
Wpadłam w prost w ramiona Mata,to takie sweetaśnie :3heuheu....No i tyle jesli chodzi o kolejną rundę.
-Zanim coś powiesz,ostrzegam że nie dożyjesz jutra-Posłałam chłopakowi zabójcze spojżenie.
-W takim stanie nic mi nie zrobisz-Uśmiechną się tajemniczo-Za to ty powinaś się bać co będzie z tobą...
-O rety już się boję!
-Powinnaś odpocząć.
-A po co,nikogo nnie obchodzę.Jestem tylko znienawidzonym przez wszystkich wyżutkiem i nawet nie wiem czemu!-Odpowiedziałam z grymasem na twarzy.
-Mnie obchodzisz-Spojżał mi troskliwie w oczy.
-Jesteś uroczy-Uśmiechnęłam się do chłopaka.
-A ty jesteś pierwszą dziewczyną,która mi to powiedziała prosto w oczy.
-Ja nie jestem taka jak one...
-I za to cię lubię-Oznajmił i pocałował mnie w policzek.
Mat oddalił się,a ja patrzyłam jak znika w oddali.Uśmiechnełam się sama do siebie i pomyślałam że los się wkońcu do mnie uśmiechną.Nagle poczułam nie przyjemny powiew chłodu na karku.To nie było normalne,
gdyż w Akarios(zamku znajdującym się w środku raju) nigdy nie wiał wiatr.Poczułam ciarki na plecach,
odwróciłam się i ujżałam diabła we własnej osobie.Demoniczny pan nie wyglądał aż tak strasznnie
jak opowiadała mi służba pałacowa.Miał normalną cere,wyglądem do złudzenia przypominał człowieka,jednak na głowie miał rogi jak u barana,a z końca pleców ogon.Demon spojżał na mnie martwym wzrokiem.Jego spojżenie dawało po sobie poznać że nie jest przyjaźnie nastawiony.Tylko czego on mógł odemnie chcieć?
-Czy ty jesteś Neova?-Zapytał beznamiętnie.
-Tak,jestem Neova z Akorios-Ukłoniłam się-A pan to kto?
-Nie powinno interesować panienki moje imie,gdyż jestem tylko skromnym posłańcem.
-A więc czyim jesteś posłańcem?-Zapytałam unosząc przy tym jedną brew.
Męszczyzna nie budził zaufania. Nie odczuwałam w nim energi życiowej , którą mają w sobie każde żywe
stworzenia,od trawy po ludzi i stworzenia takie jak anioły. Jednak tak naprawde nic,nikomu z Akarios
nie było wiedzieć jakie są nnaprawde demony.
-Przybywam z Czary,przynosze wieści od pana Kursina...
Czara miejsce martwe, pełno tam Czartów i Czarcich pomiotów,oprucz tego demonów.
-Kursin-Powtużyłam zamyślona-Już kiedyś obiło mi się o uszy to nazwisko...
-Być może dla tego że pan Kursin to panienki ojciec.
-Mój ojciec!?
Poczułam się przerażona i jednocześnie szczęśliwa.Szczęśliwa,gdyż wiem że nie jestem sierotą i mam tate.
Przerażona,gdyż moim ojcem okazał się sam demon z Czary.Ech....dobrze że nie Czart czy pomiot...
-Pan Kursin chciałby się z panienką spotkać.
-To nie możliwe-Zmarszczyłam brwi-Nie można mi wychodzić dalej niż plac pałacowy...
-Niech panienka weźmie to-Włożył mi do ręki,mały czerwony kamyk-Wystarczy potrzeć trzy razy i
wypowiedzieć nazwe miejsca gdzie chce się przenieść...
-Kamień teleportaci?
-Bilsko,to runa...
Słyszałam kiedyś o runach, ale nigdy ich nie widziałam aż do teraz....Podobno runy zagineły dawno temu.
-Skąd mam wiedzieć czy moge ci zaufać?
-Jestem tylko posłańcem,nie wiem nic o runach,właściwe pytanie brzmiało by czy może panienka mi wieżyć.
-Nie rób mi mętliku w głowie!-Odpowiedziałam wściekle-Niech pan już idzie,na dworze Akoriańskim nie
toleruje się demonów.
Gdy to powiedziałam,dostrzegłam odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie.Czemu mieszkańcy Akoris
mnie tak nie nawidzą?Bo jestem demonem,wkońcu mój ojciec to demon!Zamyślona nie zauważłam kiedy męszczyzna znikną mi z oczu.Ruszyłam w strone wielkich nefrytowych,drzwi.Otworzyłam je szypko i weszłam do środka.Przedemną ciągną się niekończący się korytaż.Na podłodze leżał tak samo długi jak cały korytaż , czerwony dywan.Na ścianach wisiały piękne,ozdobione złotem,świeczniki.Wrzędzie można byyło dostrzec niezliczoną iloś drzwi,do najróżniejszych pokoi pałacowych.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że takie krótkie :/
-Zanim coś powiesz,ostrzegam że nie dożyjesz jutra-Posłałam chłopakowi zabójcze spojżenie.
-W takim stanie nic mi nie zrobisz-Uśmiechną się tajemniczo-Za to ty powinaś się bać co będzie z tobą...
-O rety już się boję!
-Powinnaś odpocząć.
-A po co,nikogo nnie obchodzę.Jestem tylko znienawidzonym przez wszystkich wyżutkiem i nawet nie wiem czemu!-Odpowiedziałam z grymasem na twarzy.
-Mnie obchodzisz-Spojżał mi troskliwie w oczy.
-Jesteś uroczy-Uśmiechnęłam się do chłopaka.
-A ty jesteś pierwszą dziewczyną,która mi to powiedziała prosto w oczy.
-Ja nie jestem taka jak one...
-I za to cię lubię-Oznajmił i pocałował mnie w policzek.
Mat oddalił się,a ja patrzyłam jak znika w oddali.Uśmiechnełam się sama do siebie i pomyślałam że los się wkońcu do mnie uśmiechną.Nagle poczułam nie przyjemny powiew chłodu na karku.To nie było normalne,
gdyż w Akarios(zamku znajdującym się w środku raju) nigdy nie wiał wiatr.Poczułam ciarki na plecach,
odwróciłam się i ujżałam diabła we własnej osobie.Demoniczny pan nie wyglądał aż tak strasznnie
jak opowiadała mi służba pałacowa.Miał normalną cere,wyglądem do złudzenia przypominał człowieka,jednak na głowie miał rogi jak u barana,a z końca pleców ogon.Demon spojżał na mnie martwym wzrokiem.Jego spojżenie dawało po sobie poznać że nie jest przyjaźnie nastawiony.Tylko czego on mógł odemnie chcieć?
-Czy ty jesteś Neova?-Zapytał beznamiętnie.
-Tak,jestem Neova z Akorios-Ukłoniłam się-A pan to kto?
-Nie powinno interesować panienki moje imie,gdyż jestem tylko skromnym posłańcem.
-A więc czyim jesteś posłańcem?-Zapytałam unosząc przy tym jedną brew.
Męszczyzna nie budził zaufania. Nie odczuwałam w nim energi życiowej , którą mają w sobie każde żywe
stworzenia,od trawy po ludzi i stworzenia takie jak anioły. Jednak tak naprawde nic,nikomu z Akarios
nie było wiedzieć jakie są nnaprawde demony.
-Przybywam z Czary,przynosze wieści od pana Kursina...
Czara miejsce martwe, pełno tam Czartów i Czarcich pomiotów,oprucz tego demonów.
-Kursin-Powtużyłam zamyślona-Już kiedyś obiło mi się o uszy to nazwisko...
-Być może dla tego że pan Kursin to panienki ojciec.
-Mój ojciec!?
Poczułam się przerażona i jednocześnie szczęśliwa.Szczęśliwa,gdyż wiem że nie jestem sierotą i mam tate.
Przerażona,gdyż moim ojcem okazał się sam demon z Czary.Ech....dobrze że nie Czart czy pomiot...
-Pan Kursin chciałby się z panienką spotkać.
-To nie możliwe-Zmarszczyłam brwi-Nie można mi wychodzić dalej niż plac pałacowy...
-Niech panienka weźmie to-Włożył mi do ręki,mały czerwony kamyk-Wystarczy potrzeć trzy razy i
wypowiedzieć nazwe miejsca gdzie chce się przenieść...
-Kamień teleportaci?
-Bilsko,to runa...
Słyszałam kiedyś o runach, ale nigdy ich nie widziałam aż do teraz....Podobno runy zagineły dawno temu.
-Skąd mam wiedzieć czy moge ci zaufać?
-Jestem tylko posłańcem,nie wiem nic o runach,właściwe pytanie brzmiało by czy może panienka mi wieżyć.
-Nie rób mi mętliku w głowie!-Odpowiedziałam wściekle-Niech pan już idzie,na dworze Akoriańskim nie
toleruje się demonów.
Gdy to powiedziałam,dostrzegłam odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie.Czemu mieszkańcy Akoris
mnie tak nie nawidzą?Bo jestem demonem,wkońcu mój ojciec to demon!Zamyślona nie zauważłam kiedy męszczyzna znikną mi z oczu.Ruszyłam w strone wielkich nefrytowych,drzwi.Otworzyłam je szypko i weszłam do środka.Przedemną ciągną się niekończący się korytaż.Na podłodze leżał tak samo długi jak cały korytaż , czerwony dywan.Na ścianach wisiały piękne,ozdobione złotem,świeczniki.Wrzędzie można byyło dostrzec niezliczoną iloś drzwi,do najróżniejszych pokoi pałacowych.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że takie krótkie :/
czwartek, 17 lipca 2014
Dziwne sny cz.5
Byłam zmęczona. Poszłam spać.
We śnie byłam na planie...Na niebie świeciło słońce, ptaki ćwierkały, a łąka szumiała leciutko pod wpływem wiatru. Nagle przede mną pojawiła się dziewczyna. Czarna suknia podkreślała jej sylwetkę, twarz okalały ciemne niczym noc włosy. Oczy były brązowe. Blada cera na której wyróżniły się czerwone usta.
-Witaj-szepnęła niemal bezgłośnie.
-Witaj-odpowiedziałam.
-Mam zadanie...
-Jakie?-spytałam.
-Musze cię zabić-spojrzała na mnie, w jej oczach widziałam ból.
-Dlaczego?
-Ona tego chce-spuściła głowę i sięgnęła do pasa, gdzie wisiał sztylet.
-Wiesz, że nie mogę na to pozwolić- spojrzałam na nią- Lazu- szepnęłam.
To zaklęcie miało jej przywrócić władze nad ciałem. Udało się. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
Nagle niebo spowiły czarne chmury. Zaczął szaleć wiatr. W pewnej chwili wokół dziewczyny zatańczyła czarna mgła.
-Przepraszam-usłyszałam jej głos.
Minęło może kilka chwil gdy wszystko powróciło do pierwotnego stanu.
Obudziłam się. Czułam zimny pot na całym ciele. Trzęsłam się.
-Puk, puk-usłyszałam za drzwi.
-Proszę.
-Dzień dobry, panienko- spojrzała na mnie kobieta w stroju pokojówki.
-Cześć...
-Przyniosłam panience, suknie na zmianę- położyła na ramie łóżka czarną suknie.
Spojrzałam na nią ze strachem. To była taka sama suknia jaką miała tamta dziewczyna!
-Nigdy nie założę tej sukni!-wskazałam drżącym palcem na czarny materiał.
Chwyciłam ją i podarłam na dwie części.
-Co panienka robi?!-w jednej chwili jej twarz zrobiła się blada, jak kreda.
Zamknęła oczy i osunęła się na ziemie. Podbiegłam do niej i położyłam jej głowę na moje kolana.
-Pomocy!-zaczęłam drzeć się na całe gardło.
Usłyszałam stukot butów w korytarzu i po chwili w pokoju stał jakiś chłopak.
-Co się stało?-zapytał.
-Zemdlała.
Wziął z toaletki naczynie z wodą i ręcznik. Zamoczył go i pogładził czoło służącej. Powoli otwierała oczy. Uśmiechnęła się blado do chłopaka.
-Nic ci nie jest?-zwrócił się do niej.
-Na razie nie, ale jak nasza pani zobaczy co stało się z suknią...może nie być ze mną dobrze.
-A co się z nią stało?
-Podarłam ją...
-Czemu?-patrzył na mnie bystrymi, zielonymi oczami.
-W moim śnie... Była taka dziewczyna. Miała taką samą suknie.
-Jak wyglądała?
-Miała czarne włosy, malinowe usta i brązowe oczy.
-Dora- posmutniał nagle- Co się z nią stało?
-Zabrał ją czarny wiatr...
-O nie-na policzkach kobiety spływały słone łzy.
Nagle ją dostrzegłam. Stała oparta o framugę drzwi i patrzyła na mnie bez żadnych uczuć. Białe włosy, blade usta i czarne oczy. Ubrana była w tunikę i legginsy, na stopach miała baletki. A wszystko było głęboko czarne.
-Masz iść ze mną-powiedziała beznamiętnym głosem.
-Nie.
-To rozkaz naszej Pani.
-To twoja Pani, ja nie przysięgałam jej posłuszeństwa- mówiłam spokojnie, bez żadnych emocji.
-Doprawdy?
-Miałam udać się wraz z nią do tego dworku, ale nic więcej-spojrzałam wyzywająco.
-Nie zmuszaj mnie do używania siły...
-Ja cię nie zmuszam do niczego.-popatrzyłam na nią- Raze- szepnęłam półgłosem.
Wokół mnie zawirował świat. Po chwili wszystko ustało. Stałam przy fontannie. Usiadłam na jej brzeg i wpatrywałam się w błękitną wodę.
Usłyszałam stukot obcasów. Obróciłam głowę i popatrzyłam na idącą dziewczynę.
Miała oczy błyszczące niebieską poświatą. Złote niczym pszenica włosy, bladą cerę i czerwone usta.
Ubrana w czarną suknie szła w moim kierunku.
Odwróciłam wzrok i znów wpatrywałam się w falującą tafle wody.
-Jesteś tu nowa?-zapytał głos za mną, odwróciłam się i zobaczyłam tamtą dziewczynę.
Pokiwałam potakująco głową.
-Witaj, jestem Anabel, a ty?
-Liliana-podałam jej rękę, a ona ją uścisnęła z zaskakującą siłą.
We śnie byłam na planie...Na niebie świeciło słońce, ptaki ćwierkały, a łąka szumiała leciutko pod wpływem wiatru. Nagle przede mną pojawiła się dziewczyna. Czarna suknia podkreślała jej sylwetkę, twarz okalały ciemne niczym noc włosy. Oczy były brązowe. Blada cera na której wyróżniły się czerwone usta.
-Witaj-szepnęła niemal bezgłośnie.
-Witaj-odpowiedziałam.
-Mam zadanie...
-Jakie?-spytałam.
-Musze cię zabić-spojrzała na mnie, w jej oczach widziałam ból.
-Dlaczego?
-Ona tego chce-spuściła głowę i sięgnęła do pasa, gdzie wisiał sztylet.
-Wiesz, że nie mogę na to pozwolić- spojrzałam na nią- Lazu- szepnęłam.
To zaklęcie miało jej przywrócić władze nad ciałem. Udało się. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
Nagle niebo spowiły czarne chmury. Zaczął szaleć wiatr. W pewnej chwili wokół dziewczyny zatańczyła czarna mgła.
-Przepraszam-usłyszałam jej głos.
Minęło może kilka chwil gdy wszystko powróciło do pierwotnego stanu.
Obudziłam się. Czułam zimny pot na całym ciele. Trzęsłam się.
-Puk, puk-usłyszałam za drzwi.
-Proszę.
-Dzień dobry, panienko- spojrzała na mnie kobieta w stroju pokojówki.
-Cześć...
-Przyniosłam panience, suknie na zmianę- położyła na ramie łóżka czarną suknie.
Spojrzałam na nią ze strachem. To była taka sama suknia jaką miała tamta dziewczyna!
-Nigdy nie założę tej sukni!-wskazałam drżącym palcem na czarny materiał.
Chwyciłam ją i podarłam na dwie części.
-Co panienka robi?!-w jednej chwili jej twarz zrobiła się blada, jak kreda.
Zamknęła oczy i osunęła się na ziemie. Podbiegłam do niej i położyłam jej głowę na moje kolana.
-Pomocy!-zaczęłam drzeć się na całe gardło.
Usłyszałam stukot butów w korytarzu i po chwili w pokoju stał jakiś chłopak.
-Co się stało?-zapytał.
-Zemdlała.
Wziął z toaletki naczynie z wodą i ręcznik. Zamoczył go i pogładził czoło służącej. Powoli otwierała oczy. Uśmiechnęła się blado do chłopaka.
-Nic ci nie jest?-zwrócił się do niej.
-Na razie nie, ale jak nasza pani zobaczy co stało się z suknią...może nie być ze mną dobrze.
-A co się z nią stało?
-Podarłam ją...
-Czemu?-patrzył na mnie bystrymi, zielonymi oczami.
-W moim śnie... Była taka dziewczyna. Miała taką samą suknie.
-Jak wyglądała?
-Miała czarne włosy, malinowe usta i brązowe oczy.
-Dora- posmutniał nagle- Co się z nią stało?
-Zabrał ją czarny wiatr...
-O nie-na policzkach kobiety spływały słone łzy.
Nagle ją dostrzegłam. Stała oparta o framugę drzwi i patrzyła na mnie bez żadnych uczuć. Białe włosy, blade usta i czarne oczy. Ubrana była w tunikę i legginsy, na stopach miała baletki. A wszystko było głęboko czarne.
-Masz iść ze mną-powiedziała beznamiętnym głosem.
-Nie.
-To rozkaz naszej Pani.
-To twoja Pani, ja nie przysięgałam jej posłuszeństwa- mówiłam spokojnie, bez żadnych emocji.
-Doprawdy?
-Miałam udać się wraz z nią do tego dworku, ale nic więcej-spojrzałam wyzywająco.
-Nie zmuszaj mnie do używania siły...
-Ja cię nie zmuszam do niczego.-popatrzyłam na nią- Raze- szepnęłam półgłosem.
Wokół mnie zawirował świat. Po chwili wszystko ustało. Stałam przy fontannie. Usiadłam na jej brzeg i wpatrywałam się w błękitną wodę.
Usłyszałam stukot obcasów. Obróciłam głowę i popatrzyłam na idącą dziewczynę.
Miała oczy błyszczące niebieską poświatą. Złote niczym pszenica włosy, bladą cerę i czerwone usta.
Ubrana w czarną suknie szła w moim kierunku.
Odwróciłam wzrok i znów wpatrywałam się w falującą tafle wody.
-Jesteś tu nowa?-zapytał głos za mną, odwróciłam się i zobaczyłam tamtą dziewczynę.
Pokiwałam potakująco głową.
-Witaj, jestem Anabel, a ty?
-Liliana-podałam jej rękę, a ona ją uścisnęła z zaskakującą siłą.
środa, 16 lipca 2014
Legenda cz. 4 Spotkanie.
Wnieśliśmy rannych do naszej chatki i położyliśmy ich na łóżkach. Ireth obejrzała ich rany.
I-Nie są bardzo groźne, ale muszą się zagoić...Bo mogło by się wdać zakażenie.
U-Odpoczną, odpoczną już ja tego dopilnuje.
G-Domyślam się- uśmiechnęłam się do niej.
Kiedy byłyśmy małe, a ja byłam chora... Wtedy Una pilnowała żebym stosowała się do zaleceń znachorki...Stare, dobre czasy.
N-Pomóc ci jakoś?- zwróciła się do Ireth.
I-Mogłybyście przemyć im rany?
G-Już się robi. Roy pójdziesz po wodę?
R-Jasne- wziął wiadro i wyszedł.
U- Skąd go znacie?
I-Uratowałyśmy go przed demonami.
U-A czego one chciały od chłopaka?
N-Nie wiadomo- wzruszyła ramionami.
W tym momencie wrócił Roy z wiadrem pełnym zimnej wody. Moja przyjaciółka wzięła rondelek i przelała trochę cieczy do mis z małymi ręcznikami i podała nam je.
Jeden z mężczyzn zaczął coś mamrotać.
N- Cii, spokojnie, już wszystko dobrze- otarła mu czoło mokrym materiałem.
Ja robiłam to samo z drugim rannym, elfem. Ireth resztę wody przelała do garnka i postawiła nad kominkiem, wsypywała tam różne zioła i wlewała trochę swoich mikstur do niego. Mieszała zawartość metalową łyżką.
Ranę elfa obmyłam i posmarowałam ją maścią, która uśmierzała ból.
G-Jak oni mają na imię?
U-Ten którego opatrujesz to Simidh, a ten drugi to Osgar.
Skinęłam głową, dając znak że to zrozumiałam.
Wzięłam z ciemnej szafki z wszelakimi lekarstwami kolejny ręcznik i zamoczyłam go w wodzie. Obmyłam czoło rannego czując, że ma gorączkę.
G-Spokojnie Simidh, nic ci nie grozi-powiedziałam delikatnym głosem.
Otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie ciemnymi niczym węgiel oczami, uśmiechną się blado i spróbował podnieść, ale od razu sykną z bólu i opadł na poduszki.
G-Nie rób gwałtownych ruchów, bo rana znów zacznie krwawić-rzekłam delikatnie głaszcząc jego policzek. Od razu się uspokoił. Spojrzał na mnie z wdzięcznością w oczach.
I-Dzięki temu rana zacznie się lepiej goić i gorączka zniknie.-podała mi miseczkę z gęstą mazią.
Spojrzałam na nią pytająco.
Westchnęła zrezygnowana.
I-Musisz posmarować mu tym ranę i czoło.
G-Dobrze.
Wzięłam trochę maści na palce i zaczęłam delikatnie nią smarować ranę. Po chwili to samo zrobiłam z czołem przybysza.
G-Lepiej się czujesz?
S-Odkąd tylko cię zobaczyłam poczułem się znacznie lepiej-powiedział trochę słabym głosem.
G-Flirciarz!- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach dostrzegłam figlarne ogniki-Koniec tych żartów musisz się wyspać.
S-A kto tu żartował?
G-Naprawdę musisz odpocząć, aby nabrać sił. Zapomniałam! Musze cię jeszcze zabandażować. Możesz usiąść?
Simidh powoli podnosił się z poduszek, a ja mu pomagałam trzymając go za ręce.
Wzięłam bandaż z szafki, gdzie postawiła go wcześniej Ireth. Oplotłam materiał wokół jego brzucha i klatki piersiowej. Zdjęłam mu koszule, żeby mógł wygodniej spać.
G-Wypoczywaj- rzekłam i już miałam iść gdy poczułam jak chwyta mnie za rękę- O co chodzi?
S-A nie dostane buziaka na dobranoc?
G-Zapomnij!
Zrobił smutną minkę i popatrzył na mnie błagalnie.
G-Dobranoc-wstałam i odeszłam.
Zauważyłam, że Roy dziwnie na mnie patrzył.
G-Co?
R-Nic...
G-Una!-podeszłam do siostry- Miałaś nam opowiedzieć co się wydarzyło.
W jednym momencie wszyscy siedzieliśmy przy stole, który wynieśliśmy na ganek i patrzyliśmy z wyczekiwaniem na moją siostrę.
U-Byliśmy w drodze do króla (Una jest jedną z wysłanniczek) kiedy zaatakowali nas orkowie! Mi jakoś udało się ujść bez ran ale moim kolegom nie... Wiedziałam, że muszę im jakoś pomóc, więc przyjechaliśmy do was. Byłyście w pobliżu i wiedziałam, że wam mogę ufać.
Zobaczyłam jak Una próbuje ukryć ziewnie i walczy klejącymi się powiekami.
G-No siostrzyczko teraz musisz iść spać!
Wszyscy okiwali głowami na znak, że się ze mną zgadzają.
G-Możesz spać w moim łóżku!
U-Dziękuje. Dobranoc-pomachała nam ręką.
N-Tera pozostaje pytanie gdzie będziemy spać my?
I-Możemy wyjąć materace i dodatkowe koce i kołdry. Umościmy sobie wszystko na podłodze...
N-Dobra myśli...Tylko jest jeden problem. Mamy tylko 2 materace...
G-Będziemy musieli spać parami...
I-To kto śpi z kim?
N-Roy może spać sam, a my się jakoś pomieścimy we 3...
R-Nie, nie będę wam robił takiego kłopotu.
I-Chyba, że któraś z nas będzie spać z nim...
G-Tylko która?
N-Ciągnijmy kart! Będą dwie pary takich samych i będziemy losować. A ci którzy wylosują takie same będą spać razem.
I-Idę po karty.
Po chwili wróciła z 4 kartami i wystawiła wierzchem do nas tak, abyśmy nie widzieli. Wybrałam jedną z nich...Przedstawiała dziewczynę wpatrującą się w księżyc.
G-No dobrze pokazujemy karty!
Taką jak ja miał Roy, a karty dziewczyn przedstawiały elfice tańczące podczas deszczu.
G-Ok... Chodźcie przygotujemy sobie posłania.
Weszliśmy do domku i wyciągnęliśmy z szafy materace i pościel.
Umieściliśmy się w kącie przy kominku, a moje przyjaciółki koło łóżek.
Poszłam się przebrać w koszule nocną.
Wróciłam i położyłam się bliżej kominka. Wpatrywałam się w pochłaniające drewno płomienie, gdy poczułam jak czyjaś ręka chwyta mnie za ramię. Odwróciłam się szybko i ujrzałam Roya wpatrującego się we mnie.
G-Stało się coś?-zapytałam szeptem.
R-Nic...Chciałem, żebyś się do mnie przytuliła...
W jedo oczach tańczyły promyki radości i uwielbienia kiedy na mnie patrzył.
To zaskakujące jak dużo można wyczytać z oczu kiedy się wie jak...
G-Niech ci będzie.-szepnęłam i wtuliłam się w niego-Roy?
R-Tak?
G-Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale... czuje się tak jakbyśmy się znali już wcześniej...
R-Ja właśnie też tak czuje. Dziwne nie?
G-Mhm...
R-No dobrze, co powiesz na to żebyśmy poszli spać?
Skinęłam głową i zamknęłam oczy. Czułam jak gładzi mnie po włosach. Zawsze to uwielbiałam.
Kiedy się obudziłam, Roy patrzył na mnie. Zobaczył, że się obudziłam i dał mi całuska w nosek.
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na inne elfy. Wszyscy jeszcze spali.
G-Co powiesz na...spacer po lesie?
R-Bardzo chętnie.
Wstaliśmy, a ja poszłam się przebrać.
Kiedy wróciłam Roy już posprzątał nasze posłanie i był już ubrany.
Wyszliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jaki romans xD Nie martwcie się akcja się rozwinie :)
I-Nie są bardzo groźne, ale muszą się zagoić...Bo mogło by się wdać zakażenie.
U-Odpoczną, odpoczną już ja tego dopilnuje.
G-Domyślam się- uśmiechnęłam się do niej.
Kiedy byłyśmy małe, a ja byłam chora... Wtedy Una pilnowała żebym stosowała się do zaleceń znachorki...Stare, dobre czasy.
N-Pomóc ci jakoś?- zwróciła się do Ireth.
I-Mogłybyście przemyć im rany?
G-Już się robi. Roy pójdziesz po wodę?
R-Jasne- wziął wiadro i wyszedł.
U- Skąd go znacie?
I-Uratowałyśmy go przed demonami.
U-A czego one chciały od chłopaka?
N-Nie wiadomo- wzruszyła ramionami.
W tym momencie wrócił Roy z wiadrem pełnym zimnej wody. Moja przyjaciółka wzięła rondelek i przelała trochę cieczy do mis z małymi ręcznikami i podała nam je.
Jeden z mężczyzn zaczął coś mamrotać.
N- Cii, spokojnie, już wszystko dobrze- otarła mu czoło mokrym materiałem.
Ja robiłam to samo z drugim rannym, elfem. Ireth resztę wody przelała do garnka i postawiła nad kominkiem, wsypywała tam różne zioła i wlewała trochę swoich mikstur do niego. Mieszała zawartość metalową łyżką.
Ranę elfa obmyłam i posmarowałam ją maścią, która uśmierzała ból.
G-Jak oni mają na imię?
U-Ten którego opatrujesz to Simidh, a ten drugi to Osgar.
Skinęłam głową, dając znak że to zrozumiałam.
Wzięłam z ciemnej szafki z wszelakimi lekarstwami kolejny ręcznik i zamoczyłam go w wodzie. Obmyłam czoło rannego czując, że ma gorączkę.
G-Spokojnie Simidh, nic ci nie grozi-powiedziałam delikatnym głosem.
Otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie ciemnymi niczym węgiel oczami, uśmiechną się blado i spróbował podnieść, ale od razu sykną z bólu i opadł na poduszki.
G-Nie rób gwałtownych ruchów, bo rana znów zacznie krwawić-rzekłam delikatnie głaszcząc jego policzek. Od razu się uspokoił. Spojrzał na mnie z wdzięcznością w oczach.
I-Dzięki temu rana zacznie się lepiej goić i gorączka zniknie.-podała mi miseczkę z gęstą mazią.
Spojrzałam na nią pytająco.
Westchnęła zrezygnowana.
I-Musisz posmarować mu tym ranę i czoło.
G-Dobrze.
Wzięłam trochę maści na palce i zaczęłam delikatnie nią smarować ranę. Po chwili to samo zrobiłam z czołem przybysza.
G-Lepiej się czujesz?
S-Odkąd tylko cię zobaczyłam poczułem się znacznie lepiej-powiedział trochę słabym głosem.
G-Flirciarz!- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach dostrzegłam figlarne ogniki-Koniec tych żartów musisz się wyspać.
S-A kto tu żartował?
G-Naprawdę musisz odpocząć, aby nabrać sił. Zapomniałam! Musze cię jeszcze zabandażować. Możesz usiąść?
Simidh powoli podnosił się z poduszek, a ja mu pomagałam trzymając go za ręce.
Wzięłam bandaż z szafki, gdzie postawiła go wcześniej Ireth. Oplotłam materiał wokół jego brzucha i klatki piersiowej. Zdjęłam mu koszule, żeby mógł wygodniej spać.
G-Wypoczywaj- rzekłam i już miałam iść gdy poczułam jak chwyta mnie za rękę- O co chodzi?
S-A nie dostane buziaka na dobranoc?
G-Zapomnij!
Zrobił smutną minkę i popatrzył na mnie błagalnie.
G-Dobranoc-wstałam i odeszłam.
Zauważyłam, że Roy dziwnie na mnie patrzył.
G-Co?
R-Nic...
G-Una!-podeszłam do siostry- Miałaś nam opowiedzieć co się wydarzyło.
W jednym momencie wszyscy siedzieliśmy przy stole, który wynieśliśmy na ganek i patrzyliśmy z wyczekiwaniem na moją siostrę.
U-Byliśmy w drodze do króla (Una jest jedną z wysłanniczek) kiedy zaatakowali nas orkowie! Mi jakoś udało się ujść bez ran ale moim kolegom nie... Wiedziałam, że muszę im jakoś pomóc, więc przyjechaliśmy do was. Byłyście w pobliżu i wiedziałam, że wam mogę ufać.
Zobaczyłam jak Una próbuje ukryć ziewnie i walczy klejącymi się powiekami.
G-No siostrzyczko teraz musisz iść spać!
Wszyscy okiwali głowami na znak, że się ze mną zgadzają.
G-Możesz spać w moim łóżku!
U-Dziękuje. Dobranoc-pomachała nam ręką.
N-Tera pozostaje pytanie gdzie będziemy spać my?
I-Możemy wyjąć materace i dodatkowe koce i kołdry. Umościmy sobie wszystko na podłodze...
N-Dobra myśli...Tylko jest jeden problem. Mamy tylko 2 materace...
G-Będziemy musieli spać parami...
I-To kto śpi z kim?
N-Roy może spać sam, a my się jakoś pomieścimy we 3...
R-Nie, nie będę wam robił takiego kłopotu.
I-Chyba, że któraś z nas będzie spać z nim...
G-Tylko która?
N-Ciągnijmy kart! Będą dwie pary takich samych i będziemy losować. A ci którzy wylosują takie same będą spać razem.
I-Idę po karty.
Po chwili wróciła z 4 kartami i wystawiła wierzchem do nas tak, abyśmy nie widzieli. Wybrałam jedną z nich...Przedstawiała dziewczynę wpatrującą się w księżyc.
G-No dobrze pokazujemy karty!
Taką jak ja miał Roy, a karty dziewczyn przedstawiały elfice tańczące podczas deszczu.
G-Ok... Chodźcie przygotujemy sobie posłania.
Weszliśmy do domku i wyciągnęliśmy z szafy materace i pościel.
Umieściliśmy się w kącie przy kominku, a moje przyjaciółki koło łóżek.
Poszłam się przebrać w koszule nocną.
Wróciłam i położyłam się bliżej kominka. Wpatrywałam się w pochłaniające drewno płomienie, gdy poczułam jak czyjaś ręka chwyta mnie za ramię. Odwróciłam się szybko i ujrzałam Roya wpatrującego się we mnie.
G-Stało się coś?-zapytałam szeptem.
R-Nic...Chciałem, żebyś się do mnie przytuliła...
W jedo oczach tańczyły promyki radości i uwielbienia kiedy na mnie patrzył.
To zaskakujące jak dużo można wyczytać z oczu kiedy się wie jak...
G-Niech ci będzie.-szepnęłam i wtuliłam się w niego-Roy?
R-Tak?
G-Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale... czuje się tak jakbyśmy się znali już wcześniej...
R-Ja właśnie też tak czuje. Dziwne nie?
G-Mhm...
R-No dobrze, co powiesz na to żebyśmy poszli spać?
Skinęłam głową i zamknęłam oczy. Czułam jak gładzi mnie po włosach. Zawsze to uwielbiałam.
Kiedy się obudziłam, Roy patrzył na mnie. Zobaczył, że się obudziłam i dał mi całuska w nosek.
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na inne elfy. Wszyscy jeszcze spali.
G-Co powiesz na...spacer po lesie?
R-Bardzo chętnie.
Wstaliśmy, a ja poszłam się przebrać.
Kiedy wróciłam Roy już posprzątał nasze posłanie i był już ubrany.
Wyszliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jaki romans xD Nie martwcie się akcja się rozwinie :)
sobota, 12 lipca 2014
Legenda cz.3 Nowe uczucie
G-Wojna między mrocznymi elfami, a leśnymi...Bitwa była na polanie między królestwami...Na początku wygrywaliśmy, ale potem...-mówiłam cichym głosem pełnymi bólu.
I-Okazało się, że mają po swojej stronie kilku potężnych magów...Wielu z nich i wielu z naszych zginęło z powodu tej okropnej wojny...
N-My ocalałyśmy tylko dzięki wzajemnej pomocy...
Roy chyba nie wiedział co powiedzieć bo tylko położył dłoń na moim ramieniu w geście współczucia.
G-Cóż nie możemy za każdym razem kiedy o tym mówimy popadać w depresje! Musimy być silne! Dla naszych poległych braci i siostry!
I i N-Za poległych!-krzyknęły i wyciągnęły dłonie w górę.
G-No dobrze jest, już późno. Chodźmy spać-uśmiechnęłam się do towarzyszy.
Wszyscy kiwnęli głowami na znak zgody. Pościeliliśmy sobie łóżka i położyliśmy się spać. Po 15 minutach wszyscy spali, a ja nie mogłam. Wstałam cicho i popatrzyłam na nich przez chwile i wyszłam na ganek. Usiadłam na grubej, drewnianej poręczy. Oparłam głowę o słup podtrzymujący dach. Wpatrywałam się w odległe gwiazdy, które świeciły delikatnym, białym blaskiem.
Ich światło...Takie nieuchwytne, dalekie...Nie do zdobycia.
Nagle usłyszałam dźwięk za plecami, odwróciłam głowę i zobaczyłam Roya który na mnie patrzył...Jakoś dziwnie...
G-Czemu nie śpisz?
R-Nie mogłem zasnąć...A ty czemu nie jesteś w łóżku?
G-Też nie mogłam spać-znów wpatrywałam się w ciemnie niebo.
Usiadł koło mnie, a ja czułam jego wzrok na sobie.
Czemu on się tak na mnie patrzy?
G-Czemu mi się przyglądasz?
R-Przepraszam-spuścił głowę, a na jego policzki wpłyną czerwony rumieniec.
G-Nie masz za co przepraszać, chciałam po prostu wiedzieć-uśmiechnęłam się pod nosem-To czemu tak mi się przyglądałeś?-zapytałam ponownie patrząc na niego.
R-Masz bardzo ładne oczy-teraz cała jego twarz zrobił się purpurowa.
G-Dziękuje-uśmiechnęłam się do niego i znów patrzyłam na niebo, ale tym razem patrzyłam na księżyc w pełni. Jego tarcza odbijała cię w pobliskim jeziorze. Zobaczyłam kontem oka jak chłopak się nade mną nachyla, i całuje mnie w policzek. Spojrzałam na niego oczami pełnymi nie zrozumienia.
Nie wiem czemu ale czułam się z nim w pewien sposób związana...Jakąś tajemniczą siłą?
G-Czemu to zrobiłeś?
R-Sam nie wiem...Gniewasz się na mnie?
G-Nie-zaczęłam się śmiać-Czemu miałabym się gniewać?
R-Sam nie wiem...
G-Hm...Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie, czemu mnie pocałowałeś?
R-Bo mi się podobasz...-spuścił głowę próbując ukryć coraz ciemniejszy rumieniec.
Chwyciłam go za rękę i zaplotłam na niej palce i spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie.
Położyłam głowę na jego ramieniu. On oplótł mnie ręką i delikatnie głaskał mnie ręką po włosach.
Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą. W pewnym momencie położył głowę na mojej. Siedzieliśmy tak, aż usłyszałam kroki. Poderwałam się i wpatrywałam w ciemną przestrzeń próbując odszukać źródła hałasu. Nagle świst, szybko uchyliłam głowę i poczułam jak coś przeleciało koło mojej głowy.
G-przynieś mi to-zwróciłam się do Roya.
Podał mi sztylet z wygrawerowanymi runami.
Wszędzie poznam te runy!
G-Una! Chodź nie chowaj się!
R-Kogo wołasz?
Z ciemności wyszła elfica z kataną u boku i sztyletami podobnymi do tego, który trzymałam w dłoni.
Una uśmiechała się do mnie przyjaźnie i przystanęła z otwartymi ramionami. Podbiegłam do niej i przytuliłam ją na przywitanie.
G-Una! Jak dobrze cię widzieć-uwolniłam ją z mojego uścisku i patrzyłam na nią ze szczęściem w zielonych oczach.
U-Ja też się ciesze! Brakowało mi ciebie!
G-Chodź, obudzę dziewczyny i wszystko nam opowiesz!
U-A kto to jest?
G-Ale ze mnie gapa...To jest Roy, Roy to jest Una moja siostra.
R-Miło mi.
U-Mi również.
Uśmiechali się do siebie przyjaźnie, a ja zaczęłam biec po dziewczyny gdy zatrzymałam się w półkroku i odwróciłam się do siostry.
G-Una?
U-Hm?
G-Mogła byś im nie mówić o tym co zobaczyłaś?-spojrzałam porozumiewawczo na nią.
U-Jasne-puściła do mnie oczko.
Uśmiechnęłam się i pobiegła obudzić dziewczyny.
G-Wstawać!!!
I-Co się dzieje?-zapytała zaspanym głosem.
N-Nie drzyj się! Chce spać!
Zciągnęłam z nich kołdry i zawołałam:
G-Una przyszła!!!
I-Fajnie, fajnie, a teraz daj spać...
Wzięłam jedną i drugą pod ramie. Wyciągnęłam z łóżek i siłą zaciągnęłam na ganek. Posadziłam na krzesłach.
G-Co cię do nas sprowadza?
U-Powiem wam potem, teraz musicie mi pomóc...Moi przyjaciele są ranni.
I-O cześć Una...To przyprowadź tu tych swoich przyjaciół.
N-Pomożemy im-moja przyjaciółka ziewnęła potężnie
U-Dobrze-gwizdnęła przeciągając drugą nutę.
Po chwili naszym oczom ukazały się konie z 2 rannymi elfami. Ledwo trzymali się na koniach.
G-Chodźcie musimy ich zabrać do chaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że ostatnio bardzo krótko pisze...Ale mam nadzieje, że was nie zanudzam...
Piszcie w komentarzach czy wam się podoba ;33
I-Okazało się, że mają po swojej stronie kilku potężnych magów...Wielu z nich i wielu z naszych zginęło z powodu tej okropnej wojny...
N-My ocalałyśmy tylko dzięki wzajemnej pomocy...
Roy chyba nie wiedział co powiedzieć bo tylko położył dłoń na moim ramieniu w geście współczucia.
G-Cóż nie możemy za każdym razem kiedy o tym mówimy popadać w depresje! Musimy być silne! Dla naszych poległych braci i siostry!
I i N-Za poległych!-krzyknęły i wyciągnęły dłonie w górę.
G-No dobrze jest, już późno. Chodźmy spać-uśmiechnęłam się do towarzyszy.
Wszyscy kiwnęli głowami na znak zgody. Pościeliliśmy sobie łóżka i położyliśmy się spać. Po 15 minutach wszyscy spali, a ja nie mogłam. Wstałam cicho i popatrzyłam na nich przez chwile i wyszłam na ganek. Usiadłam na grubej, drewnianej poręczy. Oparłam głowę o słup podtrzymujący dach. Wpatrywałam się w odległe gwiazdy, które świeciły delikatnym, białym blaskiem.
Ich światło...Takie nieuchwytne, dalekie...Nie do zdobycia.
Nagle usłyszałam dźwięk za plecami, odwróciłam głowę i zobaczyłam Roya który na mnie patrzył...Jakoś dziwnie...
G-Czemu nie śpisz?
R-Nie mogłem zasnąć...A ty czemu nie jesteś w łóżku?
G-Też nie mogłam spać-znów wpatrywałam się w ciemnie niebo.
Usiadł koło mnie, a ja czułam jego wzrok na sobie.
Czemu on się tak na mnie patrzy?
G-Czemu mi się przyglądasz?
R-Przepraszam-spuścił głowę, a na jego policzki wpłyną czerwony rumieniec.
G-Nie masz za co przepraszać, chciałam po prostu wiedzieć-uśmiechnęłam się pod nosem-To czemu tak mi się przyglądałeś?-zapytałam ponownie patrząc na niego.
R-Masz bardzo ładne oczy-teraz cała jego twarz zrobił się purpurowa.
G-Dziękuje-uśmiechnęłam się do niego i znów patrzyłam na niebo, ale tym razem patrzyłam na księżyc w pełni. Jego tarcza odbijała cię w pobliskim jeziorze. Zobaczyłam kontem oka jak chłopak się nade mną nachyla, i całuje mnie w policzek. Spojrzałam na niego oczami pełnymi nie zrozumienia.
Nie wiem czemu ale czułam się z nim w pewien sposób związana...Jakąś tajemniczą siłą?
G-Czemu to zrobiłeś?
R-Sam nie wiem...Gniewasz się na mnie?
G-Nie-zaczęłam się śmiać-Czemu miałabym się gniewać?
R-Sam nie wiem...
G-Hm...Nadal mi nie odpowiedziałeś na pytanie, czemu mnie pocałowałeś?
R-Bo mi się podobasz...-spuścił głowę próbując ukryć coraz ciemniejszy rumieniec.
Chwyciłam go za rękę i zaplotłam na niej palce i spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie.
Położyłam głowę na jego ramieniu. On oplótł mnie ręką i delikatnie głaskał mnie ręką po włosach.
Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą. W pewnym momencie położył głowę na mojej. Siedzieliśmy tak, aż usłyszałam kroki. Poderwałam się i wpatrywałam w ciemną przestrzeń próbując odszukać źródła hałasu. Nagle świst, szybko uchyliłam głowę i poczułam jak coś przeleciało koło mojej głowy.
G-przynieś mi to-zwróciłam się do Roya.
Podał mi sztylet z wygrawerowanymi runami.
Wszędzie poznam te runy!
G-Una! Chodź nie chowaj się!
R-Kogo wołasz?
Z ciemności wyszła elfica z kataną u boku i sztyletami podobnymi do tego, który trzymałam w dłoni.
Una uśmiechała się do mnie przyjaźnie i przystanęła z otwartymi ramionami. Podbiegłam do niej i przytuliłam ją na przywitanie.
G-Una! Jak dobrze cię widzieć-uwolniłam ją z mojego uścisku i patrzyłam na nią ze szczęściem w zielonych oczach.
U-Ja też się ciesze! Brakowało mi ciebie!
G-Chodź, obudzę dziewczyny i wszystko nam opowiesz!
U-A kto to jest?
G-Ale ze mnie gapa...To jest Roy, Roy to jest Una moja siostra.
R-Miło mi.
U-Mi również.
Uśmiechali się do siebie przyjaźnie, a ja zaczęłam biec po dziewczyny gdy zatrzymałam się w półkroku i odwróciłam się do siostry.
G-Una?
U-Hm?
G-Mogła byś im nie mówić o tym co zobaczyłaś?-spojrzałam porozumiewawczo na nią.
U-Jasne-puściła do mnie oczko.
Uśmiechnęłam się i pobiegła obudzić dziewczyny.
G-Wstawać!!!
I-Co się dzieje?-zapytała zaspanym głosem.
N-Nie drzyj się! Chce spać!
Zciągnęłam z nich kołdry i zawołałam:
G-Una przyszła!!!
I-Fajnie, fajnie, a teraz daj spać...
Wzięłam jedną i drugą pod ramie. Wyciągnęłam z łóżek i siłą zaciągnęłam na ganek. Posadziłam na krzesłach.
G-Co cię do nas sprowadza?
U-Powiem wam potem, teraz musicie mi pomóc...Moi przyjaciele są ranni.
I-O cześć Una...To przyprowadź tu tych swoich przyjaciół.
N-Pomożemy im-moja przyjaciółka ziewnęła potężnie
U-Dobrze-gwizdnęła przeciągając drugą nutę.
Po chwili naszym oczom ukazały się konie z 2 rannymi elfami. Ledwo trzymali się na koniach.
G-Chodźcie musimy ich zabrać do chaty.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że ostatnio bardzo krótko pisze...Ale mam nadzieje, że was nie zanudzam...
Piszcie w komentarzach czy wam się podoba ;33
Subskrybuj:
Posty (Atom)
