wtorek, 6 maja 2014

III A jeśli...

Po trzech dniach spędzonych z chłopakami zaprzyjaźniliśmy się. Razem pracowaliśmy, ich tata wrócił i pozwolił nam pracować, a oni nam pomagają. Ich sklep jest najsławniejszym sklepem w tym mieście.
-Carol, pomożesz mi uprzątnąć na zapleczu?- spytał się Jac
-Jasne.- odpowiedziała i poszli.
-Ale to słodkiee..- powiedziałam sama do siebie.
-Co?- zapytał Ryan
-Oni. Nie widzisz, że są zakochani? Dla dziewczyn to słodkie.- odpowiedziałam
-Ta... super.
-Ejj, twój moja przyjaciółka kocha twojego brata. Moja przyjaciółka, to moja ''siostra'', więc pewnego dnia będziemy rodziną...- odpowiedziałam. - może.
/Szkoda, że tylko taką.../ pomyślałam.
-Ta...
-Em... pójdę im pomóc.- powiedziałam i weszłam na zaplecze.
-Carly? Co jest?- spytała Carol.
-Nie, nic... Idę na dwór.- odpowiedziałam i wyszłam tylnymi drzwiami. Gdy wyszłam, siadłam przy ścianie i zaczęłam płakać. Nie wiem dlaczego, po prostu zrobiło mi się smutno... Płakałam z 10 minut, gdy usłyszałam głos z zaplecza. To Ryan pytał się Caroline i Jacoba, gdzie jestem. Od razu się podniosłam i pobiegłam do hotelu, nie miałam siły się z nim widzieć. Dlaczego?
Gdy dobiegłam, rzuciłam się na łóżko i znowu zaczęłam płakać. Tylko jeszcze mocniej. Ciągle myślałam, dlaczego tak beczę. Doszłam do wniosku, że zaczęłam, gdy powiedziałam, że będziemy ''rodziną''... i pomyślałam, że chciałabym z niim byyć... Zakochałam się... Ale on chyba tego nie odwzajemnia... Echh, nieważne. Muszę od nowa się umalować, uczesać.. Ogółem, ogarnąć się. Po 20 minutach, byłam gotowa do wyjścia. Wyszłam z hotelu i poszłam znowu do pracy. Przy drzwiach hotelu czekał na mnie Ryan.
-Co jest?- spytałam.
-Nic, martwiłem się.- odpowiedział.
-O mnie? Niepotrzebnie.
-Ejj, co jest? Czemu taka jesteś?- zapytał.
-Jaka? Wredna? Oziębła?
-Carly... Proszę, uspokój się.
-Czemu?! Czemu niby?! Nie mam powodu! Jestem daleko od domu, rodziny... Mam tu tylko Carol! Ledwo mamy za co wyżyć, a ty mi mówisz, żebym była spokojna?!
-Masz też mnie, Jaca, możemy dać wam więcej pieniędzy. Spokojnie!- mówił z zupełnym spokojem.
-Nie! Nie mogę!- powiedziałam, i chciałam odejść, ale Ryan złapał mnie za rękę i przytulił. To uczucie... nie mogę tego opisać. Wtuliłam się w niego, i zaczęłam płakać mu na ramieniu. Zaczął mnie uspokajać...
-Spokojnie...
-Przepraszam... nie wiem co we mnie wstąpiło... przepraszam...
-Nie mas za co...- powiedział i mnie pocałował...
Nie zastanawiając cię, zarzuciłam mu ręce na szyje...
W tym momencie z hotelu wyszli Jac i Carol. Carol jak nas zobaczyła, położyła Jacobowi głowę na ramieniu, i się uśmiechnęła. Widać było, że się cieszy naszym wspólnym szczęściem... To najlepsze wakacje w moim życiu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz