Weszłam do domu. Zobaczyłam pudła. Duużo pudeł. Bardzo dużo pudeł.
-Tatusiu?- zawołałam drżącym głosem.
-Julie!- usłyszałam niezadowolony głos.
-Błagam, tatusiu! Nie bij mnie!
-Nie mam zamiaru. Wtedy jak w szpitalu schowałaś się pod kołdrę... zrozumiałem co zrobiłem. Nie dałem ci żyć... byłem potworem.
-A co z pudłami?
-To są twoje rzeczy, skoro mnie nie chcesz, idź gdzie cię poniesie. Żegnam panią.- powiedział, i dał mi dwa pudła w ręce.
-A reszta?- spytałam.
-To moje stare rzeczy: laptopy, telefony, MP4 i tak dalej...
Miał tyle laptopów a ja nie miałam jeść... ,,Mamo! Dlaczego na to pozwalasz?! Chcesz się odegrać?! Dobrze... daj mi tylko jakiś znak...''. Usiadłam w kącie przy śmietnikach. Skuliłam się i zaczęłam płakać. Nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. Podniosłam głowę. Był to rudowłosy chłopiec. Od razu nasunęła mi się jedna myśl:
-Jake!- krzyknęłam, wstałam i go przytuliłam.
Tak, to był Jake. Podniósł mnie na ręce, i zaczął przepraszać... ,,Czyli jednak mnie kochasz, mamusiu? Po tym wszystkim, co ci zrobiłam... Ty wciąż mnie kochasz!'' Bardzo śmiesznie wyglądał, gdy tak przepraszał. Postawił mnie na ziemi i kucnął. Popatrzył na ziemie i znowu zaczął przepraszać. Nawet się rozpłakał! Śmiesznie wyglądał, ale było mi go szkoda, więc pocałowałam go w czoło i przytuliłam. Ja... też zaczęłam płakać.
-Czemu wróciłeś?- spytałam. - po tym wszystkim, co ci nagadałam?
-Wiesz, po co są starsi bracia?- spytał.
-Nie... Po co?
-Po to, żeby chronić swoją młodszą siostrę. Co by się nie stało, zawsze będę przy tobie. Obiecuję.
-Teraz ci mogę uwierzyć?
Położył rękę na sercu, i odpowiedział: Tak.
-Tata wygonił mnie z domu... to są moje rzeczy.- powiedziałam wskazując na pudła.
-Weź je. Idziemy do domu...- powiedział marszcząc brwi.
Gdy weszliśmy do domu, zaczęła się akcja.
-Siema tato. Przyprowadziłem własną siostrę i twoją córkę do domu, może zostać na noc? I jeszcze przyniosła kilka swoich rzeczy, które jej własny ojciec aż spakował i wywalił ją jak psa z domu, za pieniądze syna. To może zostać?
-Ty....! Wiesz, że nienawidzę tej gówniary! Zabrała mi żonę!
-Ale ty zabierasz jej własne dzieciństwo! Ty mogłeś sobie znaleźć drugą żonę. Ona drugiego dzieciństwa nie... Jesteś potworem. Jeśli jeszcze raz nie dasz jej jedzenia, picia, ubrania, książki albo wyrzucisz ją z domu lub pójdzie do szkoły chociażby z teperaturą 36.7, to ty tego pożałujesz. Naskarżę na ciebie w telewizji, internecie, zgłoszę cię do sądu. Zginiesz, sukin
-Jake, przestań. On mnie nie chce... Tatusiu.- powiedziałam i podeszłam do niego.- ja wiem, że mnie nie kochasz. Rozumiem... ale chcę żebyś ty wiedział jedno. Facet, który raz podniósł rękę na kobietę, lub własne dziecko, przestaje być facetem. A co dopiero mężczyzną...- powiedziałam, i wzięłam z półki nasze wspólne zdjęcie. Pięcioletnia ja, dziesięcioletni Jake, kochający mnie tata i mama... Wyjęłam je i na oczach taty wzięłam nożyczki i wycięłam jego twarz.
-Chciałabym, żeby tak było. Dobranoc tatusiu...- powiedziałam wychodząc z pokoju i wchodząc na schody.
Czułam jego wzrok jeszcze długo na swoich plecach... Zastanawiałam się, co zrobiłam. Czy to dobre?
Następnego dnia obudził mnie znajomy głos pod oknem. To Kumiko... Jake się chyba z nią umówił. Zaczęłam ich podsłuchiwać.
-Kumiko... ja... się... ja... ech...
-Zakochałeś się?
-Eee... tak...
Zasmuciłam się, że to akurat ona, ale cóż... To Jake ma być szczęśliwy. Ja jestem na drugim miejscu... a jak się z nią ożeni, to na trzecim... a jak będą mieli dzieci to na czwartym... z
-Też cię kocham...- odpowiedziała Kumiko- chcesz ze mną chodzić?
-Hę? Chciałbym... ale nie mogę... przepraszam...- powiedział i wbiegł do domu, i potem na strych. Ja siedziałam na łóżku.
-Jake... nie rezygnuj z niej dla mnie.
-Co?
-Słychać was było. Nie rezygnuj z niej dla mnie. Masz własne życie. Nie martw się o mnie.
-Julie, ale ja ciebie miałem chronić. Nie ją, nie kogo innego tylko ciebie.
-Każdy brat jest po to, aby chronić młodsze rodzeństwo. Wiem... ale jeszcze ważniejsza jest rola każdego człowieka.
-Jaka?
-Bycie mężem lub żoną i posiadanie dzieci. Ty się zajmujesz mną... ale za rok... już nie musisz. Ja... mam przed tobą tajemnicę. Nie mogę ci jej zdradzić.
-Masz przede mną tajemnicę?!
-Tak... mam... nie zdradzę ci jej. Przepraszam braciszku...
-Nie masz za co. Nie będziesz zawsze przecież mnie tak kochać, jak kilkuletnia Julie.
-Zawsze będę tak samo.- powiedziałam i przytuliłam go. Czuję się wtedy bezpiecznie...
-Puk puk... mogę wejść?
Jake od razu wstał i zasłonił mnie sobą. Ja się za niego schowałam.
-Julie... przepraszam... dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie... jaki jestem... byłem... nie zmienię się tak od razu... ale będę próbował... przepraszam cię... kochanie...
-Odejdź! Ona się ciebie boi! Nie widzisz?! Nie wstyd ci?! Twoje własne dziecko się ciebie boi!
-Julie... naprawdę się mnie boisz?- spytał.
Ścisnęłam rękę Jake'a, bo bałam się odpowiedzieć.
-Widzisz? Nie mówi nic. Ścisnęła moją rękę bo się boi... jesteś straszny.- powiedział Jake.
Łał...nie wiem co powiedzieć, wiem jedno powinnaś zostać pisarką *-* Piszesz świetne opowiadania ;3
OdpowiedzUsuń