Obudziłam się. Otworzyłam szybko oczy i przeciągnęłam się, aż chrupnęło mi w kościach. Spanie na podłodze nie jest zbyt... wygodne. Dlaczego na podłodze? Zaraz wszystko się wyjaśni...
Wstałam szybko i poszłam cicho do salonu. Nikogo nie było.
-Pewnie poszli do kogoś-uśmiechnęłam się pod nosem.
Nigdy nie lubiłam kiedy tu był tłum pijanych przyjaciół taty.
Wzięłam wszystkie puste butelki po alkoholu. Wyrzuciłam je do kosza na śmieci stojącego w kuchni. Otworzyłam lodówkę i spojrzałam na nasze zapasy.
Wnętrze zionęło pustkami. Westchnęłam cicho. Usłyszałam niegłośne miauknięcie.
-Cześć Lika- pogłaskałam kotkę po miękkim futerku na łebku. Trąciła mnie delikatnie nosem w rękę.
-No tak jesteś głodna... poczekaj zaraz spróbuje ci coś wyszperać.
Otworzyłam szafki i po długich poszukiwaniach wyjęłam ostatnie opakowanie kociej karmy. Wysypałam zawartość do miseczki. Kotka pałaszowała z wielkim zapałem, a ja patrzyłam na nią z cieniem uśmiechu na ustach.
Skończyła jeść i zaczęła ocierać się o moje nogi. Wzięłam ją na ręce i głaskałam po grzbiecie. Mruczała zadowolona.
-Trzeba będzie posprzątać dom i zamówić zakupy- znów westchnęłam.
Ruszyłam po schodach na górę i weszłam do strychu. Podeszłam do okna i popatrzyłam na widok za oknem. Widać było nieduży strumyk, a w oddali stał las. Ciemny i tajemniczy. Nikt się nie zapuszczał w jego głąb. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie ale ten kto tam wszedł już nigdy nie wracał.
Postawiłam Like na podłodze i wzięłam w rękę ramkę z fotografią mamy.
Opuściła nas. Wyjechała za granice do Niemiec i urwała jaki kolwiek kontakt z całą rodziną.
Po policzku spłynęła mi słona łza.
-Jak mogłaś mnie zostawić z nim samą? Czemu wyjechałaś? Czemu od roku nie dajesz znaku życia?-
Wytarłam policzek wierzchem dłoni i zacisnęłam zęby.
Teraz muszę sama dać sobie rade. Nie znam nikogo kto chciał by mi pomóc. I mimo tego, że ojciec nie traktuje mnie dobrze... wiem, że beze mnie nie da sobie rady.
Spojrzałam na zegarek, który zawsze miałam na ręce. Była już 12:15.
Musiałam się brać za obowiązki. Poszłam do kąta w którym stał komputer i go włączyłam. Kliknęłam kilka razy myszką w odpowiednie miejsca i wpisałam link. Zamówiłam wszystkie niezbędne produkty. Po za alkoholem oczywiście.
-Ojciec i tak go przywiezie... jeśli wróci.
Zeszłam schodami na dół i wzięłam się za ogarnianie salonu. Po jakichś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez Judasza. Stał tak chłopak w wieku około 20 lat z moimi zakupami. Otworzyłam.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry. To twoje zamówienie?
-Tak, niech pan chwilkę poczeka zaraz przyniosę pieniądze.
Zostawiłam otwarte drzwi, a sama poszłam do kuchni i wyjęłam z tajnej skrytki ojca kilka banknotów.
Poszłam w stronę dostawcy.
-Ile się należy?- zapytałam.
-Równo 50 złotych.
Podałam mu pieniądze z drobnym napiwkiem. Pożegnałam się i zamknąwszy uprzednio drzwi ruszyłam do kuchni. Rozpakowałam zakupy i wzięłam się za sprzątanie kuchni.
Minęło pół godziny, kiedy usłyszałam samochód ojca.
Miał charakterystyczny dźwięk otwieranego garażu.
Mam nadzieje, że ojciec nie jest pijany- pomyślałam ze strachem.
Otworzył drzwi i chwiejnym krokiem szedł przez korytarz. Kiedy mnie zobaczył zaczął obsypywać mnie wiązanką przekleństw.
Poczułam strach. Dostrzegłam jak się uśmiecha. Zawsze lubił kiedy się go bano... na moją zgubę.
Podchodził coraz bliżej mnie. Patrzył ze szczerą pogardą na mnie. Nienawidziłam kiedy był pijany. Podniósł rękę, momentalnie się skuliłam pamiętając pamiątkę jaką mi zostawił wczorajszej nocy. Poczułam piekący ból na policzku.
-Masz się wynosić z tego domu su***! -krzyknął trochę niewyraźnym głosem.
Miałam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Miarka się przebrała. Patrzyłam na niego zabójczym wzrokiem z szałem w oczach.
-Jak sobie życzysz!
Pobiegłam na górę i zaczęłam pakować plecak z niezbędnymi rzeczami. W pewnym momencie zjawił się przymnie z pasem w ręku.
Spojrzał na mnie, a ja na niego. Nim zdążył się zamachnąć ja już byłam przy drzwiach.
-Au revoir!- krzyknęłam ile sił w płucach i zaczęłam biec do lasu. Mimo opowieści często tam chodziłam i płakałam kiedy było mi na prawdę źle. Usiadłam na omszonym kamieniu.
Moja mama mówiła, że las jest moim przyjacielem i mogę mu powiedzieć wszystko. Tak też zrobiłam i tym razem.
-Mój ojciec... znów mnie uderzył- załkałam- ale tym razem ja uciekłam. Nie wiem co mam zrobić, gdzie się podziać?- łzy płynęły strumieniami po moich policzkach.
Usłyszałam szelest, odwróciłam gwałtownie głowę i ujrzałam pięknego, białego konia.
Podeszłam do niego powoli widząc w jego oczach strach.
-Spokojnie, nic ci nie grozi- mówiłam delikatnie i wyciągnęłam ku niemu rękę.
Powąchał ją delikatnie i popatrzył na mnie. Pogłaskałam go po szyi. Uspokoił się trochę.
Usłyszałam krzyki dochodzące za pleców konia. Zastrzygł niespokojnie uszami. Nie wiem czemu wyjęłam z torby jabłko i mu je dałam. Zjadł ze smakiem i już był spokojny. Głosy ucichły, a po chwili zniknęły całkowicie.
-O widzisz już nic ci nie grozi- uśmiechnęłam się do zwierzęcia- Jak cię nazwiemy, hm?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podpowiedzcie jak go nazwać, bo ja kompletnie pomysłu nie mam ;-;
Piszcie swoje propozycje w komach :D
Mam nadzieje, że wam się spodobało ;33 Akcja się rozwinie... poczekajcie trochę C;
Nazwij go Nirwana ;* ( jesli oczywiście ten koń to klacz ;D )
OdpowiedzUsuń