środa, 6 sierpnia 2014

Historia Luthien cz.2 Opiekunka

Zastanawiałam się przez kilka minut nim wymyśliłam.
-Już wiem!- krzyknęłam uradowana- Będziesz się nazywała Nirvana! Co ty na to?- zwróciłam się do zwierzaka.
Parsknęła zadowolona. Uśmiechnęłam się do niej i pogładziłam jej sierść. Patrzył na mnie mądrymi oczami śledząc każdy mój ruch. 
-Chcesz kolejne jabłko?
Wyjęłam z torby zielono-czerwone jabłko. Podałam je zwierzęciu uważając aby nie odgryzł przypadkiem moich palców. Zjadła je ze smakiem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zawsze uwielbiałam konie, a teraz z jednym się zaprzyjaźniłam.
Spojrzałam na promiennie zachodzącego słońca prześwitującego przez gałęzie drzew. Wyjęłam z plecaka bluzę i otuliłam się nią. 
Mama zawsze mówiła, że jeśli kiedykolwiek będę spędzać noc w tym lesie nie mogę rozpalić ognia.
Westchnęłam. Wyjęłam z torby kanapkę i rozwinęłam papier. Wgryzłam się ze smakiem w chleb z masłem, salami, pomidorem, serem i cebulą. Wzięłam butelkę z wodą  i napiłam się. Klacz patrzyła na mnie wyczekująco.
-Penie ty też chcesz pić?
Pokazałam gestem aby szła za mną. Wiedziałam, że to zrozumie i zrozumiała.
Poszłyśmy poza las gdzie płynęła rzeka. Podeszła niepewnie i pochyliła łeb ku wodzie.  Cała sceneria wyglądała jak na obrazku!
Biały klacz pochylająca się nad rzeką błyszczącą w promieniach zachodzącego słońca. Za nią tajemniczy , ciemny las. Wokół łąka, a nad nią niebo pokryte pomarańczową mgiełką (zachód słońca).
Kiedy się napoiła poszłyśmy z powrotem do lasu. Westchnęłam zrezygnowana i zwróciłam się do przestrzeni przede mną. 
-A co jeśli źle zrobiłam? Uciekłam z domu pod wpływem jakiegoś impulsu...-poczułam muśnięcie chrap konia o mój policzek. Pogłaskałam ją- Nie wiem czy powinnam była odchodzić... Z jednej strony dobrze zrobiłam, bo ojciec w końcu mógł by mnie pobić śmiertelnie, a że chodzi bez przerwy pijany, to by tego nie zauważył. A z drugiej strony jak ja dam sobie rade sama w lesie? - klacz parsknęła niezadowolona- No dobrze z twoją pomocą. Nie mogę poprosić nikogo o pomoc bo najbliższe sąsiedztwo jest jakieś 5 km z tond! Nie mam dużo jedzenia.
Po moim policzku spłynęła łza. Doszliśmy już do miejsca gdzie zostawiłam plecak. Było już ciemno. Zmęczona emocjami całego dnia ziewnęłam przeciągle. Nirvana położyła się pod drzewem. Wyjęłam koc i położyłam na jej grzbiecie. Sama położyłam się na mchu obok niej i przykryłam się drugim kocem. Po chwili udałam się w objęcia Morfeusza. 

                                                                                                           ***

Obudziłam się. Nie pamiętam żadnego snu. Przetarłam zaspane oczy. Na pniu przewalonego drzewa na przeciw mnie siedziała jakaś kobieta. Zdziwiona ściągnęłam brwi  i potrząsnęłam głową. Postać nie zniknęła tylko teraz patrzała na mnie z rozbawieniem.
-Witaj-powiedziała uśmiechając się serdecznie.
Miała bardzo melodyjny głos. Mówiła jakby śpiewała.
-Kim jesteś?- spojrzałam na nią podejrzliwie.
-Jestem Meleris, a ty jak masz na imię?
-Nazywam się Luthien Nadzieja (wiem ,wiem oryginalne nazwisko xD)
-Miło cię poznać- uśmiechnęła się serdecznie co odwzajemniłam.
-Skąd się tu wzięłaś?- zapytałam.
-Mieszkam tutaj- pokazała ręką las. Zmarszczyłam brwi.
-Cały czas?- nie dowierzałam.
Zaśmiała się melodyjnie.
-Tak. A ty skąd się tu wzięłaś?
-Uciekłam od ojca...
-Pijaka- dokończyła.
-Skoro wiedziałaś to po co się mnie pytałaś? A w ogóle to skąd wiesz?
-Pytałam bo chciałam sprawdzić jak bardzo jesteś otwarta, a wiem bo słyszałam jak mówiłaś.
-Wiem, że to dziwnie zabrzmi... Czym jesteś?
-Jestem pół driadą, pół magiem.
Otworzyłam usta patrząc na nią z niedowierzaniem.
Nie wiem skąd takie pytanie przyszło mi do głowy, ale musiałam wiedzieć.
-Znałaś moją mamę?
Skinęła głową potakująco.
-Skąd?
-Często tu przychodziła.
-Wiesz dlaczego wyjechała?
Westchnęła.
-Wiem, ale na razie nie mogę ci powiedzieć.-spojrzała na trawę obok swoich stup.
-Eh, rozumiem. Od kiedy się znacie?
-Poznałyśmy się jak miała 5 lat. Przyprowadzała ją tu jej mama, kiedy dowiedziała się że mnie znalazła.- uśmiechnęła się do swoich wspomnień. 
-Dlaczego nigdy mi o tobie nie mówiła?
-Bo musiałaś sama mnie znaleźć. Przychodzą do mnie tylko ci którzy posiadają choć iskrę magi w sobie.
-To znaczy, że posiadam moc?
Skinęła znowu głową.
-Z moją pomocą nauczysz się korzystać z wewnętrznego źródła.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miało być dłuższe ale mama mnie z kompa wygoniła kiedy się w końcu dorwałam ;-; no cóż mam nadzieje, że się wam spodoba ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz