poniedziałek, 13 października 2014

Legenda cz. 2 (Nowa)

Poczułam ciepłe promienie słońca na moich policzkach. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do siebie. Szybko wygramoliłam się  z łóżka. Obmyłam twarz zimną wodą i wytarłam w miękki ręcznik. Podeszłam do szafy i wyjęłam ubranie. Szybko się przebrałam i poszłam do kuchni. Czekał tam na mnie talerz z kanapkami oraz gorąca mięta. Usiadłam na krześle i zaczęłam pałaszować śniadanie. Po posiłku weszłam do pokoju i wzięłam walizkę i ruszyłam żwawo na plac przed świątynią. Na miejscu czekali na mnie rodzice. Pewnie mieli coś do załatwienia dla tego nie zastałam ich w domu. Mama przywitała mnie uśmiechem, a tata patrzył na mnie z dumą.
-Jesteśmy z ciebie tacy dumni!- powiedziała moja rodzicielka przytulając mnie jednocześnie.
Uśmiechnęłam się. W jej soczysto zielonych oczach dostrzegłam ból i strach.
+Martwi się o mnie. Muszę dodać jej otuchy!+
-Mamo, nie martw się będzie dobrze.- pocieszałam ją.
-Skarbie...wiesz, że będę tęsknić.
-Ja też. Ale przecież nie rozstajemy się na zawsze. Kilka lat i znów się zobaczymy!
Na jej twarzy zagościł smutny uśmiech, a na policzkach spłynęło kilka słonych łez. Przytuliłam ją i wytarła kryształowe krople.
Każdy z nas dostał jednego konia. Mój był rasy Albino, a na imię miła Albuse. Była już osiodłana. Przypięłam bagaż do siodła i poklepałam ją lekko po szyi.
-Miło mi cię poznać Albuse- szepnęłam do klaczy.
Chwyciłam za wodze i poprowadziłam ją do wodopoju. Pochyliła łeb i zaczęła pić. Kiedy skończyła dałam jej czerwone, soczyste jabłko.
Zjadła je ze smakiem.
Rozległ się dźwięk dzwonów oznajmiający, że za niedługo ruszamy. Poszłam na plac. Podbiegłam do rodziców i wpadłam w objęcia matki.
-Do zobaczenia mamo.
-Uważaj na siebie skarbie.-uśmiechnęłam się do niej.
-Dobrze.- odwróciłam się do taty i po chwili byłam już w jego silnych ramionach.
-Bądź grzeczna i nie siedź wszędzie sama.- powiedział do mnie tata.
-Spróbuje.- po moich policzkach spłynęło kilka łez.
Kiedy uwolniłam się z jego uścisku, podeszłam do klaczy i dosiadłam jej.
Spojrzałam na rodziców. Stali przytuleni do siebie i uśmiechali się do mnie.
Mama wysłała mi buziaka, a ja odwzajemniłam gest i szepnęłam:
-Kocham was.
Rozpoznali słowa z ruchu moich warg i opowiedzieli:
-My ciebie też.
Pomachałam im i skierowałam Albuse do innych i leciutko uderzyłam w bok. Ruszyła w tamtym kierunku. Odgłosy uderzania kopyt o bruk niosły się echem. Słychać było nie tylko ją, ale i inne konie.
Strażnicy dali znak, abyśmy  ruszali. Skierowaliśmy się do głównej bramy miasta. Obejrzałam się za siebie, ale nie dostrzegłam moich bliskich, bo reszta grupy i żołnierze zasłonili mi widok.
Ruszaliśmy się w miarowym tempie. Z przodu, z tyłu i po bokach byli żołnierze. Czułam się jak jakiś więzień, ale wiedziałam że to dla naszego bezpieczeństwa.
Zatrzymaliśmy się po jakichś 2 godzinach. Zrobiliśmy postój w lesie, niedaleko rzeki. Zaprowadziliśmy konie do niej i puściliśmy, aby się pasły.
Każdy wyją swoje jedzenie i picie. Usiadłam pod drzewem dębu. Wsłuchiwałam się  w świergot ptaków, jednocześnie zajadając się chlebem, serem i owocami.
Po posiłku poszłam się przejść po okolicy. Po pewnym czasie doszłam do starej, rozłożystej brzozy, wspięłam się na nią i usiadłam na jednej z mocniejszych gałęzi. Zamknęłam oczy. Z rozmyślań wyrwało mnie skrzeczenie papugi. Spojrzałam w stronę zwierzęcia, które ewidentnie chciało zwrócić na siebie moją uwagę. Ptak miał piękne piórka. Głowę zdobiły jej błękitne pierze, tułów zachwycał szkarłatną czerwienią poprzetykaną nieskazitelną bielą. Paciorkowe czarne oczy patrzyły na mnie z ciekawością. Uśmiechnęłam się lekko.
-Witaj-powiedziałam.
Przekrzywiła łepek na bok. Przypatrywałam się jej, nie wiedząc czego ode mnie oczekuje. Poruszyła niespokojnie skrzydłami i po chwili już siedziała na mojej ręce. Pogładziłam lekko delikatne, miękkie piórka, a ona mrużyła oczy z zadowolenia. Zaśmiałam się cicho.
Nagle usłyszałam nawoływanie.
-Kakira! Gdzie jesteś? Kakira chodź do mnie!
Papużka na te słowa zleciała z mego ramienia i poszybowała z gracją.
Zeszłam z drzewa, cicho i bezszelestnie. Ciekawa kto tu przybył. Plecami do mnie stał jakiś młody elf.
-Cześć- odezwałam się cicho, aby go nie przestraszyć.
Nie udało się. Wzdrygnął się lekko i natychmiast odwrócił w moją stronę gotowy do ataku. Kiedy mnie zobaczył rozluźnił się i uśmiechną do mnie.
Był to chłopak mniej więcej w moim wieku o czuprynie gęstych jasnobrązowych włosów na głowie i czekoladowych oczach. Miał oliwkową cerę i ładny uśmiech.
-Witaj.
-Skąd się tu wziąłeś?- zagadnęłam.
-Musiałem ją znaleźć. Poleciała sobie nawet nie wiem kiedy...
-Jest piękna.
Na te słowa Kakira uniosła dumnie główkę i patrzyła na nas wyniośle.
Zaśmialiśmy się zgodnie.
-Jestem Girlaen, a ty?
-Zwą mnie Kael- ukłonił się przede mną.
Na co dygnęłam lekko.
-To dla mnie zaszczyt poznać mości pana.
-Jestem niezmiernie szczęśliwy mogąc z panią prowadzić jakże interesującą dyskusję.
Zaśmiałam się najpierw niby zalotnie, a potem parsknęłam niepohamowanym śmiechem. Po chwili się do mnie przyłączył, a papużka patrzyła na nas jak na wariatów.
Uspokoiliśmy się po dłuższej chwili.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem krótkie i dodatkowo w ogóle nie ciekawe...
Chciałam was przeprosić za moją nie obecność,ale brak czasu i obowiązki w szkole niezbyt sprzyjały pisaniu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz