Wnieśliśmy rannych do naszej chatki i położyliśmy ich na łóżkach. Ireth obejrzała ich rany.
I-Nie są bardzo groźne, ale muszą się zagoić...Bo mogło by się wdać zakażenie.
U-Odpoczną, odpoczną już ja tego dopilnuje.
G-Domyślam się- uśmiechnęłam się do niej.
Kiedy byłyśmy małe, a ja byłam chora... Wtedy Una pilnowała żebym stosowała się do zaleceń znachorki...Stare, dobre czasy.
N-Pomóc ci jakoś?- zwróciła się do Ireth.
I-Mogłybyście przemyć im rany?
G-Już się robi. Roy pójdziesz po wodę?
R-Jasne- wziął wiadro i wyszedł.
U- Skąd go znacie?
I-Uratowałyśmy go przed demonami.
U-A czego one chciały od chłopaka?
N-Nie wiadomo- wzruszyła ramionami.
W tym momencie wrócił Roy z wiadrem pełnym zimnej wody. Moja przyjaciółka wzięła rondelek i przelała trochę cieczy do mis z małymi ręcznikami i podała nam je.
Jeden z mężczyzn zaczął coś mamrotać.
N- Cii, spokojnie, już wszystko dobrze- otarła mu czoło mokrym materiałem.
Ja robiłam to samo z drugim rannym, elfem. Ireth resztę wody przelała do garnka i postawiła nad kominkiem, wsypywała tam różne zioła i wlewała trochę swoich mikstur do niego. Mieszała zawartość metalową łyżką.
Ranę elfa obmyłam i posmarowałam ją maścią, która uśmierzała ból.
G-Jak oni mają na imię?
U-Ten którego opatrujesz to Simidh, a ten drugi to Osgar.
Skinęłam głową, dając znak że to zrozumiałam.
Wzięłam z ciemnej szafki z wszelakimi lekarstwami kolejny ręcznik i zamoczyłam go w wodzie. Obmyłam czoło rannego czując, że ma gorączkę.
G-Spokojnie Simidh, nic ci nie grozi-powiedziałam delikatnym głosem.
Otworzył powoli oczy i spojrzał na mnie ciemnymi niczym węgiel oczami, uśmiechną się blado i spróbował podnieść, ale od razu sykną z bólu i opadł na poduszki.
G-Nie rób gwałtownych ruchów, bo rana znów zacznie krwawić-rzekłam delikatnie głaszcząc jego policzek. Od razu się uspokoił. Spojrzał na mnie z wdzięcznością w oczach.
I-Dzięki temu rana zacznie się lepiej goić i gorączka zniknie.-podała mi miseczkę z gęstą mazią.
Spojrzałam na nią pytająco.
Westchnęła zrezygnowana.
I-Musisz posmarować mu tym ranę i czoło.
G-Dobrze.
Wzięłam trochę maści na palce i zaczęłam delikatnie nią smarować ranę. Po chwili to samo zrobiłam z czołem przybysza.
G-Lepiej się czujesz?
S-Odkąd tylko cię zobaczyłam poczułem się znacznie lepiej-powiedział trochę słabym głosem.
G-Flirciarz!- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach dostrzegłam figlarne ogniki-Koniec tych żartów musisz się wyspać.
S-A kto tu żartował?
G-Naprawdę musisz odpocząć, aby nabrać sił. Zapomniałam! Musze cię jeszcze zabandażować. Możesz usiąść?
Simidh powoli podnosił się z poduszek, a ja mu pomagałam trzymając go za ręce.
Wzięłam bandaż z szafki, gdzie postawiła go wcześniej Ireth. Oplotłam materiał wokół jego brzucha i klatki piersiowej. Zdjęłam mu koszule, żeby mógł wygodniej spać.
G-Wypoczywaj- rzekłam i już miałam iść gdy poczułam jak chwyta mnie za rękę- O co chodzi?
S-A nie dostane buziaka na dobranoc?
G-Zapomnij!
Zrobił smutną minkę i popatrzył na mnie błagalnie.
G-Dobranoc-wstałam i odeszłam.
Zauważyłam, że Roy dziwnie na mnie patrzył.
G-Co?
R-Nic...
G-Una!-podeszłam do siostry- Miałaś nam opowiedzieć co się wydarzyło.
W jednym momencie wszyscy siedzieliśmy przy stole, który wynieśliśmy na ganek i patrzyliśmy z wyczekiwaniem na moją siostrę.
U-Byliśmy w drodze do króla (Una jest jedną z wysłanniczek) kiedy zaatakowali nas orkowie! Mi jakoś udało się ujść bez ran ale moim kolegom nie... Wiedziałam, że muszę im jakoś pomóc, więc przyjechaliśmy do was. Byłyście w pobliżu i wiedziałam, że wam mogę ufać.
Zobaczyłam jak Una próbuje ukryć ziewnie i walczy klejącymi się powiekami.
G-No siostrzyczko teraz musisz iść spać!
Wszyscy okiwali głowami na znak, że się ze mną zgadzają.
G-Możesz spać w moim łóżku!
U-Dziękuje. Dobranoc-pomachała nam ręką.
N-Tera pozostaje pytanie gdzie będziemy spać my?
I-Możemy wyjąć materace i dodatkowe koce i kołdry. Umościmy sobie wszystko na podłodze...
N-Dobra myśli...Tylko jest jeden problem. Mamy tylko 2 materace...
G-Będziemy musieli spać parami...
I-To kto śpi z kim?
N-Roy może spać sam, a my się jakoś pomieścimy we 3...
R-Nie, nie będę wam robił takiego kłopotu.
I-Chyba, że któraś z nas będzie spać z nim...
G-Tylko która?
N-Ciągnijmy kart! Będą dwie pary takich samych i będziemy losować. A ci którzy wylosują takie same będą spać razem.
I-Idę po karty.
Po chwili wróciła z 4 kartami i wystawiła wierzchem do nas tak, abyśmy nie widzieli. Wybrałam jedną z nich...Przedstawiała dziewczynę wpatrującą się w księżyc.
G-No dobrze pokazujemy karty!
Taką jak ja miał Roy, a karty dziewczyn przedstawiały elfice tańczące podczas deszczu.
G-Ok... Chodźcie przygotujemy sobie posłania.
Weszliśmy do domku i wyciągnęliśmy z szafy materace i pościel.
Umieściliśmy się w kącie przy kominku, a moje przyjaciółki koło łóżek.
Poszłam się przebrać w koszule nocną.
Wróciłam i położyłam się bliżej kominka. Wpatrywałam się w pochłaniające drewno płomienie, gdy poczułam jak czyjaś ręka chwyta mnie za ramię. Odwróciłam się szybko i ujrzałam Roya wpatrującego się we mnie.
G-Stało się coś?-zapytałam szeptem.
R-Nic...Chciałem, żebyś się do mnie przytuliła...
W jedo oczach tańczyły promyki radości i uwielbienia kiedy na mnie patrzył.
To zaskakujące jak dużo można wyczytać z oczu kiedy się wie jak...
G-Niech ci będzie.-szepnęłam i wtuliłam się w niego-Roy?
R-Tak?
G-Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale... czuje się tak jakbyśmy się znali już wcześniej...
R-Ja właśnie też tak czuje. Dziwne nie?
G-Mhm...
R-No dobrze, co powiesz na to żebyśmy poszli spać?
Skinęłam głową i zamknęłam oczy. Czułam jak gładzi mnie po włosach. Zawsze to uwielbiałam.
Kiedy się obudziłam, Roy patrzył na mnie. Zobaczył, że się obudziłam i dał mi całuska w nosek.
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na inne elfy. Wszyscy jeszcze spali.
G-Co powiesz na...spacer po lesie?
R-Bardzo chętnie.
Wstaliśmy, a ja poszłam się przebrać.
Kiedy wróciłam Roy już posprzątał nasze posłanie i był już ubrany.
Wyszliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jaki romans xD Nie martwcie się akcja się rozwinie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz