Byłam zmęczona. Poszłam spać.
We śnie byłam na planie...Na niebie świeciło słońce, ptaki ćwierkały, a łąka szumiała leciutko pod wpływem wiatru. Nagle przede mną pojawiła się dziewczyna. Czarna suknia podkreślała jej sylwetkę, twarz okalały ciemne niczym noc włosy. Oczy były brązowe. Blada cera na której wyróżniły się czerwone usta.
-Witaj-szepnęła niemal bezgłośnie.
-Witaj-odpowiedziałam.
-Mam zadanie...
-Jakie?-spytałam.
-Musze cię zabić-spojrzała na mnie, w jej oczach widziałam ból.
-Dlaczego?
-Ona tego chce-spuściła głowę i sięgnęła do pasa, gdzie wisiał sztylet.
-Wiesz, że nie mogę na to pozwolić- spojrzałam na nią- Lazu- szepnęłam.
To zaklęcie miało jej przywrócić władze nad ciałem. Udało się. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
Nagle niebo spowiły czarne chmury. Zaczął szaleć wiatr. W pewnej chwili wokół dziewczyny zatańczyła czarna mgła.
-Przepraszam-usłyszałam jej głos.
Minęło może kilka chwil gdy wszystko powróciło do pierwotnego stanu.
Obudziłam się. Czułam zimny pot na całym ciele. Trzęsłam się.
-Puk, puk-usłyszałam za drzwi.
-Proszę.
-Dzień dobry, panienko- spojrzała na mnie kobieta w stroju pokojówki.
-Cześć...
-Przyniosłam panience, suknie na zmianę- położyła na ramie łóżka czarną suknie.
Spojrzałam na nią ze strachem. To była taka sama suknia jaką miała tamta dziewczyna!
-Nigdy nie założę tej sukni!-wskazałam drżącym palcem na czarny materiał.
Chwyciłam ją i podarłam na dwie części.
-Co panienka robi?!-w jednej chwili jej twarz zrobiła się blada, jak kreda.
Zamknęła oczy i osunęła się na ziemie. Podbiegłam do niej i położyłam jej głowę na moje kolana.
-Pomocy!-zaczęłam drzeć się na całe gardło.
Usłyszałam stukot butów w korytarzu i po chwili w pokoju stał jakiś chłopak.
-Co się stało?-zapytał.
-Zemdlała.
Wziął z toaletki naczynie z wodą i ręcznik. Zamoczył go i pogładził czoło służącej. Powoli otwierała oczy. Uśmiechnęła się blado do chłopaka.
-Nic ci nie jest?-zwrócił się do niej.
-Na razie nie, ale jak nasza pani zobaczy co stało się z suknią...może nie być ze mną dobrze.
-A co się z nią stało?
-Podarłam ją...
-Czemu?-patrzył na mnie bystrymi, zielonymi oczami.
-W moim śnie... Była taka dziewczyna. Miała taką samą suknie.
-Jak wyglądała?
-Miała czarne włosy, malinowe usta i brązowe oczy.
-Dora- posmutniał nagle- Co się z nią stało?
-Zabrał ją czarny wiatr...
-O nie-na policzkach kobiety spływały słone łzy.
Nagle ją dostrzegłam. Stała oparta o framugę drzwi i patrzyła na mnie bez żadnych uczuć. Białe włosy, blade usta i czarne oczy. Ubrana była w tunikę i legginsy, na stopach miała baletki. A wszystko było głęboko czarne.
-Masz iść ze mną-powiedziała beznamiętnym głosem.
-Nie.
-To rozkaz naszej Pani.
-To twoja Pani, ja nie przysięgałam jej posłuszeństwa- mówiłam spokojnie, bez żadnych emocji.
-Doprawdy?
-Miałam udać się wraz z nią do tego dworku, ale nic więcej-spojrzałam wyzywająco.
-Nie zmuszaj mnie do używania siły...
-Ja cię nie zmuszam do niczego.-popatrzyłam na nią- Raze- szepnęłam półgłosem.
Wokół mnie zawirował świat. Po chwili wszystko ustało. Stałam przy fontannie. Usiadłam na jej brzeg i wpatrywałam się w błękitną wodę.
Usłyszałam stukot obcasów. Obróciłam głowę i popatrzyłam na idącą dziewczynę.
Miała oczy błyszczące niebieską poświatą. Złote niczym pszenica włosy, bladą cerę i czerwone usta.
Ubrana w czarną suknie szła w moim kierunku.
Odwróciłam wzrok i znów wpatrywałam się w falującą tafle wody.
-Jesteś tu nowa?-zapytał głos za mną, odwróciłam się i zobaczyłam tamtą dziewczynę.
Pokiwałam potakująco głową.
-Witaj, jestem Anabel, a ty?
-Liliana-podałam jej rękę, a ona ją uścisnęła z zaskakującą siłą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz