Moja historia zaczęła się w nie bardzo odległych czasach...A wszystko dotyczyło jednej legendy: o tajemniczych wojownikach zwanych Zwiadowcami...Jej głównymi bohaterami są trzy elfice. Każda z nich posiada swój styl walki: Ireth ma władze nad magią, Nessa jest świetną szermierką, a Girlaen (to ja) potrafi doskonale strzelać z łuku. Są one ostatnimi przedstawicielkami rodu Zwiadowców! Ukrywają się w lesie przed elfami demologami, które dążą do zgładzenia ich. Są obrończyniami niewinnych, ruszają z pomocą każdemu kto na to zasługuje. A takich jest nie wielu... Charakteryzuje je tatuaż na plecach o tajemniczych symbolach które potrafią odczytać tylko najstarsi.
G-Słyszycie to?
I-Nie za bardzo...
G-To nadstaw uszu!
N-Ktoś potrzebuje pomocy!
Przygotowałyśmy broń i pobiegłyśmy w stronę głosu wołającego o pomoc. Zobaczyłyśmy demony atakujące jakiegoś ludzkiego człowieka. Rozległ się cichy świst i moja pierwsza salwa strzał już uśmierciła kilka demonów. Ireth szepnęła jakieś zaklęcie i po chwili było słychać krzyk agonii. Trzecia elfica zabiła pozostałe. Podbiegły do nie przytomnego już chłopaka.
G-Zemdlał?
I-Miejmy nadzieje, że tylko to.
N-Chodźcie musimy go stąd zabrać zanim wrócą ich bracia!-wskazała głową martwe demony.
Momentalnie zniknęłyśmy za zasłoną drzew mknąc cicho jak wiatr. Po jakichś 15 minutach dotarłyśmy do swojej kryjówki. Położyłyśmy człowieka na łóżku i oddałyśmy go w ręce Ireth która znała się na leczeniu. Po kilku zaklęciach i wcieraniach w ciało różnych maści powoli otwierał oczy.
-Budzi się!-powiadomiła nas przyjaciółka.
Wstał i popatrzył na nasze przyjaźnie uśmiechnięte twarze.
R-Ja chyba śnie.
G-Nie!To nie sen to prawdziwy świat.
R-Gdzie ja jestem? Kim wy jesteście?
N-Jesteś w naszym domu, a ja jestem Nessa obok mnie siedzi Girlaen, a tam przy stoliku siedzi Ireth. To ona cię wyleczyła-wymieniona przed chwilą dziewczyna pomachała mu przyjaźnie ręką.
I-Jak się już czujesz?
R-Już lepiej dzięki. Ale skąd się tu wziąłem?
N-Przyniosłyśmy cię.
R-Wy?-uniósł pytająco brew.
G-Wbrew pozorom nie jesteśmy takie słabe-powiedziałam-Ide narąbać drew na opał w nocy jest coraz chłodniej!
N-Jesień jest bliska nadejścia.
I-A co my z nim zrobimy?
N-Może zjemy?-zażartowała.W oczach chłopaka pojawił się lęk-Ja tylko żartowałam! O, właśnie nawet nam się nie przedstawiłeś. Jak masz na imię?
R-Jestem Roy.
N-Skąd pochodzisz?
R-Z sierocińca.
I-Hm...Czyli Ereinion!
R-Co?
I-Tak brzmi twoje imię w języku elfów-wyjaśniła mieszając coś w swojej miseczce, podała ją chłopakowi-Wypij to, a twoje siły ci powrócą.
R-Dziękuje-wypił duszkiem cały napar-co to jest?
I-To jagody z malinami i ekstrakt elfów-wzruszyła ramionami na znak że to nic niezwykłego.
R-Wybaczcie, ale chyba się zdrzemnę-ziewną i położył się na łóżku.
N-Tak się zastanawiam...Czemu demony chciały go zabić?
I-Hm...Musiały mieć jakiś powód, tylko jaki?
N-Może on będzie wiedział?-wskazała na Roya.
I-Może, ale na razie dajmy mu wypocząć.
N-Dobrze idę pomóc Girlaen.
Wyszła i podeszła do przyjaciółki.
N-Pomóc ci?
G-Nie uwierzysz, ale daje sobie rade.
N-Ciekawe skąd się wziął w naszym lesie?
G-No...Zwykle ludzie nie zapuszczali się tak daleko.
N-A nawet jeśli to zawsze odstrasza ich bariera...
G-Czemu teraz nie zadziałała?
N-Może on ma w krwi geny magicznych stworzeń?
G-Hm...
N-Ale się tego nie dowiemy bo nie zna swoich rodziców...
G-Jeśli ktoś jest sierotą, to nie koniecznie z powody porzucenia przez rodziców...Można też nim zostać kiedy rodzice zginą na przykład w wypadku.
N-Wiem, wiem tylko zapomniałam o tym...
G-Spokojnie. Nikomu nie powiem-puściłam do niej oczko-No dobra mamy już dosyć drew na opał.
Wzięłyśmy wszystko i wróciłyśmy do naszego domu.
I-Co powiecie na zapiekankę warzywną, a na deser brzoskwinie w miodzie.
N i G-Pycha!
G-Uwielbiam twoją zapiekankę!
N-A brzoskwinie w miodzie to poezja dla kubków smakowych!
I-Ciesze się, że lubicie moją kuchnie-uśmiechnęła się.
R-Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś takiego...
N-Zobaczysz będziesz zachwycony!
G-Umiesz walczyć?-zapytała znienacka chłopaka.
R-Umiem się bić...Ale walczyć chyba nie. W sierocińcach nie uczą takich rzeczy.
G-Skoro demony chciały abyś stracił życie znaczy to, że musimy nauczyć cię bronić się.
I-Ale po obiedzie! Nie możecie walczyć z pustymi brzuchami.
N-Dla mnie to idealna propozycja.
G-Domyślam się!-zaczęłam się śmiać, a po chwili dziewczyny zaczęły śmieć się ze mną.
Po 5 minutach czuć było intensywny zapach przygotowywanych pyszności.
I-O już jest gotowe! Nessa nakryjesz stół? Girlaen przygotuj napój.
R-A ja?
I-Ty siadaj tutaj-postawiła kolejne czwarte krzesło przy stole
Wszystko było gotowe po kilku chwilach. Siedzieliśmy przy stole.
I-Smacznego.
R, N i G-Smacznego.
Zaczęliśmy jeść.
I-I jak ci smakuje?-zapytała Roya.
R-Jest przepyszne!
I-Ciesze się.
G-Jak myślisz czemu demony chciały cię zabić?
R-Myślę, że ...
------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że trochę krótkie,ale chciałam już to opublikować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz