G-Że co?
R-Uważają mnie za niebezpiecznego...
I-A z jakiego powodu?
R-Moja mama była jedną z wyższych rangą elfów magów-patrzył na ziemie.
N-Jak się nazywała?
R-Aredhel Faelivrin.
I-Jakim była elfem?
R-Złotym...Miała długie, złote jak promienie słońca włosy i głęboko zielone oczy...Opiekowała się mną dopóki nie umarła-znów spuścił głowę, ale tym razem chciał ukryć łzy.
G-Co się stało?
R-W tamtym czasie była wojna między Złotymi elfami, a Mrocznymi. Zginęła w bitwie...
Nessa podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.
G-Ale czemu demony chciały cię zabić?
R-Odziedziczyłem po niej moc i żywotność-uśmiechną się delikatnie podnosząc wyżej lewy kącik ust. Zrobił nieznaczny ruch ręką i ujrzałyśmy szpiczaste uszy chłopaka.
G-Ale jak?
I-To było zaklęcie.
N-Skąd je znasz?
R-Tuż przed tym jak musiała wyjechać dała mi księgę z zaklęciami. Dzięki temu w sierocińcu nikt nie zobaczył jak na prawdę wyglądam-jego oczy stały się jaśniejsze.
G-To wyjaśnia czemu jeden z warlocków cię zaatakował...Tylko jak to się stało, że zemdlałeś?
R-No wiesz, jestem jednak nie doświadczony...A oni mieli przewagę liczebną.
I-Pomogę ci się rozwinąć.
G- Ireth jest jedną z większych magów...
N-I możesz wiele się od niej nauczyć!
Wszystkie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem w tym samym czasie, a Roy nie rozumiał o co chodzi.
Podniósł nieznacznie brwi w niemym pytaniu.
G-Co?
R-Z czego się śmiejecie?
G-Zawsze wybuchamy śmiechem kiedy jedna dokończy zdanie drugiej...To takiego rodzaju rytuał na znak przyjaźni-uśmiechnęła się-No dobrze dziewczyny czas na ćwiczenia!
N-Nie możemy sobie ich dzisiaj odpuścić? Co będzie z Royem?
G-Może pójść popatrzeć-wzruszyłam ramionami na znak że to jego decyzja.
R-Mogę patrzeć.
I-Bo ćwiczyć to raczej nie...Jesteś jeszcze za słaby.
Ruszyłam pewnym krokiem do naszego miejsca ćwiczeń, a pozostali za mną. Każda z nas ma swoje 3 manekiny. Założyłam na głowę kaptur mej peleryny i skryłam się pośród listowia krzaków,drzew. Wyciągnęłam jedną ze strzał z kołczanu i nałożyłam na cięciwę. Oceniałam odległość i rozluźniłam palce.
Powtórzyłam to jeszcze kilka razy i podeszłam do manekinów. Wszystkie trafiły tak, że mogłyby zabić.
Wyrwałam je z manekina, włożyłam do kołczanu, a potem poszłam na skraj lasu. Zaczęłam się skradać. Stąpałam cicho dzięki butom z miękkiej skóry.Przemieszczałam się powoli dostosowując się do ruchu cienia padającego na ziemię. Skradałam się w stronę Roya. Stanęłam za nim i odezwałam się cicho.
G-Witaj.
Zaczął już szykować zaklęcie kiedy zobaczył, że to tylko ja przerwał czar.
R-Nigdy więcej tego nie rób.
G-Dlaczego?
R-Mógłbym ci zrobić krzywdę-mówił patrząc na mnie poważnie.
G-Nie sądzę. Jestem doświadczoną wojowniczką i byle elf nie zrobi mi krzywdy!
R-Dzięki, wiesz!-powiedział kąśliwie.
G-Proszę bardzo-uśmiechnęłam się do niego-Ireth chodź tutaj!
Przyszła po chwili.
I-O co chodzi?
G-On uważa że mógłby zrobić mi krzywdę zaklęciem!
I-Tobie? Przeżyłaś już wiele razy stawałaś do walki z doświadczonymi i potężnymi magami!
G-Widzisz?-zwróciłam się do chłopaka.
Mrukną tylko coś nie zrozumiale.
N-Co się dzieje?
G-A nic tylko sobie gadamy...
N-Skradłaś się do niego i zaskoczyłaś od tyłu?
R-Skąd wiesz?
G-Jej też tak kiedyś zrobiłam-zaczęłam się śmiać, a razem ze mną dziewczyny.
R-Skąd się znacie?-zmienił nagle temat.
I-Brałyśmy udział w tej samej walce...
G-Jakieś 50 lat temu...
N-Walczyłyśmy...
I-Ta bitwa odniosła fatalne skutki...
N-Tylko my uszłyśmy z życiem...
G-Ledwie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sorki że takie krótkie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz