czwartek, 19 czerwca 2014

Czas leczy rany II-

-A co boisz się mnie?-zadrwił.
-Ja się nie boje nikogo, a w szczególności ciebie!
-Możesz się poskarżyć tatusiowi-zakpił ze mnie.
-Masz serce z kamienia!-wrzasnęłam i zaczęłam biec w stronę mojego domu. Poczułam piekące łzy w oczach.
-Roz!-zawołał za mną Konrad i zaczął biec w moim kierunku.
-Proszę zostaw mnie...Mam już dość-spojrzałam na niego czerwonymi od płaczu oczami.
-Nie zostawiaj mnie z nim sam na sam-patrzył na mnie błagalnie.
-Chce zostać sama-powiedziałam, byłam już przed drzwiami wejściowymi i zamknęłam je.
-Roz błagam cię!-zaskomlał.
-Jak można się tak płaszczyć przed dziewczyną?-nie rozumiał Henry.
-Skoro nie wiesz to się nie dziw, że jej nie masz-powiedział drwiącym głosem.
-Ja zawsze dostaje to co chce-rzekł tajemniczo.
-Jej na pewno nie dostaniesz!
-Założymy się?
-Ty! Jeśli jeszcze raz ją obrazisz dostaniesz!
-Hmm...Szczerze mówiąc nie sądzę.
-Teraz przegiąłeś!-walnął go z całej siły w brzuch, a tamten mu odpowiedział ale uderzył go w głowę w takie miejsce, że padł na zimie. Widziałam i słyszałam wszystko z kuchni.
Otworzyłam drzwi i wybiegłam.
-Coś ty mu zrobił?!
-Nic takiego.
-Nic takiego! On zemdlał!
-Nie powinno mu się nic stać to było lekkie uderzenie-zaczął się tłumaczyć.
-Idź stąd!
Pobiegł sprintem w stronę lasu.
-Nic ci nie jest?-zapytałam z troską.
-Nie.
-Chodź do domu-weszliśmy do mieszkania.
Zaprowadziłam go do kuchni i wyjęłam z szafki apteczkę.
-Uh-stęknął kiedy oczyściłam rany wacikiem nasączonym wodą utlenioną.
-Szczypie?
-Trochę-uśmiechnął się blado.
-Czy jak pocałuje mniej będzie bolało?
-Tak. Boli mnie tu-pokazał na czoło- I tu-teraz wskazał nos-A tu najbardziej-dotknął palcem wargi.
Pocałowałam bolące miejsca, a przy ostatnim przyciągną mnie do siebie i czule pocałował.
-Nie przejmuj się nim. Nie jest tego wart-popatrzył mi w oczy.
-Wiem, że nie powinnam była uciekać-poczułam ciepłe łzy na policzku-Tęsknie za nim.
-Za Hubertem?-spytał z niedowierzaniem.
-Nie głuptasku za tatą-nagle głos mi się załamał-Bardzo mi go brakuje.
-Chodź-wziął mnie na ręce i wniósł do mojego pokoju. Potem położył na łóżku i usiadł koło mnie.
-Kocham cię-szepnął mi do ucha.
-Ja ciebie też-przytuliłam się do niego, a on oplótł mnie ramionami.
Siedzieliśmy tak w ciszy, każdy myślał o czymś innym. Ale nie była to uciążliwa cisza.
-Pójdziesz dzisiaj ze mną na grób?
-Pewnie, że tak.
-Dziękuje.
Nachylił się nade mną i pocałował delikatnie. Potem wtuliłam się w niego.
-Może coś zjemy?-zaproponowałam.
-Bardzo chętnie.-uśmiechnął się do mnie i poszliśmy do kuchni.
-Na co masz ochotę?
-A może ja coś zrobię? Co powiesz na naleśniki?
-Dzięki. Bardzo chętnie.
Już po 15 minutach już zajadaliśmy naleśniki z dżemem malinowym.
-Jak ty to robisz, że zawsze robisz takie pyszne jedzenie?
-Samo wychodzi-wzruszył ramionami.
-Oj już nie bądź taki skromny.
-Zmieńmy temat. Idziemy na grób twojego taty?
-Tak. Poczekaj wezmę wkłady i znicze z szafki i już możemy iść.
Poszłam do pokoiku na strychu i wzięłam 4 wkłady i 2 znicze. Robert już czekał w przedpokoju.
-Nie smuć się proszę-przytulił mnie,a po chwili łzy płynęły z moich oczu.
-Nie potrafię wiesz jak bardzo mi go brakuje...Rozmów z nim, wspólnego oglądania telewizji, picia razem herbaty. Ktoś by pomyślał, że minęło sporo czasu, a mnie już powinno przestać go brakować. Ale to nie możliwe-otarł mi łzy chusteczką i spojrzał mi w oczy, a ja w jego ujrzałam błysk zrozumienia.
-Wiem jak to jest-szepnął (jego mama zmarła na raka kiedy miał 12 lat)
-A ja wiem, że wiesz-jego oczy zabłysły kiedy się do niego uśmiechnęłam-tylko ludzie którzy stracili kogoś bliskiego mogą wiedzieć co czuje ja  i ty.
-Tak...-posmutniał nagle i jego łzy zabłysły. Zaczął patrzeć na podłogę żebym ich nie zobaczyła.
-Ej to nic strasznego kiedy okazujesz uczucia-uśmiechnęłam się do niego-Dla mnie zawsze będziesz moim bohaterem.
Chwycił mnie za rękę i przyciągną mnie do siebie.
-Mówiłem ci już, że jesteś wspaniała?
-Jakieś milion razy!
-To powiem ci to po raz milion pierwszy. Jesteś wspaniała-uśmiechną się do mnie, a jego oczy stały się jaśniejsze, jak za każdym razem kiedy mi to mówi.
-To niesamowite.
-Co jest niesamowite?
-To, że masz takie śliczne oczka!
-Dzięki-uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-No dobra teraz koniec tego gadania. Idziemy na groby.
Wyszliśmy trzymając się za ręce. Podążaliśmy tak w milczeniu spoglądając na niebo. Doszliśmy na miejsce po 15 minutach. Przekroczyliśmy bramę i przeszliśmy koło wielu grobów aż trafiliśmy na grób mojego taty i jego mamy. Wyjęłam znicze z siateczki, zapaliłam je na obu grobach i powymieniałam wkłady. Pomodliliśmy się, a potem staliśmy wspominając dobre chwile spędzone razem z nieobecnymi bliskimi.
Przypomniał mi się dzień kiedy tata próbował nauczyć mnie pływać...Na początku bardzo się bałam, ale kiedy spojrzałam w jego oczy i dostrzegłam w nich wiarę...Wiarę we mnie. Tego dnia nauczył mnie płynąć żabką. Nigdy go nie zapomnę.
Poczułam jak ktoś chwyta mnie w tali, odwróciłam głowę a tam Hubert.
-Puszczaj mnie!-krzyknęłam. Konrad natychmiast spojrzał w moją stronę i go dostrzegł.
-Chodź Roz. Nawet na cmentarzu nie można mieć spokoju-spojrzał zimnym wzrokiem na niego.
O dziwo puścił. Zobaczyłam jego zmieszaną minę kiedy spojrzał na wyryte w kamieniu słowa. Popatrzył na mnie, potem na mojego chłopaka i znów miał tę szyderczą minę. Znów popatrzyłam na nagrobek mojego taty i momentalnie po policzku spłynęły mi łzy. Ciepła dłoń oplotła moje palce, to Konrad patrzył na mnie z troską.
-Nic mi nie jest...
-Chodź odprowadzę cię do domu.
-Dzięki.
Wyszliśmy z cmentarza zostawiając za sobą Huberta.
-Ciesze się, że przy mnie jesteś-przytuliłam się do mojego Miśka.
-To ja się ciesze, że ciebie poznałem-dał mi buziaka w czubek nosa.
-A co powiesz na to żebyś dzisiaj u mnie przenocował?
-Najpierw musimy się spytać rodziców...
-Żaden problem ja to załatwię-puściłam do niego oczko.
-No tak. Zapomniałem o twoim darze przekonywania.
-A nie powinieneś zapominać!
-Jedyne o kim  nie chcę nigdy zapomnieć jesteś ty.
-Ależ ty jesteś romantyczny!
-To źle?
-Ani trochę.
Szliśmy tak w stronę domu kiedy zadzwonił mój telefon.
-Moja mama-kliknęłam zieloną słuchawkę-Cześć mamo. A nic wszystko w porządku...Mamo...Może dzisiaj u nas nocować Konrad? To wspaniale! Dzięki, pa, całuski. Możesz!-powiedziałam do niego odkładając telefon.
-To super.
-Wiesz co?
-Nie wiem.
-Sama chciała to zaproponować!
-Naprawdę?
-Ja też nie wierzyłam własnym uszom, ale na to wychodzi.
-No to teraz trzeba zadzwonić do mojego taty...
-Nie trzeba. Moja mam już to zrobiła!
-Dzień pełen niespodzianek!
-To prawda, a teraz idziemy do mojego domu.
-Będę musiał zajść do siebie po pidżamke.
-Wcale nie masz jeszcze u nas tamtą.
-Serio?
-Mamuśka ją uprała, a ty zapomniałeś zabrać.
-Wow.
-Nom, a tak przy okazji mamy wolną chate!
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Co się na mnie tak patrzysz mama uprzedziła, że będzie nocować u koleżanki. I nie wróci na noc.
-Mowę mi odebrało!
-To nic nie mów tylko mnie przytul bo zimno się robi.
-Poczekaj-zdją bluze i podał mi ją.
-Dziękuje.
-Nie ma sprawy.



_________________________________________________________________________________
Wiem, że krótkie ale nie wiem co pisać to tyle...Dobranoc ^-^





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz